sobota, 3 października 2015

Mesocco.

      Salve cortesemente, è una giornata di sole :) [witam grzecznie, jest słonecznie]
      Jak się jeździ tutejszymi drogami? W ramach cyklu "Polubić Szwajcarię", to bardzo dobry temat. Zdaje się, już gdzieś pisałam, że bardzo lubię być pasażerem...








      Ładne trasy są tak wyprofilowane, że trajektoria lotu przypomina jazdę po szynach. Serpentyny i korytarze dróg, tuneli i mnogość wiaduktów, są całkiem miłe dla oka. Każda eskapada pojazdem dalekobieżnym jest obfita o dodatkowe impresje i cenne wrażenia.





      Przejazdy przez miasteczka mogą być jednak uciążliwe. Mianowicie istnieje tutaj bezwzględne pierwszeństwo pieszych na przejściach przez jezdnię, co może polskiego kierowcę doprowadzić do stanu przedzawałowego lub przed oblicze lokalnego sądu, dlatego lepiej je zostawić daleko w pejzażu.


"Nadciągający obłok przytula się, osiada na wyniosłej, skalnej półce."
~ "Faust"

      Niezależnie od pogody, jest na czym oko zaczepić, jednakże nie ma jak porządna, gęsta chmura XD Szczególnie w towarzystwie początków jesieni.






      ...albo zimy...





      A propos drogi... Jechałam ostatnio autobusem o 6 rano do pracy i co słyszę? Obok siedzi dwóch panów, Polacy. Jeden mówi do drugiego:
   - Jedzie od ciebie alkoholem.
   - Masz gumę?
      Miał gumę. Jakieś pięć minut później życzliwy kolega znów się odzywa:
   - Słuchaj, śmierdzisz, naprawdę...

      I jak my mamy mieć dobrą opinię za granicą? A może teraz słówko krytyczne o absurdach Szwajcarów? Zapraszam Was do lektury posta pewnej blogerki, która poruszyła temat szkolnictwa. Czy wiecie, że dzieci nie wolno zwalniać ze szkoły, a za opuszczenie dnia bez usprawiedliwienia (które i tak można sobie wsadzić) grozi pozew sądowy? Więcej -> tutaj. Tekst bardzo dobrze napisany i zakończony  o d p o w i e d n i m   komentarzem.

      A cel podróży góruje dumnie ponad mieściną Mesocco:




      Mesocco jest najbardziej wysuniętą na północ miejscowością w dolinie Val Mesolcina w kantonie Gryzoniana, na prawym brzegu rzeki Moesa. Rozciąga się aż do Przełęczy San Bernardino.
     W obrębie gminy Mesocco znajdują się niektóre z najwyższych szczytów dystryktu Moesa, są to same trzytysięczniki, najwyższy to Pizzo Tambo (3279 m).

      Przed wejściem do zamku, na wzgórzu znajduje się stary kościół z czynną dzwonnicą. Czasami odbywają się tutaj msze. Tym razem był zamknięty.




"W górach jest coś milcząco szlachetnego,
Nie pytam nawet skąd ani dlaczego."
~ "Faust"



"A ja tam nic nie widzę: złudzenia!
To może zwieść jedynie oczy ludzi,
Co do mnie, bawią mnie te cuda."
~ "Faust" Mefistofeles


...ee




"jestem pewna, że Ty również tak masz. Głód życia, głód przygody, nieznanego..."
- Rose. Powiedziała to o mnie.























WC?

Czarownicowałam.







      W oddali rzeka Moesa o długości 47 km. Jej źródło znajduje się w Val Vigun w okolicach przełęczy San Bernardino. Następnie płynie wzdłuż autostrady A13 poprzez dolinę Val Mesolcina obok Roveredo, gdzie wpływają do niej rzeki Calancasca i Traversagna. Na wysokości miejscowości Arbedo-Castione, Moesa wpływa do Ticino. Moesa jest także wykorzystywana do uprawiania kajakarstwa.













