Kolory nie toną we mgle blado.

      Jesień sięga już zenitu, najwyższego stopnia intensywności. Zostały mi dwie wędrówki do pokazania i opowiedzenia, ale wciąż nie mogę oderwać się od rozkoszowania scenerią nieodwołalnej dekadencji pory zielonej. To imperatywna kolej rzeczy, progresja kolorów jest fenomenalna. To się dzieje co roku i ja co roku zapadam w tras i błogostan. I jak co roku, moment, który mamy obecnie, kojarzy się z dyniami i straszydłami. Caaałe sklepy są poozdabiane nietoperzami i kotami, czy w Polsce też tak już robią?
      Po raz pierwszy widzę jesień w górach i góry po raz pierwszy mają u mnie dużego plusa. Post z cyklu "Polubić Szwajcarię", ma po raz pierwszy w treści zawartą jakąś naprawdę szczerą pozytywną opinię z głębi serca!
      Aby było jeszcze przyjemniej, na zdjęciach moje ulubione miejsce w Szwajcarii, Werdenberg. Miejsce, gdzie nie trzeba nigdzie włazić, aby mieć drzewa, jesień i jezioro jednocześnie. Tyle że ludzi dość sporo.
      Codzienne występowanie gęstych mgieł, wydobywa ze mnie szał twórczy Oo Obudziła się nowa miłość do liter, które układam we własne kompozycje i te, których się uczę, czyli w obcym języku. Jeszcze mi się wcześniej nie zdarzało, bym miała sny po niemiecku!
      Książki (a to już polskie) przeciekają mi przez palce, czytam wszystko. Obowiązki domowe, praca, wszystko. Ta aura za oknem pobudza mnie, intensyfikuje działania i aktywizuje do pracy. Ze wszystkim zdążam, wszystko jest metodycznie zrobione zawsze na czas. Nadrabiam program, zaczęłam uczyć się z wyprzedzeniem.
      Kiedy patrzę na te widoki, serce po prostu rośnie. Ludzie wiele tracą przyjeżdżając w Alpy latem. Nawet zimą nie było tak czarownie.





Co to jest?

      "Nie" stało się jednym z najważniejszych dla mnie słów już w czasach, gdy rozpoczynałam swoją pierwszą pracę. Szybko zauważyłam, że tam gdzie ludzie, jest też najsłabsze ogniwo, które się wykorzystuje. Praktycznie ewoluowałam w miejscu mej "radosnej twórczości zarobkowej" na osobę asertywną i to zmieniło mój pogląd także w życiu prywatnym. Jedyne co było do tej pory jeszcze nie wykształcone, to starożytna filozofia "mamtowdupizmu".
      Mówię "nie" wszystkiemu, co nie przedstawia dużej wartości dla mojego życia. Wszystkiemu, co nie jest warte mojego czasu. Wszystkiemu, co nie powinno zajmować mojej głowy, co mnie niepotrzebnie rozprasza. To nie jest proste, szczególnie w niektóre wieczory. Czarnowidztwa i inne morderstwa wtedy nadciągają samoistnie z wielkim znakiem zapytania na końcu zdania o postępowaniu zgodnie z zasadami, o wierności ideałom, graniu fair play i honorowości, oraz bezstronności.

      "Gdzie w człowieku mieszka honor, odwaga, lojalność; a gdzie kurestwo, zdrada wartości i oszustwo?
      Czemu zamiast szukać wspólnego rozwoju, udoskonalania świata, polepszania życia - walczymy jak te psy o byle gówienko?"
- Michał Wawrzyniak

