sobota, 2 stycznia 2016

Nawet w mieście mam swą najdzikszą pieśń. Pora przypomnieć sobie jej nuty.

      Udało się w ciągu tego pobytu w ojczyźnie, dwa razy odpocząć na łonie natury. Czemu to jest takie niewiarygodne? Bo zwykle nigdzie nie jeździmy. Dlaczego w domu rodzinnym robimy to, co chcą inni, żyjemy podług cudzego planu i przeważnie w szalonym pędzie?
      Nie przyzwyczaiłam się do tego przez rok, nie przyzwyczaję nigdy. Całe życie wyłącznie ja stanowiłam o sobie, nikt mi nie planował dnia, przyznam, że wszelkie tego typu próby, potrafią wpędzić mnie w furię. Ale dość już...
      Spędziliśmy kilka godzin nad brzegiem Warty w towarzystwie dziesiątek łabędzi, kaczek i kormoranów. W tamtej chwili było ważne tylko to: otaczający nas bezkres i szelest płynącej wody. Chociaż to nie mój rodzaj energii, bo prądy, nurty, powodują, że jestem w ciągłej gotowości bojowej, ale i tak było warto.

"Nie pytaj siebie, czego potrzebuje świat. Zapytaj się, co dodaje Ci sił i podążaj za tym. Bo tego właśnie świat potrzebuje: ludzi, którzy są pełni sił."
- Howard Thurman


      Najważniejsze to zwolnić tempo. Wysypiać się i donikąd nie spieszyć. Zobaczyć się z bliskimi, zajrzeć w ulubione miejsca, nabyć to, co na obczyźnie niedostępne.
      Po prawie dwutygodniowym folwarku żołądek powiedział pass!! Skutek uboczny niestrawności, to - prócz wymiotowania zielonym, słonym płynem - jeszcze pokaźny brzuszek. (A przed wyjazdem był pokazowy...) Niestety nie jestem zdrowym człowiekiem, prowadzę ścisłą dietę i każde regularne odstępstwo bardzo mi szkodzi.
      To nie dotyczy jednorazowych epizodów, typu spotkania na fast-foodzie czy nieodpowiednia dla mnie kolacja u znajomych, ponieważ to jest RAZ na jakiś czas, a i wtedy piwka czy drinka nie odmówię.
      Lecz egzystowanie w ten sposób tyle dni, dowiodło po raz kolejny, że bardzo muszę uważać.
      Jestem osobą towarzyską, a ostatnio właśnie zdrowie przytrzymało mnie w domu. Nie mogę i nie radzę sobie tyle dni pod rząd z posiłkami, które szkodzą przy moich kłopotach zdrowotnych. Szkoda, że rodzina nie potrafi tego pojąć, że wciąż wpychają we mnie jak w małe dziecko rzeczy, których najwyraźniej zbyt słabo odmawiam ze względu na kulturę osobistą i uczucia jakie do nich żywię.
      Życzę sobie na ten Nowy Rok, aby przyjazdy do Polski już więcej nie kojarzyły mi się z bólem brzucha i rzyganiem.


      Kiedyś nie wierzyłam, że ludzie potrafią się zmieniać. Niestety prowokowali mnie do tezy o sztywności człowieka względem najbardziej upartych ról w moim życiorysie. Co jednak najważniejsze, oczekiwanie wdzięczności za sprawienie komuś dobrego uczynku, to wielki grzech. Jeżeli pomagamy oczekując czegoś w zamian, to jesteśmy egoistami i pomagamy wyłącznie dla korzyści własnych.
      Poprzez swoje działania można spodziewać się cudu przemiany w drugiej osobie, tam w środku i obserwowanie tego jest wspaniałą i w zupełności wystarczającą podzięką. Bo ludzie się zmieniają. A przynajmniej swoje nawyki, np względem innych.

