środa, 27 stycznia 2016

Mitologiczny wampir seksualny, ranny umysł twórczy i kula u ręki.

      Rankiem mój twórczy umysł, moje natchnienia i myślowa swoboda, potrafią czynić sztukę. Umysł jest wolny jeszcze od codzienności, jeszcze przez chwilę nie myśli ile ma do zrobienia w ciągu dnia. Potrafi nawet czynić cuda - czasami szukając informacji o miejscach moich wędrówek, chciał nie chciał, trafiam na strony niemieckojęzyczne, które dla Was tłumaczę. Oczywiście nie całkiem bez słownika, ale translator niejednokrotnie mnie po prostu osłabił... więc wolę sama całą swą twórczą część skupić na szyku wyrazów obcych, przy okazji ucząc się nowych słów. I kto powiedział, że pisanie bloga nie jest rozwojowe?
      Istnieją jednak takie ranki, kiedy nawet mocna kawa jest traktowana przez mój organizm niepoważnie, wtedy nawet samo czytanie po Polsku mi nie wychodzi. Wstaję i prowadzę normalną aktywność. I przez pierwsze chwile, kiedy piję kawę, budzę swój mózg przyjemnością dobierania słów - piszę, odpowiadam na korespondencje, cieszę się tą chwilą, choć pozornie nieadekwatną do stereotypu szarego pracownika szykującego się do kieratu - powinnam wstać pół godziny później oszczędzając sen i czas, połknąć śniadanie, ubrać się i wyjść. Jednak nie jestem zwolenniczką życia w pędzie, szczególnie rano, bo jeżeli ma mi wszystko lecieć z rąk, mam z miejsca obudzić się wściekła i bać się czy zdążę na autobus, to wówczas byłabym na najlepszej drodze do psychozy. A tak, nawet jeśli ostatecznie tekst ten czy inny skasuję, bo zdezaktualizuje się nim ujrzy światło dzienne, to i tak sama czynność jest moim codziennym rytuałem, choć już go skróciłam do minimum, nawet w weekendy.



      A propos sztuki w taki lepszy kondycyjnie dzień; mój umysł twórczy może tworzyć powieść, wiersz, jest zdolny malować, co nawiasem mówiąc mam zamiar poczynić. Kiedyś dużo rysowałam ołówkiem. Kochałam te swoje światłocienie, rozmyte, rozproszone.
      Najgorzej gdy muszę odrywać się w trakcie jakiegoś projektu, wtedy nie ma żadnych szans, by powrócić do kompozycji tych samych emocji i odczuć. Może gdyby właśnie to było moją pracą, byłabym dużo szczęśliwsza? Pisanie. Wiem, że wymogi wydawców bywają nienośne, a korekta często raniąca. I pamiętam po dziś dzień dramatyczny przebieg książki pt. "Bestseller".

      Moim hołdem dla słów pisanych było używanie na co dzień godnej i poprawnej polszczyzny... kiedyś podobno aż przesadzałam z ilością tzw. "trudnych" słów i spasowałam, bo wypominano mi to. Żałuję, bo już wielu fraz nie pamiętam, dałam się ściągnąć do poziomu norm i standardów.
      Uważam, że ludzie sami ograniczyli swój zasób słownictwa do minimum, z czego jedna trzecia to wulgaryzmy. Nie chcę ludziom zakazywać przeklinania, bo użyte w odpowiednim kontekście może być zabawne, inteligentne i pozytywnie dosadne. Ale bezmyślne nadużywanie to zdecydowanie nie to.
      Ale! za to jeśli odczujecie kiedyś chęć poczucia się lepszym, to polecam zetknięcie się z kurwującym bez powodu. To zawsze działa!


W związku z powyższym, mam wiosnę:



