czwartek, 29 października 2015

Kościelne nakazy i zakazy oraz słówko o tym jak zaprogramować się sukces.

      "Te gigalampiony ze sztucznymi kwiatami i różańcem zatopionym w przezroczystym, palnym żelu, to nic innego jak pamięć zewnętrzna. Pracuje za nas. Pokazuje wszystkim, za ile nam żal mamusi, dziadka, teściowej, której za życia nie mogliśmy znieść. (…) To reklama i marketing. To public relations, w imieniu zmarłych."
- "Dom nad rozlewiskiem"



      Bogato oświetlone lampionami cmentarze wieczorową porą są piękne, wprawiają we właściwą tej porze zadumę i modlitwę. Kiedyś cmentarze pachniały inaczej, prawdziwą stearyną, dziś śmierdzą plastikiem, a jednak będzie mi brakować tego wieczornego spaceru z rodzicami po alejkach.
      W bardzo wielu krajach świętuje się Helloween (wieczór 31 października, czyli przed naszym dniem Wszystkich Świętych). To staro-pogańskie święto ma bardzo długą historię, wywodzi się bowiem z celtyckiego obrządku Samhain. Ponad 2 tys. lat temu w Anglii, Irlandii, Szkocji, Walii i północnej Francji w ten dzień żegnano lato, witano zimę oraz obchodzono święto zmarłych. Druidzi (kapłani celtyccy) wierzyli, iż w dzień Samhain zacierała się granica między zaświatami, a światem ludzi żyjących, zaś duchom, zarówno złym, jak i dobrym, łatwiej było się przedostać do świata żywych.
      Duchy przodków czczono i zapraszano do domów, złe duchy zaś odstraszano. Sądzi się, iż właśnie z potrzeby odstraszania złych duchów wywodzi się zwyczaj przebierania w ów dzień w dziwaczne stroje i zakładania masek. Tego dnia czarownice w towarzystwie czarnych kotów przepowiadały przyszłość.
      Po 835 roku pod wpływem chrześcijaństwa zwyczaj zaczął zanikać, gdy uroczystość Wszystkich Świętych została przeniesiona na 1 listopada. Kościoły chrześcijańskie przeciwstawiły się obchodzeniu Halloween wprowadzając Dzień Zaduszny. Irlandzcy imigranci sprowadzili tradycję do Ameryki Północnej w latach 40 XIX wieku.
- info z Wikipedii


      Bawi mnie podejście księży, którzy są bardzo przeciwni tej zabawie, ponieważ argumenty mają dziecinne. Wiecie czym kościół straszy? Zbliżeniem się do szatana. - Poprzez udział w przebierańcach i krojeniu dyń? Twierdzą, że po zeszłorocznym Halloween, zgłoszono więcej opętań. Śmiać mi się chce, szkoda słów...
      Skoro to gra w otwarte karty, to wywlekę chętnie na wierzch udokumentowany FAKT, iż nawet wśród samych księży (i tu raczej przebierańce nie mają z tym nic wspólnego) są odnotowane opętania. I co Kościół na to?
      Jak myślicie, czy wystawienie sobie Lary Croft z okazji Halloween, przywoła Szatana do domu? Wątpię. A może to, że grałam kiedyś w Tomp Rider zbliżyło mnie do diabła? Dali by spokój już temu tematowi...

"Z dawna już poszło między bajdy.
Ludziska wypędzili Złego
A źli zostali.
      A z tej tragedii ma frajdę."
- Johan Wolfgang von Goethe.