"Umarłych obudzono - mam żyć we śnie?
Świat z tyranami w walce - mam stać z boku?
Plon dojrzał - miałbym z pola zejść przedwcześnie?
Nie mogę usnąć; cierń tkwi w moim oku;
Co dzień mnie trąba, grzmiąc, do boju zbroi,
Jej echo w sercu moim"
~ Lord Byron

      Ze spraw bieżących, a więc mamy październik. Piękny, złocący się tu i ówdzie miesiąc, zwany przez zdecydowaną większość ludzkości "piździelnik", bo z reguły wszystkim zimno i deszcz nuży i mgła nie zachwyca... ach, jaki to przepiękny widok, mgła unosząca się nad lasem, całkiem nowy to dla mnie pejzaż, wszak las widywałam z perspektywy małego robaczka (od dołu), a teraz widzę go trochę bardziej z ukosa, jakby mi ktoś lustro zawiesił nad drzewami, żebym mogła oglądać go z nowej perspektywy.
      Góry. Jesienią mają ten plus, że październik wygląda intrygująco. Tylko tych złotych parków i skwerków mi brakuje, jednak w Polsce złota mamy znacznie więcej. Kiedy przyjdzie czas, pokażę Wam jak wygląda szwajcarska jesień, ale wybaczcie, chronologia... Jeszcze trochę lata, nim będę je mogła schować we mgle pamięci na dobre.
      Nadchodzi Halloween, bo w Szwajcarii Święta Zmarłych się nie obchodzi. Wszędzie będą wampiry i trumienki, powycinane dynie już się pojawiły w ogrodach.
      W pracy tutaj nie dostaje się specjalnego dnia wolnego, który w Polsce przeznaczony jest na łażenie po cmentarzu. Ja zawsze z rodziną łaziłam późnym wieczorem, kiedy lawirowanie alejkami wśród kolorowych ogników, jest szczególne i w moim odczuciu bardzo przyjemne, nawet jako katolicki obowiązek, nawet jako świadoma, że to zwykłe szpanowanie bogactwem ozdób i czcze przechwałki nowymi, cmentarnymi trendami.
      Akcesoria amerykańskiego święta bywają bardzo ciekawe, zamierzam wybrać się podczas mrocznego wieczoru, w apogeum owego dnia, na przeszpiegi ogrodowe. Jeszcze nie widziałam jak to tu wygląda.
      W Polsce Halloween nie jest aż tak popularne, z resztą nie popieram amerykanizacji, przecież mamy własne tradycje. Jednak całymi swoimi nieparlamentarnymi upodobaniami i turpistyczną żywotnością, popieram Halloweenowy wystrój, ze szczególnym uwzględnieniem pestek z dyni, które jeść uwielbiam jeszcze bardziej.




"Słońce bezsennych! nieba wieczornego oko!
Którego łzawy promień drżąc świeci wysoko
I ukazuje ciemność - lecz jej nie rozproszy,
Jak podobneś do znikłej, wspomnianej rozkoszy,
Właśnie tak przeszłość, światło dni dawnych jaśnieje,
Świeci ona, lecz promień wystygły nie grzeje;
Nie śpi i Smutek i patrzy na jej blask pogodny,
Widny, lecz z dala - jasny - lecz och! jakże chłodny!"
~ Lord Byron



      Opuściliśmy zamkowe włości na rzecz spaceru po miasteczku, które jawiło się nam niczym malowniczy obraz odległego, historycznego wieku.
      Ciekawym zabiegiem tamtejszej architektury był kamień kładziony na dachach, to typowa cecha budynków włoskich, gdyż ogólnie najczęściej używanym materiałem budowlanym w okresie romańskim był kamień, zwykle miejscowy, jednakże w Szwajcarii włoskiej, styl stricte romański de facto nie występuje. Taki paradoks.
      Krótka charakterystyka stylu romańskiego: zamki były budowane jako potężny donżon, zaś budowle świeckie cechowała addycyjność brył (walce, półwalce).



      Spacer, nie spacer, włoskiej kuchni w oryginale skosztować należało obowiązkowo!



      Zamówiliśmy rodzaj włoskich klusek. Po włosku słowo gnocchi to liczba mnoga od gnocco, czyli dosłownie "gruda". Istnieje wiele regionalnych wersji tej potrawy, m.in. z ziemniaków, warzywnych purée, sera, mąki gryczanej. Podobne w smaku i konsystencji do polskich kopytek.
      Męża porcja była w sobie pomidorowym, moja serowym. Diablo syte. Co ciekawsze, kelner mówił tylko po Włosku i Francusku. My nie. A jednak doszliśmy do porozumienia.






