czwartek, 3 września 2015

Synteza myśli i parę osobliwych wspomnień.

      Za borami, za lasami i tymi bandyckimi górami, istnieje kraina, którą opuściliśmy już het dawno, a ja wciąż o niej opowiadam. Zasługuje na to. Jej przyroda swym pięknem we mnie była głęboko, a jakże krążyła po układzie żył... Chętnie spoglądam wstecz rzeźwiąc się wspomnieniami. Wydobywam wtedy z zapomnienia piękne chwile i na nowo podejmuję opowieść, a przy tym mam tyle uciechy, że zaspokaja to jakoś moją głodną błogości egzystencję. To taka moja pauza między tym, co ważniejsze w dniu codziennym, co daje spokój ducha, relaks, dzięki któremu potrafię odnaleźć spokój wewnętrzny. Wspomnienia z podróży.
      Robinsonada to jedna z najważniejszych dla mnie w życiu spraw. Już wszak ustaliliśmy - moja odyseja nigdy się nie skończy ;) jednak rozpoczęła się już szarzyzna dni powszednich, a to już co innego. Stan mniej uduchowiony, który przeczy mnie, ale jeżeli nie dam się temu znowu zwariować jak poprzednio, harmonia mnie nie opuści i niespiesznie acz wielkimi krokami odniosę swój mały, prywatny sukces.

      Każdego z nas otaczają niekiedy trudni ludzie w systemie, czy to praca, czy szkoła... Nasza w tym troska, aby nie dać się wyprowadzić z równowagi, a ciężkie działa zostawić na naprawdę ostateczność. Mamy swoją godność, a ja wyjątkowo nie cierpię jak ktoś mnie lekceważy, dlatego pomyślałam o tym, aby dodać do swojej codzienności pewien mały bonus.
      Podróże, nawet krótkie na jeden dzień, wspaniale dodają energii, poczucia świeżości, cieszą. Często się mówi "aaa na jeden dzień to mi się nie opłaca." Bzdura. Zawsze warto wyjść w z domu. Kiedy upały nareszcie odeszły i temperatury oscylują w granicach 20 stp. C, wróciłam znów do biegania. Ale tutejsze drogi są smutno nudne, krótko mówiąc, te otwarte, wyasfaltowane ścieżki czy miedza w polu... Czegoś mi tu brakowało.

"Czuję wielką potrzebę chodzenia do lasu.
      Ciągnie mnie tam trochę niewytłumaczalnie.(...)
      Las wchłania moje problemy. Chodzę po ścieżkach, znanych mi zakamarkach i oddycham pełną piersią lekko wilgotnym, aromatycznym powietrzem(...) Mech sprężynuje jak gąbka. Ma kolor malachitu.
      Jestem tu niby sama, a jednak otacza mnie żywa tkanka. Wszystko dookoła mnie jest żwawe, tętniące(...)
      Czego mi brak w życiu?
      Leśna cisza. Znad podmokłego wyrębiska wzniósł się opar. Jest bajkowo, dziwnie(...)
      Zamknęłam oczy. Wyraźnie czuję, że nie jestem sama. Są ze mną kobiety mojego rodu i te z mojego życia - stare, mądre, które przeszły już na drugą stronę bytu, ale są tu! Czuję to coraz wyraźniej!(...)
      Kim jestem?
I zupełnie nagle, z haustem powietrza - bo ja wiem? - poczułam moc. Jakby weszła we mnie prakobieta. Pramatka. Nagle moje widzenie się poszerzyło, pogłębiło. Poczułam pradawną, kobiecą mądrość. Poczułam swoją wartość i siłę. Swoją Prawdę.(...)
      Jestem... Kobietą - Wiedźmą! Bo... WIEM! Ja czuję, że wszystko ułożyło mi się w głowie w proste, życiowe mądrości.
      O Boże! Aż mnie zatkało na chwilę ze wzruszenia(...)
- "Dom nad rozlewiskiem"

