sobota, 26 grudnia 2015

Hexe na święta.

      O moim podejściu do świąt pisałam już w zeszłym roku, na innej stronie, zatem oryginalnie przejdę od razu do ciekawostek na temat państwa, w którym przyszło mi zapuścić korzonek, a później... o czymś z tej świątecznej okazji przypomnę.
      Szwajcarzy rozpoczynają bożonarodzeniowe przyozdabianie już w listopadzie, a markety nawet pod koniec października. Zdecydowana większość dekoruje domy i ogrody, także okna i balkony w blokach. Spacer oświetlonymi uliczkami staje się wtedy naprawdę urokliwy. Trochę to przypomina osiedla z amerykańskich filmów.
      Oto jak obecnie wygląda moja szwajcarska wioska:




      Tego jest znacznie więcej, wybrałam te, bo najlepiej mi wyszło zdjęcie ;)

      Pojawiają się Weihnachtsmarkt [jarmarki tradycyjne], pachnące serem raclette, grzańcem i wszechobecnymi, pieczonymi kasztanami.
      Szwajcarzy mają taką tradycję, że w wigilijne południe zbierają się na takim jarmarku, żeby wypić Glühwein [grzane wino] przegryzając kiełbasą z grilla w towarzystwie przyjaciół i znajomych. Kto by w Polsce pomyślał, żeby w Wigilię wcinać kiełbachę i popijać ją alkoholem ;) 

      A co u Szwajcarów dzieje się w domach?
      W Heiliger Abend [wigilia], pojawia się wieniec adwentowy, zwykle zawieszony na drzwiach. Na szwajcarskim stole nie ma dwunastu potraw ale jest wystawniej, gdyż króluje w menu mięso, a do kolacji podawane jest wino.
      Oto przykładowa kolacja, którą skopiowałam od pewnej blogującej Polki, świętującej w szwajcarskiej rodzinie: roszponka z jajkiem i sosem na początek, później strogonoff z risotto i lampeczką wina.
      Szwajcarzy nie mają konkretnej potrawy związanej z Bożym Narodzeniem. Gotuje się to na co ma się ochotę.
      Właśnie doszły mnie słuchy, że w Szwecji oraz w Czechach (info z pierwszej ręki) jest identycznie. Dlaczego tylko niektórym narodom nakazano świętować tak restrykcyjnie?

      Niby 40% w Szwajcarii to katolicy, ale Święta to dla ogromnej większości z nich po prostu czas dla bliskich czy dla siebie. Dlatego nie uświadczy się opłatka czy sianka, za to na pewno panuje podniosła atmosfera. Po kolacji przychodzi pora na prezenty dla dzieci od Świętego Mikołaja. Po kolacji nie ma pasterki. Choinki w Szwajcarii szybko znikają z mieszkań - już przed Sylwestrem.
      Święta są w całości czasem odpoczynku i zwolnienia po pędzącym roku. Na parcelach mieszkalnych błyszczy i jakoś nie przyjął się zwyczaj, żeby wcześniej zaharowywać się na śmierć.
      Duża grupa Szwajcarów traktuje ten czas jako dodatkowy urlop i leci na Karaiby bądź wybiera się w wysokie góry gdzie często zostaje już do Sylwestra.

"Każdy ma swoje miejsce ulubione w dzieciństwie. To jest ojczyzna duszy,"
~ Stefan Żeromski
________________________

      Dom przywitał mnie jak zwykle przegrzanym i przesuszonym powietrzem przez centralne ogrzewanie. Są i plusy, wreszcie mogę pozwolić sobie na popołudniową kawkę :) toteż korzystam póki jestem w nizinach. I cera mi się zaczyna już poprawiać, znów będę miała skórę jak pupcia niemowlęcia XD
      25 grudnia była tzw. Pełnia Zimnego Księżyca. Ostatnia taka w tym terminie była w 77', następna za dziewiętnaście lat. Ale... noc jak co noc.
      A w Sylwestra, moi znajomi zagrają w Krakowie, coraz częściej mogę ich zobaczyć w TV, jestem dumna z chłopaków :) Ech... kiedy my się w końcu zobaczymy... Normalnie tęsknię.
      W radio mówili, że głaskanie kota obniża poziom stresu, ciśnienie, a nawet cholesterol, w takim razie można by rzec, że mam sanatorium.