Uchwycone podczas ostatniej przejażdżki rowerem,
niedaleko nas.
      Czemu ludzie litują się nad sobą? Zadziwiająca sprawa, często litowanie się nad sobą, wynika z braku kontrastów. Ktoś żyje w niekorzystnych warunkach i zamiast poczynić jakieś kroki, aby to zmienić, będzie się nad sobą roztkliwiał, czegóż to on nie musi znosić...
      Zamiast litować się nad sobą, zaakceptuj obecne okoliczności takimi, jakie one są - jako fundament, na którym można budować. Następnie weź wszystko to, co Ci się nie podoba i pozmieniaj, jedno po drugim - na rzeczy pozytywne. W ten sposób utworzysz szereg kontrastów, który ukaże Ci szersze perspektywy DOSTĘPNEGO Ci szczęścia.
      Reasumując, bogać się pod każdym względem, bowiem jeśli nie wzbogacisz się we wszystkim, nie będziesz się cieszył odpowiednio zrównoważonym życiem. (Bogactwo życia - pisałam już o tym.)
      Pamiętaj, że podczas snu, Twój umysł nigdy nie śpi. Czuwa od momentu gdy się urodziłeś. Poza kontrolą świadomości, troszczy się on o wszystkie mimowolne procesy w Twoim ciele. (oddech, krwiobieg, trawienie)
      Twój umysł także zajmuje się akceptacją myśli. Używa ich jako instrukcje i działa na ich podstawie. Umysł podczas snu potrafi rozumować niezależnie od umysłu świadomego. Wykonuje ogromną pracę, realizując instrukcje otrzymane od świadomości.
      - Twoja świadomość zabiera do snu jedynie informacje umożliwiające wykonanie pracy, którą ma akurat do zrobienia. Czy teraz rozumiesz jak ważne jest to, co masz w głowie, gdy zasypiasz? Nastawienie. Ile warte jest tzw. "przesypianie się z problemem"? To wtedy odejmujesz decyzje! I to dlatego właśnie, gdy uczysz się i jeszcze zdobyta wiedza nie satysfakcjonuje Ciebie tak bardzo - następnego dnia odkrywasz, że wszystko "poukładało się w głowie".


      "Zazwyczaj mamy dość czasu, jeśli potrafimy wykorzystać go właściwie."
- Johan Wolfgang von Goethe.

      Zarządzanie czasem, to w rzeczywistości zarządzanie życiem i swoją osobowością. I panowanie nad ciągiem przyszłych zdarzeń. Ludzie wydajni to tacy, którzy narzucają sobie dyscyplinę rozpoczynania pracy od zadań najistotniejszych. Ci natomiast, którzy chętnie dążą do przelotnych uciech, nie myślą perspektywicznie i zwykle ponoszą porażki.


      Ludzie sukcesu skupiają się na osiągnięciu celu, wcześniej zabierają się do pracy (zdarza się im wstawać bardzo wcześnie), zgłębiają wiedzę o dziedzinie, nad którą pracują (poszerzają horyzonty, gromadzą wiedzę spoza wymaganego zakresu, chcą wiedzieć więcej), uczestniczą w kursach (nauka poza domem ich mobilizuje), skupiają się w pierwszej kolejności na zadaniach wysokiej wartości. (potrafią wyróżnić priorytety).
      Partacze zaś, skupiają się na łagodzeniu napięcia. Zjawiają się w pracy w ostatniej sekundzie, rozkojarzą się (picie kawy, pogaduszki, podjadanie w miejscu pracy); choć to miłe, prowadzi do zastoju, zaczyna brakować skupienia, prowadzi do błędów i frustracji.
- podpierałam się książką B. Sweetland'a


      Skromnie powiem, że za człowieka sukcesu się nie uważam, bo gdybym nim była, a raczej słowo sukces jest rozumiane poprzez pryzmat znanego nazwiska, wysokiego stanowiska etc... to może miast tego bloga, istniałaby strona internetowa poświęcona mojego sukcesowi? Czy sądzicie, że by mi odbiło? Z resztą czym jest właściwie sukces? Jak to zdefiniować? "działanie na najwyższym poziomie możliwości jednostki, w kierunku spełnienia jej marzeń i pragnień", głosi Wikipedia.
      Do zdefiniowania sukcesu określa się wartości, które są jego wyznacznikiem. Ważną rolę odgrywa tutaj hierarchia wartości i doświadczenia. Pokieruję się jednak moim własnym zmysłem.
      Wg mnie, sukces jest wtedy, gdy spełniają się wszystkie oczekiwania od życia i gdy w duszy (względem świata) panuje całkowita harmonia. Wespół z zadowoleniem z własnej pracy i wszelkich zajęć, oraz uczuciu, że wystarczająco poświęcamy wszystkiemu czasu i  w/w hierarchia obowiązków + nie odnosimy uczucia, że czas ciągle nagli.
      Patrząc na sukces z tej perspektywy, mogę powiedzieć, że jestem bardzo bliska stwierdzeniu, że jestem człowiekiem sukcesu. Organizacja dnia jest już w tej chwili idealnie dopasowana do moich potrzeb i wypełnia dobę po brzegi.

