środa, 16 grudnia 2015

Grabserberg - moja droga w samotności.

      „Nie wyruszaj w góry samotnie”. Takie ostrzeżenie znajdziesz na wszystkich stronach GOPR, do znudzenia powtarzają je przewodniki. Samotne wyjście w góry wydaje się zahaczać o głupotę, zwłaszcza zimą i prawie każdy tego odradza. A mimo to są ludzie, którzy próbują swoich sił samotnie, nawet w najwyższych górach świata.
      Marek Kamiński samotnie dotarł do bieguna południowego. Amerykański alpinista Steve House, po trwającej prawie 42 godziny trudnej i samotnej wspinaczce, wszedł na iglicę K7 w pakistańskim Karakorum. Aleksander Doba w 99 dni przemierzył kajakiem Atlantyk.
      - Historię największych wypraw często piszą, działający bez wsparcia, samotnicy. Wiedzą, że narażają się na śmiertelne ryzyko, ze świadomością, że w razie wypadku nie będzie nikogo, kto mógłby przyjść im z pomocą. Oddają swoje życie w ręce nieprzyjaznego żywiołu, mając nadzieję, że wyjdą z tej przygody cało.
      Czy w takim razie ci wszyscy ludzie są szaleńcami? W końcu ich działania przeczą instynktowi samozachowawczemu. Nie tylko narażają się na śmierć – robią to samotnie. Wyglądają, jakby szukali tej śmierci na szczytach czy pośrodku lodowej pustyni. Prawda jest jednak taka, że nikt z nich nie chce ginąć. Wszyscy oni  szukają życia,  a jego znaczenie czują właśnie wtedy, gdy ocierają się o granice niemożliwego."
- Łukasz Supergan


      Myśl przewodnia jest prośbą o niepotępianie mnie za praktyki, które uskuteczniam coraz częściej i nierzadko w warunkach niesprzyjających.
      Świat pędzi ślizgiem po mokrym świecie, wypychając mroźnym wiatrem żagle, przyduszając nas swą zawrotną prędkością. W ogóle nie mam chęci płynąć tą łajbą.
      Jestem typem Włóczykija, notabne to w dzieciństwie była moja ulubiona postać, ascetyczny, z zamyślonymi oczami, jakby ciągle nieobecny, ale zawsze czujny. Myślę, że w podróży najtrudniejszą rzeczą do osiągnięcia jest równowaga pomiędzy głębokim zamyśleniem się i modlitwą, a byciem bardzo uważnym mając argusowe oczy.


      Wyprawa, którą Wam przedstawiam, była prościutkim szlakiem na Grabserberg. To nieopodal, widzę tę górę z okna. Dla mnie po tych wszystkich intensywnych szlakach, jest to zaledwie wniesienie, a jednak swój przydomek dostała [Berg - góra]. Grabserhügel byłoby właściwiej. [Hügel - wzniesienie].

Spojrzawszy na twarz tego pana, szacuję, że miał około siedemdziesiątki.
Jechał dziarsko na sam szczyt.
      W Dolinie Renu panował nastrój romantyczny. O mały włos, a zostałabym w ciepłych pieleszach pisząc dalej powieść, bo aura nasycała mnie mocarną weną twórczą... Lecz kiedy spojrzałam w dal w kierunku niewidocznej góry, mgła stała się przyczyną wędrówki, zmobilizowała mnie. Bo jak wejść na górę, której nie widać? Zdeklarowałam się sama przed sobą rozwiązać tę zagadkę.
      Jadąc do jej podnóża rowerem, miałam w planach kierować się azymutem. Na całe szczęście, nawet polne drogi mają znaki drogowe i dotarłam do miasteczka Grabs z malutkim problemem nawigacyjnym, a wątpliwość na drodze zwykłam już podciągać pod błąkanie się. Widoczność naprawdę była znikoma i to później również zobaczycie. Pomieszało mi zmysły już na wstępie, dla mnie to zawsze dobra wróżba.
      Rower został na dole pod sklepem, a ja wywędrowałam ponad to wszystko.

Moja dolina została pod mgłą.