      Na polskich ulicach czekało mnie mocne zderzenie ze znajomą rzeczywistością, mianowicie gdy szłam ulicą sama, za mną lazło dwóch palantów krzycząc w moją stronę. Generalnie obrabiali mi tyłek za plecami... konkretnie tyłek, bo o mój tyłek im chodziło.
      W pierwszą noc zasypiałam przy skandowaniu okolicznych pseudokibiców, balowali na osiedlu drąc mordy wniebogłosy.
      Miałam iść na wieczorny spacer z aparatem, ale nadal nie złapali szajki, która pobiła już kilku fotoreporterów, by ukraść im sprzęt, więc wolę nie ryzykować, bo jeszcze bym ich zabiła i trafiła za kratki jak za ludzi...
      Dlatego wykorzystam zdjęcia jakie znalazłam w internecie, a bardzo chcę Wam pokazać jak przyozdobili moje rodzinne miasto Łódź:







      Chciałam jeszcze w miarę zwięźle przypomnieć o mojej postawie względem tych czerwonych cyferek w kalendarzu. Nigdy nie tęskniłam za świątecznym obrazem rodziny niczym z Klanu. Motyw świąt ogólnie kojarzył się dobrze z uwagi na to, iż byłam przykładną Katoliczką, ale sam wymiar poczucia rodzinności... Nigdy nie było Rysia Lubicza, który by wlał we mnie tą familijność. Dlatego podchodzę do tego czasu zdecydowanie pasywnie. Chorobliwie nie znoszę jak coś trzeba i coś muszę. Jeszcze bardziej nie lubię tego co wypada. A najbardziej jak cała uwaga rodziny jest w zasadzie skupiona na najmłodszym, które notabene, często nie jest zainteresowane tą uwagą.
      Inna sprawa, że wnerw jest dodatkowo potęgowany zależną teorią ciała, którą udowodniono naukowo. Organizm uzależnia się od endorfin. Można je uzyskać na różny sposób, ale od formy pozyskiwania uzależnia się również. Teraz mam jej zdecydowany niedobór, co odczynia dość piekielny związek chemiczny wywołujący MEGA WKURW, co aktualnie przeżywam. Wszystko jest brzydkie, nie takie i złe. Boże, ześlij mi trening, nim osiedle, które obecnie zamieszkuję, spotka klęska.
   Wrócę jednak do tematu...
      ...przyznaję, że od kiedy nie udzielam się w Kościele, dbam o święta jak pies o piątą nogę. I tutaj wspomogę się kilkoma słowami pani Czubaszek, przywołuję je drugi rok z rzędu, ale trafiła po prostu w sedno." Szczerze mówiąc, całe to świąteczne zamieszanie wcale mnie nie obchodzi. Myślę, że jest wiele takich osób jak ja, tylko boją się do tego przyznać. Rodzina i znajomi wywierają przecież presję. Jak to tak, nie śpiewać kolęd, nie robić 12 dań, nie cieszyć się tą wyjątkową atmosferą? Kojarzyły mi się z tym, że do domu przychodziła jakaś daleka rodzina, której wcale nie znałam. Nie ciągnęło mnie do tych rodzinnych spędów, bo gdyby ludzie naprawdę odczuwali potrzebę, żeby się spotkać, nie musieliby czekać przecież na Gwiazdkę."
      Ja nie rozumiem nawet samej idei świąt. Dla mnie Boże Narodzenie, jako święto katolickie - to teraz jakaś abstrakcja bez definicji.
      I co roku w sercu gra mi ten piękny, świąteczny utwór...


