poniedziałek, 19 października 2015

W dżungli po łódzku.

       Odwiedziliśmy jedną z najnowocześniejszych w Europie palmiarni. Jest to przy okazji jeden z najciekawszych budynków w Łodzi, który kiedyś odwiedzałam dość często, zazwyczaj jesienią.
      Przyrząd pomiarowy do quantum sesji zdjęciowych w tym miejscu jest zadowalający. Jednak czy coś się tam zmienia? Okazy, można powiedzieć, z doniczek nie pouciekały, ani flora mięsożerna nie wprowadziła redukcji etatów w załodze opiekunów, ale rozwój jest dostrzegalny. Po prostu lubię skupiska zieleni. Dodatkowo duża wilgotność powietrza w sektorze tropikalnym sprawia, że moje górne drogi oddechowe obchodzą święto drożności.
      Proszę państwa, to miejsce zna zasadę, że nie wolno się cofać. Trzeba dojrzewać i rozkwitać, a na pewno nigdy nie stawać w miejscu. Gdyby ludzie to wiedzieli, nie zaniechaliby nauki w pewnym wieku, ani zajęć poszerzających horyzonty. Nie zapominaliby o swoim hobby i nie zamierali przed srebrnymi ekranami. Botanika jest mądrzejsza od nas, wciąż ewoluuje, nigdy się nie zatrzyma i jest dumna ze swego wieku, podczas gdy ludzie, swej metryczki zwyczajnie się wstydzą. Potrafimy niekiedy wpaść w straszliwą stagnację, że nie wspomnę o uwiądzie umysłowym i emocjonalnym... co to za pomysł, że w pewnym wieku nie wypada już nic robić?
      Taka wizyta w palmiarni może być też niezłym remedium na depresję jesienną. Nie ma jak się wygrzać pod palmami ;)


      Potencjalnym odwiedzającym warto podszepnąć, że otaczający palmiarnię Park Źródliska (wpisany do rejestru zabytków), jest najstarszym parkiem miejskim w Łodzi, powstałym na początku XIX w. z części okolicznych lasów. Tam prawie każde drzewo nosi tabliczkę z informacjami odnośnie gatunku i wieku zabytkowego okazu, a ich ogromne pnie i rozłożyste korony dają wiele cienia. Można również kultywować zabobon w postaci całowania się pod miłorzębem, bowiem rośnie tam najstarszy okaz miłorzębu dwuklapowego, ma ponad 150 lat. Roślina pochodzi z Chin, nazywana "żywą skamieliną" jest najstarszym istniejącym gatunkiem drzewa (relikt ery mezozoicznej). Dwupienne drzewo dorasta do 40 m wysokości i 12 m w obwodzie, więc raczej ciężko przegapić. W swej ojczyźnie miłorząb otaczany jest czcią i traktowany jak drzewo święte, więc jako duch przyzwyczajony do kultu, szanujmy go i zachowujmy przy nim pełną kulturę.
      W parku istnieje wielki, kwitnący ogród, są altany oraz czarna grota, która kiedyś przywodziła na myśl miniaturowy zameczek, jednak teraz stoi ostro wygryziona przez ząb czasu, taka mała ruinka.

WEJŚCIE DO PALMIARNI.
Zdjęcie pochodzi z Internetu, nie wpadłam na to,
by sfotografować budynek z zewnątrz.
      Palmiarnia została udostępniona po raz pierwszy dla zwiedzających w 1956 roku. Zawiera ok. 4,5 tys. okazów należących do ponad 1100 taksonów z 65 rodzin, a unikalna kolekcja ogromnych palm, ściśle wiąże się z dziejami miasta.
      Rośliny wzięły się stąd, iż wraz z gwałtownym rozwojem przemysłowym w drugiej połowie XIX wieku, obok fabryk włókienniczych powstawały w Łodzi pałace fabrykantów i ogrody z rzadkimi, cieplarnianymi roślinami. Kryzys gospodarczy w latach 20. ubiegłego wieku doprowadził do likwidacji oranżerii, i oddawania roślin szklarniom miejskim. Trafiły tam także zbiory pozostawione w czasach I wojny światowej przez uciekających z Łodzi carskich urzędników.


Moje ulubione bananowce.
Ich liście mogą dorastać
nawet do 4 m długości.