"Jesteśmy całkowitą sumą naszych doświadczeń - można powiedzieć, że obciąża nas nasza przeszłość. Wystarczy dobrze się zastanowić, aby zdać sobie sprawę, że zawsze gdy odczuwamy stres lub strach, ich przyczyną jest wspomnienie."
- Morrnach Simeona

      Dałam sobie wolność od wszystkiego, co zdarzyło się w przeszłości. Wiadomo, że pewne urazy nie opuszczają tak łatwo, pamięć pozostaje, a w niej osobiste odczucia. To będzie rok dobrych myśli, następnych ważnych zmian i ogromnych trudów, ale mam nadzieję że również kolorów.
      Nadal wierzę w drugiego człowieka, wierzę w dobro i wierzę w szczęście. Pamiętam to uczucie całkowitego spełnienia. Boję się, że jeżeli przez rok nie poczułam tego na obczyźnie, to już nigdy tam nie poczuję. Ale poza strachem, mam też ogromne pokłady nadziei, że wszystko się ułoży, nie jestem przecież sama. Chcę wierzyć, że to będzie naprawdę bardzo dobry rok, że najtrudniejsze już za mną. Że poczuję jeszcze tą lekkość życia - taki mam plan.
      To jest jedno, jedyne postanowienie, bo ja nie lubię się rozdrabniać, tworząc jakąś wielką listę. Skupiam się na jednym, co jest najważniejsze i dążę konsekwentnie do celu. Czas odzyskać siebie. Swą wilczą naturę.


      Pojęcie zwierzęcia mocy wywodzi się z praktyk szamańskich, jednak zwierzę to, nie jest przypisane jedynie profesji szamana. Zdaniem szamanów posiada je każdy człowiek. A ja potrafię w ten świat zajrzeć.
      Zwierzęta mocy to inaczej duchowi pomocnicy, którzy są wiernymi towarzyszami, bez nich np szaman nie byłby w stanie uzdrawiać. Są to przewodnicy, którzy wspomagają w wizjach oraz wędrówkach po innych wymiarach. Ja zajmuję się sferą snów i podróży astralnych. Świat duchów i aniołów odgrywa w moim życiu znaczącą rolę.
      Są one przewodnikami w odmiennych stanach świadomości, są nauczycielami, pełnią funkcję ochronną, doradczą oraz pomocniczą, np. utrzymują człowieka w dobrym stanie fizycznym i psychicznym, niektóre pojawiają się dopiero w stanach szczególnego zagrożenia albo w odpowiedzi na wezwanie o pomoc. Wymienia się, na przykład: duchy strażnicze, duchy-wychowawców, duchy-pomocników, duchy przewodników, duchy natury, zwierzęta mocy, jak również totemy.
      Opuszczenie przez zwierzę mocy (lub zaniedbanie tej sfery duchowej) powoduje, że człowiek, dla którego wcześniej ta strefa miała wielkie znaczenie, czuje się osamotniony, pogrążony w pustce, często choruje np. na depresje, izoluje się od otoczenia nie widząc w niczym celu ani radości. Szamani wierzą, że aby nasze zwierzę mocy nas nie opuściło należy o nie regularnie dbać. Potwierdzam.

      Moim nauczycielem i przewodnikiem jest wilk, duch, który poprowadził mnie do najgłębszych poziomów siebie, do intuicji i wiedzy. Przypominał mi zawsze, że pomimo tego, iż żyję w cywilizowanym świecie, pozostaję w nierozerwalnym związku z dziką naturą. Ukazał mi aspekt tego, co mogę doświadczać nocą podczas świadomych Snów. Przypomniał, że choć żyję w stadzie, jak i on, to jednak najwięcej dzieje się w samotności, w głębi mnie samej.
      Pokazał, że aby w pełni dojść do zrozumienia siebie, muszę być sama. Muszę odrzucić osądy i przekonania innych, odizolować się. Odkryć swoją jaźń, wewnętrzną siłę. Jednak nie odnajdę tego bez podejmowania ryzyka, nie mając w sercu odwagi.
      Wilk ukazał mi pewne struktury społeczne, szacunek i wartości, jakich nie poznam wyłącznie alienując się ze społeczności. Jednocześnie pokazał, jak mimo uwikłania się w sfery rodzinne i społeczne, pozostać sobą, wolnym i niezależnym duchem. Jestem w rodzinie jestem dla ludzi i dbam o przyjaciół, zależy mi na tym, ale nadal pozostaję idywiduum, które bardzo często potrzebuje spokoju i ciszy dla samego siebie.
      Kiedy dbałam o sferę duchową i przyjmowałam na bieżąco wszystkie lekcje, byłam wytrwalsza w dążeniu do celu i odporniejsza na przeciwności, teraz za szybko się poddaję i za bardzo przejmuję innymi ludźmi.
      Potrafiłam szybko podejmować decyzje i brać za nie odpowiedzialność ze wszystkimi tego konsekwencjami, teraz brakuje mi często odwagi, by chociaż spróbować.
      Wilk uczył mnie mieć kontrolę nad własnym życiem i własną ścieżką, wypadłam jednak z toru. Pomagał mi osiągnąć harmonię i żyć w zgodzie ze sobą, jednocześnie żyjąc w zgodzie z otoczeniem, a tutaj strasznie, ale to strasznie, straszliwie się pogubiłam. Uczył mnie też dyscypliny, cholera, gdzie to jest?! Gdzie ta moja wyjątkowa umiejętność dostosowywania się do nowych warunków?
Gdzie moja zdolność szybkiego analizowania siebie i otoczenia i zestawiania tego w całość? Wrrr.... >_< Jak to mówi dzisiejsza młodzież: czas się wziąć!


