Pizol najwyższy szczyt w kantonie.

      2844 metry nad poziomem morza - jest to najwyższy szczyt łańcuchu górskiego oddzielającego doliny w Seez i Tamina i zarazem najwyższy szczyt leżący w całości w kantonie Sankt Gallen. Te Alpy zwą się Glarneńskie.
      Jest to stricte stok narciarski, raj dla miłośników wyczynów zimowych. Jednak ja jako zdeklarowany piechur, postanowiłam na tę górę wjechać kolejką i dalej wejść, a potem znowu zjechać kolejką, gdyż narty mnie absolutnie nie jarają. Co innego parapet, może kiedyś z braku pomysłu na wydanie pieniędzy - zakładając, że kiedyś będę miała aż takie ich zasoby, aby nie mieć na nie pomysłu - skuszę się na własny parapet.
      Na razie jednak, po tej wędrówce doszłam do wniosku, że czas zacząć odkładać na rakiety.



      Najkrótsza trasa wiodąca na szczyt góry, rozpoczyna się przy stacji kolejki linowej Mugger Cham (niedaleko Pizolhütte) na wysokości 2200 metrów n.p.m.




      Jako że każdy szlak rozpoczynam od pozytywnego myślenia, jeszcze na pierwszych metrach wierzyłam w powodzenie wyprawy. Ale ja nigdy z nikim się nie ścigam, więc potrafię odpuścić, bo jeżeli nogi mi się zapadają w śniegu aż po same uda, bo zabrakło fachowego sprzętu, jest to już pora na to wskazująca.
      Niemniej, radochy było aż po pachy, że tak to ujmę. Śnieg wprawia mnie w ogólnie pojęte zadowolenie. Tak jakby współgrał on z moim rytmem, często też realizuje moje najbardziej szalone pomysły. A przede wszystkim w Szwajcarii można spokojnie zrobić orzełka bez obawy o rozmazanie sobie na kurtce eufemistycznego gie.



Także i o tej formie zejścia na dół myślałam, ale to droższa zabawa nawet niż parapet:



      Choć na górze dziadek Mróz skuł lodem wszelki oddech grudnia, to na dole, istniała nadal zieleń. Oddechy spowiły się w mgiełki nad otwieranymi ustami i w ten oto sposób słowa stały się niemal namacalne, widoczne.
      W tym kraju widać nie tylko słowa, ale i też np. smród. Taka mała dygresja - jeżeli gdzieś coś śmierdzi, to unosi się nad tym gęsta, śmierdząca mgła. Ostatnio gdy w taką wjechaliśmy, miałam dosłownie cofkę... hard core.


To największa odnotowana wysokość. Ileśmy wyżej poleźli, nie wiem:




      W dolinie jeszcze czasami zdawało się, że jest cieplusi, ale dłonie zdradzone przez to poczucie, marzły wpędzając mnie nieraz w zdziwienie. W słońcu człowiek sam automatycznie rozbierałby się jak tylko wypada, a jednak, mimo iż krew rozgrzana, to skóra lodowata, a palce śmiesznie zdrętwiałe. Trzeba tu uważać, dlatego obserwuję miejscowych jak się ubierają na daną pogodę.
      Grudzień był przez to wyjątkowo oszukańczy.






Podobno mam zimne spojrzenie, ale nic dziwnego, skoro mam - 4.
Dlatego uważam, że ze śniegiem mi do twarzy.






      Dawno temu napisałam takie słowa: Polsko - witaj. Ale poproszę Cię na słówko... dlaczego nie wyglądasz tak, jak podaje mój kalendarz? Dlaczego miast odcieni złota i czerwieni, widziałam przez dzień cały grafit? Jeśli na zimę się nie postarasz, opuszczę Cię, kraju ojczysty, bez westchnienia. A chciałabym, by patrząc na Twoje lasy i pola, coś we mnie pękło. Bym uśmiechnęła się do szyby i może kiedyś zatęskniła.
      Od roku zachwycam się jesienią w obydwu krajach, bo jednak soczyste barwy pojawiają się pełną gamą na całym świecie... no może poza wyjątkiem miejsc bardziej arktycznych... lecz jednak zima to czy jesień, widziane z góry robią piorunujące rażenie. Połacie wzniesień i dolin w jesiennym krajobrazie zachwycają do głębi, a zimą śnieg na ogromnej przestrzeni, z wyzierającymi się ostrymi skałami, przecina też serce i to na wskroś.
      Coś jest niezwykłego w tych najtrudniejszych do przetrwania, porach roku oraz w tych miejscach najtrudniejszych do zdobycia. Coś surowego i zarazem hartującego ciało i duszę. Kiedy na to patrzę, czuję, że do zdobycia w życiu jest bardzo wiele i aż chce się żyć.