      Zawsze lubiłam w odwiedzanym mieście spacerować po uliczkach, o których katalogi turystyczne nigdy nie wspomniały. Osiedla, w których aż chce się zgubić, ciasne labirynty, wąskie przejścia. I nie ma co się wstydzić, że na swych balkonach i w ogrodach akurat w czasie sjesty odpoczywają miejscowi - tylko śmiało iść i podziwiać kwitnący wystrój, ale - ważne - żeby nie niepokoić kotów!

 "- To są te ... ghule? Te, co wyglądają jak koty?
- Nie. To są koty.
- Zwykłe koty?
- Koty nie są zwykłe. Zastanawiałeś się, dlaczego tyle śpią? Większość życia spędzają w świecie Pomiędzy. To nasz świat wydaje im się snem."
Jarosław Grzędowicz "Popiół i kurz"













      Trochę zawiła ta droga na mapie...



10 komentarzy:

  1. Postrzeliłaś mnie tymi krajobrazami. Śliczne miasteczko, wygląda na średniowieczne (chyba, że ten mur to nie tu). Jeszcze bardziej niż krajobrazy jednak urzekł mnie twój błogi obraz. Widać, że jesteś szczęśliwa. Uwielbiam u siebie poczucie błogości, wyluzowania, tej chwili, kiedy nic nie muszę. Widać Ty też.

    I znowu mnie cytujesz. O!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, znów jest coś do zacytowania: "Uwielbiam poczucie błogości, wyluzowania, tej chwili, kiedy nic nie muszę." - to jest coś, co jeszcze mogłabym dodać do swoich słów!

      Usuń
  2. wow ale widoki... odetchnąć piersią pełniejszą chciałabym powietrzem górskim...
    Jaki Twój mąż szczęśliwy... o spojrzenie... radość jaką emanuje i szczęście gdy jesteś blisko... hehhh pogratulować:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezmiernie przyjemnie, że dostrzegasz takie rzeczy. :)

      Usuń
  3. Październik to mój ulubiony miesiąc!!! Te kolory, mgliste poranki i długie cienie, mają niezwykły urok.
    Zamczysko i miasteczko są piękne!!! Droga doń dostarcza wrażeń :).
    P.S. Jestem miesiąc w plecy na blogu!!! Pogoda fajna, więc wojażujemy :D!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam bardzo zobaczyć październik w górach i zaczyna mi się coraz bardziej podobać. Te kolory od rdzawego, przez pozostałości zieleni, po czerwienie, góry tak jakby poziomami się zmieniają. W zeszłym roku nie widziałam tego, byłam krótko i nie na tym etapie wegetacji jesieni. Teraz też mnie wiele ominie, bo jedziemy do Polski, a tutaj przyroda codziennie się zmienia, jesień szaleje. Za to złotą polską ujrzę :)

      Usuń
  4. Witaj Hexe.
    O rany, aż mi dech zaparło, a szczena na kolana opodła z wrażenia.
    Góry jak góry, ale cała reszta....
    Fajne zdjęcie, nie mogłem od nich swoich starych oczu oderwać.
    Pozdrawiam serdecznie i do siebie zapraszam.
    Będzie o wiele skromniej, ale...
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Góry jak góry, ale zamek porywa, miasteczko też przesympatyczne dla zmysłów - tyle słowem bywalczyni :) Dziękuję za miłe słowa, cieszę się, że doceniasz moje fotoreportaże. Jest to w pewien sposób dla mnie ważne, każde ciepłe słowo oglądacza jest wiele warte, inaczej nie powstałby blog, tylko jakiś album skrzętnie ukrywany pod hasłem bezpieczeństwa. Po prostu lubię się dzielić, i podziwiać także cudze wojaże. Za chwilkę zajrzę do Ciebie, gdzie żeś znów był i co nam opowiesz ;) :)

      Usuń
  5. Ach, najprzyjemniej jest jeździć takimi górskimi drogami! Widoki znacznie lepsze.
    Zauroczyło mnie także zdjęcie zrobione przez jakiś kolisty otwór. Ładna wyszła z niego ramka.
    A co do Wszystkich Świętych to się nie zgodzę - dla mnie to zawsze był czas wspomnień i zadumy, kojarzony z rozświetlonym ognikami cmentarzem, ale szpanu nigdzie w tym nie widziałam.
    I choć sama także za kultywowaniem Halloween w Polsce, chętnie zobaczyłabym napotkane przez Ciebie dekoracje - mam nadzieję, że zrobisz jakieś zdjęcia ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudne widoki. Oj, połaziłabym...

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.