      Inna facjata ducha, to ten pełniący u mnie rolę ochronną, który mnie ostrzega i jest to niedawno wspomniany pająk, który towarzyszy mi od samego początku pierwszej duchowej świadomości. Wilk przyszedł kilka lat później.
      Symbolika pająka jest dość złożona, tak jak i złożona jest jego natura. Pająk jest budowniczym i myśliwym, potrafi zarówno tworzyć i niszczyć, może oznaczać zarówno moc iluzji jak i oświecenia. Przychodzi do mnie we snach i ostrzega najczęściej przed innymi ludźmi, oraz przed niebezpiecznymi wydarzeniami. Jeszcze o tym napiszę, bo tu dużo mam do powiedzenia. Notabene mój koszmar z dzieciństwa, oj miałam ja z tym pająkiem okropne przeżycia...


"Sukces jest sumą małych wysiłków, powtarzanych dzień w dzień."
- Robert Collier

      Dziś mamy Dzień Filmów i Książek Science Fiction. Kto z Was był już na Gwiezdnych Wojnach? Jeżeli macie dylemat między tym, a nowym Bondem, agenta stanowczo odradzam. Niewiele akcji, ze dwa gadżety,a przecież to jara najbardziej fana 007! Zbyt dużo gadania, brzydka kobieta, brak animuszu niektórych scen, nuda. Zdarzyło mi się oko przymknąć nawet. Jak lubiłam Bonda, tak stwierdzam, że tym razem to klapa.
      Nie jestem fanką Gwiezdnych Wojen, nie oglądałam wszystkiego od deski do deski, ale mniej więcej fabułę znam. To bardziej mąż nalegał na ten film i przyznam, że dokonał lepszego wyboru niż ja. Do ostatniej sceny akcja trzymała w napięciu, polecam w wersji 3D.


      Ciotka mnie ogarnęła. Nie znalazłam czasu aby wejść do mojej specjalistki od leczenia medycyną naturalną, mojej zielarki i irydolog, ale znalazłam czas, aby spotkać się z ciotką i ona spotkała mnie ze swoimi "pigularkami".
      Wspomniałam ostatnim razem, że pojawiło się na mojej karcie zdrowia nadciśnienie. Tak nie całkiem, bo w chwili obecnej mam ciśnienie jak ta lala, książkowe. Należę do osób, które nie powinny jeździć w góry, taki paradoks. Stąd najpewniej wszystkie moje dolegliwości.
      Będę testować na sobie ziele jemioły, mające wspomóc stymulację ciśnienia. I na problemy skórne, które zalewają mnie jak tylko bez mała granicę przekroczę, mam magiczny płyn wtedy wypić. Zgodnie z tym, co śpiewa Ewa Farna: "co mnie nie zabije, to mi zrobi dobrze".
      A może mi ktoś wyjaśnić, dlaczego kawa, którą kiedyś kupowałam dosłowne na święta i inne okazje, za 22 zł, dzisiaj kosztuje ponad 30 za pół kilo mielonej, a kilogram w ziarnach 67zł? Moja ulubiona kawa to była! Już nie jest, obraziłam się.