      A wiecie jaki jest sposób na odmłodzenie?

"...sposobem tanim,
Bez czarów, bez pieniędzy, bez medyka,
Wstawaj do pracy przed świtaniem,
W ręku łopata czy motyka,
Zamknij się w myśli ciasnym kole,
Niewyszukanym jadłem swoim
Ciesząc się przy ubogim stole..."
- Johan Wolfgang von Goethe.

- Rady od Mefistofelesa z okazji Halloween ;)


      Fotografia czarno biała każe przede wszystkim odrzucić tryb auto, zdjęcie musi być super klarowne, albo specjalni przytłumione, wtedy udaje starą fotografię, to już sztuka. Idealnie mi pasuje do straszydeł i mroczności wszelakiej, ponieważ skoro nie mogę odwiedzić grobów moich krewnych, czyli po polsku i po bożemu, w takim razie nieco przejmę klimat kraju, w którym mieszkam.
      I tak, po kolei patrząc na zdjęcia, zauważam coś, na co nie zwracało się na zdjęciach kolorowych. Powyższe budynki mam w kolorze. A dziś widzę jaką mają fakturę materiału, z jakiej są zbudowane. Czerń i biel wydobywają półcienie. Cudowne deski i kamienie, fotografie są bardziej synestetyczne.
      Brak koloru pozwala nam skupić się na emocjonalnym przekazie i ładnie go uwypukla. Przekonwertowanie zdjęcia na monochromatyczne może uratować przeciętną fotografię i nadać jej tego „czegoś”, magii, zmienia się charakter zdjęcia.
      Gdy oglądałam powyższe zdjęcie w kolorze, nie zwracałam uwagi na niebo, spójrzcie jednak teraz, ono jest jak marmur.

      Odnośnie ostatnio wspominanej nietolerancji blogowej: z prawej strony umieściłam listę czytywanych przeze mnie stron, autorzy są pełnoletni i dojrzali, wbrew opinii poszczególnych osób, które mawiały mi o moim pisaniu same pikantne rzeczy.

      "Zbaw nas ode złego". Bardzo dobry film, można poczuć dreszcz emocji, zakończenie wspaniałe i wzruszające. Polecam z czystym sumieniem!

9 komentarzy:

  1. Nie rozumiem tego całego zamieszania z Halloween. Nie lubię tej wersji święta. Najzwyczajniej w świecie nie bawią mnie wampiry i kościotrupy, bardziej przerażają. Nie wyobrażam sobie, abym mogła powiesić takie ozdoby w domu. Przeraża mnie też brak wiedzy ludzi. Szczególnie tych, którzy twierdzą, że Halloween przywędrowało do nas z Ameryki. Guzik prawda. To jest celtyckie, stare święto, trochę przypomina nasze Dziady z przeszłości. Prawdą jest, że dusze czasami się błąkają po świecie, ale czy przebranie się w śmieszny strój lub straszny miałoby te dusze odstraszyć? Wątpię.

    "Według celtyckiego kalendarza 31 października kończyły się żniwa i cały rok a 1 listopada zaczynała się zima i nowy rok. Celtycki sylwester, granica pomiędzy latem a zimą była bardzo cienka, ciemna i długa, więc umożliwiała duchom przechodzenie z jednego świata do drugiego. Wierzono wtedy, że dusze które nie dostały się jeszcze do nieba szukają żywych ludzi i ich ciepłych domów, gdzie mogłyby się zatrzymać na następny rok i strasząc mieszkańców odczekać kolejny rok swojego czyśćca. Ludzie nie chcieli takich dzikich lokatorów, więc 31 października gasili wszelkie światła w domach i siedzieli w nich po ciemku, ubierali się w najgorsze ubrania, żeby uchodzić za żebraków i żeby żaden duch im nie pozazdrościł i nie zamieszkał z nimi.

