niedziela, 25 października 2015

Drei Schwestern. Bo to suki były.

      Pewna legenda głosi, że dawno temu żyły tutaj trzy siostry. Była taka sytuacja, że nazbierały sobie one jagód i wracając do domu, zajadały się nimi. Na drodze napotkały głodnego mężczyznę, który poprosił, by poczęstowały go owocami, ale one odpowiedziały, że jeżeli chce jagód, musi nazbierać sobie sam. Wtedy on przeklął je, bo ich serca są zimne jak kamień i do dziś stoją na baczność zamienione w głazy.
      Drei Schwestern (Trzy Siostry) to mający nieco ponad dwa tysiące metrów wysokości szczyt położony na granicy Austrii i Liechtensteinu. Nazwa nie wzięła się znikąd, ponieważ góra ma trzy wyraźnie zarysowane wierzchołki. Skoro musimy codziennie znosić jak bliźniaczki opóźniają każdy świt, przyszedł czas zemsty - splugawiliśmy je brudnymi butami. Bo to przecież suki były!


      Wyprawa na 3 siostry została odbyta w okolicznościach bardzo słonecznego, skwarnego dnia. Do pewnego pułapu można było podjechać samochodem lecz i tak przyroda nie byłam nam dłużna zmęczenia, szlak bowiem zajmuje kilka godzin włażenia pod górę.


      Na grafitowej górze, mąż czuł się jak ryba w wodzie. W nim odzywa się jakiś żywioł kiedy pokonuje szlak. Werwa i zapał sprawiają, że często nie mogę go dogonić to żywa ochoczość, ferwor i bojowość w jednej osobie.
      Co do mnie jednak, takie wędrówki idą mi niespiesznie. Jak po ciemnej stronie księżyca, musiałam przecież uważać na niedostatki tlenu i słabszą grawitację, żebym nie odleciała...


Z widokiem na Bandytkę.
     Droga nie należała wcale do najtrudniejszych, choć wygląda to z pewnej perspektywy dość niebezpiecznie... żeby nie powiedzieć - spektakularnie. I rzeczywiście osobom z lękiem wysokości, tej wędrówki nie polecam. Mijanki z wracającymi turystami - bezcenne :P





      Czasami gdy stoję na wysokości, znacząc grafitowe skały myślami z ciężkiego ołowiu pytań, nucę sobie w przerwie między jedną pointą, a drugą, melodię Closterkeller "Pryzmat". Spróbujcie posłuchać, to piękna ballada...
      ...drogą wzdłuż stromych gór porośniętych mchem, za mną idź, idąc milcz, przecież wszystko wiem. Ciszę rwie źródła szmer, w Tobie czysta biel. Błękit leczy mnie z codzienności gdzie więcej czuję czuję, więcej widzę, niż bym chciała gdzie falą z ludzkich serc zalewają mnie gniew i strach...
      Czasem spijam śmiech, który gaśnie gdy krew na rękach widzę ciemną, drży jak czarna rtęć. Głaszczę cudzy sen, czuję miękki smak twoich łez. Nad zerwanym liściem, nad kwiatem złamanym płaczesz pragnąc burzą być... I tylko w objęciach gór jak tu - znajduję spokój...



      Czytając autorkę z wieloletnim stażem blogowym, dorosłą, dojrzałą kobietę, coś mi zaświtało w głowie... "Prowadzenie bloga, w którym w ogóle nie pisze się o najważniejszych sprawach, dziejących się w życiu blogera prędzej czy później prowadzi do zaniku tego bloga.
      Kto bowiem inwestowałby swój czas i energię w miejsce, na którym nie może do końca być sobą."
       Bo jeśli coś się robi, to z rozmysłem. Moja tutaj obecna prywata, to nic więcej ponad zbiór najlepszych wydarzeń jakimi lubię i chcę się chwalić. Bo jeśli czemuś poświęca się czas, to widzi się sens i cel, przynajmniej kiedy jest to przerwa w codziennych obowiązkach i chwila na relaks. Ktoś mi kiedyś powiedział, że jeżeli potrafię, chcę i mogę pisać publicznie, to powinnam. Powinnam wreszcie wydać coś na papierze, bo szlachetniejszy on jest dla słów niebędących grafomańskim stylem większości prostych stron internetowych. To był komplement wyższego lotu, ale na wydawanie też trzeba mieć czas. Dużo więcej czasu niżeli w rzeczywistości zajmuje mi blog i opowiadanie na nim o swoich wyprawach.
      Oceniają mnie również i tacy ludzie, którzy sądzą iż marnuję czas, że to głupie, błazeńskie, że robię z siebie pośmiewisko, że blog to zajęcie dla sfrustrowanych małolatów. Dla mnie jednak niezrozumienie tego, nie jest usprawiedliwieniem dla jawnej krytyki. Wycierać sobie kimś gębę jest łatwo, nawet prosto w oczy można kogoś oblewać fekaliami i jeżeli ktoś po tym dostaje jakieś bonifikaty, punkty za spryt życiowy, moje wyrazy uznania, zapraszam po więcej. Nazwijmy to sztuką ambicji.
      Wróćmy jednak do czegoś przyjemniejszego, spójrzmy ponadto, spójrzmy z góry:


Tak prezentuje się droga z daleka, którą z powodzeniem można określić "kreską":



Strasznie, prawda? Ale z bliska już zdecydowanie przyzwoiciej:









      Usłyszałam kiedyś za młodu słowa, że jeśli chciałabym, aby w moim życiu zaszły zmiany, muszę sama się zmienić. Sporo w tym racji. Michael Jackson kiedyś śpiewał:

"I'm starting with the man in the mirror
I'm asking him to change his ways
And no message could have been any clearer
If you wanna make the world a better place
Take a look at yourself, and then make a change."

      W istocie, jeśli będziemy myśleć i postępować cały czas tak samo, w naszym życiu nic się nie zmieni. Nie będzie postępu. Dobrze by było gdyby życie przeżywać świadomie. Liczy się nie to, kim ktoś się urodził, ale to kim wybrał, by być - kim naprawdę chce być i co robi, by tak się stało. "Jeśli chcesz mieć w życiu coś, czego jeszcze nie miałeś lub nie doświadczyłeś, musisz zrobić coś czego jeszcze nie zrobiłeś."









      To była jedna z najbardziej hard core'owych wędrówek jaka mi się w życiu przydarzyła.
W tym miejscu przeszliśmy na stronę światła, czyli drugie zbocze. Zupełnie inne niż to, co przed chwilą prezentowałam. Zielone zbocze, łagodny skłon.









Takie tam potwory rosną!


      Żadne merytoryczne argumenty na nic się nie zdają, gdyż sensu swojego życia trzeba poszukiwać w każdej jego sekundzie aż po jego kres. Dlatego też, poprzez senną rzeczywistość nasza podświadomość wysyła różne sygnały, które mogą wpływać przez podświadomość, na wygląd naszego świadomego dnia.

   "Nie przejmuj się rzeczami, na które nie masz już wpływu i które nie mają znaczenia dla Twojego życia, angażuj się w sprawy które wymagają Twojej ingerencji by dokonała się zmiana ku lepszemu. Doświadczenie to przecież nazwa, którą każdy nadaję swoim błędom. Człowiek mądry uczy się na własnych błędach, ale człowiek bardzo mądry uczy się również na błędach innych."
- Oskar Wilde

      A ja ciągle walczę lecz to nie wiatraki, a ze mnie żaden Don.

Bandytka raz jeszcze.

      Werdenberg, wielokrotnie przeze mnie pokazywany (np. tutaj), jedno z moich ulubionych miejsc w Szwajcarii.
      A tamtędy prowadziła nasza dalsza wędrówka:



Trochę fauny i flory:













Znów po stronie cienia:








I kolejne przejście na stronę światła:









Pies właśnie wykąpał się im w wodopoju...



      I nastał czas powrotu do domu. Trzeba będzie pewnego dnia powtórzyć wizytę u trzech suk. Wydłużyć nasz szlak, bądź może zacząć od innej strony... nie wiem. Ale to pasmo skrywa o wiele więcej dorodnych i godziwych tajemnic, niżeli zdołaliśmy zobaczyć.
      Wędrówkę tę odbyliśmy pod koniec sierpnia.


21 komentarzy:

  1. Świetne wędrówki, szczerze zazdroszczę i zdecydowanie polecam chwalenie się nimi w tym miejscu.
    Co do reszty ...a niech sobie gadają. Ty pisz, zdecydowanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wsparcie. :) Przecież Wy - Czytelnicy, tworzycie tę stronę wespół ze mną!

      Usuń
  2. Ta wędrówka to jak dobro i zło rodem z Tolkiena. Wyglądasz na wyczerpaną, ale jestem pewna, że ścieżka dała Ci wiele satysfakcji. Sama bym się chciała tam wspiąć...

    Trudno jest żyć życiem, które wybiera się samemu. Społeczeństwo zawsze będzie Ci chciało podciąć skrzydła, pokazać Ci, że to niemożliwe i zawsze się trzeba dopasowywać.