      To wszystko nie znaczy, że świąt w moim domu nie ma. Obchodzi się, a jakże! I opłatek nawet jest, no kto by pomyślał, że wiedźma w swej ręce święcony opłatek trzymać będzie. [mroczny chichot]
      Zastawiliśmy stół, ja ubrałam choinkę, każdy ułożył prezenty pod drzewkiem Nimroda O_o mieniącego się złotem i czerwienią. Złożyliśmy sobie życzenia, podzieliliśmy się opłatkiem, a treść konsumpcyjna była zniewalająca. Tato kucharz w końcu!


      Nie byłam na pasterce. "Wierzę, że człowiek, który nigdy nie był w kościele, a jest dobrym człowiekiem, też może zostać zbawiony." OCZYWIŚCIE, ŻE TAK! A co mówi Kościół? Że tylko praktykujący gorliwie Katolicy są godni zbawienia. Strasznie to nadymane...
      Nie bywam na mszach św., nie czuję się ani gorsza, ani brudna, demon też we mnie nie wstąpił.
       "Katolicy nie interesują się swoją religią i nie czytają Pisma Świętego, nie wiedzą wystarczająco na temat swojej wiary." To mi bardzo często nie pozwala podjąć dyskusji na poziomie.
       Święta nadal trwają. Niech im sprzyja pokojowa atmosfera i z powyższych względów, życzę aby przy rodzinnym stole nikomu nie przyszło do głowy rozpoczynać tematów Chrześcijaństwa, polityki ani tego, co aktualnie leci w tradycyjnie włączonym telewizorze.

A na ten nadchodzący 2016 rok:

Trzeba pamiętać o rodzinie, ale nie należy zapominać o przyjaciołach ;)

20 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    Różny mamy stosunek do świąt. Szczególnie my, wieczni wedrowcy...
    Ja lubię wracać na święta do domu i sobie poswiętowć w rodzinnym gronie, choć po dwóch godzinach czuję się zmeczony.
    Jaki pokój może być w ciszy wie ten, kto tego doświadczył.
    Ale klimat u Ciebie świąteczny, bez dwóch zdań.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, Michale - dwie godziny i wystarczy.
      Cieszę się, że wyczaiłeś dowcipny wydźwięk moich słów :) Sarkazm domeną twórców pozytywnego nastroju.
      Pozdrawiam wiosennie :)

      Usuń
  2. Wow, Szwajcarzy już przed Sylwestrem rozbierają choinki? Szybko. W Irlandii pozbywamy się ich szybciej niż w Polsce, ale nie w grudniu. Przeważnie po święcie Trzech Króli już nikt choinki nie ma. Pamiętam, że w rodzinnym domu trzymaliśmy choinkę dość długo - czasami nawet do połowy stycznia. Wszystko zależało od tego, kiedy ksiądz po kolędzie chodził.

    Ja nie lubię fałszu i obłudy, więc z jednej strony cieszę się, że świąt nie musiałam spędzać na "spędzie" rodzinnym, na którym nie kojarzy się 1/3 ludzi, z drugiej trochę żałuję, że nie miałam nawet tych dwóch godzin z bliskimi z Polski. Moim kluczem do sukcesu jest spędzanie świąt, a przynajmniej Wigilii, w gronie tylko tych, na których mi naprawdę zależy. I tak jak Ty nie cierpię robić czegoś tylko dlatego, że wypada, że muszę...

    Nie przepadam za Czubaszek, ale zgadzam się, że do spotkań rodzinnych nie potrzeba świąt. I prawdą jest, że sami bliscy czasami wywierają na nas presję - jeśli powiesz komuś, że nie obchodzisz w tym roku świąt, że jedziesz na urlop w tym czasie, najprawdopodobniej spotkasz się z oburzeniem. Bo jak tak można? Generalnie nie lubimy odmieńców i tych, co odstają od ogółu. Ja osobiście lubię Boże Narodzenie, mam sympatyczne wspomnienia z nim związane, ale nie podoba mi się to, że coraz bardziej się je spłyca. Komercja robi swoje. Taki znak naszych czasów.

    Łódź pięknie przyozdobiona, robi klimat. Współczuję przygody z tymi typami komentującymi Twoją figurę. Nie bałaś się?