    Tak wyglądało stare celtyckie Samhain - Halloween w pierwszym wieku naszej ery i tak było jeszcze do niedawna bo do połowy XIX wieku. Irlandczycy spędzali ten wieczór tak jak nakazywała im ich tradycja. Potem sprzątali swoje domy i resztki jedzenia wykładali przed próg aby nakarmić głodne i zmarznięte duchy. Niekiedy zanosili jedzenie nawet na groby, żeby duchy nie musiały się do nich w ogóle fatygować.

    Kościół Katolicki w Polsce zachował Zaduszki na pamiątkę pogańskich obrzędów Dziadów ale główny akcent położył na pamięci o grobach w dniu 1 listopada, natomiast Irlandczycy w Ameryce zaczęli rozwijać właśnie tradycje pogańskie. Pojawiły się więc wymyślne przebrania, które miały odstraszać inne duchy. Wraz z nowym trendem owe sztuczne wampiry, potwory i kościotrupy zawędrowały z powrotem do Irlandii, tym razem z większym rozmachem. Wielki Głód w Irlandii w międzyczasie się skończył, a w dodatku kraj był wciąż pod wpływem rządów brytyjskich, więc katolickie obrzędy 1 listopada nie były specjalnie popularne. Neopogańskie wesołe przebrania z USA nie mogły trafić na lepszy grunt. Irlandczycy zaczęli świętować Halloween strasznie, na wesoło.

    Nazwa Halloween to skrócona wersja nazwy All Hallows Evening (wieczór wszystkich świętych), czyli nocy przed All Hallows Day (dniem wszystkich świętych). W Irlandii to wciąż bardzo ważny okres roku - dość wspomnieć, że w każdej szkole dzieci mają tydzień wolnego (aby dobrze przygotować się na halloweenowy bal przebierańców). Dorośli życzą sobie Happy Halloween, co niektórzy mogliby przetłumaczyć jako „Szczęśliwego Dnia Zmarłych”. Niektórzy się również przebierają w straszne stroje.

    Nieodłącznym elementem Halloween jest ognisko, czyli symbol ciepła tak ważnego w tę noc, kiedy zaczyna się zima. Setki lat temu ludzie w Irlandii znosili na środek wioski drewno i kości zwierząt aby rozpalić nimi wielkie ognisko rozpoczynające zimę. Im większe było ognisko, tym cieplejsza miała być zima. Do dziś ta tradycja jest żywa i w wielu miejscach ludzie schodzą się w środku osiedla przynosząc drewno czy resztki mebli, aby „bonfire” było jak największe a zima jak najłagodniejsza. Najlepsze ogniska są w Ballymun i w Inchicore, bo są z drewnianych palet, które mają wiele zalet. Czasem po prostu pali się skradzione samochody."

    Całość: http://around-ireland.blogspot.ie/2009/10/halloween.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toteż właśnie napisałam. Ale mnie ani przeraża, ani interesuje udział w tej zabawie. Pooglądać można, niektóre ozdoby są śmieszne, całe sklepy tu się przyozdabia w wiedźmy na miotłach, wszędzie w ogrodach ludzie mają dynie, czarne koty. Wprowadzając celtyckie święto na inne kontynenty, powstało trochę zamieszania, przecież każde ziemie miały swoje święta, a Druidzi bodajże swoją wersję Zaduszków obchodzili konkretnie w maju. I cóż z tego? Robienie zadymy wokół tego, jest niepotrzebne i do niczego nie prowadzi. Jak ludzie chcą, to niech się bawią. Jedyne co mnie wkurza, to wprowadzanie swoich zwyczajów na siłę. W Polsce mamy Wszystkich Świętych i tak powinno pozostać.
      Wszędzie ogólnie mit i zabobon panoszy się po świecie. A ludzie lubią się od siebie głupot uczyć ;)

      W Szwajcarii nie dostaje się nawet jednego dnia wolnego, tutaj to wygląda troszkę inaczej... doświadczę po raz pierwszy osobiście, ale z opowiadań i doniesień wiem, że na pewno nie tak hucznie jak w USA to wygląda.