      Zastanawiam się nad powrotem do jednej z ulubionych sag książkowych, bowiem bardzo lubię odświeżać sobie zabawę przy dobrze znanych bohaterach.
      Sagę "True Blood" poznałam najpierw w telewizji, później sięgnęłam po kilkanaście tomów autorki Harris, a musicie wiedzieć, że lubię jak książka ma ciąg dalszy, który ma ciąg dalszy, który ma ciąg dalszy... Harris mnie w pełni zadowoliła.
      Tematyka wampiryczna należy do moich ulubionych, ale rzadko wyrażam o takich dziełach opinię pochlebną, zazwyczaj przesiąkniętą bzdetami popkultury. Osobiście uważam za godne miana horroru i romantyzmu: filmy czarno-białe.
      Ogólnie ów wampir kojarzy mi się nie tylko z brutalnym mordercą ale i uosobieniem człowieczeństwa, co czyni to połączenie pikantnym paradoksem.
      Chyba wszyscy pamiętają takiego aktora jak Béla Lugosi. A prócz filmu o Draculi, czy ktoś czytał Stockera? Polecam, bo to wspaniała i wzruszająca powieść.
      Nie mogę też pominąć brawurowej gry i filozoficznych dialogów w filmie o hrabim Orlocu z "Synfonii grozy" to klasyka jakiej nie da się już powtórzyć. Dramat i romantyzm, ja tam nie widziałam psychopaty, ja tam widziałam nieszczęśliwego mężczyznę, trochę coś jak "Upiór w operze".
      A dlaczego do ciężkiej choroby, ten w założeniu krwiożerczy typ potwora, został w przyszłości paskudnie skojarzony z najgorszymi praktykami seksualnymi? Tu już nie tylko chodzi o kobiety omdlewające w ramionach ssącego szyję osobnika, ale cały ten erotyczny zgiełk jak np w filmie pt.  "W objęciach wampira". Jest jeszcze całe mnóstwo tytułów tkwiących na pograniczu thrillera i pornografii bez mała. Istnieje pewna śmiała teoria tłumacząca to wszystko:
      "Uczyniliście z tego złowrogi mit. Sami podświadomie marzyliście o czymś takim, ale wzdragacie się... (...)tutaj różne szczegóły aspektów seksualnych - Robi to więc za was ów mitologiczny wampir, urastając przez to do fascynującego symbolu zła". Tymi słowy rzekłszy, przedstawiam również ciekawą postać literacką - Emiela Regisa - w którego tchnął życie Andrzej Sapkowski, wielokrotnie już nominowany na łamach tego boga do miana mistrza pióra. Regis jest kompletnym przeciwieństwem wszystkich znanych nam współcześnie wampirów, jest za inteligentny na zostanie playboyem.
      W nowoczesnych produkcjach łatwo o kicz, przesadę, grafomanię, sztuczność i inne takie. Zaś  "True Blood" radzi sobie całkiem nieźle z unikaniem powyższych. Owszem niekiedy konwencje zostają spalone... ale nadal jest to jeden z lepszych współczesnych przekazów o wampirach. I żaden z nich nie świeci, ani nie ma błyszczyku na ustach.
      W głównej roli atrakcyjna, cytata blondynka (ku radości panów), i przystojny, tajemniczy pan wampir (ku radości pań), a ku mojej personalnej i ogromnie wybrednej radości, nie jest on nastolatkiem w typie modela z katalogu odzieży. Powinnam chyba skatalogować wszystkie wampiry i powołać nagrodę dla najgodniejszego uwagi...
      Sceny perwersyjnego seksu w "True Blood" są wg mnie znacznie przesadzone, ale da się przeżyć, cóż, to Hollywood, więc czego się spodziewać? Tego już się chyba nie uniknie...
      Prócz tego do klimatu należy dodać ponure bagna, widma sprzed wojny secesyjnej, ówczesne poglądy tkwiące wciąż gdzieś głęboko w mentalności ludzkiej… i jeszcze jednego przystojnego pana wampira, nordyckiego wojownika, ku jeszcze większej uciesze pań. Oj, chyba jestem przesączona współczesnością skoro jednak zwracam na to uwagę... O_O
      Jak znajdę czas, to chyba znów chapnę serial, bo książki i tak zostały w Polsce.
W sumie... tak sobie myślę, że ciekawie byłoby gdyby mitologiczne wampiry istniały. Wiedźmini by też byli. :) Słowem, intrygująca jest wędrówka przez wieki świata. Wieczni raczej nie martwiliby się na zapas jakimiś pierdołami, a doświadczenie pozwalałoby na sprawne rozwiązywanie problemów no i mieliby z pewnością zaufanie do życia.
      W tym kontekście, gdybym dla swych teorii postępowania miała w zanadrzu wielki kawał czasu przed sobą, na pewno nie zapominałabym, że warto uparcie kierować się uczciwością i życzliwością wobec wszystkich istot. Lubię szukać powodów do radości, zatem czy stetryczałabym z powiedzmy piątym krzyżykiem na karku?
      Mogłabym przeglądać szafę swoich myśli codziennie, wiedząc że to przez wieki będzie procentować. Przebierać stare, niepotrzebne urazy, przekonania i żale - zdążyłabym nauczyć się wybaczać. Spakowałabym do worka i wyrzuciła wszystko co zbędne, byłabym uporządkowana.
      Pewnie nie miałabym wady wzroku, a i kręgosłup byłby zdrowy i już nie bolał. Zaś picie krwi i zabijanie? A kto powiedział, że to konieczne? Trzymam się konwencji Sapkowskiego ;)


