czwartek, 22 października 2015

To miejsce.

      Kiedyś za młodu rzekłam: mój dom jest wszędzie. Przecież Ziemia to mój dom. I po latach widzę, że te słowa miały głębię. Ja nigdy nie uznawałam, ani dalej nie uznaję granic. Owszem, kreska na mapie, by wyznaczyć terytorium danej kultury, to wszystko. Tak samo ekosystem - on granic nie widzi, on jest Ziemią, on żyje wszędzie, ludzie także.
      Przyroda wytworzyła gatunki przystosowane do przeróżnych warunków klimatycznych. My mamy różne rasy z tych samych powodów, ale migrujemy, krzyżujemy się i za ileś stuleci będziemy prawdopodobnie jednacy.
      W naszych żyłach płynie taka sama krew, a wciąż istnieje rasizm. Nie ma granic, dom można zbudować wszędzie, tylko że ludzie wciąż robią wokół tego problemy.

Blisko...
...bliżej.
    Obiecałam Wam pokazać tę różnicę między polską jesienią, a szwajcarską. Dlaczego uznałam, że jest ona blada, że przy takim porównaniu wydaje się nie być wcale? Owszem z nizin wygląda to inaczej niżeli z samych gór. Szwajcaria to przede wszystkim góry i natura skupiła się właśnie tam.
      Przyzwyczaiłam się, że egzystując na nizinie, mam wszystkie atuty przyrody pod ręką. W Alpach wygląda to zupełnie inaczej. Nizina wygląda tak, że nie warto patrzeć, mocno kontrastuje z polskim złotem i czerwienią drzew. Ale warto zadrzeć głowę do góry.
      Niemcy również pochwaliły się piękną jesienią. Choć nazbyt szybko uciekającą dla obiektywu, to nie mogłam się nie pokusić o kilka foto-wspomnień. Byle jakich, zmiłujcie się nade mną... ale skoro tak jest przy autostradzie, to pomyślcie jak musi być gdzieś głębiej? Już mi pewna bloggerka to wielokrotnie pokazała, stąd wiem, że moje uznanie wcale nie jest przesadzone.
      Jesień... Obojętnie gdzie - jest piękna. I to żaden weltszmerc! [W niemieckim oznacza to ból istnienia. Sentencjonalnie zaś, uczucie przygnębienia spowodowane przemyśleniami na temat niedoskonałości świata / chandra, splin.]




      Podczas mglistych poranków, chmury i mgły poziomują się, można odnieść wrażenie, że zaraz z nich coś wyfrunie i torpedowym lotem runie prosto na nas i nas zeżre. Ta ciekawa perspektywa zawsze roi się w mojej głowie czarnym porankiem w drodze do pracy, kiedy oglądam przez szybę cieplutkiego i suchego autobusu, mroczne pola zasnute tajemnicą i najpewniej jakąś śmiercią, horrorem i pogrzebem. I to czyni zadość moim wymogom gustu. Absolutna ciemność, która pochłania mój kondukt mpk prosto w otchłań... O_o
      Pierwszy ranek zaraz po przyjeździe z Polski był niemożebnie indolentny. Chmury gęsto zasłaniały rzeczywistość, że nie sposób było oddzielić ostatnich wspomnień niziny, od górskiego terytorium, co z początku działało na mnie obojętnie. Zimny jak ryba, ślepy i głuchy poranek, letargicznie oswajał mnie z nowym dniem, byłam indyferentna jak płyta nagrobna.
      Drugi ranek. Godzina 4:30. Wyraz mojej twarzy przywodził szaleństwo. Niestety nic nie obciążało moich pleców, nic czym mogłabym wypełnić wizję, chwytając za zimny ciężar żelaza. A propos, ostatnio miałam ciekawy sen, a w nim retrospekcja z "Sagi wiedźmińskiej": zamek Stygga, ktoś zna ten epizod? W moim śnie główny wróg został rozstrzelany z Glocka 17, kaliber  9x19mm.
Hmmm... To chyba była wersja G-18 jednak, generalnie poszła seria. Na sam koniec przypartemu do ściany, a jeszcze stał w totalnym obezwładnieniu, strzeliłam z czegoś na kształt MP5 prosto w głowę od dołu. Wcześniej przedarłam się przez liczne straże zamkowe, niosąc śmierć mieczem obosiecznym. I na co komu wiedźmin czy wampir? Znacie przysłowie, "gdzie diabeł nie może, tam babę pośle"? Byłam jak Lara Croft! Byłam jak Chuck Norris!
      Wróćmy jednak do realizmu. Jedynym wrogiem tutaj do zabicia jest własna niechęć do epizodyczności codziennej. Wszech otaczająca ciemność tłumi niedobudzone zmysły. Sugestywne wizje modelują mój nastrój na resztę dnia, słowem - ma ciekawy fundament po podobnych nocach. Istny urodzaj wyobraźni. I ta nieodparta chęć mordu...