      Rozważałam ostatnio różne możliwości i może dobrym rozwiązaniem na zduszenie chęci mordu w zarodku, będzie pójście w takim momencie do baru na herbatkę? Kiedyś odwiedzałam kawiarnie i herbaciarnie bardzo często, a jedynym towarzyszem była wówczas książka bądź list i zamiar odpisania na niego. Przy okazji, taka wizyta w ramach praktykowania języka i uczenia się samodzielności na obczyźnie, to przyjemna i pożyteczna metoda. Hmmm właśnie poczułam mimowolnie dreszczyk emocji...
      Przekonam się najpewniej także o kulturze Szwajcarów. Tak, tak, mówię tutaj konkretnie o panach. W Łodzi pomimo mojego wyraźnego braku zainteresowania towarzystwem, zawsze znajdowali się amanci z planem na wspólny wieczór. Bo jak kobieta idzie sama w miejsce publiczne, to z pewnością oznacza, że szuka faceta, no bo kobieta w kawiarni czy restauracji myśl tylko o facetach, prawda? ;]
      Pożyjemy, zobaczymy. Chroni mnie kompletna nieznajomość tutejszego dialektu, a może kompletnie przesadzam, bo zauważyłam, że kultura tutaj panuje nienaganna i czuję się pod tym względem bezpiecznie.




      Koncentrowanie się na najważniejszych sprawach odmienia życie, serio. Kiedy jest coś do zrobienia, to miast męczyć się z tą pracą tydzień, z powodu odkładania na potem, biorę się za to od razu. Ale kiedy odpowiednio wcześniej rozpatrzę zadanie, już wiem mniej więcej ile mi to zajmie i kiedy nastąpi sfinalizowanie zadania, czyli mogę sobie rozsądnie rozłożyć zadanie na kilka dni. Tak trzeba robić z nauką, bo to nie jest zasada trzech "z", to trzeba nie tylko na bieżąco, ale i wcześniejszy materiał wiecznie powtarzać...
      Podczas tworzenia takiego schematu pracy, ustalam sobie ilość godzin na naukę i twardo się tego trzymam. W ten sposób z poczuciem, że nadążam za materiałem (a nawet wychylam się nieco do przodu) potrafię wyegzekwować czas na jakieś głupoty, np tego bloga :P
      Oszczędzam czas i osiągam już w tym mistrzostwo.




      Moje metody na to, aby cały dzień był aktywny i konstruktywny, są w rzeczywistości banalnie proste. Trzymam się ich całe życie, a później odkrywam, że piszą o tym w książkach i to wcale nie mojego autorstwa, aż dziwne! W tym celu przykładowo posłużę się wypunktowanymi zasadami z książki Brian'a Tracy'ego.
      1) Uruchamiaj mózg tuż po przebudzeniu: wstawaj nieco wcześniej i czytaj literaturę, myśl, analizuj, czytaj artykuły naukowe albo pisz coś.
      2) Ucz się, chodź na kursy, bierz udział w seminariach, w czasie żmudnej podróży korzystaj z programów audio. Nawet jeśli myślisz, że się "wyłączasz", twój mózg słucha.
      Im więcej będziesz wiedział, tym będziesz pewniejszy siebie. Dzięki tym ćwiczeniom mentalnym, poszerzasz swoje zdolności umysłowe. Może w końcu pozbędę się morderczych podszeptów z tyłu głowy, po prostu zajmę się sobą i tym co najważniejsze. I gdy tak dłużej się nad tym zastanawiam, zaczynam naprawdę sądzić, że w sytuacji emocjonalnie kryzysowej, herbatka w miejscu publicznym to wcale nie taki głupi pomysł. Ot, zajęcie umysłu czymś mądrzejszym niż gorączka wieczorową porą. Inaczej zwariuję, po prostu czuję, że wkrótce oszaleję! O_O


Gdzie jest kotek?
      Co jest tak samo ważne jak nauka i skuteczna praca? Rób to, co sprawia ci przyjemność. I tak powstały te zdjęcia ;)
      To relaks, a jednocześnie trening mózgu. Co cię pociąga najbardziej - do tego masz predyspozycje. Pasja to coś, czemu oddajesz się bez reszty.
      Znani dziś ludzie niewątpliwie poświęcili kiedyś czas, aby ustalić co robią najlepiej i sprawia im największą radość. Dlatego dzisiaj są skoncentrowani na swojej pracy, otrzymują pochwały i są w tym naprawdę bardzo dobrzy.