Kolejny poranek przez okno. Rozważam, by już się przenieść na balkon. 
      Ostatnio załamuje mnie fakt słabych stawów. Kula do kręgli, którą idealnie mogłabym ciepnąć, niestety przy solidnym natężeniu skowytu ciała, przestaje być precyzyjną i odbiera jakikolwiek sens zabawie. A lżejszymi nie mam za grosz celności! Jakieś pomysły? Ktoś doświadczony?

16 komentarzy:

  1. Na kręglach to ja byłam w poprzednim stuleciu, na randce, nie posłużę zatem dobrą radą.

    Eric Northman podobał mi się najbardziej z całej męskiej obsady. Sookie nie najgorsza, choć na początku przypominała mi Dodę. Potem chyba trochę się jej zbrzydło. W każdym razie miałam wrażenie, że w pierwszych sezonach wyglądała ładniej.

    Co się zaś tyczy Twojego uwielbienia do Sapkowskiego, to mogłabyś sobie ręce podać z Połówkiem, wielkim fanem Wiedźmina i ogólnie twórczości AS-a :) Pod wpływem Połówka i jego peanach na cześć Wiedźmina przeczytałam cały cykl o nim + "Żmiję", ale Sapkowski serca mi nie skradł ["Żmija" to w ogóle była słaba]. Ale ja generalnie nie zaliczam się do miłośników fantasy, choć przyznam, że "Sagę o Ludziach Lodu" czytałam z ogromnym zainteresowaniem i wypiekami na twarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje pierwsze wrażenie odnośnie Sookie było negatywne, później chyba się przyzwyczaiłam. Nie podoba mi się jako blondyna, pamiętam aktorkę ze świetnej roli w X-Manach, została mi w pamięci jako ładna, młoda dziewczyna, tutaj trochę... właśnie zbyt zbliżona do stereotypu cytatej blondynki. Ale zaskoczę Cię - opis z książki tego wymagał, ona w oryginale taka jest. I w każdym rozdziale się depiluje... Minusem literatury jest zbyt duża szczegółowość przy jej higienie.
      Na samym początku sagi, można powiedzieć, najlepiej przypadł mi do gustu Bill, ale przegrał później w moich oczach przez charakter i tym samym Erik został w czołówce. A Lafayet nie? XD No kurcze, najsympatyczniejsza postać i najbarwniejsza postać w filmie XD

      Jeśli komuś polecam Sapkowskiego, to nigdy "Żmiję", bo nawet sama nie przeczytałam zniechęcona opiniami. Ani jednej pochlebnej, więc książka jest na szarym końcu kolejki tytułów do przeczytania, notabene jeszcze nie zdobyta nawet, ale do nadrobienia tylko przez szacunek do nazwiska. "Saga o Ludiach Lodu", to mi się MARZY, żeby wreszcie całą skompletować. Liznęłam, że tak powiem, to było lata, długie lata temu i ciągle o niej myślę.

      Usuń
    2. Ja nie miałam porównania, bo po raz pierwszy spotkałam się z tą aktorką właśnie w "True Blood". Mnie akurat często podobają się blondynki, więc nie miałam żadnych zastrzeżeń do jej koloru włosów.

      Tą depilację, a dokładniej mówiąc - jej opis, to faktycznie można było sobie darować. Czytelnik naprawdę nie musi czytać o potrzebach fizjologicznych i kosmetycznych bohaterów. To są akurat czynności, na które można spuścić kurtynę milczenia, i obejdzie się bez strat dla fabuły :)

      Lafayette był bezsprzecznie barwną postacią, ale mówiąc, że Eric Northman podobał mi się najbardziej z męskiej obsady, miałam na myśli urodę aktora, nie charakter postaci, którą odgrywał. To chyba przez moją zainteresowanie Skandynawią :) Jakoś tak wolałam, żeby Sookie była z Erikiem, nie Billem. No, ale jak pokazało życie - także to prawdziwe, bo aktorka jest żoną serialowego Billa - wyszło inaczej.