      Na FP Manufaktury znalazłam przepiękne zdjęcia z godziny zero. Swoje strzały z aparatu słałam z balkonu, kolega użyczył 10 piętra (ja mieszkam na 9, za nisko mi było). Metodą prób i błędów, nabyłam niedoskonałą jeszcze, umiejętność fotografowania fajerwerków. Do dzieła zawodowego fotografa, dużo mi brakuje, np przeczytania wreszcie instrukcji obsługi ;] Ale i tak jestem zachwycona prędkością migawki, niemniej nie pokażę Wam swoich zdjęć, bo przy poniższych to żenada. Dopiero się uczę.




I panorama Łódzka, również dzieło profesjonalisty:


      6 stycznia w Łodzi odbędzie się festyn, a ulicami przejdzie Orszak Trzech Króli, który zawsze lubiłam oglądać. Będzie ciekawiej, bo w trakcie przemarszu orszaku zostaną rozegrane scenki biblijne.
      W Polsce jest mnóstwo ciekawych wydarzeń, jest gdzie wyjść, jest gdzie pojechać, czegoś doświadczyć. Cholernie mi tego brakuje, cholernie brakuje mi mojej wszędobylskości, byłam zawsze tam, gdzie coś się dzieje. Pozostaje oglądać zdjęcia w internecie.
      Niedługo powrót do domu, za siedem gór, za siedem dolin, rzek i siedem jezior. Tam, gdzie jeden cień w dolinie mgieł woła do siebie, jak dzikości zew, jak duchów śpiew, gdzieś daleko, byle najdalej od człowieka, do bezkresu, do ciszy absolutnej, że aż w uszach dzwoni. W sumie nie jest źle. Wszak mam swój kawałek nieba i liczne ścieżki pośród skał porośniętych mchem.

22 komentarze:

  1. Jeśli Cię to pocieszy ja się tak zachłannie zajadałam polskim jedzeniem po powrocie, że do dziś walczę z brzuszkiem. Na szczęście nie wyglądało to tak strasznie jak u Ciebie. Przyzwyczaiłam się uważać. Wiem, że raz zjem coś nie tak i zwijam się z bólu przez kilka tygodni. Lata walk z moją mamą o jedzenie w domu.

    Nigdy nie oglądałam Gwiezdnych Wojen. Co o nich myślisz? Polecasz? Jestem ciekawa Twojej opinii.

    Podobnie mam pytanie dotyczące irydolog. Wiele razy zastanawiałam się czy to naprawdę działa i warto się wybrać Prywatnie zwykle bardzo się cenią, a zioła mają jeszcze droższe. Nigdy od nikogo nie słyszałam, że to jest naprawdę skuteczne.

    Tak ciekawości jaka ta ulubiona kawa?:P

    Nigdy nie udało mi się sfotografować fajerwerków tak, jakbym chciała. Może kiedyś się uda.

    Szukałaś u siebie czy nie ma żadnych wydarzeń kulturalnych? Nie chce mi się wierzyć, że nic nie ma.Pewnie unikasz, bo na tym etapie jeszcze nie rozumiesz?

    Pozdrawiam Cię w tym nowym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałam dawno temu w odległej galaktyce z moją mamą, ale pamiętam, że nigdy do końca i nie wszystkie części. Nie wciągałam się. Myślę, że czas jakoś niedługo zrobić sobie maraton ze wszystkiego co nakręcili, siódemka mnie zachęciła.
      Kiedyś uważałam, że przebajerzone są te filmy. Nigdy nie lubiłam kosmicznego science fictioin, mama za to tylko takie filmy ogląda. Np Star Trek jeszcze i wszystko tego typu. Mnie jedyne co z jej repertuaru naprawdę się spodobało, to Gwiezdne Wrota.

      Irydolog, do której czasami chodzę, prowadzi sklepik zielarski w dobrych cenach. Ostatnio jak potrzebowałam konkretne zioła, zamiast mnie naciągnąć, sprzedała mi to samo tyle że niby z innym przeznaczeniem i już były wielokrotnie tańsze. Wiesz, w postaci herbaty 11 zł, a w postaci suszu do kąpieli, 2,50. A to dokładnie to samo było. Także z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to dobra kobieta. Zawsze ma klientów, przyciąga do siebie. A z jej usług wyczytywania z oczu chorób, tak naprawdę nie korzystałam, w necie jedynie czytałam, że jak u klientki raz coś poważnego zobaczyła, to od razu ją do doktora wygoniła, więc mówi jak coś jest nie halo. To nie są informacje z pierwszej ręki, ale jakoś... czuję się zdrowsza jak mi w oczy spojrzy i nie sprzedaje złej wiadomości Oo

      Kawa Dallmayr, konkretnie zielona - inne mi nie smakowały.