      Głównym filarem tego typu podróży jest bycie widocznym. Zaręczam: kierowca samochodu widzi nas znacznie później, niżeli my go usłyszymy, dlatego bądźmy szczególnie czujni w takich warunkach i zejdźmy mu zupełnie z drogi. Sami się przekonacie, widząc snop światła wychodzący z mgły, że do pojawienia się samego samochodu są to zaledwie sekundy. Kierowca na ominięcie nas, miałby może jedną sekundę od dostrzeżenia żywej przeszkody.
      Odblask z przodu i odblask na plecaku, plus powyższe praktyki, to pozwoliło mi nie zostać głupio potrąconą. Ludzie, tak się nie ginie na wyprawach górskich, to byłby obciach -_-



Tak, tu nawet autobusy wjeżdżają ;)

      "Dla mnie podróż, jeśli ma być naprawdę podróżą, musi odbywać się samotnie albo w bardzo małej grupie. Przemierzanie świata w tłumie staje się co najwyżej wycieczką.
      Jeśli podróż ma doprowadzić do wewnętrznej przemiany, a temu w dużej mierze służy, to musi odbywać się w ciszy, a tej nie zapewni tłum ludzi dokoła."
      Jestem znacznie uważniejsza w pojedynkę, zbyt ufnie powierzam przebieg wyprawy drugiej osobie, gdy jest ze mną. A przecież to tylko człowiek, też się może pomylić. Jednak we dwie osoby również jest wspaniale, bo jakże inaczej mam się podzielić z mężem tym doświadczeniem? Jak inaczej pokazać, co widzę? Zdjęcia to zaledwie połowa widoku, do tego dochodzą jeszcze emocje, to przenikające powietrze, i cały trud drogi. O tym mogę opowiedzieć, ale szlak trzeba przeżywać.






      "Podróżnikiem czuje się często ten, kto swoje wyjazdy organizuje samodzielnie. Nie korzysta z drogich hoteli, wczasów all-inclu-coś-tam, często działa z niewielkim budżetem. Po drugiej stronie stoją ci, którzy z tych wszystkich udogodnień korzystają. Podróżnik jest kreatywny, zaradny, chce zobaczyć to, czego nie widać w folderach biur podróży. Turysta to ktoś pozbawiony wyobraźni, ambicji, kreatywności, uzależniony od wygód i pomysłów organizatora."
      I powiem Wam, że to się sprawdza, zawsze zobaczycie więcej niżeli w grupie zorganizowanej z zaplanowanym kierunkiem patrzenia. Praktykowałam własne metody zwiedzania Krety. (No może nie całkiem własne, ale widziałam więcej niż reszta hotelu.) W takiej wędrówce trzeba być spontanicznym - iść tam gdzie wzrok poniesie, nawet jeżeli plan zakładał inaczej. Ważne by mieć mapę.
      W Szwajcarii nie zginiecie także bez map, tutaj świetnie oznaczyli drogi i szlaki górskie, są bardzo drobiazgowi o czym za momencik.






      "Podróżować samodzielnie to podejmując za siebie wszystkie decyzje i nauka na własnych błędach. Jestem więc „podróżnikiem”, nie turystą, (choć selfiki też robię :P)
      Nie ważne w co wierzysz i czy w ogóle wierzysz w cokolwiek. Jedynym warunkiem niech będzie to, co w języku hinduskim nazywa się ahinsa – niekrzywdzenie i poszanowanie wszelkiego życia.
      Nie starajmy się więc oceniać drogi drugiego człowieka, porównywać ją z naszą lub ślepo naśladować innych. Każdy z nas ma swoją linię życia i każdy powinien samodzielnie szukać tego, co obudzi w nim nową, lepszą osobę."



