niedziela, 15 listopada 2015

Margelchopf - tam gdzie można usłyszeć półszepty wiatru, eteryczny szelest jego słów, nieuchwytną, lotną erudycję.

      Nad nami rozciąga się tajemniczej mocy sprawczej zjawisko pogodowe El Niño, polegające na utrzymywaniu się ponadprzeciętnie wysokiej temperatury. Tak więc mamy w listopadzie posuchę, a i są dni, kiedy możemy chodzić w krótkich rękawkach, wtedy temperatura oscyluje w granicach 15-23 stp. C, dopóki nie schowa się za jakąś bandytką skracającą nam romantico na widok tarczy ognistej. Wtedy ciepłota nas opuszcza. 15/20 stp. C w dół w ciągu zaledwie kilku sekund to niezła dysharmonia w odczuciu.
      Tyle słychać w Szwajcarii, krowy z gór już zostały wywiezione, a teraz plują sobie we włochate brody, bo jeszcze by na tych wysokościach sobie postały, ale niestety tam już trawka po prostu wyschła.





      Niedawno mięliśmy taki dzień, który niegdyś objawiał się u mnie uzewnętrznieniem znamienia polskości, uczestnictwem w kościelnych uroczystościach. Były to piękne Msze Św. koncelebrowane w katedrze łódzkiej w intencji Ojczyzny z udziałem biskupa i prałata. Po latach wszystko się pozmieniało, straciło swój swoisty czar, jak dawniej już po wielokroć pisałam i ów pogląd pozostaje kubek w kubek, toczka w toczkę, kropka w kropkę niezmienny do dnia dzisiejszego.
      Przyszły właśnie do mnie efemerydalne myśli o tym kto jest bardziej moralny, chodzi po prostu o bycie fair wobec siebie. Ja, która zupełnie odeszła, czy Ci, którzy nadal uczestniczą w spotkaniach sakramentalnych ale tylko z przyzwyczajenia? Myśl dosyć nieważka, zanim zupełnie przeminie i przestanę sobie tym zaprzątać głowę, pofilozofuję.
      Niektórzy chodzą do kościoła, bo co powie rodzina? Zasadniczo nie chcę aby Kościół stanowił moje życie, od kilku lat nie pasujemy do siebie. Jestem dumna, że urodziłam się na ziemi Polan, że jestem Słowianką i władam jednym z trudniejszych języków, że granice mojej ojczyzny zajmują takie piękne tereny. Ale wolność słowa to nadal mit, uczucia religijne są wywyższone i w gruncie rzeczy jako osoba, która jest w małżeństwie niesakramentalnym, w dodatku bez pomysłu na prokreację, może czasami czuć się... osaczona we własnym kraju.
           Mam głębokie życie duchowe i odczuwam dyskomfort składając puste przysięgi lub uczestnicząc we mszy oraz innych rytualnych uroczystościach i ważnych wydarzeniach w życiu rodziny. To, że nie partycypuję w rytuałach religii z okazji danego wydarzenia rodzinnego czy państwowego, jest jakoby wyrazem szacunku dla Chrześcijan. Nie wyobrażam sobie robienia tego z braku innej alternatywy niż "bo wszyscy to robią". Gdybym miała ochrzcić swoje dziecko, pójść do spowiedzi i przyjąć Ciało Chrystusa, byłoby to wobec tego świętokradztwem, nieprawdaż?
      Dlatego, moi kochani, nie chcę się wplątywać w podobne sytuacje, wolę stanąć obok, popatrzeć, uczestniczyć w rodzinnym szczęściu, ale by nikt nie zmuszał mnie (jak to w zwyczaju mają Katolicy) do zaangażowanego świętowania.
      Szanuję, nie potępiam, kiedyś sama byłam gorąco praktykująca i to był piękny okres, naprawdę ciepło wspominam moje życie w Kościele, ale więcej nie chcę, wybrałam świadomie. Na tym tle w obliczu wielu, jestem pokryta czernią i nie mam publicznych łask. Jestem świrem, który z tej czerni zrobił sobie flagę i nią macha. A Ci co otarli się o grzech, najbardziej chcą kamienować grzeszników.
      Atoli ja wiem, że Bóg istnieje i powiem to teraz słowami Jana Pawła II, "Wobec piękna gór czuję, że On jest. I wtedy zaczynam się modlić." Wobec piękna całej ziemskiej przyrody, (bo przecież wiadomo oficjalnie, że bandytki wpędzają mnie najczęściej w prostrację...) Ale...