    Ach, i jeszcze jedno. TV i radio nie zawsze kłamią. Głaskanie kotów i zabawy z nimi faktycznie relaksują. Jako posiadaczka kilku kotów wiem, co mówię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Expresowe sprzątanie choinek potwierdziłam, kiedy przyjechałam do Szwajcarii na początku stycznia i nie było śladu po ozdobach. Może być inaczej w innych kantonach, ja jestem w St. Gallen.

      Planowałam święta poza Polską, ale znów rodzina mogła się nacieszyć naszą obecnością i jednak to jest warte najwięcej. Inna sprawa, że biesiadowanie/świętowanie... mogę wpaść na chwilę i od razu wracać do swej ciszy, od której jestem poważnie uzależniona. Ciszy i spokoju. Jestem zdecydowanie nastawiona na samostanowienie o sobie, nie lubię harmidru, tego całego zgiełku...

      "Generalnie nie lubimy odmieńców i tych, co odstają od ogółu." i tu jest pies pogrzebany. Nie lubię rodzinnych spędów, wesel, chrztów, itp. Wychodzę wtedy na wyalienowane dziwadło. Czy ten fakt oznacza, że nie umiem się bawić i jestem wycofana ze społeczeństwa? Własnie mój charakter stawia na towarzystwo, ba! nawet potrafię mu przewodniczyć, rozkręciłam niejedną imprezę, ale to musi być mój klimat, moje tzw. flow, ja świąt nie czuję.

      Czy się bałam tamtych typków? Był biały dzień, tłoczna ulica, akurat po tej stronie brak bram i... jestem przyzwyczajona do tego. Już wyczuwam kiedy to szczeniacka zaczepka, a kiedy coś mi grozi. Poza tym nie ukrywam, mam gadane, czasami musiałam nieźle zakręcić rozmowę, żeby zaczepni frajerzy spokój mi dali. To się działo często jak o 23 wracałam z roboty i musiałam przeprawić się przez całą Łódź.

      Nawet jak ten kot bawi się samodzielnie i takiej głupawki dostaje, że kosmos, to jak tu się nie uśmiać ;)

      Zegarek? Zegarek... Pora to sprawdzić XD A może to przez tysiąckilometrowe podróże, z różnych stron nadaj i nawigacja bloga zwariowała Oo

      Usuń
    2. Do St. Gallen nigdy nie dotarłam. Byłam w Szwajcarii na urlopie i były to wakacje mojego życia. Mnie akurat podobało się niemalże wszystko w tym kraju, byłam wniebowzięta jego urodą. Wiem jednak, że Tobie zabrało sporo czasu, byś się w miarę zaaklimatyzowała.

      Dokładnie tak - mnie moje koty często rozśmieszają niemal do łez. Są naprawdę słodkie. Moje życie zdecydowanie nie byłoby takie fajne bez nich. To niesamowite, jak takie zwierzę potrafi się przywiązać do człowieka i okazywać mu miłość.

      Faktycznie, wszystko naprawione i śmiga jak w szwajcarskim zegarku.

      Dobra, wystarczy tej pisaniny. Uciekam od komputera.

      Usuń
    3. Powiem Ci tak, kiedy przyjeżdżałam do "wtedy jeszcze nie męża", było to urlopowanie, było bardzo atrakcyjnie, wolna głowa, wakacje. Gdy przyszło żyć, zaczęły się schody. Trudności w przyswajaniu języka (ja uczę się czystego niemieckiego, ale Szwajcarzy i tak mówią w dialekcie, to jest jak Polski i Ukraiński, a niby dla uszu obcokrajowca podobnie brzmi), przyszło podjąć pracę w rodzaju, którego obiecałam sobie nigdy nie podjąć. A potem wyszły problemy zdrowotne, dowiedziałam się, że góry mi jednak nie służą za dobrze.

      A mówili, że koty to indywidualiści i nie przywiązują się do człowieka. Mam kilka dowodów na to, że tak nie jest. Ale kot został w Polsce pod opieką mamy.

