wtorek, 3 listopada 2015

O marzeniach i ostatnich porządkach na resztę mojej szlacheckiej egzystencji.

      W tych pięknych okolicznościach przyrody, kiedy urzekająca łagodnością aura dopieszczała na sentymentalnej wędrówce, nie było trzeba zbyt wiele słów. Mam jednak okazję teraz wypełnić te luki między fotografiami, pewnymi przemyśleniami.
      W miniony weekend w Szwajcarii, po całym osiedlu biegały dzieci w przebraniach. Nie integrowaliśmy się z nimi. W Polsce to przecież zupełnie inny czas, a historia wspomina o dniu rozumiany jako Samhain, o którym już pisałam jako o końcu i początku, czyli kolejne święto, jak z resztą wiele - wypożyczone przez kościół. Trzeba wierzyć, że tam dalej również jest Życie, jest Świat, który na nas czeka i przyjmie nas, jeżeli będziemy żyć dobrze i w zgodzie z naszym sumieniem oraz ufni Panu.
      Oto "czas, kiedy mocą intencji zarzucamy sieci w przeszłość, by w teraźniejszości móc połączyć się z tymi, którzy w swej istocie należą do chwil, które już przeminęły.
     Potocznie mówimy, że to Koło Roku obraca się, a my idziemy do przodu po linii czasu. Ale jeśli przyjrzeć się sytuacji bliżej, jeśli wyjść poza dwuwymiarowość, do której przywykliśmy, zobaczymy, że nie ma tu ani koła, ani linii, ani obracania się. Poruszamy się nie tyle do przodu, ile w górę, i nie tyle po kole, co po spirali."
- Mojmira

      Jesień to doskonały czas na to, by zrobić rachunek minionego roku, by dobrze zastanowić się nad tym, co już osiągnęliśmy, czy aby zauważyliśmy wszystkie spełnione marzenia?
      Widziałam na drodze ostatnio Lambo i tak sobie myślę - na co to komu? Na drogach ograniczenia, na autostradach trzeba by mieć bardzo mało oleju w głowie, żeby polecieć ile fabryka dała, (330 - 342 km/h; moc maksymalna: 580 - 670 KM). Na wysoki krawężnik nie podjedziesz (już widzę parkowanie na polskim osiedlu), wjazd na piętrowe parkingi graniczy z cudem (widziałam kiedyś w TV jak deski podkładali) na co komu taki samochód? A ciągnęło się za nim mnóstwo rządnych spojrzeń.

      Trzeba mądrze wypowiadać swoje życzenia, dla mnie Lambo byłoby katastrofą i siódmym nieszczęściem. :P My tak naprawdę cały czas spełniamy swoje marzenia, ale gapiąc się na kolorowe czasopisma, wciąż mamy wrażenie, że one są poza naszym zasięgiem, bo pragniemy tego, co tam chwalą i jest rozumiane jako wysoki szczebel sukcesu. Określone marzenia są nam narzucane, zauważyliście to?
      Ja nie mam marzeń materialnych. Ja osiągam szczęście w tym, co mam. Wiem co mogę mieć, kwestia pracy własnych rąk. Pragnień, które nie są mirażem, ale planem do wykonania.

Ostatnia puenta listopadowej nocy zadusznej. Polski cmentarz, Łódź:




- Zdjęcia dostałam od rodzinki, żebym
nie zapominała nigdy o polskości.

      Jak już niegdyś wspominałam, ludzie weryfikują się sami. Jednak nie należy zapominać o własnej selekcji, ponieważ niektórzy czerpią dziką satysfakcję z naszego towarzystwa, dojąc z nas wszystkie soki pozytywnej energii. I to są ostatnie porządki w duszy, jakie mam do zrobienia.
      Jesień to czas zapominania o niepotrzebnych, bądź utrudniających nam życie sprawach. Tych, którym powinniśmy mówić "nie" cały rok, bo nie są warte uwagi, ale emocje wzięły górę i niestety przejęły nad nami kontrolę. Może warto by skonstruować jakiś eliksir na pamięć wybiórczą?