      Mądry cytat, chyba lepiej nie można zobrazować wewnętrznej przemiany. To zaczęło się dziać kilkanaście lat temu w mazurskim lesie i jest to doskonała okazja, aby o tym opowiedzieć. Potrzeba wychodzenia do lasu i jego duchów, potrzeba odczuwania czegoś więcej niż to, co nas otacza codziennie, a raczej budowanie przeciw temu tarczy.
      Uduchowienie. Coś co powoduje, że kocham turlać się po trawie, a w domu organizuję wyścig dżdżownic. (nie robaków, tylko ludzi zawiniętych w koc, trzeba pełzać i nie śmiej się, bo to jest cholernie trudne!) Coś, co sprawia, że potrafię śmiać się bardzo głośno, nie wstydząc się tego, co ludzie powiedzą.
      Możecie mówić, że jestem dziecinna, ale czy poważne jest siedzenie całymi dniami przed telewizorem? Czy poważne jest zalewanie się alkoholem? Poważna mina do złej gry, zachowuj się poważnie, ile można być poważnym? Zamierzam do końca życia biegać boso po trawie, maczać stopy w każdym jeziorze i lenić się wieczorami z książką aż nie zasnę. Każdego dnia rozwijam się i uczę, bez tego kim byłby człowiek, jeżeli nie mięsem do roboty fizycznej? Bądźmy mądrzy, bądźmy inteligentni.
      Każdego dnia walczę z fizycznymi słabościami, nie jestem idealna, nie jestem całkiem zdrowa, niedawno pokazałam znajomym o co chodzi, widziałam szok w ich oczach. Wszystko co robiłam do tej pory, to aby zapobiec wyrokowi lekarza z dzieciństwa. Ja się nie poddaję, dziś jestem przykładem na to, że optymizm się opłaca.
      Podstawą życia każdego człowieka jest robienie tego, co przyjemnie podgrzewa nam krew. Ilu z Was zajmuje się tym, co autentycznie lubi? Ilu z Was zasypia z uśmiechem? To nie jest łatwa kwestia, ja znów wpadłam w czarny tunel, ale będę dążyć do poprawy, bo wiem, że się da ale nigdy ludziom biernym. Mam w poważaniu cudze niepochlebne opinie, którymi oni zwyczajnie pokazują swoją próżność i zazdrość.
      Wiecie co pewnego dnia poczułam, będąc w tamtym lesie? Jakby para naładowana energią uniosła się z ziemi i wsiąkła we mnie. Jakby z sąsiedniego, zaniedbanego cmentarza, spośród porośniętych bluszczem, już prawie niewidzialnych nagrobków, przyszedł do mnie duch prawdziwej wiedzącej. Byłam w takim momencie życia, że zapraszałam do siebie, cokolwiek by to było, wszystko, byle przyniosło nadzieję, byle dało wiele zdrowych chęci, optymizmu, modliłam się o to.
Był to moment, w którym sama stałam się energią. Prawa, ramy, zasady, schematy, które nałożył na mnie świat, a były zbyt ciężkie dla niedorosłej jeszcze dziewczyny, przestały być prawdziwie ważne dla mnie.
      Stałam się kobietą w swojej kobiecości, w swoim żywiole i pasji. Natchniona czymś boskim, promieniałam, płakałam i uśmiechałam się.
      Już wtedy, mając naście lat, wiedziałam na czym polega równowaga, a dzisiaj przypomniałam sobie o tym gdy biegłam w strugach deszczu.
      Jogging w jedynym lesie tutaj w okolicy, do którego najpierw musiałam jeszcze dojechać, niestety nie ma innej opcji. I choć system sprawia, że wiecznie będzie mi brakowało na to czasu, ja będę robić wszystko, aby nie stracić znów siebie.
      Kwestia priorytetów, ja pamiętam, kiedy było podobnie, a znajdowałam czas na samą siebie. To jest możliwe, zawsze było. "Każda wymówka w odniesieniu do braku czasu, to jedynie informacja, że dana rzecz nie jest naszym priorytetem". Nie róbmy niczego na siłę, każdy jest uwarunkowany do innego trybu życia, inaczej każdy robiłby to samo. Inaczej każdy potrafiłby pisać wiersze ;)

      Bez przyrody dla mnie śmierć.
      Bez lasu, deszczu, bez porannych mgieł.
      Bez chmur jak kłęby wulkanu,
      bez rosy co dzień rano.
      Bez natury nie ma mnie.
      Bez lasu, bez deszczu...
      bez tego co stworzyło mnie,
      bez prochu tej Ziemi,
      bez wiatru i cieni,
      bez tego wszystkiego,
      ani bez poezji,
      bez słów nie ma mnie,
      wierszowanej złotej jesieni.