Pod bambusami.
      Ostatni remont odbył się w latach 1999-2003, ponieważ rosnące rośliny napierały na dach. donice z najwyższymi roślinami zagłębiono w grunt. Starą budowlę obudowano przeszkloną konstrukcją stalową, do której zamontowano po raz pierwszy w Polsce zewnętrzną, tzw. zintegrowaną ścianę grzewczą (połączenie ściany osłonowej z systemem grzewczym, gdzie w ramach okiennych płynie glikol). Dopiero po wykonaniu tych prac rozebrano stare mury, ze względu na konieczność pozostawienia w modernizowanym obiekcie najstarszych roślin, zakorzenionych w podłożu.




      Nowy obiekt nie tylko zapewnił optymalne warunki dla roślin, zmienił również całkowicie komfort pobytu zwiedzających. Wytyczono alejki wyłożone kostką (jedna z nich prowadzi przez mostek), są zatoczki z ławeczkami, na których oglądający mogą odpocząć, są ciekawie zaaranżowane oczka wodne, strumień i grota, którą zbudowano z oryginalnych tufów wulkanicznych.
      Na piętrze znajduje się kawiarenka z widokiem na kolekcję śródziemnomorską, gdzie także można smacznie zjeść, sprawdzałam poprzednim razem naleśniczki na słodko - pychota!





      Można nakarmić ryby oraz żółwie wodne, dla których specjalna karma za złotówkę jest dostępna w automacie obok szatni.
      Karmienie żółwi - genialna sprawa. Może dlatego, że mam szczególny sentyment do tych gadów, kiedyś za czasów szczenięcych, przez 8 lat hodowałam stepowego samca, niestety rozchorował się i zdechł, a w dawniejszych czasach ciężko było o weterynarza w tej specjalizacji.

Czerwonolice, żółtolice i jeden żółtobrzuchy.
W.w. grota z tufów. Słabo widać, uwierzcie mi na słowo,
ona tam jest...


      W marcu 2013 roku, w pierwszym dniu kalendarzowej wiosny, przed wejściem do Palmiarni uroczyście odsłonięto pomnik Wróbelka Ćwirka, będący siódmą rzeźbą stworzoną w ramach projektu Łódź Bajkowa.
      Notabene, palmiarnia stoi obok muzeum kinematografii, a nieopodal na sąsiedniej ulicy znajduje się owiana sławą Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa.



      Cała palmiarnia została podzielona na trzy niezależne części - pawilon śródziemnomorski, tropikalny oraz pomieszczenie z bogatą kolekcją kaktusów. Każda z tych części posiada odmienne warunki klimatyczne. Radzę zostawiać ciepłe ubrania w szatni.
      Przed wejściem do każdego z pomieszczeń wisi elektroniczna tablica z temperaturą i wilgotnością powietrza, jaka jest za kolejnymi drzwiami.


      W pawilonie dla roślinności twardolistnej, głównie śródziemnomorskiej, oglądać można m.in. ponad 130-letnie palmy i całą plejadę innych gatunków, których wymieniać mi się nie chce. Generalnie wchodzi się jak do dżungli.


      W kolejnym z roślinnością tropikalną prezentowane są bromelie, liany, palmy kokosowe, etc. i piękna kolekcja storczyków.





      Ostatnie pomieszczenie to zbiór roślinności pustynnej - kaktusy i inne sukulenty, kilkumetrowe opuncje, aloesy, pałczaki (nie mylić z palczakiem madagaskarkim), kliwie, kalle czy sansewierie.
      W całych zbiorach palmiarni jest ok. 4,5 tys. okazów roślin należących do ponad 1100 taksonów z 65 rodzin botanicznych. Kolekcja ponad 130-letnich palm obejmuje 18 gatunków (niektóre z nich osiągnęły wysokość 18 m). Wiek największych sagowców szacowany jest na około 90 lat.




      W połowie września 2006 roku oddano dla zwiedzających, tuż obok palmiarni, ogródek dydaktyczny, przypominający ogród angielski. Na terenie 3,5 tys. m² można oglądać w nim m.in. sekwoje, metasekwoje, dawidię chińską (zwana drzewem chusteczkowym), kryptomerię japońską, rzadkie odmiany sosen i świerków. Miłorzęby dwuklapowe, a także kolekcję wrzosów, wrzośców, rododendronów i azalii.
      W ogrodzie jest brodzik, w którym pływają żółwie. Postawiono również altankę obrośniętą krzewami róży oraz zabytkowe latarnie. Późną jesienią oraz zimą, ze względu na warunki atmosferyczne, to przejście jest zamknięte.
      Choć wiadomo, że lato jest najbogatsze w kolory, sam rozkwit egzotyki, szczególnie w sali kaktusowej - bomba, jednak turyści i wycieczki szkolne grubo mnie zniechęcają. Tego dnia było prawie pusto w alejkach.