      A te ogniska to ciekawa sprawa, może poza tym, że pali się co popadnie, to niemądre. Skradzione samochody? Lekka przesada. Lecz nawiązując do Halloween, zawsze byłam obserwatorem ludzkich zachowań i nie zauważyłam, w tej zabawie diabła. Ani wśród dzieciaków w przebraniach, ani w ogólnie pojętym zwyczaju DZISIEJSZYCH CZASÓW, bo nikt ofiar nie składa (a ponoć Druidzi również i to robili), wszystko to, co się dzieje, to wyłącznie dobry FUN.

      Usuń
    2. To tu aż na taką skalę to nie jest. Na całej długiej ulicy kilka domów jest przyozdobionych. Inaczej już w szkołach-wszystkie dzieciaki w najróżniejszych strojach kończyły w piątek szkołę. To prawda. Ja myślę, że gubimy się w tożsamościach. Globalizm jest tak modny, że zapominamy kim jesteśmy, jakie są nasze tradycje, korzenie. Zachwycamy się najczęściej tym co nie nasze, bo tak modnie. A to co nasze też dobre, a może i nawet lepsze.

      Ja mam wolne do poniedziałku, ale tak wypadło po prostu.

      Co do księży-dobrze było zmienić temat z Haramsy na Halloween, też na H przecież, a wygodniej się tu diabła doszukuje;)

      Usuń
  2. Zgadzam się z Tobą jeśli chodzi o kwestię podejścia księży do Halloween i podobnych kwestii. Niestety panuje tu cały czas "zaciemnienie" i zniekształcanie obrazu informacji.
    Co do recepty na młodość to najlepszą jest uśmiech i radość, taka wewnętrzna, prawdziwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "zniekształcanie obrazu informacji", dodałabym jeszcze, że mocna przesada. Robią z igły widły.
      A więc uśmiechu i serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Co do Hallowen ,to jutro robię w domu imprezkę babską,będziemy jeść,pić ,tańczyć a co jeszcze nie wiadomo,a na pewno pasibrzuchy nie będą mi mówić jak mam żyć,nie interesuje mnie ich zacofane zdanie.
    Rok temu o tej porze,był u nas w domu kolega,nauczyciel religii i wychodząc zauważył dynię przed domem sąsiadów.Oczywiście nazwał ich szatanistami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obrazujesz tą sytuacją całą postać rzeczy. Kto tu rzeczywiście przesadza? Nie wiem co się dzieje, że miast dążyć do wiedzy i zapoznać się prawdziwie z daną kwestią, wpada się w totalny obłęd szufladkowania.

      Usuń
  4. Też mnie śmieszy ta nagonka na Halloween - komu przeszkadza, że ludzie się przebierają, przygotowują dyniowe potrawy i spędzają wesoło czas z rodzina i przyjaciółmi? Tym bardziej, że nasze święta 1.11 i 2.11 są związana z tą samą tradycją...
    A co do sukcesu, to dla każdego może on oznaczać coś innego. Dla mnie to po prostu realizacj kolejnych celów. I nie widzę sukcesu jako czegos skończonego, ale raczej na kolejnych etapach życia prywatnego i zawodowego sukces także powinien się "rozwijąc", jeśli można to tak określić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, sukces to też dalszy rozwój, każdy sukces powinien mieć swój dalszy ciąg, bez tego był tylko epizodem, a o sukcesie nie powinno się mówić w czasie przeszłym. Prawda Rito? Powodzenia w dalszych osiągnięciach i jeszcze raz gratulacje z okazji wydania singla :)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.