      Tak więc zamierzać przestać ignorować zewu natury i nie obchodzi mnie, że do jedynego lasu jest daleko, skoro tego potrzebuję, skoro czuję się lepiej. Zaczęłam dzień od wybiegania, natleniony mózg i szczęśliwe ciało stają się razem niewiarygodnie wydajne, nauka idzie gładko, wraca zdrowy apetyt, wraca odporność organizmu, że aż chce się żyć!
      Obowiązki domowe spełnione, wszystko dopięte na ostatni guzik, jeszcze raz powtórzyć materiał, jeszcze zejść do pralni, jeszcze trening na dobranoc i rano wstajemy o 4 do pracy. I na wszystko jest czas. Jak się oczywiście chce, niektórzy wolą narzekać, niektórzy twierdzą, że w mieszkaniu mają biotop i brud sam znika, dokarmiają przy tym wymarłe gatunki, które żyją z nim w symbiozie. Słowem, ciekawa teza.

Obcowanie z zachwycająco przyjemnie chłodnym jeziorem.
Towarzyszyły nam potworne upały.
Rewanż z upartym i chytrym koniem
uważam po latach za moje zwycięstwo roku.

Basen solankowy.
Trzeba było kontrolować formę ;)
Fit to bzik - na jedno wychodzi :P
      Nasza Miodowa Podróż to długie zamazane chwile, w połączeniu z hiperwrażliwością. Tam, cała moja istota była zredukowana do nasłuchiwania dźwięków natury. Jeszcze trochę i moja opowieść wkrótce dobiegnie końca, ale tam mimo napływającej świadomości, czas nie chciał się zatrzymać. Czas, jak to mówią w sentymentalnych wierszach, płynie za wolno dla tych, którzy czekają. A ja tam godzin nie liczyłam.
      Powstała pewna synteza w mojej głowie - suma naszych podbojów. Śledząc historię i obserwując wszystkie piękne bogactwa siedzib Kościoła, dowiedzieliśmy się, ile potrzeba pieniędzy, aby żyć w ubóstwie. Do dziś, przypuszczam, że kwota znacznie wzrosła.

Kot, który łowił ryby. Siadał przy naszych wędkach i patrzył na spławiki.
Kiedy ten znikał pod wodą, kot domagał się uwagi, miaucząc.
Złowioną rybę, należało w ramach zapłaty za interwencję,
dać kotu. Zanosił ją w chaszcze i pałaszował, jednak po
15 minutach wracał łowić dalej.
Historia jest prawdziwa!!!
Brała sama drobnica, przynajmniej
kot się najadł.
A oto przyczyna naszych kiepskich połowów.
A to druga zmora tych okolic.
      "Wielkie tajemnice są nadal tajemnicami, do których nie mam wglądu.(...) Nie wiem skąd wziął się wszechświat albo co dzieje się z żyjącymi w nim stworzeniami, gdy umierają. Nie wiem, czy to wszystko jest dziełem przypadku czy skomplikowanym, celowym projektem. Nie wiem jak powinno się żyć - ale wiem, że się   p o w i n n o, jeśli uda się to znieść."
- "Ostatni wilkołak"  Glen Dunkan

      Ja wiem tyle ile nam powiedziano, ile nas nauczono i żyję tak, jak nam wszystkim podyktowano. Doprawdy nie wiem czy tak powinno wyglądać życie, czy należy się tłumaczyć ludziom z tego, co dla nas jest ważne?



Lubię się patrzeć w to zdjęcie w jego zieleń.