      Właśnie słyszałam, że ta "Żmija" to nieszczęśliwy wypadek przy pracy ;) Z dziesięciu książek Sapkowskiego akurat ją wspominam najgorzej. Choć tak jak mówię - reszta była OK, ale Sapkowskiego na pewno nie zaliczyłabym do moich ulubionych autorów. Nie uległam czarowi świata, który tworzy i nie jestem fanką jego poczucia humoru.

      Gdybyś tylko mieszkała bliżej, to pożyczyłabym Ci całą sagę, która leży sobie od kilku lat w pudle pod łóżkiem. Kupiliśmy ją jakiś czas temu w Polsce z wysyłką do Irlandii. Opłacało się - świetnie się "bawiłam" przy lekturze, choć niektóre tomy nieco odstawały poziomem od pozostałych, tych bardzo dobrych.

      Usuń
    3. Mnie tam się Pam podobała. Też blondynka. Widziałaś jak wygląda w bikini? Na moje damskie oko - rewelacja! (to już trzeba wygooglać, w filmie tego nie pokazywali)

      Te szczegóły o depilacji i robieniu końskiego ogona krok po kroku, sprzedały powieść babskim półkom. Mało który facet chciałby o tym czytać. Ale znam takich i książkę chwalili zgodnie z moją opinią - dobre do relaksu i żeby głowa odpoczęła ;)

      Przez moje zainteresowanie odległymi czasami, właśnie postać wojownika i te retrospekcje jego młodości sprzed ponad tysiąca lat mnie kupiły ;)
      Prawdą jest, że najpierw zwracamy na urodę faceta, ale nawet najprzystojniejsi mogą wiele stracić przy bliższym poznaniu.
      Gra aktorska, czyli Bill, to jedno, przypuszczam, że prywatnie aktor jest chociaż ciutkę ciekawszą osobowością ;)
      Osobiście gustuję w brunetach i szatynach :P

      Dzięki internetowi widzę szanse na nabycie tej sagi.

      Usuń
    4. E, nie. Pam nie w moim guście. Po pierwsze - za stara. Po drugie - ma zbyt wulgarną i "nachalną" urodę jak na mój gust. Kojarzy mi się z taką dominą z męskich fantazji seksualnych ;) Po trzecie - obydwoje z Połówkiem stwierdziliśmy jednogłośnie, że wygląda jak siostra... Steve'a Buscemi :) Bardzo mi go przypomina. Ciało, nie przeczę, ma fajne. Dobra figura - tu nie ma co dyskutować. A wspomnianych fotek w bikini nie widziałam.

      Od Pam już znacznie bardziej podobała mi się Deborah Ann Woll, serialowa Jessica. Jej typ urody bardziej do mnie przemawia. Nie jest klasyczną pięknością, ale ma coś, co intryguje. Ruda, charakterna, przykuwająca wzrok. Ja lubię taką nienachalną i niebanalną urodę. Totalnie za to nie działają na mnie klasyczne piękności. Zarówno w męskim jak i damskim wydaniu. Żadne Dżordże Clooneye, Iglessiasy, Ronalda i inne Brady Pitty ;)

      Nie ma, co ukrywać: nasza uroda - albo jej brak - rzuca się w oczy. Dla mnie jednak nie ona jest najważniejsza. Liczy się osobowość. To dzięki niej niezbyt atrakcyjny facet [zresztą uroda rzecz gustu] może podbić moje serce. Ważne by miał to "coś", którego do dzisiaj nie zdefiniowano :)

      A co do gustu, to ja nie mam jednego konkretnego typu: podobali mi się blondyni, podobali bruneci, szatyni, z zarostem i bez, z krótkimi włosami, długimi, a nawet łysi ;) Od koloru włosów chyba jednak większe znaczenie ma dla mnie wzrost.