"Widziałem w górach ludzi, którzy nigdy nie chodzą do kościoła. A tam się modlili."
- Jerzy Kukuczka

      ...ale jeżeli chcecie wiedzieć co robię na samotnych wędrówkach gdzieś na jakimś bandyckim szlaku bytującym mniej więcej prostopadle do ziemi, a wiecie już, że często tam medytuję i szukam wyciszenia, zgody wewnątrz swojego wszechświata, to powiem Wam, że także dużo się wtedy modlę, bo wśród drzew, potoków i skał moje myśli są wolne i nic im nie przeszkadza istnieć długo.





      Bardzo często w górach rozmawiam z wiatrem. On mi zawsze odpowiada. Czasem chłodem oburzenia, czasem mrozem cynizmu, a niekiedy gorączką rozbawienia, czule bierze mnie w swoje objęcia. Jeżeli jednak ciszy pragnę, on mi ją daje. Góry to jedyne takie miejsce jakie dotychczas poznałam, gdzie istnieje cisza absolutna, że aż w uszach dzwoni.
      Dziś szczególnie warto się pomodlić, barbarzyńskie ludobójstwo posłało do Pana setki osób. Jakim prawem człowiek stanowi o długości życia swoich bliźnich?
      Zastanawia mnie tylko w czym francuskie barwy na zdjęciach profilowych i inne paryskie obrazki ze zniczami, mogą pomóc ofiarom wspomnianych zajść? Nie zszokowało mnie to kiedy rano włączyłam internet, spodziewałam się bałaganu na tablicy twarzoksięgi, ten elegijny i tak naprawdę żałosny objaw pojawia się za każdym razem, gdy wydarza się nieszczęście. Zamiast robić takie głupoty może by warto pomyśleć jak zdusić problem w zarodku, zanim rozleje się po reszcie europy? I czy tylko ja mam takie odczucie, że te zdarzenia były kwestią czasu, że każdy podświadomie tylko czekał kiedy i gdzie to nastąpi?
      Niech blask Chwały Boskiej przyświeca ofiarom niesprawiedliwych.



      Tym razem zabieram Was na Margelchopf, czarujące pustkowie, pozwalające spojrzeć na okoliczne bandytki z góry. Była to wyprawa po pierwszy śnieg, który spadł w Szwajcarii na sam koniec września. Szczyt ma 2163 m. n. p. m.
      Ten płaskowyż to rozległy trawnik. Wierch w większości jest skalisty, porośnięty wieloma gatunkami przyziemnych roślin skalnych. Otoczony jest przez skały o solidnym nachyleniu, zwłaszcza od północy. Jest łatwo dostępny tylko od strony południowej.


  „Niebo błękitne nade mną, 
a problemy zostały na nizinach.” 

"Nasza" Bandytka zawsze jest, jakby obserwowała mnie...