      "w jednej chwili zalewa ta kłębiąca się na zewnątrz, przesycona dzwonieniem mgiełka, która składa się po części z wilgotnego tlenu, po części z kawy i modlitw. Niezależnie od tego, jakie pigułki i w jakiej liczbie musimy tego ranka połknąć, mamy poczucie, że nie jest to jeszcze nasz koniec (…) Optymizm ten bierze się z mgiełki, z jej składnika modlitewnego(…)"


- „Znak wodny” Josifa Brodskiego

      Cytat co prawda dotyczy mgiełki z papierosa, ale spodobał mi się...
      Mgła towarzyszy mi bardzo często, nie tylko podczas długich wędrówek. Jest w mieście, jest na ulicach, nad rzeką i w polach. Przemieszcza się ze mną, dokładnie mnie oplata, jest organiczna. Niczym duch gór, który oprowadza podróżnego po Alpach. Przechadzka szlakami jawi się wówczas jako coś absolutnie baśniowego - nie widać ludzi, nie widać świata. Szwajcaria staje się krajem zza szyby - odbiera się ją przez wodny pryzmat. Pojawiają się delikatne odgłosy penetrującej ziemię wody, na które nie zwracaliśmy dotąd uwagi, tymczasem gdzieś nieopodal wypływa strumień.
      Wieczorami krople wody zawieszone w powietrzu, wędrują przez snop światła w swój chaotyczny sposób. Wtedy można zobaczyć, że ta pozornie melancholijna mgła jest tak naprawdę pełna ekspresji i wielkiej żywotności.



      "Jest jeden drobiazg, do którego muszę się przyznać. Jestem introwertykiem i swoją siłę do życia czerpię z wewnątrz. W samotności mogę skupić się nad moją pracą czego najlepszym dowodem jest tekst, który właśnie czytasz, a który powstał późną nocą, w chwili samotności i wyciszenia."

      Moje ostatnie dwa lata wskazywały na coś przeciwnego. Jednak nie wyprę się introwertyzmu, z którym się urodziłam, bo tak najprawdopodobniej się dzieje, że pewne cechy nie są wcale rzeźbą młodości. One po prostu są.
      Jestem jednak otwarta na świat i ludzi. Żyłam zawsze bardzo intensywnie, wokół mnie było pełno osób, było głośno. Znajomi wiedzą, że jestem osobą, która nie ugnie się przed wykonaniem żadnego zadania, ja się nie waham - ja działam.
      Charakterologicznie jestem stoikiem, cicha i spokojna, jak przyczajony pająk, notabene to w szamanizmie mój totem. Ale potrafię żyć z ludźmi i dla ludzi. Potrafię być duszą towarzystwa i przewodnikiem w grupie, być w centrum uwagi, decydować za wszystkich, mam taki zmysł przywódczo-srategiczny, zawsze pełna mobilizacji i zawsze szybko wymyślając plan B w razie konieczności. Pewnie przez tego lwa w zodiaku :P
      Ale choć doskonale się w tym sprawdzam, to mnie na dłuższą metę tak naprawdę wycieńcza. Potrafię wyprztykać się całkowicie z energii, a później szukać spokoju żeby naładować baterie biologiczne w samotności. Pojawia się dystans, cichnę i idę gdzieś z dala od cywilizacji, czasem na bardzo długo... A wtedy muszę iść, nim bariery przyzwoitości pękną i zacznę kąsać. -_-'
      Podpisuję się całkowicie pod poniższym cytatem:

      "To rzecz, którą trudno zrozumieć gdy jesteś ekstrawertykiem, a źródłem energii są dla Ciebie spotkania z ludźmi i przebywanie w grupie. Podobnie nie mogła jej kiedyś zrozumieć moja rodzina i znajomi. „Samotność to taka straszna trwoga” – śpiewał Ryszard Riedel. Jest jednak wielu ludzi, którzy, przynajmniej co jakiś czas, potrzebują samotności i zamknięcia w sobie, by odzyskać siły do życia. Samotność to źródło mojej siły. Dzięki niej mogę być sobą.
      Podróżując samotnie łatwiej skupiam się na „tu i teraz” które mnie otacza, jestem bardziej uważny, a samotna wędrówka przynosi dużo więcej przemyśleń, refleksji. Samotność jest także stanem, w którym dużo łatwiej dochodzi do głosu moja intuicja, której nie zagłusza zgiełk innych. Chodzenie samemu rozwija pewność siebie i umiejętność przetrwania trudnych chwil, także po powrocie na niziny.
       Warto podróżować samotnie. Warto samotnie chodzić w góry. Nie ma znaczenia czy jesteś kobietą, czy mężczyzną, ile masz lat i jakie jest Twoje doświadczenie. Jeśli czujesz, że na Twojej drodze pragniesz samotności, po prostu zrób to i odważ się wyruszyć z domu w pojedynkę."