      A masz lustrzankę, czy cyfrówkę? Bo różnymi cyfrówkami próbowałam i się chyba nie da.

      Przeglądam witryny regionalne i czytam gazety gminne. Jak coś się pojawia to klapa taka, że nawet pisać nie ma o czym. A jak piszę, to krytycznie :P
      W Austrii jarmarki przypominają mi nasze polskie, to czasem jeździmy. I raz do roku jest świeży ubój bydła, restauracje wtedy są wypchane po brzegi i przyznam Ci że to smakowita oraz godna polecenia przygoda.

      Pozdrawiam Cię ciepło, bo coś mrozi ostatnio ;)

      Usuń
    2. Może to dobry pomysł, abym i ja zaczęła od dupy strony. Gra tam jeden z moich ulubionych aktorów.

      O proszę, muszę jednak kiedyś spróbować. A masz jej nazwisko? Wiesz czy jest tylko w Łodzi czy bywa też w Kato?

      Jak nie mam pod ręką Pożegnania z Afryką to uwielbiam Lavazzę, w złotym opakowaniu najulubieńsza. Przywiozłam irlandzkie kawy, ale czekają na swój moment.

      Cyfrówkę maksymalnie zbliżoną do lustrzanki. Lustrzanka jest trudna i trzeba mieć trochę umiejętności, aby robić nią dobre zdjęcia i odpowiednią obróbkę. Póki co nie czuję się na tyle zdolna i podziwiam zdjęcia znajomych.

      Kurcze, to nawet na wiosce w Irlandii, w której mieszkałam ciągle coś się działo:P Jesteś pewna?

      Mrozi, mrozi, ale szczęśliwie nie wychodzę za dużo ostatnio. Oglądam filmy przed ogłoszeniem nominacji, czytam, koloruję;) Oddaję się pełnemu hedonizmowi. Wiem, że jak wrócę do pracy będzie ciężej z czasem.

      Pozdrawiam Cię z nad ciepłych ziółek:)

      Usuń
    3. Gwiezdne Wojny to jedyny chyba film, który z jakiej strony nie zaczniesz oglądać, będzie dobrze. Wiesz jak to było kręcone ;)

      Właścicielka sklepiku pisze o sobie tak:

      "Jestem zielarką, wiedźmą, zielichą - poszukującą najskuteczniejszych sposobów przywracania zdrowia, co realizuję korzystając ze starych receptur szamańskich, znachorskich, zielarskich oraz mojego dziadka zielarza -Seweryna Wolfa jak i najnowszych osiągnięć naukowych. Zadając odwieczne pytanie: Skąd przychodzimy? Kim jesteśmy?
      Dokąd zmierzamy?- dociekam przyczyn pojawienia się chorób będących najczęściej wynikiem zachwiania równowagi na poziomach: fizycznym, emocjonalnym i duchowym. Fascynacja etnologią oraz znajomość ziół i minerałów pochodzących z różnych stron świata umożliwia mi korzystanie z rozmaitych form terapii. Choć jestem dyplomowaną zielarką ( Uniwersytet Medyczny w Łodzi, Instytut Roślin i Przetworów Zielarskich w Poznaniu )- intuicyjny dobór ziół jest podstawą mojej pracy. Uważam bowiem, że przyczyna wystąpienia tych samych dolegliwości u różnych osób, niekoniecznie jest takaż sama."

      Adres: Zachodnia 6, 91-059 Łódź
      http://www.zielarka.com.pl/

      I tam pracuje pani Ludmiła Gonorowska, której szukasz:
      specjalista irydolog, pediatra, pulmonolog, ftyzjatra z wieloletnim doświadczeniem diagnostycznym. Absolwentka uczelni medycznej w Odessie.