      "W górach jest coś intymnego. Nikt nie krzyczy na szczycie z radości. Człowiek sobie posiedzi, popatrzy, zrobi kilka zdjęć(...)
      Nikt nic ode mnie nie chce, telefon nie dzwoni, a ja czuję, że z każdym krokiem przekraczam granicę swoich możliwości. Kiedy na początku wspinaczki człowiek stoi przed szczytem i patrzy na potężną górę, czuje się przytłoczony. Kiedy patrzy na tę samą górę już po zejściu - jest dumny i ma wrażenie, że może osiągnąć wszystko..."
      Tego dnia właśnie, potwierdziło się, że nie we mnie samej jest problem wspinaczki wysokogórskiej, a w panującym tu ciśnieniu różniącym się w poszczególne pory roku. Latem nie byłam zdolna do bezbolesnej wędrówki do nieba. Od września, ilekroć wychodzę górom naprzeciw, wiem, że dotrę tam gdzie będę chciała, że nie zawróci mnie zbyt słaby organizm, który nie potrafi się oprzeć silnemu słońcu i zmniejszającej się między nami odległości.
      Zupełnie dziarskim krokiem pokonuję ostatnio wszystkie pochyłe, czuję, że do wiosny mogłabym zdobyć wszystkie szczyty.









      „Góry to jest zajęcie, które wyzwala pierwotne instynkty, zmusza do przesunięcia granicy wytrzymałości swojego organizmu tak daleko, że człowiek jest w stanie zrobić rzeczy, o które siebie nawet nie podejrzewał.”

















      Jestem taką osobą, która zawsze żyje za szybko i chce ciągle więcej. Mam gdzie spać i co jeść, kochającego męża i uporządkowane życie ale wciąż myślę, marzę i biegnę do czegoś nie do końca określonego. Chcę odkrywać, poznawać, zdobywać, choć nie wiem do końca dlaczego. Tęsknię za czymś, czego jeszcze nigdy nie było i gonię wiatr, jakby to on był moim jedynym sprzymierzeńcem, bo świat jest zbyt okrutny i zepsuty, aby nie próbować od niego uciekać.















12 komentarzy:

  1. Wiyaj Haxe.
    Góry mają swoją moc zaklętą w ciszy...
    Co do barw francuskich, to jest symbol solidarności w tragedii, która Francję spotkała. Ja się z tym utożsamiam.
    Inna sprawa jak sobie z terroryzmem poradzić... Ja nie wiem.
    Syuper zdjęcia.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem to tak, nie mogłam pisać, że trzeba deportować Islamistów z Europy, bo wielu nazwałoby mnie ksenofobem. Nie mogłam wspominać, że trzeba przywrócić karę śmierci (myślę tutaj o złapanych terrorystach), bo obwołano by mnie rasistką. Gdybym pisała/przepowiadała/straszyła, że zaczną się zamachy, powiedziano by, że przesadzam. Dlatego starałam się i będę nadal próbować - nie mieszać bloga w te sprawy.
      Ale gdy widzę jak sobie ludzie ustawiają flagi francuskiego rządu na profilowe, podburza mnie to jeszcze bardziej.
      Co zrobić? Deportować Islamistów.
      Pozdrawiam również, zwady nie szukam, przedstawiłam jedynie moje stanowisko.

      Usuń
  2. Przepiękne ciepłe zdjęcia gór przypomniały mi, że dawno w górach nie byłam.
    Porywy wiatru, albo ta niespotykana cisza, a za nią znów przeolbrzymie piękno, to jest tylko tam...
    Powoli w myślach staram się skupiać z powrotem na moim małym podwórku. Na to duże wpływu nie mam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś przy okazji swych wędrówek po Niemczech, zawadzisz o Alpy ;)
      To duże podwórko zaprząta mi głowę troszkę bardziej, niż po sobie pokazuję. Żyję obecnie w dobrym miejscu, to dobre schronienie i silne granice, ale nie zapominam o bliskich w kraju, który może być następny...