Znaki drogowe w Alpach należy traktować bardzo dosłownie,
nawet jeżeli prowadzą komuś w ogródek:



Oznaczeń szlaku należy spodziewać się wszędzie, nawet jako naklejki na puszce:

      Nie boję się podróżować samotnie, bo leży to w mojej naturze. Zawsze to robiłam. Tylko teraz moje drogi są grubo trudniejsze, przecież żyłam dotąd w centrum Polski.
      Zawsze zdobywam wiedzę o miejscu, przez które idę, lubię się uczyć także podczas wędrowania.
      Poznaję siebie, swoje słabe i mocne strony. Gospodaruję oszczędnie swoimi siłami i zachowuję rezerwę „mocy”.




      "Nie boję się ciszy i milczenia. Współczesny świat atakuje nas milionem bodźców. Tysiące reklam walczą o naszą uwagę każdego dnia, na każdym rogu ulicy. Nasze miasta i drogi pełne są hałasu. Po pewnym czasie przyzwyczajamy się do nich i nasza wrażliwość zostaje stępiona, a gdy znajdziemy się nagle w zupełnej ciszy, dopada nas coś w rodzaju ataku paniki. Nieprzywykli do pustki w uszach i w głowie, szybko włączamy to, co mamy pod ręką. Stąd chyba biorą się ludzie, idący przez góry z grającymi telefonami."

Jeżeli strzałka szlaku wskazuje rumowisko i błoto, tzn, że to nie jest rumowisko, tylko szlak.
A kto powiedział, że górska droga jest śliczna i łatwa?:


      "Jeśli o mnie chodzi, uważam ciszę i milczenie za jedne z cenniejszych rzeczy, jakie daje mi samotna wędrówka. To także dla nich chodzę w góry i uważam, że warto ich szukać. Dzięki ciszy odkrywam na nowo, że potrafię usłyszeć bicie własnego serca lub kroki zwierząt.
      Samotność wyzwala kreatywność. Praca w grupie rozwija może umiejętności społeczne, ale zgiełk głosów wokół zabija myślenie twórcze. To w ciszy i samotności przychodzą mi do głowy pomysły na nowe podróże albo teksty, które znajdziesz na tym blogu, rozwiązania problemów, które męczyły mnie od wielu dni. Mając ciszę wokół siebie potrafię uważnie obserwować to, co dzieje się w Twoim umyśle."




      "Jedną z największych wartości tej drogi jest dla mnie fakt, że skutecznie odcinam się od tego, co zostawiłem w domu. Że mogę zająć głowę tylko tym, czym chcę, a nie tym, czym muszę. Albo co przykuło uwagę wbrew mojej woli,  jak niechciana telewizja, która gra w mieszkaniu znajomych i nie pozwala skupić się na rozmowie z gospodarzami."





      "Wolna głowa. Odkryłem, nie ja pierwszy pewnie, że jeśli podróż nie ma być tylko gromadzeniem widokówek, ale wędrówką w sensie duchowym, trzeba mieć umysł wolny od zakłóceń."


Jak pisałam, drogowskazy są bardzo szczegółowe,
niektóre nawet podaję czas pieszej wędrówki,
są dosyć dokładne:


      Nie ma takiej rzeczy, która mogłaby zatrzymać wędrowca w domu. Jeśli czuję potrzeba pójścia, to pójdzie. Ja osobiście uważam, że to była jedna z najładniejszych wędrówek właśnie dzięki tej aurze. Że gdyby był słoneczny dzień, nie byłoby tej magii wyjątkowości. Że góra nie byłaby tak okazała w odbiorze.

- wszystkie cytaty są wypowiedziami Łukasza Supergana
- doświadczonego wędrowca szlaków górskich
w wielu państwach na świecie.

Nagranie z krukami:

6 komentarzy:

  1. Czasem trzeba - tak dla zdrowia psychicznego, iść samotnie w góry. Ja w każdym razie tak miewam. Przejście przez mgłę, zostawienie chmury niżej to chyba jedno z najpiękniejszych doświadczeń :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że gdyby nie było mgły, ta wędrówka nie byłaby niczym nadzwyczajnym.