      Nie wiem czy się otworzy, w każdym bądź razie to miał być link do zdjęia jej sklepu, w razie gdybyś chciała tam trafić:

      https://www.google.pl/maps/uv?hl=pl&pb=!1s0x471bcac25cba1175:0xbfde7061f20231ca!2m5!2m2!1i80!2i80!3m1!2i100!3m1!7e1!4s//plus.google.com/photos/photo/111438517822714911894/6001054491700817154!5szielarka+%C5%82%C3%B3d%C5%BA+zgierska+-+Szukaj+w+Google&sa=X&ved=0ahUKEwiHjYDc8ozKAhUKnHIKHZEAD1QQoioIdDAK

      Lavazza złota też jest pyszna, ale porównując, tamta była jeszcze lepsza.

      Od kiedy mam lustrzankę, obróbka stała się niepotrzebna ;)

      Tak, jestem pewna. Rozpaczliwie poszukuję wydarzeń. Raz przed świętami dostałam program na cały miesiąc dla miejscowości obok, ale jedyne co mnie interesowało (jarmark) przegapiłam, pojechaliśmy wtedy w wysokie góry. Reszta była związana z promocjami zakupowymi i pokazami mody, albo inne jakieś mało ciekawe atrakcje, koncerty kapel regionalnych, może to jeszcze bym ogarnęła z ciekawości, bo brakuje mi wystąpień na żywo, ale jeżeli to jest robione jak zawsze, to jakoś... jakoś nie żałuję, że nie poszłam. Dwa razy byłam na festynie i bardzo szybko się zmyłam, żenada to była.
      I teraz przez pół roku będzie cisza i nic się nigdzie nie będzie działo. Chyba że za granicą.
      W Liechtensteinie był pokaz starych samochodów, byłam i było pięknie!
      W Szwajcarii nie ma nic. Z żalem patrzę na programy kulturowe Zurychu -_- Trochę daleko i drogo żeby tam jeździć, ja mieszkam na wsi, wiadomo, że w wielkich miastach dzieje się więcej, ale nie mieszkam w pobliżu żadnego z nich.

      Zabrałam swoje bloki rysunkowe i ołówek kreślarski. Może zacznę rysować, mam jeszcze kilka dni na to, później kierat.

      Pozdrawiam Cię znad kawy mocca :)

      Usuń
    4. Widzę opinie są skrajne. Bardzo dobre lub bardzo złe. Ok, dzięki. Muszę o tym pomyśleć:)

      A jaką masz tą lustrzankę? Koleżanka ma Nikona i tłumaczyła mi dosyć wnikliwie, że właściwie każde zdjęcie jest surowe i trzeba obrobić. A zdjęcia piękne ma.

      To już faktycznie lepiej chyba w mojej dziurze. Dziś byłam na spacerze w górach. Troszkę zamarznięta Wisła, choinki wokół i góry. W końcu dzicz.

      Ja zaczynam od poniedziałku.

      Trzymaj się ciepło i zdrowo psychicznie:)

      Usuń
    5. Zależy o jaki efekt chodzi. Większość moich zdjęć wymaga co najwyżej wykadrowania :P
      Wcześniej dosłownie każde zdjęcie wymagało poprawy kolorów i podniesienia kontrastu. A większość wgl. prześwietlona była.
      Teraz mam Canona 100D, bardzo rzadko muszę cokolwiek majstrować przy zdjęciach, jedynie jak robię z trybu automatycznego, kiedy nie mam czasy na ustawienia czegokolwiek. Długie naświetlania nie wymagają ingerencji. Przynajmniej na razie tak jest, a jeszcze bardzo mało z nim wychodziłam.
      Może w ten weekend coś narysuję :)

      Usuń
  2. Wszystkiego dobrego w NOWYM ROKU.
    Nadciśnienia nie można lekceważyć... Ja mam za niskie, też źle...
    Zdjęcia fajerwerków piękne, ale zawsze myślę wtedy o zwierzętach. Kiedy my się zachwycamy, dla nich to trauma. :(
    Moc pozdrowień!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co więcej, kiedy my się zachwycamy przez jakieś 20 minut - wdychamy to i trujemy się przez następne kilka godzin. Osobiście nie odpalam petard i nie potrzebne mi to do szczęścia.