    Piękne widoki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smauga nie było, ale może następnym razem w mniej turystycznym sezonie go spotkam :)
      Wyczerpana byłam jak wyszłam na słońce, znowu rumieńce i pulsowanie w głowie. A jak widzisz, czepiec był! Może ja wampirem jestem? O_o'
      Społeczeństwo to masa naśladowcza. Ja do niej nie chcę należeć. Od dziecka byłam indywidualistką. Ale to nie ma nic wspólnego z pisaniem tej strony, to już nie masa naśladowcza, która lubi być jak wszyscy i żyć w zgodzie z ogólnie przyjętymi normami i nurtami. To. co mnie bez przerwy atakuje, to masa egoistów. Skrytykować, nie wyróżniać, ośmieszać. I obrabiać dupę - to potrafią najlepiej.

      Usuń
    2. Może, kto wie..

      Również nie lubię słońca, ale tylko powyżej 25 stopni.

      Ja również nie chcę i nieustannie ponoszę tego cenę. Uwierz, same kłody pod nogi. Ja również całe życie byłam indywidualistką. Wiele znajduje się tych atakujących egoistów. I ja tego doświadczam w ostatnim czasie. Czasami nawet, jak myślisz, że ktoś Ci nigdy tego nie zrobi, o masz, akurat w najmniej oczekiwanym momencie i najgorszym dniu oberwiesz.

      Usuń
    3. Tak między 20, a 25 max. :)

      Pokrój ludzi żyjących cudzym życie, zawsze jest zaskakujący. Nie tylko jego ataki znienacka, ale także ilość takich ludzi.
      Pozostaje uzbroić się w gruby pancerz.

      Usuń
    4. Masz taki pancerz na zbyciu?;)

      Usuń
    5. Niestety nie. Wkurwiam się na każdym kroku, jestem zbyt emocjonalna i uczuciowa...

      Usuń
  3. Przyszlam z rewizyta:) i bardzo mi sie podoba. Dziekuje za piekna wycieczke, dobrze, ze tylko wirtualnie i na monitorze kompa:) Jak patrzylam na te waskie sciezki na brzegu skalnego urwiska to mnie ciarki chodzily po ciele. Ja bym na pewno umarla ze strachu, albo co najmniej narobila w gacie dla wiekszego obciazenia:)))
    Mloda jestes, korzystaj z zycia i jego urokow ile sie da.
    Nigdy nie wiesz co jutro moze miec w zanadrzu........ ja sie o tym wlasnie przekonalam przez ostatnie dwa lata, ze nikt nie obiecywal jutra i nawet jesli ono jest to wcale nie musi byc tak latwe, lekkie i przyjemne jak wczoraj. Zycie jest piekne, nawet jak sie trafi czlowiek - taboret to i tak mozna gdzies tam doszukac sie piekna. Ale co ja sie tu produkuje, Ty o tym dobrze wiesz.
    Pozdrawiam z NYC.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Narobienie sobie dla większego obciążenia... hmmm, to ciekawe. Na pierwszy rzut oka szlak wydaje się bardzo trudny, ale w rzeczywistości, jak zauważyłaś, nie wymagał on nawet specjalistycznego sprzętu, wiec nie taki straszna ta góra, jak ja malują ;)
      Piękne słowa, masz słuszność, przemawia tutaj mądrość przez Ciebie. Bo mądry człowiek potrafi się znieczulić na taborety. Mnie jeszcze trochę doświadczenia na tym tle brakuje ;)

      Usuń
  4. Witaj Hexe.
    Fajna wedrówka, wspaniały zdjęcia...
    Ale takie wędrówki to już nie na moje lata i zdrowie.
    pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami mam wrażenie, że na moje zdrowie też nie...

      Usuń
  5. Mam lęk wysokości i już oglądanie tych cudnych fotografii było dla mnie trudne. Przepiękne krajobrazy, świetna wyprawa, wrażenia boskie. Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ piękna traska!!! Zazdroszczę i to jeszcze jak :D!!!
    Pozdrawiam serdecznie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafia w Twój gust, co? Może Ty w Alpy powinnaś przyjechać w przyszłym roku? :)

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Oj nie ma co zazdrościć, pamiętaj, jesteśmy mobilni, w tych czasach żadna odległość to nie przeszkoda ;) :)

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Yak ma troszkę inny wygląd:

      https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/9/99/Jak052004.jpg/260px-Jak052004.jpg

      To są krowy szkockie, nie mają włosów aż do ziemi i inaczej mają rogi poskręcane. Są czarne i rude.

      http://www.agrofama.pl/uploads/announce/2011-12/2793_big.jpg

      Dawno temu poświęciłam im całego posta -> http://wdrodzedonikad.blogspot.ch/2015/06/jak-to-jest-odkryc-zyjacy-gatunek-wymary.html

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.