sobota, 5 grudnia 2015

To był maj...

      Skoro tak wiele już razy wspominałam o Grecji w niezliczonych postach, komentarzach, na Waszych stronach i dyskusjach na FB, skoro byłam parokrotnie już zapytana o jakieś zdjęcia (nawet małżonek ich nigdy nie widział); pomyślałam sobie, że odwrócę na chwilę bieg czasu i cofniemy się razem do roku 2007 do wiosny i pokażę Wam ją, a konkretnie największą z wysp Morza Śródziemnego. To był maj...


      Kreteńskie plaże słyną z kamieni, jednak brzeg, który przyszło mi (może ze dwa razy) użytkować, był pół kamienisty i śmiało można było bosą nogą maszerować niczym Cejrowski na szlaku, a egzotyki w okolicy nie brakowało.
      Morze Kreteńskie (Morteńskie), wschodnia część Morza Śródziemnego, było czyściutkie i baardzo słone. Pamiętam biały nalot we włosach.

Te zielone jaszczury to grube jak ludzka ręka gadziska. Niektóre miały nawet do metra długości.
Biegały sobie po alejkach na terenie hotelu. Zadomowiły się tam prawdopodobnie przez
ilość zakamarków pod hodowanymi tam roślinami, o które Kreta naturalnie jest uboższa.
Miały schronienie, a turyści atrakcję.

Byłam bardzo blisko Afryki, Egiptu.
Dziko żyjące żółwie stanowiły nie lada gratkę. Lubiły jeść ryż i kaszę pęczak ;]

Baza wypadowa - Hotel Cavros Beach.
      Idąc pieszo po wzgórzach Lefka Ori, znajdziemy jedyne naturalne źródło słodkiej wody na Krecie, jest to Jezioro Kournas - jedyne na wyspie. Znajduje się w pobliżu Białych Gór, niedaleko miejscowości Georgioupoli.
      Powierzchnia jeziora wynosi 16 ha, a jego głębokość nie przekracza 45 m. W jego wodach żyją żółwie i węże. Według legendy nocą unosi się nad powierzchnią duch jakiejś dziewczynki.

Chciałam bardzo zejść do brzegu, jednak spotkałam się z odmową.

      Głównymi metropoliami jakie zwykle obierają za cel turyści, są dwa malowniczo opisane w przewodniku miasta. Szczerze mówiąc, w pamięci zlały mi się w jedno i nawet na zdjęciach ich nie rozróżniam... Za to zgiełk, harmider uliczny, ciągłe trąbienie i okrzyki na ulicach - to pamiętam świetnie. I to był hardcore, szczególnie jeżeli wsiadacie w samochód z wypożyczalni i po europejsku przestrzegacie  podstawowych przepisów. Za pierwszym razem na skuterze, można było oblać się potem ~ jednak co blaszana puszka, to bezpieczna puszka. Jak to miejscowi mawiają, "znaki drogowe są dla policji".
      Na mapie nie zaznaczyłam tak naprawdę nawet połowy zwiedzonych obszarów. Zwyczajnie nie pamiętam nazw miasteczek.
      Nadmienię, że wycieczki z biurem podróży w sumie kosztowałyby tyle samo, jeśli nie więcej, co cała wycieczka. Naprawdę dużo oszczędniej jest podróżować indywidualnie, wystarczy znajomość angielskiego, a wszędzie jest pełno rent carów. W hotelu mówiono także po Niemiecku i Hiszpańsku, a za barem, ku miłemu zaskoczeniu, stały dwie Polki.
      Na zdjęciach macie okazję zobaczyć jaka byłam piękna i młoda jako dziewiętnastolatka. Teraz jestem oczywiście piękniejsza. I nie mówi się 'starsza', tylko "bogatsza w czas".


      Rethymno to renesansowe miasto. Jego architektura i wygląd to połączenie wpływu wielu kultur. Swoją cegiełkę dołożyli zarówno Wenecjanie, jak i Turcy. Tym pierwszym zawdzięcza fortyfikację, Port Wenecki z piękną latarnią oraz Fortecę z XVI w.
       Gdybym dzisiaj świadomie udała się na wędrówkę po Krecie, pokazałabym Wam te zabytki, sama ciesząc się, że wiem na co patrzę i znam historię. To była dziwna podróż, mówię Wam...


