środa, 23 grudnia 2015

Röhlingen - Deutschland. Miasto dobrych duchów.

      Dawanie to piękny zwyczaj. Przyznaję, że prędzej sobie czegoś odmówię, niżeli bym miała zrezygnować z przyjemności podarowania komuś choćby drobiazgu. Gest? Hojność? To chyba miana bogaczy: hojny wspierałby finansowo jakieś fundacje, a gest to za butne słowo. Lubię dawać od siebie wiele. Prezenty? Oj taaaak... Ale najbardziej obecność - zależy mi na tym. Obecnie jednak rzadko jest to możliwe.
      Zdarzyło się tak, że niemal nasza Obecność przy bliskich zawisła na włosku. Zdobyliśmy nowe doświadczenie, czyli jak przetrwać, utknąwszy w obcym kraju, kiedy serce naszego wierzchowca rzekło: jetzt das Ende. [to już koniec]. I tak trafiłam do stajni, gdzie Reitpferdów [spolszczone słowo "wierzchowiec"], tych prawdziwych, jest do wyboru do koloru. Ale zanim tam znaleźliśmy swój tymczasowy schron...


      ...wyjechaliśmy z Doliny Mgieł pod osłoną mroku, żegnając na jakiś czas jej uroki i romantyzm. Po źle przespanej nocy, wzbogaconej o realistyczny sen, który stawił mnie przed bardzo dziwnym wyborem, miałam jakiś taki... niepokój wewnętrzny. Tyle nieładnych życzeń ostatnio padło, a doświadczyłam przecież nie raz i nie dwa spełnionej złośliwie chimery.



      Tuż za granicą niemiecką ujrzeliśmy słońce. Nie przypuszczałam, że tu nadal taka piękna jesień. Może to urok, może to zwykły przypadek, ale na pewno los mimo wszystko nam sprzyjał. A było tak...



      ...Wierzchowiec padł na głównym trakcie. Podejrzewaliśmy kolkę. Słupek S.O.S. był niedaleko, a tam na linii Polka. Pomocną dłoń podał nam również Polak pracujący w niemieckiej firmie drogowej. Wierzchowca zawiózł do doktora, a nas do hotelu, wszak niedziela, doktor w domu - lecznica nieczynna.
      A hotel... był zamknięty. Zostaliśmy sami w szczerym polu. Można by ręce załamać... Zawsze jednak miałam szczęście do ludzi, całe swoje życie z "jednorazowymi przyjaciółmi" gdzieś na szlaku, którzy zjawiali się niczym amerykański mściciel, kiedy już myślisz, że zaraz zginiesz.
      I pojawili się na małym, (notabene - sprowadzanym z Polski) koniku, mili Niemcy. Starsza, siwowłosa para prawdziwych hipisów! Dziadek w białych długich włosach, pacyfka na szyi, a babeczka przesympatyczna, miałam okazję popróbować się z nią w niemieckim.
      Zbieg okoliczność, albo Anioł Stróż nas z nimi spotkał. Babeczka pracowała 26 lat w hotelu w mieście niedaleko. Zadzwoniła do szefowej i zapowiedziała nasze przybycie, po czym zawieźli nas osobiście z bagażami na dwa razy (mówiłam, że mały konik) i jak tu nie wierzyć w ludzi?

      Piszę o tym, ponieważ bardzo chciałam opowiedzieć Wam o spotkaniach, o tym, że los powolnie toczy się pomyślnym kołem, tyle że raz na wozie, raz pod wozem. Żyjemy, a to najważniejsze, bo drogowe przypadki przecież kończą się bardzo różnie.



      Sympatyczne i przytulne miejsce powyżej ze zdjęć, to Hotel Konle posiadający również hotel dla koni, krytą ujeżdżalnię i teren do trenowania skoków. Możliwe kolonie w siodle, ośrodek posiada własne wierzchowce, saunę i masażystę.
      Jeżeli kiedykolwiek myśleliście o spędzeniu wczasów za granicą, w połączeniu z rekreacyjną dawką końskiej przygody, ten zupełny przypadek sprawił, iż mam okazję polecić Wam właśnie to miejsce.

Röhlingen, Deutschland
      Mieścina jest niewielka, nie ma w sumie żadnych więcej atrakcji. Jedynie stary kościół, który góruje nad Röhlingen. Nie omieszkałam go odwiedzić.





      Przez miasteczko przepływa rzeczka, a wokół nie ma żadnych gór, dzięki czemu mogliśmy podziwiać pełny zachód słońca. Także i wschód. Co w tym dziwnego? Ano jest to miła odmiana dla osób, które od roku widują wschód słońca koło południa. ;]


      Sytuacja męcząca, nerwowa, w dodatku po perypetiach cały bagaż został zalany tonikiem siarkowym. Szczoteczka do zębów też była w domu rodzinnym... no comment. A wierzchowiec, jak się okazało, miał zawał, wyjdzie z tego, obecnie czeka na przeszczep serca.

      Weszłam w okres świąteczny, na szczęście już w bezpiecznych, rodzinnych pieleszach. Wszędzie dobrze, ale w ojczyźnie to jednak U SIEBIE. Może dlatego niemiecki koń postanowił popsuć się w Niemczech? Wyzionął ducha na swej ziemi ojczystej.
      Pomyślałam sobie, że dobry duch jednak się mnie jeszcze nie wyparł. Mimo, iż nie dbam już tak bardzo o jego świat, przyszedł, ostrzegł, zadbał o odpowiednie zbiegi okoliczności i teraz pewnie stoi na parapecie, bezcielesny, niewidzialny i oplótłszy się skrzydłami zerka mi na ekran ukradkiem ;) Zatem pozdrawiam Ciebie!