      Usuń
    4. Mnie najbardziej podobała się "Romandie", ta frankofońska część Szwajcarii. Niemieckiego nie umiem i nie podoba mi się ten język. Zdaję sobie sprawę, że inaczej jest mieszkać na stałe a inaczej przyjechać na urlop, ale mimo to bawiłam się tam wyśmienicie i z chęcią kiedyś tam wrócę.

      Góry uwielbiam, ale nie wiem, tak naprawdę jakby to było żyć "między nimi", bo moje górskie pobyty zawsze były stosunkowo krótkie. Jedno wiem na pewno - nie służą mi upały. Nie znoszę ich i być może dlatego odpowiada mi irlandzki klimat: duża wilgotność powietrza i dość łagodne temperatury. Owszem zdarzają się takie lata, albo wiosny, kiedy słupek rtęci dobija nawet do 28-29, ale to jednak rzadkość.

      Różne rzeczy ludzie mówią. To jest akurat kolejny głupi stereotyp. Miałam/mam w swoim życiu około dziesięciu kotów + mnóstwo przychodzących w odwiedziny i każdy z nich, jak to zwierzę, chciał po prostu być kochany i nakarmiony. A moje obecne futrzaki to w ogóle są rozpieszczone i przywiązane do nas na maksa, bo mamy je od urodzenia, więc od maleńkości były głaskane i przytulane, nauczone kontaktu z nami. Myślę, że ten stereotyp może po części brać się stąd, że niektóre koty traktują obcych na dystans [moje tak robią]. Nas uwielbiają, ale jak mamy gości, to niektóre z nich w ogóle nie dają się im pogłaskać i omijają ich łukiem. A na mnie, kurczę, kiedy śpię, oglądam TV, albo czytam siedzą dwójkami i każdy z nich chce mieć pełną uwagę człowieka ;)

      Ups, rozpisałam się. Na koniec dodam tylko, że zwierzęta wcale nie są głupie, tylko ludzie czasami nie mają do nich właściwego podejścia.

      Usuń
    5. Mam ciśnienie w normie, ale pod górną granicą. W Szwajcarii bardzo mi to nie służy, np nie mogę pić kawy w ciągu dnia. Rano jak wstanę to jeszcze, ale delikatną. Jak wypiję kawę po południu, momentalnie robię się czerwona na twarzy, czuję ogień pod skórą i bardzo niedobrze się czuję.
      To jest jedna sprawa, druga jest taka, że przy większym wysiłku w okresie letnim, sytuacja wygląda dokładnie tak samo. Dużo trenuję, jestem zafiksowana na tle sportu, ale latem mogę tylko w nocy... Czyli wstaję bardzo wcześnie rano albo robię trening późnym wieczorem.
      Gdy idę w góry, ciśnienie tak uderza mi do głowy, że aż czuję pulsujący ból w skroniach i zwyczajnie robi mi się słabo. Latem żadnego szczytu tak naprawdę nie zdobyłam. Za to przyszła jesień/zima i wszystkie góry moje!
      Lato w Szwajcarii to trzeci problem, ciśnienie i temperatury powodują, że non stop boli mnie głowa, mam zawroty, słabo mi, mam duszności etc. teraz już wiem, że od maja siedzę w dolinie i nie ruszam się do października.
      W tym roku miałam udar i powikłania po udarowe, nie miałam nawet szansy dojść normalnie do siebie. Normalnie jakby ktoś ten tekst teraz przeczytał, kazałby mi spitalać z tych gór jak najszybciej, nie? Ale ja chcę żyć z moim mężem, który tam czuje się doskonale.

      Dodam, że niektórzy ludzie w ogóle ni powinni mieć zwierząt. Niewychowane psy puszczone samopas to największe ustrojstwo na spacerach w miejskich parkach.

      Usuń
  3. A właśnie, i co się porobiło z Twoim zegarkiem na blogu? Totalnie ześwirował ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj;]

    Trochę jak Niemcy. Pamiętam jak niegdyś odwiedzałam na początku listopada współlokatorkę w Niemczech i były już jarmarki świąteczne i grzane wino. Jaki masz stosunek do jarmarków? Grzane wino podawane w ceramicznych kubeczkach uwielbiam!