      Usuń
  3. Zatęskniło mi się za górami. To już prawie trzy lata minęły od mojej ostatniej wędrówki górskiej i za każdym razem jak przeglądam zdjęcia, to coraz bardziej tęsknię. Twoje zdjęcia są przepiękne. Mają w sobie tę cudowną magię gór. W kwestii ostatnich wydarzeń mam bardzo podobne zdanie do Twojego. I koniec kropka. Więcej nie napiszę na ten temat. Na szczęście teoretycznie "nie żyję" zatem nie muszę oglądać tego wszystkiego na FB, Twitterach i tym podobnych portalach :)
    Pozdrawiam serdecznie :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One najwyraźniej Cię wołają do siebie. To jak zew. Nie tłum go, bądź szczęśliwa. ;)
      Ale pewnikiem na blogach spotykasz. O to właśnie chodzi. Pozdrawiam również :)

      Usuń
  4. Chłonę każde Twoje zdjęcie, każde słowo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi niezmiernie. A wiesz, że może polubię to miejsce? :P Dlatego, że wszystko przestało mi dokuczać fizycznie, zaczynam twierdzić, że zdrowie było jedyną przyczyną.

      Usuń
  5. Witaj, w końcu dotarłam.

    "Bardzo często w górach rozmawiam z wiatrem. On mi zawsze odpowiada. Czasem chłodem oburzenia, czasem mrozem cynizmu, a niekiedy gorączką rozbawienia, czule bierze mnie w swoje objęcia. Jeżeli jednak ciszy pragnę, on mi ją daje. Góry to jedyne takie miejsce jakie dotychczas poznałam, gdzie istnieje cisza absolutna, że aż w uszach dzwoni."

    Pięknie napisane. Mogłabym się podpisać może nie w stosunku do gór, ale do innych krajobrazów.

    Nie zgadzam się z jadem nienawiści na temat profilowych zdjęć. Dla mnie to uczczenie pamięci w pewnym sensie. Nie każdy może osobiście pojechać, zapalić znicz, zrobić coś symbolicznego. To jest sposób i osobiście jestem jedną z osób, które zmieniły profilowe. To jest problem Polaków. Skupiają się zawsze nie na tym, co trzeba i odpowiadają nienawiścią. Tylko miłość może pokonać nienawiść. Czytałam dziś na jednym blogu, że świetnie podniosła się z tego Norwegia. Nienawiścią zrobimy sobie jatkę w Polsce i w Europie. Pomoc? Co może pomóc ludziom, którzy przeżyli taką makabrę i stracili bliskich? Czas.Jestem całkiem pewna, że do końca życia pozostaną w nich rejony, którym nie pomoże nikt i nic.

    Nawiązując do zarzutów, że skupiamy się na Francji a nie pamiętamy o mordach i wojnach w innych rejonach. Inne rejony nas nie dotyczą, a Francja to prawie jak Polska. Od tego momentu nikt się nie czuje w Europie bezpieczny. Ja się nie czuję. Po ostatniej kontroli na lotnisku, gdzie przewiozłam ostrza, nożyczki i obcinaczki w podręcznym boję się jeszcze bardziej. W piątek to była Francja, ale niebawem mogą być Niemcy, Szwajcaria czy Polska. Możesz wtedy jak Ci ludzie siedzieć w restauracji, bawić się na koncercie...Mogę ja.Myśl o tym, że świat nas wspiera, myśli, wysyła pozytywną energię może być wtedy pokrzepiająca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno Bóg przychodzi do nas wraz z powiewem wiatru. ;)

      A ja uważam, że modlitwa jest tym, co powinni wszyscy uczynić na wieść o tej katastrofie, więcej nie trzeba, nie mam na profilowym flagi żadnego z poszkodowanych przez ataki państw, a było ich w tym samym czasie kilka na świecie, o tym media nie podawały. Dlaczego wobec tego by nie ustawić sobie kilku flag w jednym obrazku? Po prostu... to nonsens, szczególnie, że temat zaczął brać górę w komentarzach, a nie on jest tutaj przewodnim motywem. To opinia, nic więcej, a dyskusja powstaje obszerna, przy tym oceniająca mnie samą jako osobę pełną nienawiści, jadu polskości, że niby mam problem. Lecz po co... Teraz żałuję, że wplątałam bloga w te sprawy.