      Smak podróży jest bardzo różnorodny. Co by było, gdybym straciła możność próbowania go, delektowania się nim? Przerażająca myśl...
      Przyrodo - witaj. Patrząc na Ciebie z bliska, odnoszę wrażenie, że świat światu jest bardzo podobny. Ogólnie Ziemia pozostaje Ziemią, ona nie zna granic politycznych. Choć potrafi ona być w niektórych miejscach bardziej dostępna, wciąż należy mądrze mierzyć siły. Oczywiście adekwatnie do jej zamiaru wobec nas. Nie ma zmiłuj, ona nie jest bezlitosna - ona jest na nas obojętna i troszczy się o siebie z całych sił, niekiedy niszcząc z dziką pasją wszystko, co człowiek swymi rękoma wybudował.






      Życie - co Ty właściwie znaczysz? Popłynąć w Tobie. Pozwolić Ci na przebieg tego, co nieuniknione, ale nie znaczy to, zgadzać się na wszystko bezmyślnie.
      Zaufać Bogu. Nie bać się, po prostu Wierzyć. Życie, jesteś naprawdę mądrze poukładane. Jestem tego żywym dowodem.






      Niby Wypizdówek Górny, (oj zdecydowanie Górny), a oznaczenia dróg są. Alpy to najwyższy łańcuch górski Europy, urzekający pięknem swoich szczytów i -> lodowców. Przede wszystkim w najwyższych partiach Alp zalega wieczny śnieg oraz występują lodowce. Żadnego jeszcze nie widziałam, ale przymierzając się po trosze mentalnie do jednego z nich, wyczytałam z poradników doświadczonych wędrowców, iż poruszanie się po lodowcach niesie ze sobą ryzyko wpadnięcia w szczeliny, co grozi już niestety śmiercią. To nie są wędrówki dla amatorów.
      Pokonywanie drogi wiodącej lodowcem, wymaga odpowiedniej asekuracji, jest to związanie się liną w zespołach od 3 do 5 osób.
      Na wysokościach powyżej 2500-3000 m n.p.m. powietrze jest na tyle uboższe w tlen, że wraz ze wzrostem wysokości powyżej tych wartości, coraz większy odsetek osób odczuwa nieprzyjemne objawy z tym związane - w tym ja. Czasami jedynym wyjściem jest wtedy szybkie zejście na dół, co uskuteczniałam w lecie, po prostu nie zdobyłam żadnego szczytu w tym okresie. I zaczynam twierdzić, że to nie ciśnienie jest przyczyną moich bolączek, a właśnie niedotlenienie mózgu.






      Z uwagi na głęboki śnieg, sam szczyt najwyższy Pizola, nie był dla nas dostępny. Tam wybierali się jedynie narciarze, którzy później z owego szczytu zjeżdżali. Sam czubek regionu był na wyciągnięcie ręki, ale dla nas stanie się dostępny gdy stopnieje śnieg. Wtedy zdobycie go nie będzie już takim wyczynem, ale sądzę, że należałoby tę wyprawę, mimo to powtórzyć ;) Tymczasem my już wyżej nie mogliśmy:





      Podobno w okolicy znajdują się termy Tamina Bad Ragaz - znane już od wczesnego średniowiecza!
      Dziś są to termy uważane za najbardziej obfitujące w wodę o temperaturze 36,5° C. To najbardziej rozległe spa w Europie.
      Pizol dla piechurów to pięć krystalicznie czystych górskich jezior, które umknęły moim oczom, mimo iż w jedno to ja chciałam wejść, myśląc, że tędy przejdę na skróty...
      Wędrówka Pięciu Jezior - tak o tym regonie mówią potocznie.


Tak, tu się schowało.
      Gdybyśmy chcieli tu przyjść o własnych siłach, wg podań w internecie zajęłoby to nam około 4-5 godzin. Pytanie tylko, czy ja latem jestem w stanie odbyć taką wyprawę? Bo latem to już wiecie jak ze mną jest.




Pizol zaznaczony na czerwono.
      Tą oto wędrówką zakończyliśmy stary rok 2015. Ostatnia wyprawa grudnia.