    Głaskanie psa też podobno działa kojąco. I ja korzystam.

    Ładnie prezentuje się Łódź na Twoich zdjęciach. Przedstawia się jako miasto, które dosyć rozwinęło się w ostatnich latach. To dobrze.

    Też nie lubię musieć i nie lubię robić tego, co wypada. Nie lubię tych rodzinnych spędów, siedzenia i jedzenia przez całe popołudnie. Męczy mnie to na dłuższą metę. Dlatego dziś postanowiłam, że nie pójdę z wizytą do wujków. Stwierdziłam, że zostanę w łóżku pod ciepłym kocem i zrobię sobie chill out.

    Tematy religijne i polityczne rzadko kiedy się w towarzystwie sprawdzają, chyba, że ludzie mają dosyć oleju w głowie, aby prowadzić ze sobą takie dysputy i się przy tym nie pokłócić.

    Odpoczywaj i wracajcie do domu bez przygód:)

    P.S. Może ja naprawdę powinnam napisać tą książkę?:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Łodzi na jarmarkach podają w kartonowych kubkach i bardzo lubię ten gorący, parujący, pachnący ziołami korzennymi napój, szczególnie jak jest mróz i stoję w śniegu, pamiętam jeszcze takie czasy :)
      Stosunek do jarmarków mam jak najbardziej optymistyczny, bardzo je lubię, niestety w tym roku mnie ominął przez te kłopoty z dojazdem.

      Ogólnie przebywanie ze zwierzętami, nie oszukujmy się, ale bodziec natury koi bez dwóch zdań.

      Remontują cały czas, praktyczni większość ulic jest nadal w rozsypce, 3/4 miasta jest zamknięta. Ale ul. Piotrkowska, jakbyś kiedyś była, jest obowiązkowa dla przyjezdnych. Tam wszystkie kamienice już są wykończone.
      A zdjęcia są pożyczone ;)

      Szczerze powiem, że nie spodziewałam się, że Ty nie lubisz świątecznych spędów. Nie wiem dlaczego tak myślałam... To było bezpodstawne.
      Od kiedy prowadzę emigranckie życie, spotkania z rodziną są obowiązkowe i wszystkie wyglądają podobnie jak świąteczne. Nie oszukujmy, każdy chce jak najlepiej przyjąć i jak najdłużej nie wypuszczać. Unikać bym ich nie mogła, nie chcę nawet, tym bardziej, że teraz nas długo w ojczyźnie może nie być.

      Oleju w głowie i wiedzy, którą kulturalnie można się podzielić.

      Jak wydasz książkę to o autograf poproszę ze specjalną, nietuzinkową dedykacją XD

      Usuń
    2. Myślałam, że nie uda mi się odwiedzić w tym roku żadnego jarmarku. Ostatnie lata co roku obowiązkowo byłam we Wrocławiu, chyba na największym i najpiękniejszym jarmarku w Polsce. A przynajmniej na najpiękniejszym, jakim widziałam. Jest tam mnóstwo wyrobów własnych, ekologicznych, hand made. Przyjeżdżają też ludzie z innych krajów. Niesamowita atmosfera.

      W tym roku byłam w Katowicach i w pobliskim Rybniku. Katowice mnie nie urzekły, Rybnik bardziej:) Widzę, że nie tylko mi brakuje prawdziwej zimy i przemarznięcia do krwi i kości:)

      Natura jest zapisana w naszej naturze. Dziki zew nas ciągnie.

      W Łodzi od lat jestem tylko przejazdem. Przejeżdżam jadąc na daleką północ do rodziny, przyjaciół czy na urlop po prostu. Może warto kiedyś wybrać się celem zwiedzania. Ot tak.

      Nie lubię żadnych spędów. Większość moich znajomych nie zna się nawzajem. Zastanawiałam się kiedyś co by było, gdyby taka mieszanka indywidualistów spotkała się ze sobą. Niewykluczone, że by się pozabijali. Mam w tym tyglu i wierzących i ateistów. Homo i hetero, singli i pary, małżeństwa...Misz masz. Często jedni nie akceptują zupełnie drugich;]Nie pytaj jak ja to zrobiłam. I ślubów nie lubię.