      Skoro inne, odleglejsze rejony nas nie dotyczą, to po co były stawiane te świece w oknach przy wydarzeniach z WTC? A może my mamy prawo do wybierania komu nam bardziej żal?

      Usuń
    2. Podobno. Nie jesteśmy odosobnione w tym poczuciu. Mam koleżankę, która nie jest wierząca, ale mówi, że w górach, nad morzem, wśród przyrody ona naprawdę czuje obecność Boga.

      Zgadza się. Pierwszym motywem zamieszczonym przeze mnie na fb było zdjęcie: pray for Paris, ale już wtedy zaczęła się nagonka w sieci na ludzi, którzy wstawili sobie to zdjęcie. Następnym po modlitwie była solidarność. Tak się składa, że znajomi z mojej ostatniej pracy dosyć często odwiedzali Paryż. Na kilka miesięcy przed tymi wydarzeniami sporo osób mówiło, że już na lotnisku widać żołnierzy z karabinami, na dworcach i nie ma tam poczucia bezpieczeństwa.

      Aniu, to jest tak jak z ludźmi-nie wszystkich lubisz, nie wszystkich szanujesz, nie każdego z nich pamięć chciałabyś uczcić, prawda? Ja przynajmniej tak mam. To Rosji mam osobistą, rodzinną antypatię. Nigdy nie ciągnęło mnie na wschód. W pracy obsługiwałam tych ludzi i musiałam to zrobić profesjonalnie, ale osobiście mam wybór. Nie rozumiem zupełnie dlaczego ludzie tak często oceniają i z tak tragicznych wydarzeń robią jatkę. Absolutnie tego poprzedniego komentarza nie powinnaś traktować personalnie, to był komentarz do wszystkiego, co dzieje się wokół. Wystarczy tylko otworzyć internet.

      Znasz mnie chyba na tyle, że powinnaś wiedzieć, że lubimy sobie podyskutować, powymieniać uwagi i nawet jeśli mamy odmienne zdanie to jest cenne. Każda z nas ma prawo przecież powiedzieć: nie zgadzam się z tą opinią. Nie ma co żałować.

      Nie stawiałam świec w oknach. O ile we Francji nie zginął żaden Polak, o tyle w WTC już tak. Może między innymi dlatego? Poza tym to były samoloty, będąc w powietrzu w blaszanej puszce z terrorystami czy innymi świrami nie bardzo masz jakiekolwiek wyjście. Wyskoczyć nie wyskoczysz. Lata mnóstwo ludzi, na lotniskach do dziś dla pasażerów do USA jest znacznie większa kontrola. A to może zdarzyć się wszędzie, jak ten biedny Germanwings w górach. Myślę też o empatii. Słysząc o takich wydarzeniach najprościej w świecie jest mi żal i przykro-za człowieka. Myślę, ze w tym to się akurat zgodzimy bo obie mamy alergię na głupotę ludzką.

      Usuń
    3. Ja już od dawna nie traktuję naszych dyskusji osobiście, to forma wymiany myśli w sposób zupełnie inteligentny, dzielimy się opiniami mając oczywiste prawo do własnej strony, ale nie kłócimy się, nie obrażamy, nie oczerniamy. Potrafimy wyłożyć czasem nawet ostre kontrargumenty, ale to nadal nie jest podniesiony stan emocji.
      Zatem moje manifesty, choć bywają głośne i dobitne, mniej w nich emocji niż by się zdawało. Mniej o złości, własne ego, niż by można sądzić.
      Lot samolotem teraz stał się równie niebezpieczny co jazda samochodem, a do niedawna przecież frekwencja śmierci podczas lotu była znikoma w porównaniu z tym, co się dzieje na ulicach. I to przez takich ludzi właśnie, którzy rodzą przestrach i sieją śmierć w imię czegoś, z czym nigdy się nie zetknęliśmy nawet.
      Obie mamy alergię na głupotę, a ta jest na świecie już dość konkurencyjna, teraz idioci tylko się wyprzedzają w pomysłach.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.