środa, 6 stycznia 2016

Biała Dama i Boruta, czyli zamki na ziemi łódzkiej.

      Ostatnie dni w Polsce nie rozpieszczały. Powiedzmy sobie szczerze - pizgało złem. Nie wiem jak jest teraz, bo w tej chwili dotyczy mnie pogoda w klimacie, jak się okazało - morskim, umiarkowanym albo nawet oceanicznym... O_O Dotąd wydawało mi się, że Szwajcaria nie leży nad morzem... ale według klasyfikacji klimatów Köppena, na Wyżynie Szwajcarskiej panuje taki właśnie klimat. Same Alpy zaklasyfikowane zostały jako klimat alpejski albo... tundra. Człowiek óczy się przez całe życie...
      Teraz w wielu krajach obchodzone jest święto lodu. Np festiwal rzeźb w Belgii i dzień później w Chinach. Gdyby mieć odrzutowiec, można by codziennie oglądać nowe dzieła lodowe. Magnum opus wespół przyrody i człowieka. Rezultaty widziałam na zdjęciach, to na żywo musi być spektakularne.
      Podoba mi się też japoński festiwal strzelania z łuku do zła.
      Inspiracji dla egzystowania, zawsze szukałam każdego dnia. Szukałam zawsze czegoś, czym mogłabym się zachwycić, ucieszyć i co jest dowodem, że świat jest piękny. I tak: wyglądam przez okno - góra. Idę do sklepu - Bandytka. Co nie wyjrzę zza węgła, znowu ta sama bandycka góra. A kolejnego dnia, to już jest nowa, wulgarnie wyprofilowana do stanu mojej siermiężnej emocji, nieparlamentarna nazwa, opisująca stan geograficzny otaczającej mnie wszechrzeczy. Witaj w domu XD

     Powrócę z chęcią jeszcze na tereny polskie, gdyż pewnego czarnego, acz rozgwieżdżonego wieczoru, wymarzłam, żeby nie powiedzieć "wymarłam", a prawie tak się stało; pod ruinami wspaniałego zamku, stojącego na wyspie otoczonej głęboką i szeroką fosą z wodą i krokodylami... te jeśli faktycznie tam grasowały, na pewno przy -15 stp. C już wymarły.
     Niestety zrobienie dobrego zdjęcia, jednocześnie telepiąc się jak przy delirium tremens, było nierealne. A że przemarzłam sowicie dnia poprzedniego i jeszcze wcześniej, do drżenia mięśni i zakłócenia krążenia krwi, brakowało mi jedynie urojeń. Ze względu na to, zaprezentuję zdjęcie zapożyczone z internetu, zrobione za dnia:



       Warownię zbu­do­wano na prze­ło­mie XV i XVI stu­le­cia, uczynił to je­den ze stol­ni­ków brze­skich. Jest to obron­na sie­dzi­ba, zbu­do­wa­na na oto­czo­nym wo­da­mi sztucz­nie wy­ko­pa­ne­go sta­wu, nie­du­żym kop­cu.
      Go­tyc­ki za­mek wznie­sio­no na pla­nie nie­re­gu­lar­ne­go czwo­ro­bo­ku (38x40 me­trów) z ce­gły, na fun­da­men­cie z ka­mie­ni era­tycz­nych, przy czym pier­wot­nie mury się­ga­ły bez­po­śred­nio do wody.
      Su­ro­wość go­tyc­kiej ar­chi­tek­tu­ry za­tar­ła za­koń­czo­na w 1653 prze­bu­do­wa Jana Szcza­wiń­skie­go. Ścia­ny zam­ku po­kry­te zo­sta­ły wów­czas tyn­ka­mi... jak ja tego nie lubię! >_< Na szczęście obecnie widać tylko czyściutkie cegiełki.


      Na żywo widzieliśmy zamek na tle rozgwieżdżonego nieba. Patrząc z dziedzińca w górę, po przekątnej przez niebo rozciągała się droga mleczna, gdyby nie pizgało i nie wiało, miałabym zdjęcie godne National Geographic.

      Oczywiście każde ruiny mają swojego eterycznego mieszkańca. Podczas różnych ważnych wydarzeń, moż­na za­ob­ser­wo­wać cień kobiety w pu­stym oczo­do­le okien­nym wie­ży bram­nej, skąd spły­wa w dół i wę­dru­je wzdłuż resz­tek mu­rów zam­ko­wych nik­nąc na­gle tak, jak się po­ja­wi­ła. Ciekawe dlaczego w dni zwykłe nie pojawia się.
      Najciekawszą jednak kwestią jest pochodzenie nazwy. Pierwsza sprawa wiąże się z le­gen­dą o ry­ce­rzu, któ­ry za­ło­żył się z dia­błem Bo­ru­tą (z po­bli­skiej Łę­czy­cy), że zbu­du­je od pod­staw za­mek, nie ko­rzy­sta­jąc przy tym z sie­kie­ry. Tak też zro­bił, nie wie­dział jed­nak, że je­den z ro­bot­ni­ków pra­cu­ją­cych dla nie­go na­zy­wa się Sie­kier­ka. Ry­cerz więc za­kład prze­grał i stra­cił du­szę oraz za­mek, któ­ry na­zwa­no na­stęp­nie Be­sie­kie­ra­mi.

