niedziela, 13 września 2015

Powrót do domu. I co było dalej?

      Jak to mawiają mędrcy: wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej i nie mają racji. Ja najlepiej czuję się w drodze. Jestem z tych ludzi, którym trudniej przywyknąć do nowego stałego miejsca, niżeli do niewygód w podróży.
      Przeżyłam też swoją wersję fabuły książki Jacka Kerouaca, (ekranizacja: tytuł polski "W drodze".) Może poza wyjątkiem tego, iż przygoda ta, niesie swój bagaż, ale nie pakuje niczego nowego do walizki podróżnej - jak już zresztą zauważyli recenzenci. Powiedzmy, że to podróż dla samego podróżowania, dlatego, że dobrze być w drodze. Film jednych może zainteresować, innych zanudzić, nie ma w nim ostrej akcji, ani żadnego dramatu, tudzież zaskakującego zakończenia. Jest humor i są urocze pejzaże oraz zwykły trud podróżnika. No i bohaterka zmierzchu wreszcie zagrała, w przeciwieństwie do kasowej Sagi... w której pokazała się jako aktoreczka z przypadku.

      Tematyka trudnej i pouczającej podroży w literaturze i kinie, należy do moich ulubionych. Tak jak w moich podróżach, zdarzały się ciężkie chwile, np bardzo zimne noce przesiedziane na dworcu, także zdarzało się zetknąć z bardzo przykrymi ludźmi, ale zdecydowana większość przygód i spotkań, była przyjemnym, bardzo pozytywnym aspektem. Mam szczęście do natrafiania najczęściej na bratnie dusze.

Widok na Bandytkę.
Bywa jedna, że się schowa.
      Można powiedzieć, że z podróżowaniem, nie rozstaję się nawet siedząc w domu. Między jedną, a drugą, obramiam zdjęcia i piszę krótką opowieść dla Was, albo z przyjemnością recenzuję kolejne obejrzane filmy czy przeczytane książki z motywem drogi.
      Chciałabym do samego końca mojego życia, być zdolną poznawać, uczyć się, wędrować... Takie jest moje marzenie. By nic nigdy mnie nie powstrzymało. Chcę wiedzieć, mieć to poczucie, że jeżeli zapragnę znów być w drodze, to w każdej chwili mogę wyruszyć.

      Prowadzę życie rozsądnego podróżnika, nie rzucam nagle pracy i nie wędruję przez pięć lat po najdzikszych zakątkach z owłosionymi nogami i kołtunami we włosach. Staram się, aby życie tak ściśle związane z systemem, współgrało z wolnością jaką daje mi możliwość podróżowania. Jest to możliwe i to całkiem intensywnie, czasem na dziko, a czasem w cywilizacji, nocując pod gołym niebem, a niekiedy w hotelu, ale każda z moich podróży, czy jednodniowa czy kilkutygodniowa, ma swoje szczególne miejsce w sercu. To sprawia, że jestem szczęśliwa.

Widok na  pasmo górskie Drei Schwestern..
"Nie jest łatwo w jednej chwili przeskoczyć z jednego miejsca w drugie."
- Mojmira

      Jest coś co bardzo polubiłam w Szwajcarii - wczesne poranki. Są soczyste, pachnące i chłodne. Inaczej jest w wielkim mieście, gdzie wita cię stęchła chmura gorąca, wymieszana ze spalinami. A w górach, kiedy mimo wschodu słońca, które ledwie wychyla swoje okrutne macki nad graniami, warto jest wstać wcześniej niż ustawa urlopowicza przewiduje.
      Niestety kraj leży w centrum Europy i jest otoczony wyłącznie lądem. Ogromny wpływ ma na niego Afryka, która straszy niekiedy białym piaseczkiem z samej pustyni. To - jak się domyślanie - dla mnie lokalizacja gehenna.
      Lato było wyjątkowo okrutne, trwało w cieniu powikłań udaru słonecznego i kilkunastu migren, a uwierzcie mi, nie jest miło ciągle siedzieć w domu. Kanikuła jak u Rzymian, okres spiekoty i wówczas niestety nie powinnam wcale wychodzić.
      Z ogromną ulgą przywitałam pierwszy deszcz, pierwszą trzaskającą piorunami o szczyty burzę niosącą się bardzo długim echem. Pierwsze ochłodzenie, nawet raz zdarzyło mi się przemarznąć, ucieszyłam się jak głupia na to uczucie. Ulga. Przede wszystkim niesamowita ulga!
      Kratery, łańcuchy górskie, wąwozy, lodowe rzeki... wygląda na to, że powinnam zamieszkać na Plutonie. Sonda New Horizons ukazała niezwykle skomplikowany układ geologiczny, zawsze podobała mi się ta planeta, prawie 300 naszych lat trwa tam jeden rok, jest to ciekawe z punktu widzenia domorosłego astrologa, czytelnika prac doktorskich, podpisanych znanymi nazwiskami. Lubię pluton i już. Jest daleko. Jest tam cisza i spokój i nie ma lata. Oho, odezwał się we mnie uśpiony od dawna introwertyzm królowej śniegu... :P