      Doceniłam mocno bliskich jak byłam te kilka miesięcy w Irlandii. Wiesz, moja mama nie ma ze mną lekko. Wyobraź sobie, że masz córkę, która nocuje na lotnisku w Norwegii, leci do nieznanych zupełnie ludzi do Irlandii albo wymyśla sobie, że musi iść na koncert i nie ma czym wrócić, więc spędzi noc na dworcu...Do tego co chwilę ma kontakt z innym facetem, a żaden nie jest jej facetem, a w jednym łóżku sypia tylko z kobietami:P Wiesz ile razy moja mama się mnie pytała czy aby na pewno nie jestem lesbijką?:D Zawsze jej odpowiadam zaczepnie: a gdybym była to co?;)

      Zawsze mogę do nich wrócić, choć nie ukrywajmy ciężko nam się mieszka razem i nie ma lekko. Myślę też, że ostatni rok w naszej rodzinie sporo ich nauczył.

      Dojrzałości trzeba, aby ludzie o różnych poglądach potrafili ze sobą rozmawiać.

      Nie czuję się Kochana na tyle mądra, aby wydawać cokolwiek:)

      Usuń
    3. Rozmawiasz z osobą, która wielokrotnie jechała na koncert i nie miała czym wrócić i nocowała na dworcu. Która wielokrotnie nocowała w jednym łóżku z facetem, który nie był jej facetem, oczywiście w środowisku posypały się zaraz ohy i ahy, że pewnie "coś". Taaa, bo jak jest okazja, to trzeba, tak? Nie ja.
      Rozmawiasz z kobietą, która z kobietami również łoże dzieliła, co nie oznacza, że w celach matrymonialnych, ale środowisko wie swoje, też kiedyś podejrzewano, że jestem les, plus do tego nie szukałam męża i oficjalnie mówiłam, że nie interesuje mnie zakładanie rodziny. Ja wolałam wędrować.
      To jest inna zasada - to jest prawo podróży, kto nie wędruje, czasem bez konkretnego planu, kto nie wie jak to jest iść na żywioł w obcym miejscu, ten nawet przypuszczać nie może, że takie rzeczy są normą.

      Usuń
  5. Czytam Twój post i mam wrażenie, że jestem na górskiej kolejce,raz na dole raz na górze. Tak bardzo skrajnie i po bandzie :D Świąt nie lubisz, a stół zastawiony i choinka ubrana. Wpis bardzo autentyczny.Pozdrawiam i szerokości życzę w nowym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiąże się to z różnymi wyrzeczeniami, ale nie odbiorę Bożonarodzeniowej tradycji, piękna jej intencji. W tej formie są niezwykłe.
      Jedynie ludzie zmieniają niekiedy pewne chwile na gorsze, na szczęście nie było wcale tak źle, jak to mym sceptycznym, acz dowcipnym słowem napisałam. A właściwie napisało je życie.
      Sarkazm domeną twórców pozytywnego nastroju ;)

      Usuń
  6. Kurcze, no może też wrzucę jakieś fotki z Warszawy...
    Dawno nie byłam w Łodzi, a już takiej świątecznej nie widziałam nigdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wieczorową porą zapraszam na Piotrkowską :)

      Usuń
  7. Wczoraj naszla nas z Misiem taka refleksja na temat swiat, ze jak bedziemy je robic sami dla siebie, to w menu bedzie losos, oliwki, ser plesniowy i wino, a dla dziewczyn czekolada ;)!!! Nie potrafie tak jak moja mama, czy tesciowa poswiecic 2 tygodni z zycia, aby ,,zadowolic" reszte rodziny!!! Podoba mi sie podejscie Szwajcarow :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobre podejście do sprawy, nie ma sensu denerwować się przez tradycję, mnie się zawsze marzyła kolorowa, owocowa galaretka na wigilię, 12 smaków Oo

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.