      Jednak przejdźmy do faktów, które są bardziej intrygujące: we­dług jed­nej z hi­po­tez, hi­sto­rycz­na na­zwa Be­sie­kie­ry wy­wo­dzi się od sło­wa nor­dyc­kie­go Be­sekr, ozna­cza­ją­ce­go czło­wie­ka w skó­rze, niedź­wie­dzia. Su­ge­ru­je ona, że we wcze­snym śre­dnio­wie­czu sta­cjo­no­wa­li tu­taj Wi­kin­go­wie, co po­twier­dza od­kry­ty w nie­od­le­głym Lu­to­mier­sku, ma­so­wy grób wo­jow­ni­ków skan­dy­naw­skich.



      A skoro Łęczyca była po drodze, zajrzeliśmy na imprezę lodową. Muzyka trzęsła murami w posadach.


      Zamek w Łęczycy wzniesiony został przypuszczalnie w latach 1357-70 z inicjatywy króla Kazimierza Wielkiego.
      A propos, znalazłam w internecie wzmiankę, wg której okazuje się, że Boruta grasuje tam nadal. A właściwie nawet kilak wzmianek, są to historie niewyjaśnione i dziwne, z udziałem pewnego jegomościa.



      Podobno pokazał się dwóm dziewczynom spacerującym po łęczyckim parku jako elegancko ubrany, przystojny mężczyzna. Taki Woland. Przecież gdyby ukazał się jak legendy go obrazują, z kopytami, rogami itd., nikt by go już nie traktował poważnie.
      I namówił jedną z nich do zrobienia czegoś tam niewielkiego, oczywiście za pieniądze. Tylko że później te pieniądze w kieszeni dziewczyny zamieniły się w końską kupę w regularnych kuleczkach. Literacki Woland robił podobnie, tyle że zamieniał pieniądze w coś mniej śmierdzącego.
     Apeluję, aby w pobliżu zamków i innych miejsc owianych legendami, nie wdawać się w układy z elegantami. Nie dać sobie niczego obiecać, ani nie robić niczego za coś. Jego zabija bezinteresowność!! XD
      Nie bójmy się spróbować przechytrzyć diabła, to proste, wystarczy kawałek czystego serca, szczypta dobrych intencji i całkowite wyjałowienie z chciwości, na której on zwykł bazować, a już najgorzej to coś od niego chcieć. Zwykły śmiertelnik nie da mu wtedy rady.

      Wypowiem się teraz jako adwokat diabła. Zupełnie inny wymiar ma strona sprawy o podłożu okrytym cieniem milczenia oczajduszy. Bowiem Boruta, znany ze swej przebiegłości, jest pełen kultury i obyczajności, i byłby zawstydzony do granic, gdyby zniżyć się miał do poziomu braku kultury osobistej. Nie zrobiłby tego za nic! Prędzej by swój ogon i kopyta zaprzedał! Wszak diabła nie dotyczy chwiejna emocjonalnie osobowość. Ale jednak Boruta psoci i poświadczy to niejedna legenda.
      Do rzeczy. Uczę się całe życie, a ono podsuwa mi coraz to nowe implikacje. Czasami jednak owa kompilacja to związek całkiem nie logiczny, z którego drugie jest niesubordynowanym wynikiem pierwszego. Staram się zawsze wyciągać wnioski z podobnych korelacji. Twierdzę, że zawady istnieją po to, aby zwrócić moją uwagę na coś ważnego.
      Niestabilność emocjonalna i brak kontroli działań impulsywnych, zawsze widać na pierwszy rzut oka, nie trzeba być doktorem psychiatrii aby to dostrzec. Co powie na to Boruta? Że w nim nie dominują wzorce zachowań gwałtownych, bo on jest dobrze wychowany i potrafi słuchać innych.
      Gdyby w jego charakterze występowały tzw. "behawioralne eksplozje" lub „erupcje gniewu”, świata by już nie było. Boruta bowiem, jest świadomy tego, iż jest silny. Chorzy na zaburzenia emocjonalne, na które na szczęście nie jest chory diabeł, odznaczają się wybuchowością, łatwo ich zdenerwować, rozdrażnić, sprowokować do agresji, gdyż nie są w stanie ocenić konsekwencji swojego postępowania. - Wyobraźcie sobie teraz, co by było, gdyby diabeł był narwany. Na całe szczęście on jest stoikiem, uwierzcie mi na słowo, to anioł w przeciwieństwie do wielu ludzi dzisiejszej, stresogennej cywilizacji.
      W ich głowie kłębi się zwykle mnóstwo myśli, odczuwają napięcie psychiczne, są niespokojni, kapryśni, o niestabilnym, zmiennym nastroju. Niejednokrotnie chcą wyżyć się na sobie albo prezentują wrogą postawę wobec otoczenia. Mogą być pełni nienawiści i nieprzewidywalni w reakcjach. Wykazują skłonność do inicjowania konfliktów, są kłótliwi i mało cierpliwi. Gdyby taki był diabeł, ukróciłby żywot ziemski o tysiąclecia, dlatego żaden współczesny człowiek nie mógłby go zastąpić ani na minutę, po prostu nie wytrzymałby, a wiemy, diabeł chcąc czyniąc zło, ubocznie czyni też dobro. Jest sprytny, ale zrównoważony. Jest stateczny i opanowany. Dojrzałość w pełnej krasie i zawsze gotów do ukontentowanej konwersacji na bardzo wysokim poziomie.
      Czasami mniej boję się spotkać diabła w ciemnej uliczce, niżeli człowieka.