      "Skoncentruj wszystkie swoje myśli na zadaniu, które masz przed sobą. Promienie słońca nie palą, dopóki nie ulegną skupieniu."
- Alexander Graham Bell

      Nabrałam nawyku wywierania presji na siebie samą, nie czekając, aż zrobi to szef tudzież nauczyciel, co zdecydowanie nie byłoby przyjemne.
      Czy wiecie, że jedynie 2% ludzi jest w stanie pracować bez nadzoru? Nazywamy ich "liderami".
   Bądź wzorem dla innych.



      Istotna uwaga, bo nie chodzi w tym oto, aby całą dobę zagospodarować tylko na pracę; bo jej nadmiar powoduje spadek wydajności. Dlatego to wszystko, o czym do tej pory napisałam, jest tak ważne - organizacja czasu.
      Przede wszystkim nie zapominajcie o odpoczynku i o śnie. Chroniczne przemęczenie nie przyniesie dobrych skutków, nauka do głowy nie wejdzie (nie zostanie tam na długo, mimo szczerych chęci).
      Moja dobra, prywatna rada w bardzo pracowitym tygodniu: każdego wieczoru gaście telewizor, komputer i idźcie na spacer. Albo po prostu połóżcie się spać przed 22. Prócz tego, podarujcie sobie jeden dzień w tygodniu wolny całkowicie od elektroniki (w tym telefonu również) od czytania nawet i domowych obowiązków. Idźcie do kina, na koncert, spotkajcie się z przyjaciółmi, wybierzcie się na wycieczkę - dajcie mózgowi odetchnąć.

Pastwisko z widokiem na Hoher Kasten.

      Zaskakująca sprawa - aby utrzymać stale najwyższy poziom energii umysłu, musicie uważać na to, co jecie. Śniadania powinny być wysokobiałkowe + owoce albo warzywa. Unikajcie cukru i soli kuchennej. Nie dajcie się skusić słodkim napojom i ciastkom. Karmcie siebie tak, jakbyście karmili światowej klasy sportowca lub znamienitego naukowca.
      Uprawianie ćwiczeń fizycznych w wymiarze 200 minut tygodniowo, to ilość oceniona przez fachowców jako warunek dobrej kondycji. I teraz nie mówcie, że nie macie na to czasu, znaczyłoby to, że czytaliście ten post nieuważnie, bez zrozumienia lub na wyrywki.
      Jeżeli zabieracie się za coś byle jak, to szkoda czasu i lepiej wyłączyć tę stronę.

      Zdrowo się odżywiając, regularnie ćwicząc i dużo odpoczywając, poczujecie się o niebo lepiej niż dotąd. Im zaś lepiej się czujecie, macie więcej energii - tym mniej zwlekacie z pracą, chętniej ją wykonujecie, jesteście wydajniejsi i bardziej zadowoleni z siebie. Filozofia "mamtowdupizmu" przychodzi łatwiej, a spokój ducha ukoi wszelki brak doskonałości w życiu.

      Nawet Bandytka zaczęła mi się ostatnio podobać, taka kolorowa...



Drei Schwestern. Bo to suki były.

      Pewna legenda głosi, że dawno temu żyły tutaj trzy siostry. Była taka sytuacja, że nazbierały sobie one jagód i wracając do domu, zajadały się nimi. Na drodze napotkały głodnego mężczyznę, który poprosił, by poczęstowały go owocami, ale one odpowiedziały, że jeżeli chce jagód, musi nazbierać sobie sam. Wtedy on przeklął je, bo ich serca są zimne jak kamień i do dziś stoją na baczność zamienione w głazy.
      Drei Schwestern (Trzy Siostry) to mający nieco ponad dwa tysiące metrów wysokości szczyt położony na granicy Austrii i Liechtensteinu. Nazwa nie wzięła się znikąd, ponieważ góra ma trzy wyraźnie zarysowane wierzchołki. Skoro musimy codziennie znosić jak bliźniaczki opóźniają każdy świt, przyszedł czas zemsty - splugawiliśmy je brudnymi butami. Bo to przecież suki były!