      Dni stają się coraz krótsze, pogoda potrafi nakłonić nas do grubych szali z dna szafy, poddajemy tej złej emocji reagując na samą tylko aurę. Jesteśmy silniejsi niż nam się wydaje, nie potrzeba chorować, nie potrzeba mieć depresji. Ale jak silna jest nasza wiara i nasz entuzjazm? Jak bardzo Wolna jest nasza Wola aby nie ulegać chandrze, aby zachwycić się tą porą?
      Nie bez przyczyny mówi się o „jesiennej depresji“. A dla mnie to rozgrzewająca kawa w domowym zaciszu, w towarzystwie wciągającej lektury bądź drugiej osoby, czy edytora tekstu. ;) Ma swój niezwykły urok, zwłaszcza, kiedy za oknem gęsta mgła, że nie widać barierki balkonowej. Grzane wino czy piwo, które najlepiej smakują właśnie jesiennymi wieczorami, wprost szaleję za tym korzenny aromatem, mogłabym wąchać i wąchać tę balsamiczną parę.
      Jesień to przede wszystkim czas zapominania - jak w/w. Oraz zmian. Niewątpliwie zmiany kojarzą się nam z nowym rokiem, ale ja uważam, że czas przemian powinien trwać troszeczkę dłużej niżeli jedną noc. To bardzo skomplikowany proces uwalniania się od złych wpływów, uroków.
      Zauważyłam, że we wrześniu i w październiku zapadają najważniejsze decyzje w moim życiu. Dokładnie jak podają liczby wg wielu znamienitych numerologów - ale tych po studiach, a nie "wróżkach Konczitach". Z biegiem lat potwierdziło się, iż w miesiącach jesiennych zawsze poznaję najwięcej nowych ludzi. Zawsze można zmienić towarzystwo i warto.

Szwajcarskie różowe tornado:


      Są też długie wieczory. Dla mnie wcześniej zachodzące słońce jest zaletą na wspomnienie lata aż ciarki mi przechodzą, dało mi w kość. Jest to też doskonały czas na to, aby wsłuchać się w nasze sny. Arnold Mindell - twórca psychologii zorientowanej na proces uważa, że sny zawierają ważne informacje, umożliwiające pełniejsze doświadczanie siebie jako osoby oraz ujawnienie się życiowego procesu człowieka. Sny są reprezentacją niezrealizowanego i często nieuświadomionego życiowego potencjału człowieka. W takich dniach warto jednak szczególnie unikać alkoholu, który znacznie skraca fazę REM, więc z tym balsamicznym obłokiem jeszcze trochę poczekam. ;)
      Nawet jeśli sny nie spełniają żadnych zadań psychologicznych, analizowanie ich i tak może przynieść korzyści, kiedy śniący wykorzysta je do pracy nad lepszym zrozumieniem siebie. Ważą się istotne decyzje, myślę, że już wiem, co należy zrobić, brakuje tylko konkretnego projektu. Może przyśni mi się jakiś dobry strateg, najlepiej postać historyczna (w końcu wiek, to doświadczenie) po studiach z dodatkowym fakultetem z dyplomacji i porządnym stażem?

I inne zachody słońca:



      "Już nie spędzę ani minuty na tych, którzy chcą manipulować. Postanowiłam już nie współistnieć z udawaniem, hipokryzją, nieuczciwością i bałwochwalstwem. Nie toleruję selektywnej erudycji, ani arogancji akademickiej."
- José Micard Teixeir aka Meryl Streep

      Zamierzam zmienić metody swojego postępowania z ignorancji na reakcję. Szczególnie na niewłaściwą formę wyrażania krytyki wobec mnie i szczególnie na przejawy agresji skierowanej pod moim adresem. Nie pozwolę więcej na podnoszenie głosu na mnie, nie ukryję myśli pod półuśmiechem litości, zamierzam chronić swoją godność i bronić się przed wywoływaniem poczucia winy. To wszystko są formy manipulacji!
      Nie zgadzam się na to, by ktoś mi ubliżał. Nie godzę się na używanie wobec mnie agresji, przemocy słownej, na przeklinanie w stosunku do mnie.
      Rozważyłam już wiele razy czy relacja z takimi osobami jest dla mnie korzystna i nadal potrzebna. Powiem to orientalnie, leck mich am Arsch. Najlepiej byłoby już nie musieć mierzyć się z tą wstecznością.