Zdjęcie z internetu. (Nie mam drona.)


      Dobiegło już końca wędrowanie po Ziemi Polskiej, oraz biesiadowanie przy stołach rodzinnych. Jestem mile upojona życzliwością i serdecznością wszystkich, a do takich domów aż chce się rzucić takielunek na maszt, wydąć żagle dobrymi wspomnieniami i wyznaczyć marszrutę na - Dom.


   - Zwykle nie wołasz mnie kiedy potrzebujesz pomocy.
   - Ale to zadanie w sam raz dla ciebie.
   - Wiesz jednak, że u mnie jest "coś za coś"?
   - Potrafię się targować.
   - Oddaj mi mój globus! Bez niego nie mogę kontrolować świata inaczej, niż pojawiając się na ziemi osobiście, a pojawianie się w kilku miejscach jednocześnie jest niezwykle uciążliwe.
   - Nie potrafisz się skupić?
   - Słucham?
   - Nic. - Chrząknęła. - Umowa stoi.
   - Zaraz, nie tak prędko. Obiecaj mi, że już nigdy go nie ukradniesz.
   - O.K. - spojrzała mu w oczy i podała dłoń. - Ty zrobisz coś dla mnie, a ja obiecuję ci, że już nigdy nie ukradnę twojego globusu.

     Dwa dni później.

   - Nie dotrzymałaś słowa. - Rzekł pojawiwszy się nie wiadomo skąd. Ona zaś zaczęła się śmiać. - Nie rozumiem... - Kolejny atak śmiechu.
   - Obiecałam ci, że już go nigdy nie ukradnę, ja dotrzymuję słowa.
   - Zatem?
   - Aby do tego nie dopuścić, nie mogę ci go oddać, to proste. - Pękała ze śmiechu, a diabeł z grymasem, uznając swą porażkę, znikną nie wiadomo gdzie.

12 komentarzy:

  1. Pozdrawiam serdecznie, życzę miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Hexe.
    Fajny wpis. W Łęczycy byłem jakiś czas temu. Dziabła nie spotkałem, bo ponoć złego dziabli nie biorą.
    Warownia ciekawa i warta zwiedzenia.
    Pozdrawiam serdecznie i zdrówka życzę...
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję uprzejmie :) Ja podobno złym człowiekiem jestem, więc zgodnie z tym co napisałeś, również nie muszę się bać spotkania z diabłem ;) Tak czy inaczej, intrygującym by było, co ma do powiedzenia istota żyjąca dłużej niż nasza Ziemia.

      Usuń
  3. ciekawy cytat o tym że gorzej czasem człeka niż diabła spotkać...

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że każdy pobyt w Polsce poświęcasz na zwiedzanie ojczystej ziemi, miło czytać te Twoje historie z osobistymi wrażeniami. :)
    Uściski!
    p.s. jak tam dynia, udało się zrobić? :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wszędzie na świecie jest cudownie, ale w ojczyźnie jest najpiękniej ;)

      Usuń
  5. Rozmyślania na temat natury diabła rozbroiły mnie XD Brakowało mi jeszcze tylko rozkminy po co właściwie wiedzie ludzi ku upadkowi - z czystej złośliwości? a może ma z tego jakąś korzyść? Do dziś tego nie rozumiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedzie, nie wiedzie, morał z tego jest taki, że sami się doprowadzamy do wyniszczenia, zatruwając się, terroryzując, prześladując, prowadząc wojny etc... Niestety.

      Usuń
  6. Krecilam sie kilka lat temu w tych rejonach. Niestety bylam tam na wierceniach i roboty bylo tyle, ze nie dalismy rady zajrzec na zamki. Jedynie poznym wieczorem polazilismy po Uniejowie, bo tam mielismy kwatere. Mam wiec kolejne na liscie zamki do zwiedzenia :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uniejów też jest piękny, byłam tam kilkukrotnie. Mimo że zamek jest hotele, nie było przeciwwskazań, by wejść i obejrzeć wspaniały wystrój jego wnętrza, zamkowych korytarzy, wspaniały jest. Kwaterę mięliście na zamku, czy gdzie indziej w mieście?

      Usuń
    2. Byliśmy na zamku zapytać się o ceny, ostatecznie jednak zamieszkaliśmy w zajeździe pod miastem!!!

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.