Przyszła burza, by za chwilę...
...znów wzeszło słońce.
„...kiedy zaczynasz dostrzegać dobro w swoim życiu,
otwierasz się na więcej dobra. Tworzysz dla niego przestrzeń.”
- Mama Gena

      Jakieś zmiany? Mam swój własny, ciemny kąt. Naprawdę ciemny, nieoceniony w upalne dni, osłonięty żaluzjami, w chłodzie pokoju wietrzonego tylko nocą.
      Cichy kąt, w którym mogę z pasją oddawać się szałowi twórczemu, oraz nauce. Plecy odpoczywają na moim fotelu prezesa, nic wreszcie nie boli od niewygodnej pozycji na starym krzesełku.
      Tablica korkowa z kalendarzem, planem zajęć i przypominajką oraz zdjęcia pełne wspomnień i ulubione widokówki. Półki na których książki wreszcie znalazły swoje właściwe miejsce. Kąt był tym, czego mi tutaj brakowało.
      Ponad to jesień sprawia, że czuję się wyjątkowo. To dla mnie czas nowych początków, zmian, przede wszystkim wyciszenia i odnajdywania całkowitej, wewnętrznej równowagi, która przez minione dość nieprzytomnie przebyte lato, została zmącona, a energia rozprzężona. W duszy nastała istna anarchia, a ja pragnę pozytywnych emocji. Nie dla mnie są słowa protestu ciała. Chorowanie, słabości. Tak ważne jest teraz aby powróć do praktyk hartujących organizm. Szkoda, że znów tak trudno będzie się wysypiać, to czasami pobudza mój agresor, wilcze zapędy do degradacji własnego wnętrza. Jest to dobry czas, aby nadać temu problemowi cech banalizacji. To będzie mój krok milowy - nie dać się zeżreć systemowi pracy.


      Jesień przyniosła mi również, jak większości z Was, początek nowego półrocza, czyli kontynuację mojej szkoły językowej. Inne osoby, tym razem żadnego innego Polaka w grupie, co akurat sobie cenię, bo to nie pozwala mi na analizę przedmiotu po polsku. O każdą niewiadomą muszę pytać po niemiecku i mam w ten sposób więcej konwersacji.
     Zaczęła się poważna gramatyka, naprawdę dużo roboty i chęć potrzeby na codzienną naukę. Sprawia mi to przyjemność, a choć widzę postęp, wciąż progres ten nie pozwala mi na samodzielne wyjście w ten obcy świat, co momentami staje się dla mnie martyrologią obcokrajowca. Ale i również jest motorem do nauki trzymającym dyscyplinę.
     W klasie tylko jedna, znajoma twarz, Hinduska, zgrabna kobieta o oliwkowej skórze, najczęściej z nią pracowałam w parze. I teraz to się nie zmienia, usiadłyśmy obok siebie, mimo że o swobodnej rozmowie na razie nie ma mowy. Wir sprechen ein bisschen auf Deutsch.
      W grupie jest jeszcze Turczynka, wyjątkowa gaduła, ma ambicje do zagadywania mojej szlacheckiej osoby, obojętne jej czy po niemiecku czy angielsku, żadna jednak z opcji do mnie nie przemawia, powiedziałam, że jezt nur slawisch. Wywaliła na mnie oczy jak pięciozłotówki, ale nadal nie chciała się odczepić. Problem polegał na tym, że gapiła się na mnie. Wiem, że jestem olśniewająca wszak malują mi portrety, ale żeby ostentacyjnie gapić się przez bite dwie godziny?
     Jest także Czeszka i jeszcze jedna dziewczyna ale nie pamiętam pochodzenia. Ma męża, którego na początku wzięłam za jej ojca Oo Nie potępiam tego, broń Boże, i nikomu nic nie powinno być do tego. Zaglądanie w metryki mężów czy żon, to ostatnio moda na skandale, ale skoro chłop się trzyma całkiem nieźle, to czemu nie?
      Uważam, że mężczyźni starzeją się dużo ładniej niż niektóre kobiety. Może to przez ich naturalność? Bo jak taka babka zdrapie szpachlę z twarzy - pod spodem zaawansowane zmarszczki w wieku 30-40 lat. A na opakowaniu fluidu było napisane, że przepuszcza powietrze i nie przesusza skóry, tak? ;]
      Mamy w klasie rodzynka z Kazachstanu.
      Także koniec zabawy, rozpoczęła się praca.