      I jeszcze słówko o dobrych ludziach, gospodarze z Witlandu, u których byliśmy w Miodowej Podróży, (prezentowałam miejsce TUTAJ) przysłali nam kartkę z życzeniami. Ogromne zaskoczenie, pamiętają o swoich klientach :)

      Zawiesiłam broń. Wszak kolczuga i tak przecież w praniu ;P A na horyzoncie świeci słońce, czerwona linia brzegowa, PŁASKA LINIA BRZEGOWA!
      W chwili obecnej wszędzie pokój i spokój, nie czuję piętna pośpiechu, nigdzie nie muszę lecieć na zbity ryj... ulga. O jak dobrze. Odstawiam elementy ostre na bok, co by sobie krzywdy nie zrobić niepełnosprytnymi manewrami.
      Słońce już znudziło się byciem ładnym, teraz wlazło gdzieś pomiędzy chmury, równie leniwe i niespieszne. Witaj Ziemio Ojczysta. Ale dziś nie jest dobry dzień, aby umierać. Przede wszystkim czas kontynuować pranie.

8 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    Jak zwykle niezwykle u Ciebie.
    Wszystkiego Najlepszego i oby nam się dobrze działo i wszystkie marzenia się spełniły.
    Pozdrawiam świątecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezwykle i ze szczęśliwym zakończeniem, dzięki Bogu!
      Dziękuję i Tobie życzę pomyślności :)

      Usuń
  2. Aniu, nawet w tak niefortunnej przygodzie potrafisz znalezc pozytywy :)!!! Ja jestem straszna panikara ;).
    Wszystkiego najlepszego na nadchodzace dni Wam zycze :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam talent do tego, szlifowany latami ;)
      Dziękuję, zdrowia i żeby świąteczne potrawy nie w tyłek, a w cycki szły :)

      Usuń
  3. Cieszę się, że dobre wiatry sprzyjały. Pamiętam jak chyba dwa lata temu postanowiłam na urodziny wybrać się do Świnoujścia. Wymyśliłam sobie karkołomną trasę: Śląsk-Trójmiasto-Świnoujście-Trójmiasto-Śląsk. W Świnoujściu rozpętała się wichura stulecia, niejaki orkan go nazywali. Na całej wyspie nie było prądu. Kolejnego dnia miałam jechać do Trójmiasta...Nie wiedziałam czy promy na PKP pływają, czy pociągi działają. W końcu wsiadłam w Pociąg do Szczecina (konduktor rzekł, że może dojedzie). Pociąg do Trójmiasta jechał godzinę po czym stanął. Myślałam, że nas zasypie ta śnieżyca w tym polu..Tuż przed Gdynią znowu stanął. Całe Trójmiasto stało w korku. Gdy wysiadłam z pociągu śniegu po kolana. Przejścia podziemne dworcowe zalane od stopniałego śniegu. Nie miałam siły iść piechotą, ale żadna taksówka nie chciała mnie zabrać (bo Trójmiasto stało w korku).

    Na parkingu zobaczyłam młodych mężczyzn, którzy mówili, że będą jechać w stronę noclegu. I wiesz co? Podeszłam i zapytałam czy mnie podrzucą. Podrzucili. Chciałam im zapłacić tyle, co za taksówkę. Nie wzięli nic. Byli z moich rodzinnych stron. Każdy potem pytał: jak ty mogłaś tak z obcymi mężczyznami do samochodu, ale wtedy wychodzi ten dziki instynkt przetrwania. Nie myślisz, po prostu wiesz. Kiedy dotarłam to pensjonatu wyglądałam jak bałwan. Nie miałam wyżywienia w cenie, ale gospodyni poczęstowała mnie gorącym żurem. Chwilę potem do mnie do pokoju zapukała jej córeczka i przyniosła mi naleśniki (a ja tak uwielbiam naleśniki!).

    Pół Polski stało w korku, paliwo się kończyło, ludzie marzli w zimnych Polskich Busach...

    A ja tylko marzyłam przed urlopem, żeby zobaczyć po latach Trójmiasto pod śniegiem. No i masz. Mówiłam. Uważaj o czym marzysz, może się spełnić w nadmiarze.

    Miej się dobrze w te święta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na dobrą sprawę, oni mnie tam przecież rozdzielili z mężem, jego mogli zabić i zakopać, a mnie sprzedać do Pakistanu. Ale instynkt przetrwania - tak jak mówisz - wziął górę i oto jestem dziś w Polsce w jednym kawałku :)

      Spełniło się, przetopiłam to na nowe marzenia i teraz będę pokutować. ;]

      Usuń
  4. Zdrowych, pogodnych Świąt Bożego Narodzenia,
    spędzonych w miłej atmosferze wśród najbliższych
    oraz szczęśliwego Nowego Roku 2016,
    by spełniły się wszystkie marzenia...nawet te najmniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Zdrowia przede wszystkim na ten 2016r, aby go nie zabrakło. I szczęściodajnych czarnych kotów :)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.