      Brzegi skaliste przypominały mi zwykły koks. Drapiące kamienie z kraterami, intrygująca struktura... Kreta powstała z wypiętrzających się podwodnych łańcuchów górskich. 15 milionów lat temu była częścią Europy kontynentalnej. Zachodnie fragmenty wyspy są przedłużeniem Gór Dynarskich.
      Kreta jest w ciągłym ruchu, obecnie przesuwa się na południe z prędkością ok. centymetra na ćwierć wieku.
      Krajobraz wyspy tworzą skaliste wybrzeża przeplatające się z szerokimi, jasnymi plażami. Klimat ma cechy umiarkowane jak i subtropikalne.





      Lato jest tam gorące i suche, w zimie jest chłodniej. W rejonach górskich opady są dużo wyższe niż w reszcie wyspy, zaś od listopada do maja szczyty często pokrywa śnieg .
      Było gorąco. Było naprawdę gorąco. I mimo mojej wrażliwości na wysokie temperatury, czułam się doskonale. Nawet włosów nie spinałam. Głowa nie bolała, ciśnienie nie skakało. Dużo przebywałam wtedy na słońcu i nic! Zupełnie nic! Czułam się zdrowa.
      Jeszcze słówko o geologii, bo wyczytałam właśnie ciekawostkę, że tarcia powodują częste trzęsienia ziemi. Akurat nie doświadczyłam. Ruch lądu odbywa się również w pionie, zachodnia część wyspy unosi się, podczas gdy wschodnia zanurza się w głąb. Różnice te są liczone już w metrach i starożytne porty na zachodzie dziś leżą na skałach (np. port w Falasarnie), a porty na wschodzie na dnie morskim (np. Olus), podobnie jak moje towarzystwo z tej wyprawy. Głęboko na dnie niemiłych wspomnień.



Chciałam bardzo tam pojechać, niestety spotkałam się z odmową.
      Takich ruin miast można spotkać całe mnóstwo. Domostwa były w tamtych czasach budowane w tym okresie z wysuszonej gliny lub kamienia. Gospodarka opierała się na uprawie ziemi i hodowli zwierząt. Budowle z lat 3100-2100 p.n.e. posiadały już dwie kondygnacje.




      Prace wykopaliskowe prowadzone na Kasteli, dowodzą, że historia miasta Chania, sięga czasów minojskich, a pierwsi mieszkańcy pojawili się na tych terenach w czasach neolitycznych. Szacuje się ogólnie, że pierwsze świadectwa osadnictwa na Krecie sięgają 6000-3100 p.n.e. - neolit.
      Największym atutem Chanii jest rejon Starego Miasta oraz piękny Port Wenecki. Ścisła zabudowa starych kamienic rozdzielona niewielkimi uliczkami na rozpiętość ramion, tworzy niesamowity klimat tego miasta.
      Nie lada atrakcją jest odsłonięta część ruin w najstarszej dzielnicy Chanii oraz Kościół na przeciw którego stoi równie warte uwagi (o czym wiem z netu, jest kusząco przedstawione) muzeum archeologiczne, w którym niestety nie byłam. Stoją też przepiękne mury obronne. A poniżej na zdjęciu, arsenał wenecki, dawne stocznie:


Zabytki Chanii.
      Poniżej fontanna Rimondi zbudowana na początku XVII wieku w mieście Rethymno:



Zabytki Rethymna.
      Otwarte pozostaje pytanie o pochodzenie najwcześniejszych mieszkańców wyspy - skąd tutaj wzięli się ludzie? Niewątpliwie dostali się oni na Kretę drogą morską. Do końcowej fazy neolitu Kreta miała jednak niewielu mieszkańców, a gospodarka kontynuowała formy lądowe przyniesione przez osadników z kontynentu.




      Zdjęć mam jeszcze dziesiątki, jednak ich sens mija się z celem, bowiem jaki fotograf, takie pamiątki. Jakbym miała bloga modowego, wtedy nadałyby się idealnie. A gdzie kraj? A gdzie historia? A gdzie piękno nieznanej przyrody? To wszystko zmieszało się z niebezpieczną emocją udręczenia. Niestety towarzysza kompletnie nie interesowało dokształcanie się, a żeby do muzeum wejść? HO HO! no chyba już całkiem zwariowałam. Muzea są przecież nudne!
      Przy okazji, wie może ktoś z Was, czy pingwiny mają kolana?