      Usuń
  2. Czytając Ciebie doszłam do wniosku, że jestem w nieustannej psychozie;) Przestawiam drzemki po kilka razy, wstaję na ostatnią chwilę, herbatę trzymam w łazience robiąc makijaż i zrzucam po drodze kwiatki. Na autobus często biegnę;]

    Jak żyć?;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak mój mąż. Moim zdaniem on rano jest w wiecznej psychozie, mam powody by twierdzić, że to trwa tak do 9. O_O Ja kompletnie nie rozumiem tego wstawania na piątą drzemkę XD Budzik dzwoni, należy wstać i już :P

      Usuń
    2. Wstajesz? Znajomy z którym dzieliłam pokój na Malcie stwierdził, że do mnie najlepiej się nie odzywać z rana. Powiedział, że ja z rana działam na automacie i mało wiem o świecie i o tym, co się dzieje wokół. Do tego miał oczywiście fantastyczny ubaw. Codziennie rano. Nigdy nie byłam skowronkiem. Nigdy nie wstawałam za pierwszym dzwonieniem budzika:P

      Usuń
    3. Do mnie też się nic nie mówi, bo to nie ma sensu. To wstaje ta druga, inna osobowość, za próby ingerencji w mój ranek lub odezwanie się, mogę zaatakować...
      Jeżelibym "dodrzemywała", wstałabym jeszcze bardziej rozbita, dlatego wstaję od razu. Działam machinalnie i jeśli nie muszę się spieszyć, to dość precyzyjnie. Jeżeli jednak spieszę się, strącam wszystko ciągle na podłogę.

      Usuń
    4. Ooo! Mam identycznie. W czasach, gdy dzieliłam pokój współlokatorki śmiały się ze mnie, ponieważ wstając do toalety rano potrafiłam im zwymyślać kiedy mi stanęły na drodze. Po przebudzeniu się totalnym nigdy tego nie pamiętałam.

      Wychodząc z kolei rankiem z domu zastanawiam się czy na pewno wszystko ubrałam. Wiesz: czy nie idę do pracy w piżamie, kapciach i takie tam;]W kapciach to już nie raz mi się zdarzyło wyjść:P

      U mnie ostatnio strącanie straciło na rzecz wylewania wszystkiego, co mi wpadnie w ręce;]To i tak nic w porównaniu z tym jak wylałam wrzący rumianek na łóżko i poparzyłam sobie tyłek tak, że do dziś mi się goi:P

      Nie da się tego opisać. Trzeba być Tobą lub mną;] Sama wiesz.

      Usuń
  3. Witaj Hexe.
    Ja nie musze się zrywać z rana. No, chyba, że gdzieś jadę. Wstaję na pierwszy dzwonek.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wędrówki to i ja zawsze zrywam się ochoczo :)

      Usuń
  4. Rany, ja z wszystkim jestem do tylu przez te moje skarby. Sapkowskiego uwielbiam i wracam co czas jakis do jego ksiazek. Moglby jeszcze cos o Wiedzminie napisac. Albo dalsze losy Ciri :)!!!
    O True blood nigdy nie slyszalam!!! Lubie czytac sagi. Sprobuje gdzies dorwac te ksiazki.
    Slyszalam wiele dobrych opinii o Sadze ludzi lodu, trudno je jednak dorwac w bibliotekach!!!
    U nas tez wiosna i halny wieje, ze glowy urywa :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisał ciąg dalszy, "Siewca burz", nie czytałaś? Mógłby wskrzesić Regisa :)

      Książki mają się tak:

      http://img08.staticclassifieds.com/images_tablicapl/315969233_1_1000x700_true-blood-czysta-krew-komplet-harris-ksiazki-13-tomow-sookie-warszawa.jpg

      13 tomów.

      Serial ma się tak:

      https://www.google.ch/url?sa=i&rct=j&q=&esrc=s&source=images&cd=&cad=rja&uact=8&ved=0ahUKEwimma-Cj9LKAhVJthQKHaO6Aa0QjRwIBw&url=http%3A%2F%2Fwww.dramafever.com%2Fnews%2F6-american-shows-wed-like-to-see-remade-as-kdramas%2F&bvm=bv.113034660,d.ZWU&psig=AFQjCNE_QR5ZjXVD0zsn8jbRWiPPPUhJKw&ust=1454263214999169

      Nie wiem czy linki zadziałają, ale poradzisz sobie ;)

      Usuń
    2. Już widzę, że drugi link przerzuca do jakiejś strony, chyba ranking czy coś... Punkt trzeci w takim razie :)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.