      Usuń
  2. Lubię Łukasza. Lubię Ciebie. Mogłabym się podpisać pod tym postem. Wspominałam Ci już, że potrzebuję codziennie samotności. Dłuższe przebywanie wśród ludzi męczy mnie niezmiernie, dlatego zastanawiam się czy potrafiłabym życie dzielić z kimś. Czy któregoś dnia nie powiedziałabym dość i nie zatrzasnęła za sobą drzwi? Pięknie piszesz o przeżywaniu drogi i wyłączaniu się ze świata, z bodźców. To coś, co kocham najbardziej. Ludzie tego nie rozumieją. Mają nas za kosmitki. Nienawidzę nieustannie grającego tv w domu u rodziców. Mama śpi, idzie do sklepu, ale tv wiecznie gra. Podobnie jak telefon podczas spotkania z drugim człowiekiem jest oznaką braku szacunku. Totalnego. Zdziczeliśmy nie chodząc po lasach, ale oddalając się od natury tak bardzo, że nie rozumiemy swojej własnej.

    Mawiają o mnie Włóczykij. Podziwiam te związki, gdzie jedna ze stron lub obie potrafią udać się samotnie w wędrówkę i oderwać od swojego życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Latami zastanawiałam się, czy ja nadaję się do współżycia. Bo własnie też mam ten problem. Nawet przy rodzinie często potrzebuję separacji, chociaż na parę godzin. Są dobrzy, nie wypieram się ich, ale czasami potrzebuję resetu, być może przez to, że wchłaniam emocje jak gąbka i nie radzę sobie, z cudzymi nerwami... Pisałam o tym niedawno.
      Ludzie lubią przebywać przy mnie, uspokajają się, ale we mnie dzieje się częstokroć odwrotnie. Jestem empatką, jak niedawno opisywałam, potrafię pomóc, uleczyć duszę, ale muszę te śmieci z cudzego mózgu gdzieś wywalać.

      Powinnam się bać samej siebie. Że coś wewnątrz mnie każe wyruszyć w świat. Z domu od rodziców potrafiłam zniknąć na miesiąc... Wyprowadzałam się legalnie, nie mówię o ucieczce z domu ;) Ale o dziwo czuję się fantastycznie w obecnej sytuacji. Sądziłam jeszcze rok temu, że to niemożliwe, nie u mnie. Ale poznałam po prostu osobę, która ma poukładane emocje, wyznaję zasadę - "nie kłócę się, bo potrafię rozmawiać". Nie ma na mnie złego wpływu, nie fiksuję przy nim emocjonalnie.
      Niektórzy ludzie są kalekami emocjonalnymi, bardzo źle przy takich się czuję. Oczywiście do tego dochodzą uczucia, bez nich nie ma szans na zdrowy związek. Oraz to, że jesteśmy wobec siebie szczerzy, nie ukrywa przede mną żadnego koszmaru, jak poprzednicy.

      Też nienawidzę nieustannie grającego TV w domu rodziców.

      Mąż czasami wkurza się, że ja wędruję sama, a on nie może doświadczyć tego samego co ja :P

      Usuń
  3. Dawno, dawno tu wybralam sie samotnie w gory. Byl to w pewnym sensie przejaw buntu, przeciwko mojemu partnerowi, ktoremu w gory jechac sie nie chcialo. Byl to jednak jeden z piekniejszych dni w moim zyciu. Musze to powtorzyc. Szkoda, ze nie mam jak Ty gor na wyciagniecie reki :). Misiek raczej by mnie w tum wspieral, bo widzi jak sie nieraz dusze.
    Od jakiegos czasu czytam blog Lukasza. Zawsze pociagala mnie taka samotna wloczega, zwykle jednak nie mialam na to odwagi. Teraz zaslaniam sie dziecmi , a jednak gdy czytam o czyichs wedrowkach automatucznie wlacza mi sie pragnienie wyruszenia w droge !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bój się. Niech raz dzieciaki zostaną z kimś innym. Poczuj to, to jest zew natury. Masz w sobie wilka wędrowca, tak jak ja, my musimy chodzić. To jest tak samo ważne jak jedzenie i picie. Wypuść się z więzów. I to szybko :)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.