Jedno jedyne drzewo w całej okolicy.
(tu na dole)
      Kilka dni później. Widnokrąg nie jest już taki przytłumiony, wstało zza upartych chmur słońce, a mgły witają mnie już tylko bardzo wczesnym rankiem. Za dnia powietrze jest przejrzyste i rześkie. Jestem wdzięczna za ten odpoczynek po ciężkim lecie. Tlenu w bród i chęci do życia w końcu przybywa. A ten mord z tyłu głowy? Dobry materiał na jakiś kryminał z tłem historycznym ;)
      W rękach znalazły się 463 str. poważnego thrillera kryminalnego. Angielskie podziemie przestępcze, staje przede mną otworem. Sen, oddajcie mi sen! Drut kolczasty z morderczym zamiarem owinął się dokładnie wokół mózgu... Mam teraz tyle pomysłów, aby wybrnąć z tego żałobnego zakończenia całej sagi! Sapkowski zrobił jeden podstawowy błąd - nie umieścił wśród bohaterów MNIE!

      Odgórnie przyjęte założenia czasami zbaczają z mojej drogi... albo ja zbaczam z ich... mniejsza z tym, kto jest słońcem, a kto lata po orbicie. W jaki sposób urządzony jest świat, w taki i my możemy egzystować - harmonijnie. Często mi tego brak... Tego ładu w niezwykle ekspresyjnym życiu, choć śmieję się, że dla niektórych, stało się ono już zbyt nudne aby okazać zainteresowanie.
      Kto powiedział, że tylko w jednym miejscu mogę osiągnąć równowagę? Oddam cześć swoim słowom z młodości i dołożę do nich co nieco - wszędzie jest mój dom, a więc wszędzie mogę osiągnąć symetryczność i konsonans myśli. Potrzeba mi tylko Tego Miejsca. Pamiętacie moje poszukiwania bezludnego, napakowanego dziką przyrodą Miejsca, w którym mogłabym się wyciszyć, a nawet pomedytować? (w domu nigdy nie potrafiłam)
      Bez tego totalnego wyłączenia mózgu pośród szumu wiatru lub potoku, nakładam sobie jakieś bezsensowne ograniczenia. Częściej się denerwuję i nie radzę sobie w pewnych chwilach. Obcując ze światem duchowym niczym szaman, zyskuję lepszą łączność z tym, co we mnie dobre i odzyskuję swoją, przez lata owianą sławą - cierpliwość. Marnowałam energię usiłując kontrolować to, czego kontrolować się nie da.
      Strzałka wskazuje To Miejsce i znajduje się ono na wielokrotnie opisywanej Bandytce. Chyba mi dokumentnie odbiło...

Jak widać, na dole jesieni nie ma,
jest tylko trawa.
To jest konkretnie potok górski.
Taki mini wodospadzik.
      "Lubię rejony, które wymagają więcej wysiłku. Gdzie docierają tylko włóczykije.(...) Siebie lubię pokonywać, przekraczać swoje granice. Innym udowadniać lubię, że potrafię kiedy mówią mi, że nie."
- Rose

      Przy okazji (mąż powinien być wdzięczny) :P walczę ze sobą i może gdy to katorżnicze włażenie pod górę zacznie mi się kojarzyć z miłym relaksem, a nie z potem, bólem głowy i kontuzjami, to zacznę chętniej po nich wędrować.
      Przy okazji te kilka zdjęć uświadomi Wam, jak diametralne są różnice w jesieni na dole i na górze. Bo na górze ona rzeczywiście jest i to pełną gębą.
      Co (prócz pory roku) zmieniło się na Bandytce od ostatniej wspinaczki? Prawie nic. Jedno drzewko się złamało. Oo













W Tym Miejscu.