      Organizują tutaj okresowe wystawy tematyczne, byłam na jednej z nich, dotyczyła roślin owadożernych. Innym razem dołożyli na specjalny weekend multum orchidei, jeszcze innym razem... coś im zakwitło wywołując przy tym nie lada sensację, ale wieść o tym, iż kwiat śmierdzi rozkładającym się mięsem, zniechęcił mnie definitywnie...



Franek, sum czerwonoogonowy. Trafił do akwarium, gdy miał 40 cm długości. Urósł do metra.
Mieszka w oczku wodnym o głębokości 1,20 metra,
w którym mieści się 2,5 metra sześciennego wody.
Franek ma 5 lat, a może dożyć setki.
      Akwaria stanowią stały element wystroju palmiarni, są dodatkową atrakcją i czasoumilaczami. Przed nimi stoją ławeczki, można siąść i zabłądzić w meandrach myśli.





      Działa również kwiaciarnia, w której można kupić egzotyczne rośliny. Nie potrafię się jej nigdy oprzeć. Ceny nie są tak zaporowe, zaczynają się od 3 zł za najmniejsze okazy kaktusów i sukulentów. Można także dostać drzewka owocowe oraz poradzić się specjalisty w sprawie hodowli każdego znich.
      Kiedyś dawno temu miałam pokaźną kolekcję kaktusów i sukulentów. Nawet zdarzyło się, że zakwitły. Później sprzykrzyły mi się i zaczęłam kolekcjonować rośliny tropikalne, do których choć serce mam, to brakuje mi nadal wprawy i co trudniejsze gatunki, po kilku miesiącach mi padały. Możliwe, że chodziło o klimat, suche powietrze w blokach im nie słuzy... a kaktusy miały swoją Saharę przez cały rok, dlatego po dziś dzień (te sztuki, które pozostawiłam) mają się dobrze. I chyba po tej wizycie w palmiarni, kaktusy wróciły do moich łask, znów załapałam bakcyla.
      Zaprzyjaźniam się właśnie z gatunkiem bliżej mi nie znanym, ponieważ zapomniałam jego imię, jest z rodzaju pałczaków prawdopodobnie. Jak ktoś ma pomysł co to może być, to proszę mi powiedzieć:


      Drugi okaz należy do męża, to tzw. "żywy kamień" Litops, pochodzi z południowej Afryki. Ma ciekawą historię, gdyż ten gatunek został odkryty przez przypadek w 1811 r. William John Burchell chciał podnieść z ziemi ładny, kolorowy kamień, a tu się okazało, że trzyma się ziemi korzeniem. Historia odkrywcy potwierdza informacje, iż żywe kamienie są również kamieniami szczęścia. Jak przyznał sam Burchell - od chwili odkrycia litopsów jego życie zmieniło się na lepsze.


      Musicie sami przyznać, że od dziecka miałam pustynne ciągoty, jak nie żółw stepowy, to afrykańskie okazy roślin. ;) I jeszcze te moje starożytne zainteresowania Doliną Nilu...
________________________
- Te dokładne informacje,
zapożyczyłam z Wikipedii,
oraz z zielonyogrodek.pl

12 komentarzy:

  1. Nie domyśliłabym się, że w Łodzi są takie miejsca! Dzięki Twoim wpisom zaczęłam od innej strony poznawać tą rzekomo straszną, brudną i brzydką Łódź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to tam są wykopaliska w celu odnalezienia szczątek Velovilaptora albo Świętego Graala, nie pamiętam co teraz... Trzeba się nieźle natrudzić, żeby gdziekolwiek dotrzeć Spójrz sobie to:
      http://www.expressilustrowany.pl/artykul/zdjecia/913031,w-wakacje-lodz-stanie-w-korkach-mapy,2025153,id,t,zid.html
      A to i tak stare mapy, bo z wakacji. Teraz jest gorzej.
      Co tak naprawdę myślę o Łodzi, jako urodzona w niej mieszkanka, pisałam tutaj:
      http://wdrodzedonikad.blogspot.ch/2015/07/odz-wspomnieniom-i-myslom-cichym.html
      Nie jest źle, ale znam przyjaźniejsze miasta. Nachodzi mnie myśl nieodparta, że w tych dużych miastach czai się zło.
      Natomiast są takie miejsca w Łodzi, gdzie naprawdę warto zajrzeć, zatrzymać się poraz pierwszy jak i jeszcze raz innym razem. To, co ja przeważnie pokazuję, odwiedzam kolejny raz, wracam wielokrotnie by odwiedzić np palmiarnię, czy tzw. "Koci Szlak". Lubię to po prostu, bo tam jest naprawdę bardzo ładnie. Tylko ludzie pozostawiają wiele do życzenia.

      Usuń
    2. Z pewnością są ładniejsze miasta. Są również też stereotypy. Jednym z nich jest, że pewne miasta są brzydkie i na tej liście jest Łódź. Okazuje się jednak, że i tam możesz znaleźć miejsca dla siebie.

      Aniu, wszędzie są ludzie dobrzy i źli. Wszędzie. To totolotek na kogo trafisz.

      Usuń
    3. Źli ludzie w mieście, nieżyczliwość, to można nazwać stereotypem. Ale niebezpieczne bramy na każdym kroku, bezdomni etc, to już fakty.
      I z pewnością Łódź powinna być wyniesiona poza stereotyp szarej i nieciekawej.

      Usuń
    4. Niebezpiecznie jest w wielu miejscach. Bezdomnych też jest wielu w różnych miejscach. Nie należy chyba aż tak podążać za stereotypami. Żyłam w najbardziej niebezpiecznym mieście w Polsce i żyję. Często wracałam nad ranem lub w środku nocy.

      Usuń
    5. Też żyję, a o przygodach, z których ledwie uszłam, mogę opowiedzieć na privie jeśli chcesz. Sporo tego, ale czy warto wspominać? Nie ma się czym chwalić.
      Owszem, wielkie miasta są niebezpieczne, ale akurat w Łodzi żyłam i z Łodzi mam dosłownie traumę po takich sytuacjach. Z definicji wynika, że również i uprzedzenia. Mimo jej pięknej zabudowy i ciekawych zdjęć.

      Usuń
  2. Witaj Hexe.
    Byłem w palmiarniach w Poznaniu, Wałbrzychu i takiej małej w zamku Moszna.
    Lubię egzotyczną roślinność... Palmy i banany. Lubię niestrudzonych wędrowców, a Ty do nich należysz.
    Powiem krótko - tyś mi siostra duchowa.
    Fajne zdjęcia i opisy.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dla mnie zaszczyt, taka opinia od wyjadacza wędrówek... Właściwie nie wiem co powiedzieć. Żyjemy aby wędrować, czym byłby dla nas świat bez tej możliwości? Trudna odpowiedź na to pytanie, ale podejrzewam, że znaleźlibyśmy coś innego, równie szalonego, co nieznane szlaki. Ale dziś nie wyobrażam sobie tego. Nogi mnie bolą i to jest tak szczęśliwe uczucie, że pękam od endorfin w szwach. Znów wędrowałam, znów byłam wysoko, aby spojrzeć na ten świat z góry.
      Serdeczne pozdrowienia.

      Usuń
  3. Nigdy przenigdy nie byłam w palmiarni. Ale wiem teraz dzięki Tobie, że muszę naprawić koniecznie ten błąd. Łódź niedaleko... Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Radzę Ci wstrzymać się jeszcze trochę, bo Łódź jest niedostępna. Remonty sparaliżowały całe centrum, komunikacja jeździ jak chce, nie wszędzie jednak dociera. Looknij w to, co napisałam pod komentarzem Rose.

      Usuń
  4. Prawdziwa dżungla w środku miasta :)!!! Nasza sosnowiecka palmiarnia, to przy łódzkiej pikuś malusi!!! Jak będziemy się gościć w Łodzi, zaciągnę tam rodzinkę!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Takie ogrody i palmiarnie to piękna sprawa... Zwłaszcza jesienią - bo choć złoto i brązy jesieni są cudowne, to jednak zieleni nie zastąpią...

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.