      "Teoria i refleksja są delikatnymi starymi ciotkami zepchniętymi na bok przez działania i pożądanie gwałtownych bratanków. Wątki poboczne znikają, zostaje główna fabuła."
      Nie martwię się o uniwersalia, ogół. Przestałam myśleć o abstrakcjach, zamiast tego bez reszty zajmują mnie sprawy konkretne. Bycie konkretną to była zawsze jedna z cech mojego charakteru, to ujawniało się często w postępowaniu, gdy było coś do zrobienia, to po prostu brałam się za to - nienawidzę zostawiać zajęć na później. Może dlatego, że lubię mieć wolne wieczory?
      A co z ludźmi? Tymi co wciąż pysznią się pomstując i ciskając klątwy w moim kierunku? Najpierw są, a potem ich nie ma... Będąc człowiekiem otwartym, bardzo często spotykam tych dobrych. Nie zamykam się, egoizm to przereklamowany fortel. Tym samym, nie odbieram sobie prawa do doświadczania dobroci. Pomimo, że ludzie mają w sobie mnóstwo zuchwałości. Są bardzo często butni, uważają się za lepszych, nietaktowni impertynenci. Kto z Was takich nie spotyka, niech pierwszy rzuci kamień.
      Moje drzwi są nadal otwarte. Choć myślałam, że opinię na różne ściśle rzeczowe tematy zmienię. A jednak nie mam dowodów na negację. Poczułam, że kiedy nadarzy się okazja, trzeba po prostu zmykać, celem kontrolowania swojego konsonansu, jak w muzyce, aby dusza współbrzmiała ze światem, aby stanąć na wysokości swoich zadań i nie da się zjeść światu.
      Każda chwila jest warta świeczki i jest nazbyt droga, aby pozwolić innym psuć sobie krew. Ci źli odpuszczą, kiedy zobaczą, że nie mają już żadnej władzy. Trzeba iść, nawet jeśli droga wiedzie pod górę i godzi się chwalić zdobytymi szczytami.
      Szczególnie jeżeli korzyść z tej zależności jest naprawdę bardzo skromna. Wiedząc, że stać mnie na więcej.

      "Życie (…) komu i jak się powiedzie, to sprawa każdego z nas – z osobna. Byle się nie bać zmian, nie zatopić w niechęci i fochach. Szkoda życia na złość. A na miłość… aż go za mało."
- "Dom nad rozlewiskiem"



      "...jak wyspa, zatopiona w tych mazurskich bezkresach. Nic ze świata zewnętrznego mnie nie dotyczy. Niczego poza nami nie ma."
- "Dom nad rozlewiskiem"




Zachód nad Pasymiem.

Jaskółki.
      "Cywilizacja? Ona tylko próbuje nam ułatwić życie, plącząc je niemiłosiernie, a miłość, taka wiesz, wielka, w której i kobieta, i dziecko, i pies, i sosna, zapach miodu, morza… to dopiero wartość!"
- "Dom nad rozlewiskiem"

      "Ludzie robią fortuny, bogacą się, że i przejeść nie mogą, i nieszczęśliwi są. Za pieniądze nie kupisz zdrowia, miłości i wiedzy. A to sprawy najważniejsze."

- "Dom nad rozlewiskiem"

14 komentarzy:

  1. też nienawidzę jak ktoś mnie lekceważy:) lubię basen choć dawno nie byłam na nim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórym lekceważenie obojętne, nie przejmują się, natomiast na mnie to działa jak czerwona płachta na byka.
      To był basen leczniczy, solankowy, dlatego mały.

      Usuń
  2. Niestety jestem zmuszona skasować swojego bloga. Obiecuję odezwać się wkrótce.
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele razy kasowałam bloga albo adres zmieniałam, to przez ludzi. Jak ktoś sobie z moich treści robił narzędzie przeciwko mnie, a ja bardzo lubię mieć święty spokój, to tak jest, że wypada średnio na rok nowa strona na moim koncie.
      Czekam na info, pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Pięknie się zrobiło tu o Ciebie. No, no, no zaszalałaś z tym zdjęciem w bikini Wiedźmo..

    Czym jest cywilizacja? Czym chcemy zrobić świat sprawiając, że cywilizowani będą ludzie. Cywilizowani co to za słowo? Korpo szczury jedzące w restauracjach, nie mający czasu dla swoich własnych dzieci? Ludzie, którzy na widok osy wpadają w panikę, a na widok zwierzęcia są zniesmaczeni? Ludzie, którzy weekendy spędzają w galeriach handlowych?

    To dopiero jest zezwierzęcenie niespotykane nigdy dotąd. Człowiek zrodził się z natury. Spotka go zagłada jeśli nie będzie żył z nią w zgodzie i doceniał. Zupełnie zatraciliśmy pierwotne instynkty. Goniąc za kolorowymi papierkami, których sobie w trumnie nie umościmy.

    Spokojny ten, kto wiecznie zasypiając będzie słyszał gniew oceanu i czuł zapach lasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sportowi maniacy to podobno ekshibicjoniści hahaha :P

      Wolnego! Ja zawsze na widok osy wpadam w panikę! Bywa, że przez taką łajzę ląduję potem na zastrzykach... ot przyczyna. Korpo szczury, weekendy w galeriach handlowych, dzieci hodowane w sterylnych bańkach, wartość pieniądza, ponad wartości rodzinne - do tego dąży świat, coraz więcej ludzi obserwuję żyjących w ten sposób. Mnie to może nie obchodzić, życie ludzkie to mgnienie oka w ciągu trwania naszej planety, ale popatrz do czego zmierzamy - chemiczne jedzenie, modyfikowane genetycznie mięso, spaliny, trucizny które wdychamy? Żywot człowieka będzie się skracał, a przyroda zmniejszała swe obszary na cześć rozrastających się aglomeracji. Nie wróżę naszej planecie świetlanej przyszłości, zbudujemy drugi Mars.