Jedyne dwa zdjęcia jakie posiadam z zabytkowego klasztoru:



      Uwaga, jedna z trzech moich ulubionych wycieczek: przenosimy się w okres starszych pałaców, w lata 2000 - 1700 p.n.e. -> ...następuje niezwykły rozwój osadnictwa, które w wielu regionach osiągnęło gęstość najwyższą w całych dziejach Krety minojskiej. Powstały pierwsze monumentalne budowle pałacowe, np. w Knossos, które teraz Wam zaprezentuję. Byle jak, ale spróbuję troszeczkę. Reszta zdjęć jakie stamtąd posiadam, nie zawierała wgl. żadnych cech tego historycznego miejsca.
      Pałac Minojski. Imponujący, wybudowany na wzniesieniu Kefala w bliskim sąsiedztwie rzeki KairatosPałac Króla Minosa uznawany jest za ten pierwszy i najstarszy minojski. Istna kolebka europejskiej kultury. Prawdziwy raj dla miłośników historii. Przez niektórych nazywany labiryntem. Niestety nie mamy szans spotkać samego Króla Minosa, by podpytać jaka jest prawda.
      Knosos było centrum przywódczym, pełniącym funkcje polityczne, religijne, administracyjne i ekonomiczne, czemu towarzyszył rozwój systemów pisma.
      Brak obwarowań pałacu dowodzi, że Minojczycy byli uznawani za mocarstwo. Okres starszych pałaców przynosi znaczny rozwój sanktuariów na szczytach wzgórz. Mniej częstą formą są miejsca kultu umieszczone w jaskiniach. Doszło też do pierwszego wielkiego rozkwitu sztuki i rzemiosła artystycznego oraz wykształceniu własnego unikalnego, rozpoznawalnego jako minojski, stylu.
      Około roku 1700 p.n.e. prawdopodobnie wielkie trzęsienie ziemi położyło kres wszystkich największych pałaców Krety oraz wielu osad. Kreta od słowa krateia, znaczy - silna. Ziemi jednak się nie oparła.

Widok na werandę z tarczami.


Wejście północno-zachodnie:


      A oto druga z moich ulubionych wędrówek. Rozpoczyna się niewinnie, ale zaręczam, droga stromym, szutrowym zboczem niejednego wpędzała w wątpliwość sukcesu tej wyprawy.
      Wybaczcie, ale nie posiadam zdjęć z dojazdu, musicie uwierzyć mi na słowo, mijanka na tej górskiej drodze była ekstremalna. Na zwężeniach szerokości od lusterka do lusterka, samochody musiały się nierzadko wycofywać do szerszego fragmentu, a i tak bezpieczeństwo pozostawiało wiele do życzenia. Usypująca się, niezabezpieczona krawędź po prawej, wysoka ściana skalna po lewej. Coraz wyższa przepaść prosto w kamienie nad brzegiem morza. Najbardziej niepokojące było to, że na dole leżało wiele wraków samochodów, których kierowcom nie udało się przejechać...
      Lecz przecież nie z tego tytułu była to najciekawsza podróż! Do rzeczy.





      Laguna Balos - belikatny, biały piasek pod stopami, krystalicznie czysta, bardzo płytka woda o barwie turkusowo-szafirowej. Jest to najbardziej wysunięty na zachód półwysep Krety, Gramvouss. Te trasę można pokonać zwykłym samochodem osobowym ale bardzo wolno. Niezapomnianą przygodą byłaby przejażdżka motocyklem i nie wiem czy jednak nie bezpieczniejszą...
      To zaledwie 7 kilometrów, aby dotrzeć do parkingu.

      Po dojściu do dróżki opadającej w dół, moim oczom ukazał się cel - laguna Balos. Pamiętam to jakby dziś, ludzie zatrzymywali się w tym momencie. Zapanowała cisza, wryło mnie to w ziemię, przyznaję, popłakałam się na ten widok i długo nie mogłam opanować łez.
      Wykwitły w duchu uczucia wyższe, to było szczęście. W tamtej sekundzie odczuwałam prawdziwą frenezję i chwyciłam się tego doświadczając niezapomnianego widoku. Zrozumiałam, iż jestem świadectwem tego, że aby odczuwać szczęście, trzeba tak niewiele, szczególnie że tłem tej wyprawy były zmagania przysparzające wielu zgryzot.
      Każdy ma swoje flow, moim jest wędrowanie i przedzierzganie się wtedy w zachwyt nad pięknem natury. Kwintesencja upojenia, stymulacja i swoisty trans...
      Jeżeli kiedykolwiek bym się zatrzymała, najprawdopodobniej przestałabym czuć, że słońce na mnie świeci, że deszcz na mnie pada, że wiatr rozwiewa mi włosy. Kocham być w drodze, kocham doświadczać uczuć wyższych. To może być wszędzie, to może być ta laguna, to może być łajba na środku polskiego jeziora,  g d z i e k o l w i e k! Wszędzie można poczuć szczęście.
      Nie wyobrażam sobie zasiedzenia nawet na pół roku, ja przecież po to żyję...