      Usuń
  3. Poprawianie, jak i właśnie uszczęśliwianie świata najlepiej zacząć od siebie. W końcu, organizm działa dobrze, póki wszystkie komórki działają dobrze. A kogo najkorzystniej uszczęśliwiać, jak nie siebie? Bez tego to na dłuższą metę innym też się nie pomoże...

    Twoje noworoczne postanowienie w pewnym aspekcie podobne jest i do mojego - odnaleźć w życiu harmonię, by żaden jego aspekt nie był powodem zaniedbania innego. Zwłaszcza ten nieśmiertelny dylemat między pracą a życiem towarzyskim i rozrywką. Zawsze miałam problem z wyważeniem - czy to w szkole, czy na uczelni, harowałam do oporu, aż skończyłam; zmęczona, olewałam wszystko, urządzałam sobie "zasłużoną przerwę"; przerwa ta oczywiście trwała absurdalnie długo, przez co robiłam sobie zaległości... które potem znów do oporu nadrabiałam. I tak w kółko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Systematyczność i podział dnia na obowiązki i odpoczynek, to lepsze rozwiązanie niż tak jak Ty to robiłaś. Ale teraz już to wiesz.
      Mam wrażenie, że miniony rok wykończył wielu ludzi. Teraz będzie tylko lepiej, wierzmy w to! Oraz działajmy, bo samo myślenie nic tu nie pomorze.

      Usuń
  4. w Łodzi nigdy nie byłam... chciałabym kiedyś sie pojawić w tym mieście:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam, jest już przejezdne dla samochodów, ale pozamykali dworce.

      Usuń
  5. Witaj Hexe.
    A Ty ciągle w drodze...
    Fajne zdjęcia. Ba, nawet wędkujesz jak widzę.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od najmłodszych lat wędkuję :)

      Usuń
  6. Niestety również borykam sie z problemami żołądkowymi itp i moja rodzina jest podobnie "pomocna" - niedawno lekarz zabronił mi jedzenia okreslonych rzeczy, jednak rodzinka radziła branie leków łagodzących dolegliwości zamiast przestrzegania zaleceń... Na szczęście trzymam się juz twardo i tłumaczę sobie, że niejest nietaktem odmówienie czegokolwiek zgodnie z zaleceniem lekarza. Za nietakt uważam natomiast namawianie kogoś do ryzykowania zdrowia :/
    A gwiezdne wojny oglądałam - fajnie zrobiony i ciekawy film, ale zabrakłao mi trochę tej Lucasowej "filozofii", której dużo było w starej serii. Może druga część disneyowska nadrobi zaległości :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, jedz co chcesz, najlepiej dużo i bież piguły. Co się z tym światem porobiło...
      A co robić, kiedy na stole nie ma naprawdę nic, co mogłabyś zjeść? Mam restrykcyjną dietę, przede wszystkim gluten pszeniczny jest zakazany, a on jest we wszystkim. Każda potrawa zawierała mąkę pszenną. Codziennie i u każdego.
      To tylko 1 przykład, generalnie na stołach rodzinnych jest wszystko czego mi nie wolno.

      Też jestem ciekawa jak wypadną następne części. Myślisz, że trzymają się dokładnie scenariusza, czy coś zmieniają po hollywoodzku?

      Usuń
  7. Przepraszam za błąd: "nie jest" miało być oczywiście ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. nie lubię jak mi jest ktoś wdzięczny za pomoc, psuje mi radość uporczywe dziękowanie
    anonimowo jest najfajniej, tyle że nie zawsze się tak udaje
    no, po prawdzie to i popatrzeć czasem fajnie, jak się ktoś pięknie ucieszyć potrafi, zaskoczony taki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest najpiękniejsze w dawaniu pomocnej dłoni :)

      Usuń
  9. Mi juz lepiej po tym swiatecznym obzarstwie :)!!! W Trzech Kroli bylismy w Tatrach i spalilam milion kalorii ;)!!! Uwielbiam kontakt z natura. Piekne masz w Lodzi plenery :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie w Łodzi, jakieś 2 godziny od granicy miasta.
      Mnie już też lepiej, wróciłam do własnej dietki i systematycznego ruszania się :) W teren niestety nie pójdę jeszcze długo, bo pora deszczowa przyszła. Cały ten i następny tydzień deszczowy.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.