      Wyprawa na 3 siostry została odbyta w okolicznościach bardzo słonecznego, skwarnego dnia. Do pewnego pułapu można było podjechać samochodem lecz i tak przyroda nie byłam nam dłużna zmęczenia, szlak bowiem zajmuje kilka godzin włażenia pod górę.


      Na grafitowej górze, mąż czuł się jak ryba w wodzie. W nim odzywa się jakiś żywioł kiedy pokonuje szlak. Werwa i zapał sprawiają, że często nie mogę go dogonić to żywa ochoczość, ferwor i bojowość w jednej osobie.
      Co do mnie jednak, takie wędrówki idą mi niespiesznie. Jak po ciemnej stronie księżyca, musiałam przecież uważać na niedostatki tlenu i słabszą grawitację, żebym nie odleciała...


Z widokiem na Bandytkę.
     Droga nie należała wcale do najtrudniejszych, choć wygląda to z pewnej perspektywy dość niebezpiecznie... żeby nie powiedzieć - spektakularnie. I rzeczywiście osobom z lękiem wysokości, tej wędrówki nie polecam. Mijanki z wracającymi turystami - bezcenne :P





      Czasami gdy stoję na wysokości, znacząc grafitowe skały myślami z ciężkiego ołowiu pytań, nucę sobie w przerwie między jedną pointą, a drugą, melodię Closterkeller "Pryzmat". Spróbujcie posłuchać, to piękna ballada...
      ...drogą wzdłuż stromych gór porośniętych mchem, za mną idź, idąc milcz, przecież wszystko wiem. Ciszę rwie źródła szmer, w Tobie czysta biel. Błękit leczy mnie z codzienności gdzie więcej czuję czuję, więcej widzę, niż bym chciała gdzie falą z ludzkich serc zalewają mnie gniew i strach...
      Czasem spijam śmiech, który gaśnie gdy krew na rękach widzę ciemną, drży jak czarna rtęć. Głaszczę cudzy sen, czuję miękki smak twoich łez. Nad zerwanym liściem, nad kwiatem złamanym płaczesz pragnąc burzą być... I tylko w objęciach gór jak tu - znajduję spokój...



      Czytając autorkę z wieloletnim stażem blogowym, dorosłą, dojrzałą kobietę, coś mi zaświtało w głowie... "Prowadzenie bloga, w którym w ogóle nie pisze się o najważniejszych sprawach, dziejących się w życiu blogera prędzej czy później prowadzi do zaniku tego bloga.
      Kto bowiem inwestowałby swój czas i energię w miejsce, na którym nie może do końca być sobą."
       Bo jeśli coś się robi, to z rozmysłem. Moja tutaj obecna prywata, to nic więcej ponad zbiór najlepszych wydarzeń jakimi lubię i chcę się chwalić. Bo jeśli czemuś poświęca się czas, to widzi się sens i cel, przynajmniej kiedy jest to przerwa w codziennych obowiązkach i chwila na relaks. Ktoś mi kiedyś powiedział, że jeżeli potrafię, chcę i mogę pisać publicznie, to powinnam. Powinnam wreszcie wydać coś na papierze, bo szlachetniejszy on jest dla słów niebędących grafomańskim stylem większości prostych stron internetowych. To był komplement wyższego lotu, ale na wydawanie też trzeba mieć czas. Dużo więcej czasu niżeli w rzeczywistości zajmuje mi blog i opowiadanie na nim o swoich wyprawach.
      Oceniają mnie również i tacy ludzie, którzy sądzą iż marnuję czas, że to głupie, błazeńskie, że robię z siebie pośmiewisko, że blog to zajęcie dla sfrustrowanych małolatów. Dla mnie jednak niezrozumienie tego, nie jest usprawiedliwieniem dla jawnej krytyki. Wycierać sobie kimś gębę jest łatwo, nawet prosto w oczy można kogoś oblewać fekaliami i jeżeli ktoś po tym dostaje jakieś bonifikaty, punkty za spryt życiowy, moje wyrazy uznania, zapraszam po więcej. Nazwijmy to sztuką ambicji.
      Wróćmy jednak do czegoś przyjemniejszego, spójrzmy ponadto, spójrzmy z góry:


Tak prezentuje się droga z daleka, którą z powodzeniem można określić "kreską":



Strasznie, prawda? Ale z bliska już zdecydowanie przyzwoiciej:









      Usłyszałam kiedyś za młodu słowa, że jeśli chciałabym, aby w moim życiu zaszły zmiany, muszę sama się zmienić. Sporo w tym racji. Michael Jackson kiedyś śpiewał:

"I'm starting with the man in the mirror
I'm asking him to change his ways
And no message could have been any clearer
If you wanna make the world a better place
Take a look at yourself, and then make a change."

      W istocie, jeśli będziemy myśleć i postępować cały czas tak samo, w naszym życiu nic się nie zmieni. Nie będzie postępu. Dobrze by było gdyby życie przeżywać świadomie. Liczy się nie to, kim ktoś się urodził, ale to kim wybrał, by być - kim naprawdę chce być i co robi, by tak się stało. "Jeśli chcesz mieć w życiu coś, czego jeszcze nie miałeś lub nie doświadczyłeś, musisz zrobić coś czego jeszcze nie zrobiłeś."









      To była jedna z najbardziej hard core'owych wędrówek jaka mi się w życiu przydarzyła.
W tym miejscu przeszliśmy na stronę światła, czyli drugie zbocze. Zupełnie inne niż to, co przed chwilą prezentowałam. Zielone zbocze, łagodny skłon.









Takie tam potwory rosną!


      Żadne merytoryczne argumenty na nic się nie zdają, gdyż sensu swojego życia trzeba poszukiwać w każdej jego sekundzie aż po jego kres. Dlatego też, poprzez senną rzeczywistość nasza podświadomość wysyła różne sygnały, które mogą wpływać przez podświadomość, na wygląd naszego świadomego dnia.

   "Nie przejmuj się rzeczami, na które nie masz już wpływu i które nie mają znaczenia dla Twojego życia, angażuj się w sprawy które wymagają Twojej ingerencji by dokonała się zmiana ku lepszemu. Doświadczenie to przecież nazwa, którą każdy nadaję swoim błędom. Człowiek mądry uczy się na własnych błędach, ale człowiek bardzo mądry uczy się również na błędach innych."
- Oskar Wilde

      A ja ciągle walczę lecz to nie wiatraki, a ze mnie żaden Don.

Bandytka raz jeszcze.

      Werdenberg, wielokrotnie przeze mnie pokazywany (np. tutaj), jedno z moich ulubionych miejsc w Szwajcarii.
      A tamtędy prowadziła nasza dalsza wędrówka:



Trochę fauny i flory:













Znów po stronie cienia:








I kolejne przejście na stronę światła:









Pies właśnie wykąpał się im w wodopoju...



      I nastał czas powrotu do domu. Trzeba będzie pewnego dnia powtórzyć wizytę u trzech suk. Wydłużyć nasz szlak, bądź może zacząć od innej strony... nie wiem. Ale to pasmo skrywa o wiele więcej dorodnych i godziwych tajemnic, niżeli zdołaliśmy zobaczyć.
      Wędrówkę tę odbyliśmy pod koniec sierpnia.