      Cała wyprawa nie zajęła mi więcej niż 2 godziny. Przy okazji, gdy wracałam do domu, dowiedziałam się, jak wyglądają dzieci krów szkockich. Jak owce.


      I od razu jakoś zapał do morderstw przeminął...


      Znowu zaczęłam oglądać Rozlewisko. Trzeciej części nigdy nie widziałam, ładnie się nazywa: "Cisza nad rozlewiskiem". Sezon turystyczny zamknięty, nad rozlewiskiem zapadła błoga cisza, nastała jesień. Pachnąca, wilgotna, mazurska jesień.
      Znów wzruszenia i sentymenty. Na początku padają bardzo prawdziwe słowa, że ktokolwiek tam raz przyjedzie, zawsze będzie wracał. To prawda. Nie wyobrażacie sobie nawet co poczułam, kiedy pokazali Pasym o zachodzie słońca, od strony jeziora. Przecież dokładnie to samo zdjęcie zrobiłam w tym roku.

15 komentarzy:

  1. Ależ zdjęcia! Będę miała sny jesienne, kolorowe... ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie mi miło, zainspirować czyiś sen, wszak to niecodzienna sprawa. :)

      Usuń
  2. Jesień bez wątpienia ma w sobie magię - czy ta "polska złota", czy ta deszczowo-mglista, refleksyjna i nostalgiczna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie każda ma magię, to taki pryzmat odczuwania trochę. Niektórzy popadają w melancholię, ale zastanawiałaś się dlaczego? Chyba nie dlatego, że przyroda idzie spać, a my nie możemy? ;) Kończy się rok, zaczynamy myśleć co udało nam się zrobić, co odpuściliśmy, ile zwojowaliśmy we świecie. Taki rachunek sumienia, czy żyliśmy dobrze? Ci zadowoleni z życia optymiści, którzy wzięli życie we własne ręce i nie są bierni, na pewno nie mają teraz depresji ;)
      Pozdrawiam słonecznie.

      Usuń
  3. Witaj Hexe.
    Fajne te jesienne zdjęcia.
    Lubię barwy jesieni, ale najlepiej bieszczdzkie.
    Pozdrawiam i na przejżdżkę ciuchcią zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te wzgórza i doliny ukazują pełną paletę jesiennych barw.
      Pozdrawiam słonecznie :)

      Usuń
  4. No i w końcu ja dotarłam. Mając dom wszędzie czasami dopada poczucie głębokiej bezdomności. A zaraz za nim potrzeba, aby mieć swoje miejsce, aby gdzieś przynależeć.

    Czasami najdłuższą drogą w życiu jest droga do domu. Gdziekolwiek by to było lub nie, od siebie i naszych pragnień nie uciekniemy. Przyduszają wtedy jak ta mgła z myślą o morderstwie z tyłu głowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, nigdy nie myślałam o tym w ten sposób...

      "od siebie i naszych pragnień nie uciekniemy" - zaiste prawda.

      Niemożność postępowania zgodnie ze swymi regułami szczególnie powodują myśli o mordzie.

      Usuń
    2. Nie tak daleko jak wczoraj od sporo starszej osoby usłyszałam, że jeśli nie będę potrafiła naginać swoich zasad nigdy nie odnajdę się w korporacji. I, że życie mnie jeszcze nauczy naginać je.

      Usuń
    3. W korporacji? To chyba nie jest najlepsze marzenie...

      Usuń
    4. To zdecydowanie nie jest marzenie tylko rzeczywistość. Własny biznes? Nawet pomysłu nie mam...

      Usuń
    5. Najlepiej byłoby zarabiać na swoim hobby. ja tego raz liznęłam, widziałabym się w tym do końca życia, ale zrezygnowałam wybierając inne priorytety, bo dobra praca to nie wszystko.

      Usuń
    6. Wybierałam między szansą na realizację planów, a małżeństwem i wyprowadzką do innego kraju ;)

      Usuń
  5. Masz rację, ,,Ziemia to nasz dom", jednak ja potrzebuję konkretów. Domu, do którego wracam. Jestem szczęściarą, mam dwa takie miejsca :).
    P.S. Piękne zdjęcia!!!

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.