Jedni przyklejają sobie ptaszki na szybie,
a inni, jak ja, hodują je na żaluzjach.
      XXI wiek. Czas próby zadowolenia wszystkich i wejścia w każdą dupę, jaka się pojawia na horyzoncie. Otóż nie, moi drodzy. Nie! Powinniśmy wybrać świadomie z kim przebywamy i kim się otaczamy. Wtedy cenimy takich ludzi i chętnie słuchamy ich opinii. I współczuję wszystkim, którzy mają problem ze zrozumieniem tego, oraz odróżnieniem prawych ludzi, od sami wiecie czego.
      "Jak długo trzeba Ci tłumaczyć, że otoczenie, które Cię neguje, to nie jest profesjonalny feedback, tylko zazdrość, debilizm i agresywne chamstwo? Ile musisz tego znieść, żeby załapać i się uwolnić?"
- Michał Wawrzyniak


      Nie lubię ludzi, którzy nadużywają stale dwóch przypraw. Ciągle słodzą albo stale pieprzą. Czas już wyjść z refleksyjności, mam coś ważnego do zrobienia, nie sądzę jednak aby odpowiedź mi się przyśniła. Jeśli mam swobodnie żyć, to na pisaniu się nie skończy. Ale co na piśmie, to prawomocne ;) a na pewno gruntownie przeanalizowane.
      Wer wagt, gewinnt. Odważnym szczęście sprzyja. Chcę żyć bez względu na okoliczności, znajdując źródło szczęścia w sobie. Bo spełniłam już największe moje marzenia i chciałabym tylko tego nudnego spokoju, czego i Wam życzę, zanudzenia się sielskim życiem :P

12 komentarzy:

  1. Cudne, klimatyczne zdjęcia. Bardzo lubię ten okres gdy cmentarze lśnią w ciemności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym poście nie są to jeszcze popisowe fotografie, ale już sam klimat póno-wieczorny przykuwa uwagę. Jestem taphophilką, sporo mam zdjęć w tym stylu, to niepopularne, wiem dlatego miło mi za komentarz.;)

      Usuń
  2. Zaraza wzięła górę, dostałam tydzień odroczenia od chirurgicznych tortur ;).
    Dla mnie jesień zawsze była porą zmian. Jesienią poszłam na studia, do pierwszej i kolejnych dwóch prac, jesienią urodziłam Zosię. Za rok jesienią myślę rozpocząć poszukiwania nowej pracy. Jesień, choć czasem depresyjna, daje mi siłę do działania :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kluczowy moment aby zacząć coś nowego, a w Nowy Rok wejść już rozpędzona nie w mrzonce, a w faktycznym nowym tchnieniu.
      Powodzenia na zabiegu i szybciutko wracaj do formy!

      Usuń
  3. Witaj Hexe.
    Ciekawy post i fajne zdjęcia...
    Ja na szczęście nie muszę dokonywać większych zmian. Co nieco tylko je koryguję.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juz sporo zmian w Twoim życiu na pewno miało miejsce, że teraz tylko ewentualne poprawki. I dobrze, masz spokój od bardziej upierdliwych problemów ;)

      Usuń
  4. Dla mnie też od zawsze jesień to czas podsumowań i startu zmian.
    A Twój post zabrzmiał mi jak pożegnanie, dziwnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesłusznie. Chyba że... pożegnanie ale nie z tą stroną ani nic z tych rzeczy:P

      Usuń
  5. Ciekawie napisałaś... moje jesienne odczucia są podobne. Zgadzam się też, że trzeba właściwie reagować na krytykę, agresję.. chociaż może to być trudne..