      Podobno to miejsce dawno temu było kryjówką okolicznych piratów. W oddali widać ich główną, historyczną siedzibę, czyli wyspę Gramvoussa.
      Zawsze ciągnęło mnie do wody, do jej energii nieokiełznanej. Wędrówka? Woda? Niezależność? A może ja piratem kiedyś byłam?

Bardzo chciałam zejść do tej wody, ale niestety spotkałam się z odmową.


      I trzecia wycieczka, która również pozostała w pamięci w nieco lepszych detalach, Elafonisi. To niewielka wyspa położona tuż przy południowo-zachodnim brzegu Krety.
      Na wyspę można dostać się pieszo przez otaczającą wyspę płytką lagunę. Sama wyspa jest obiektem o unikatowych walorach przyrodniczych i została wpisana na listę Natura 2000 jako jedno z najcenniejszych przyrodniczo miejsc w Europie.
      Na Elafonisi znajduje się plaża z charakterystycznym różowym piaskiem, uważana za jedną z najpiękniejszych plaż Europy. Z różowym kolorem piasku na wyspie wiąże się legenda, według której w Wielką Sobotę 24 kwietnia 1824 roku, oddziały tureckie pod wodzą Ibrahima, brutalnie wymordowały szukających tu schronienia 600 kobiet i dzieci. Plaża spłynęła krwią i od tego czasu niegdyś zwykły piasek ma kolor różowy. Na wyspie spotkać można szereg endemicznych gatunków roślin i zwierząt (m.in. żółwie morskie)
      Niestety na zdjęciach kiepsko to widać. TUTAJ jest wyraźniej.





      Drogi po górach harcorowe, a skały czerwone. Zupełnie różne od Alp, zupełnie inne od Tatr. Coś kompletnie nieznanego i fascynującego, fauna i flora zaskakująco piękna ale i groźna. Kiedy myślę o Grecji, o tej konkretnej wyspie, wyobrażam sobie plan wędrówek. Zawierałby wiele szlaków pieszych i górskich, bo na żaden wejść mi nie było dane, gdyż spotykałam się z odmową. Koszmarnie dużo mnie ominęło.

W tamtym miejscu po raz pierwszy w życiu znalazłam się wewnątrz chmury.



      Na końcu pros­tych dróg wid­nieje zwyk­le niebo, a jed­nak na szczy­ty wiodą zaw­sze kręte i stro­me ścieżki. Mając przed oczami koniec swojego życia, zawsze zastanawiałam się jakie ono jest aktualnie i jakie ono może jeszcze być. Przebaczenie silniejsze jest niż odwet, lecz mnie stroiło milczenie. I wkrótce wszystko odmieniło się o 180 stp...
      Tak być musi, że pierwsza droga jest utrudniona brakiem doświadczenia, umiejętności przeżywania. Ale gdzieś tam tliło się prawdziwe, racjonalne tchnienie, które uwolniło się z okowy i wyprowadziło mnie na prawdziwy, świadomy szlak, o którego kierunku decyduje wreszcie samodzielnie.

5 komentarzy:

  1. ahhhhh.... choć przez chwilę sie tam znaleźć....

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękne zdjęcia, naprawdę !

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyspa jest przepiekna. Choc wielu miejsc nie bylo Ci dane zobaczyc z bliska. Moze wiec pojedzcie tam na wakacje :). Kolezanka byla w kwietniu, kiedy nie ma jeszcze upalow :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie wiosną albo jesienią, bo w maju było już ponad 30 stp. C. Chociaż czułam się świetnie, rozsądek mówi - nie sprawdzaj swojej wytrzymałości aż tak bardzo...
      Na przyszłe wakacje mamy polskie plany wakacyjne, ale kto wie co się zdarzy któregoś roku, może będę miała okazję pokazać mężowi kawałek ziemskiego raju? :)

      Usuń
  4. Jakże miło patrzy się na te widoki, gdy u mnie hula zimny wiatr!
    Dołączam się do polecania podróży na własną rękę - taniej, i do tego nie ma ścisłego harmonogramu ani czas specjalnie nie goni. Coś się spodoba, to nie ma problemu, żeby nawet ten dzień dłużej tam zabawić.

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.