      Czasami wydaje mi się, że człowiek zapomniał, że nie był tu pierwszy. Że trochę za bardzo się rozpanoszył. Zapomniał też, że nie wszystko jest sobie w stanie sam wyprodukować sztuczne, syntetyczne, bo długo na tym nie pożyje. Matka Ziemia wkrótce zostanie przez nas oddana do domu starości.

      Piękne zdanie.

      Usuń
  4. Och, te Twoje zdjęcia! Bardzo mi się podobają.
    Widzę, że wspaniale spędzacie czas w tych cudownych okolicznościach przyrody. A Twoje selfie, to niemalże majstersztyk ;), nie wspominając już o Twojej bardzo zgrabnej figurze. Już nieraz Ci mówiłam, że masz szczególnie interesującą osobowość, a teraz widzę, że jeszcze i ciało. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Dziękuję jeszcze mocniej :)) W zdrowym ciele, zdrowy duch, co mogę więcej powiedzieć, to na pewno, że nie wyhodowałam się taka siedząc 12h przy TV ;) Lubię życie, dlatego dbam o swoje żywe ciało, a osobowość to już inna sprawa, jednym przypadnie do gustu, a inni źle mnie opiszą - jak to w społeczeństwie. Cieszę się, że tak pozytywnie mnie oceniasz :)

      Usuń
  5. Piękne zdjęcia! I ciekawy wpis.
    Kontakt z naturą jest nam niezbędny do zdrowia - jest to już potwierdzone badaniami. Zresztą mnie to nie dziwi - też uwielbiam czuć naturę wszystkimi zmysłami, chodzić boso, leżeć na trawie... Choć moim żywiołem jest woda i to w niej czuję się najbardziej komfortowo, zrelaksowana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Kiedy zbyt długo jestem odizolowana asfaltem od ziemi, kiedy zbyt długo betonowe mury osłaniają mnie przed wiatrem i gdy jedyna woda jaką dotykam, pochodzi z kranu, czuję że nie mam czym oddychać, taka dziwna beznadzieja. Potrzebuję bliskości natury, już nie raz dusiłam się w mieście, system mnie w sobie nierzadko zamykał. Dążyłam do tego, by nie musieć ciągle uciekać do natury, by mieszkać w niej. Jestem bliżej niż kiedykolwiek, jestem losowi za to wdzięczna.
      Bardzo jestem wrażliwa na nią.

      Usuń
  6. Ty, kot i jeziora - wszyscy wyglądacie pięknie i świeżo :)))
    Też mnie ciągnie do natury, ale od czasu kiedy mieszkam w domu z ogrodem i mam ogród po otwarciu drzwi na taras, nie muszę ciągle bywać w lasach, tu i tak mam dobre powietrze. :)
    Też mi się forma poprawiła, ale na takie zdjęcie jeszcze bym się nie odważyła. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja - wędkarz, kot - głodomor = duet doborowy. XD
      Od kiedy mieszkam na wsi, również nie czuję się aż tak źle, jednak nie otacza mnie beton. W porównaniu z moimi marzeniami, to miejsce pozostawia jeszcze wiele do życzenia, ale kiedyś był tylko mur beton, więc nie jest źle :)
      W Polsce masz dom, a w drugim domu masz zdaje się mieszkanie. Jak Ty to przeżyjesz? ;>
      Oj tam, oj tam, na wszystko czas przychodzi, myślisz, że ja zawsze tak miałam? A w życiu !

      Usuń
  7. Jak zwykle refleksyjnie i poruszająco, aż człowiek czuje potrzebę się ruszyć i coś na lepsze zmienić!
    I jeszcze pytanko - co to za cytaty? (jeśli ta informacja gdzieś jest, to przepraszam za moją ślepotę)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dodać podpisy do cytatów. Wiesz co? Łatwiej będzie, jak edytuję i popodpisuję, bo są dwa różne źródła. ;)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.