    Tymczasem teraz wokół mojego domu słyszę odgłosy fajerwerków, jest huczniej niż na Sylwestra. Słyszałaś o Bonfire Night na Wyspach Brytyjskich? ( http://nagietkowo.blox.pl/html - możesz zajrzeć:))) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie uda mi się tam zostawić komentarza... Nie słyszałam o tym święcie, a mam paru znajomych na wyspach, jednak nikt nigdy o tym mi nie opowiadał. Może większości mniej interesuje otaczający świat, niżeli mnie i nie zwracają na to uwagi.

      Usuń
  6. Ja nie wiem jak to się stało, że mnie tu jeszcze nie było. To niedopuszczalne.

    Uwielbiam jesień. Dziś podziwiałam krople, które zawiesiły się na końcach gałęzi, wdychałam zapach liści. Uwielbiam dotykać drzewa, liście, badać ich skórę, fakturę. Uwielbiam długie, książkowe wieczory.

    To, czego potrzebuję teraz to odpocząć po wszystkich wrażeniach tego roku. Po podróżach, po planach niezrealizowanych. Miałam ten rok dokładnie zaplanowany i nic nie wychodziło jak trzeba. Moje zorganizowanie i uporządkowanie dostało prztyczka w nos.

    W styczniu zanim poleciałam na Maltę okazało się, że tacie przesunęli operację akurat na termin, w którym mieliśmy być na Malcie. Pokłóciliśmy się tak mocno, że o mały włos byśmy nie polecieli. Na Malcie budziłam się i pierwsze co dzwoniłam do domu czy wszystko w porządku, trzaskałam drzwiami, leciały wióry.

    Przed urlopem marcowym, kiedy jechałam do Irlandii dostałam zapalenia oskrzeli i do końca nie wiedziałam czy polecę. W kwietniu dostałam awans, choć chciałam i miałam okazję odejść z pracy, więc zostałam. Trzy miesiące później mi podziękowali...

    Przyleciałam do Irlandii, o której marzyłam całe życie, aby doświadczyć najgorszego ze zderzeń z rzeczywistością w moim życiu. We wrześniu miałam lecieć z przyjacielem do Portugalii, o której marzę. Nie wyszło. Mieliśmy już kupione bilety. W maju miałam z przyjaciółką lecieć do Kopenhagi, też nie wyszło. Bilety przepadły.

    Boję się co się jeszcze może w tym roku wydarzyć.

    Ludzie? Ludzie weryfikują się sami, czasami nie trzeba ich skreślać. Z moim życiem jak na karuzeli ludziom ciężko nadążyć za mną. Tym bardziej doceniam tych, którzy wciąż są, mimo że nie nadążają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drzewa są jak przyrodniczy Alfabet Braille'a, uwielbiam go czytać...
      Ty zapalenie oskrzeli? Przecież nie palisz, ani nie mieszkasz z palaczem O_O
      Pracodawcy... ech, najpierw obiecują złote góry, a potem... Ale było mięło. Przecież dalej los potoczył się zdecydowanie ciekawiej. Szkoda jedynie tych biletów. Czasami tak jest, że seria zdarzeń przyprawia o mdłości. Ja wierzę w koło losu, jeżeli w tym roku tyle spraw nie wyszło jak marzyliśmy, to przyszły dla równowagi, które JEST, na pewno przyniesie oczekiwane owoce. Trzeba tylko wierzyć i nie poddawać się.
      U mnie to jest tak, że ja ludzi nie skreślam, oni skreślają się sami, ale czasami trzeba to zauważyć i dać sobie spokój, nie wierzyć w mrzonki typu "ja się zmienię", bo niektórzy nie maja po prostu tej funkcji i wszystko to jest krótkotrwałe.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.