Także w Szwajcarii wolniutko pojawia się jesień.
Wyłaniają się żółte i pomarańczowe kolory w zalesieniu górskim.

      Dalej męczę S. Kinga, "To". Musiałam zrobić przerwę, w tym czasie wpadła mi książka Glena Duncana "Ostatni wilkołak". Oto jak przekierowano legendę wilkołaka w mocną erotyczność i zbydlęcenie. Recenzenci piszą o niej, że to najśmielsza, najbardziej prowokująca i przerażająca powieść ostatnich lat, a ja widzę ostrą przeginę. Gdyby skupić się na horrorze książki - jakim z resztą miała być - pozostawiłabym w jej fabule:
- horrendum cyklicznego zjadania ludzi jak i makabrę w szczegółach opisów;
- samotność postaci i te wszystkie aspekty filozoficzne, których pełna jest głowa bohatera;
      Ale inteligencję postaci odbiera nieodparta potrzeba seksualna, która sprowadza się po prostu do męskiej prymitywności, ukazując nadęcie i płaskość samego seksu. Bardzo daleko autorowi do Ani Rice, która nie tak dawno również wydała powieść o wilkołaku, i to dla mnie jest pierwsza klasa.
      I znów dalej jest "To". Nie mogę przebrnąć przez te nic nieznaczące opisy i retrospekcje z nic nie wnoszącymi szczegółami. To tysiąc stron lania wody. Popadłam w czytelniczy kryzys przy opisie pomnika, który gdy już zaczęła się rozwijać ciekawa akcja, jeden z bohaterów przypadkiem zauważył  go na ulicy. I tak, kolejne kartki były o tym, jak przypominał sobie z dzieciństwa, gdy stawiali ten pomnik oraz jak reagowali na wygląd monumentu dorośli.
      Przyrzekam, że to przedostatnia książka Kinga w moim życiu, bo niestety mam na półce jeszcze jedną...

Jadąc do pracy, zauważyłam obecność innych rodaków :)
      Znowu zaczął się dym o aborcję. Moim zdaniem wszystko jest zależne od sytuacji, nie powinno się zabraniać aborcji. Spodobała mi się odpowiedź jednego z polityków: "Stawianie na równi życia kobiety i życia zarodka jest czymś niemoralnym. Wiedziałbym, co zrobić, gdyby moja żona miała umrzeć przez to, że jest w ciąży. Zawsze wybrałbym moją żonę, nie zarodek" i ma rację. To samo dotyczy ofiar gwałtu, kobiety powinny mieć prawo do usunięcia zarodka stworzonego przez wynaturzeńca. Również to samo powinno dotyczyć kobiet, które dowiadują się, że choroba właśnie trawi ich przyszłe dziecko, które nie będzie rozwijać się prawidłowo. Dla mnie są to rzeczy oczywiste, dla mnie nawet humanitarne. Ktoś tu pomylił "świętość życia" z obsesją.

      Inna bzdura medialna dotyczy mitu Złotego Pociągu. Przecież oczywistym jest, że w tamtych latach, gdyby taki skład miał rzeczywiście opuścić Wrocław, zostałby przejęty przez otaczających wówczas miasto Sowietów. Żaden pociąg nie wydostał się wtedy z granic Wrocławia. Ewakuacja dzieł sztuki oraz aktywów wrocławskich banków odbywała się jesienią rok wcześniej. A teraz pomyślcie tak na logikę: taki zapas złota w upadającej III Rzeszy?

       Cieszy mnie natomiast, że w tym zlepku kaczek dziennikarskich i złych wiadomości o przemocy, bandytyzmie etc., znalazł się jeden bardzo piękny artykuł. "Pani Zofia i pan Wojciech są zawsze razem. W domu, na polu, w kościele... wszędzie. Nie rozstawali się ani na chwilę. I tak przez 70 lat. Ich miłość i czułość, jakimi się darzą zdumiewa nawet najbliższą rodzinę."
      Zwróciłam też uwagę na artykuł z samego końca portalu informacyjnego, o pani Angelice, która na co dzień porusza się na wózku inwalidzkim. Od 15 lat zmaga się z ataksją Friedricha. Brak równowagi, zanik mięśni - to tylko niektóre z objawów tej choroby. Ale to nie przeszkadza jej żyć aktywniej niż niejedna zdrowa osoba. Popłynęła sobie kobieta w rejs statkiem. Można? Można.
      Moja ulubiona powieść Prusa, „Lalka” robi furorę w Holandii. Ostatnio coś często mi wpada temat "Lalki", czy to w internecie czy w rozmowach... Chyba przeczytam ją raz jeszcze. :)

      I o tym powinno się pisać. Tymczasem terroryści popularniejsi są od dobra, które przecież też dzieje się na świecie.



      Przy okazji, zrobiłam sobie test na to, gdzie postawić dom. No tak, racja, nie musiałam szukać wyniku, to było oczywiste.:
"Aż dziwne, że w ogóle zabrałeś się za rozwiązywanie naszej zabawy. Przecież Ty w ogóle nie chcesz mieszkać w mieście. Od kilku lat zastanawiasz się nad memem z tekstem "rzuć wszystko i wyjedź w Bieszczady"."

      Moi mili, czas nieco cofnąć się w czasie, ponieważ Miodowego Miesiąca to jeszcze nie koniec. Tym razem będą to szwajcarskie podróże.
      Tam, gdzie jest chęć, jest też sposób, czyli jak polubić Szwajcarię? Albo znajdę do tego drogę, albo ją przed sobą stworzę! Rozpoczynam tam, gdzie aktualnie jestem, w pełni sił po owocnym w nową energię urlopie, w ukochanym przez siebie miejscu, które mogliście obejrzeć w ostatnich postach. Wykorzystam to, co mam. Zrobię to, co mogę. Życie daje każdemu tyle, ile sam ma odwagę sobie z niego wziąć, a jutro to chyba będzie najbardziej zajęty dzień w tym roku...

8 komentarzy:

  1. Ha, ha... ja też w ciągłej podroży. Raczej bliżej, rzadziej dalej, a czasem po prostu w marzeniach :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odp. na Twój komentarz pod Szczytnem, mówię, bo to już zamierzchły post.
      Ja wędruję często w marzeniach sennych po lasach, zamkach, dziwne, że zawsze ląduję w średniowieczu, widzę jak te zamki prosperowały, wszystko robi moja wyobraźnia, z pewnością natchniona wieloma książkami i filmami ;)

      Usuń
    2. Kiedyś też miałam takie obrazowe sny!!! Teraz śpię stanowczo za krótko i snów też jakby mniej.

      Usuń
    3. Ja śnię normalnie tylko jak nie muszę rano wstawać. Wychodzi, że w weekendy Oo'

      Usuń
  2. Witaj Hexe.
    Jak zwykle ciekawa relacja z wędrówki i wspaniałe zdjęcia...
    Pewnie my Wędrowcy tak już mamy... No i trudno nam na tyłku usiedzieć, bo ciągle nas coś gna do przodu.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w zasadzie moje widoki z okna, i krótki spacer po okolicy. Pierwszy post tak bardziej domowo i treściwie niż zdjęciowo wycieczkowo.
      Zgadza się, my jesteśmy współczesnymi Włóczykijami, notabene, to była moja ulubiona postać w Muminkach ^_^

      Usuń
  3. Podróżowanie to super sprawa - ale dla mnie nic nie równa się z przyjemną chwilą powrotu, kiedy znów jestem u siebie, jestem wypoczęta i naładowana pozytywną energią, gotowa działać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są dwie przyjemności jakie płynąć z podróżowania. Droga i opowiadanie o przygodach z podróży :)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.