niedziela, 6 września 2015

Miodowe - dzień czwarty. Szczytno.

      Mój drugi dom, ciepłe siedlisko dobrych wspomnień i trzon wszystkich moich mazurskich historii. W jego okolicy spędziłam swoje pierwsze w życiu samodzielne wakacje, total alone. To tam wydłubano oczy Jurandowi. Szczytno, niegdyś Ortelsburg. (od nazwiska komtura elbląskiego) jest mi bliskie od lat. Jest to moja przystań, nie cicha, wręcz gwarna, miejska przystań, którą naprawdę lubię. Kolorowa, zadbana i z bogatą historią. Znam je jak własną kieszeń.
      Pierwszy raz miałam okazję kogoś po Szczytnie oprowadzić, a i miasta urokiem zarazić. Poniekąd zabudowa jak wszędzie, niewiele się różnić będzie od tego co reprezentują inne, miasta okoliczne, gminne. A ja do tych ulic i ścieżek, z sercem podchodzę i wierzę, że każdego roku uda mi się wrócić, i nigdy mi się to nie znudzi.
      Przystanek pierwszy, restauracja. Zaplanowaliśmy wybrać się do Szczytna na obiad, lokal był pięknie wymalowany, jednak aparat mi nawalił i nie mam żadnych zdjęć, ale ja tam przecież poszłam zjeść!
      Towarzyszyły nam ciekawskie wróble, które sprzątały okruchy po każdym gościu.




Jedyne zdjęcie jakie mi zostało z lokalu.
Miesiąc Miodowy cały okalany sienkiewiczowską historią,
od naszego pensjonatu, po odwiedzane miejsca.
      Następnie udaliśmy się nad jezioro, gdzie wielki plac zabaw aż przesłania plażę, na której turyści i miejscowi oddają się plażingowi i łomżingowi. Nad wydzielonym kąpieliskiem czuwają ratownicy.
      Jest też molo oraz możliwość wypożyczenia łódki.



      Trzeba też wiedzieć, że w mieście tym wychowała się znana postać...


      ...którego pomnik postawiony został nieopodal plaży. Po pięciolinii spływa woda.




      Pomiędzy jeziorami: Długim i Domowym Małym, pysznił się niegdyś całkiem okazały zamek zbudowany w wieku XIV, dziś pozostały ruiny. Zachowała się wysoka wieża zwana „Wieżą Juranda”, część zabudowy przedzamcza i fosa.









      A tej roślinie, wprost nie mogłam się nadziwić.









      Pod murami była wystawa rzeźby o tematyce pszczelarskiej.



      Ratusz. Jego zegar jest najbardziej charakterystycznym przedmiotem Szczytna.


      "Mniała baba pofajdoka roz dwo trzi, 
wsadziła go na prosioka roz dwo trzi, 
prosiak lato jek szaluny 
bo ma łagun zakyncuny roz dwo trzi"
      Pofajdok – ludowa, potoczna nazwa używana na Warmii i Mazurach, oznaczająca młodzieńca (zwłaszcza kawalera) o nieodpowiedzialnym, kpiarskim i niedojrzałym podejściu do życia.
      Postać była uosobieniem ludowego humoru, ale także prostej mądrości ludzkiej. Chodził on własnymi drogami, ale mimo to był skory do pomocy i życzliwy.
      Te małe stworki możemy zobaczyć w wielu miejscach miasta. A w towarzystwie Pofajdoków z ławeczki na placu Juranda (Urwisy) można przesłać online pozdrowienia z automatu, który zrobi Ci zdjęcie i dołączy do maila. Zaś na ławeczkę skierowana jest kamera, z której obraz można oglądać na TEJ STRONIE. (Jeśli nie działa, szukaj linku na stronie głównej miasta.)
      Pamiętam swoje wideokonferencje przez telefon z rodzicami albo przyjaciółką, mam nawet gdzieś screena z tej rozmowy... Mniejsza z tym, jest to sympatyczna gratka.




      Pofajdok Jurand z zasłoniętym okiem i mieczem uniesionym w ręce, stoi na terenie zamku.


      Przy hydrancie natrafiamy na muskularnego typka w hełmie na głowie i wężem strażackim w dłoni.


      Ten wysoki budynek z jasnej cegły to więzienie, a poniżej, tuż pod jego murami jest Uciekinier w pasiastej koszuli, gramolący się ze studzienki.


      Mogliśmy bardzo dokładnie określić swoje położenie.


      Szczęśliwa osoba, w dodatku zadowolona z rodzaju wykonywanej pracy, to magnetyczna osobowość. Ludzie jednak mają skłonności do egoizmu, obawiają się rozstać z jakąkolwiek częścią swej własności, kiedy przecież rzeczy są do zastąpienia. Może właśnie ten straszny charakter współczesnego człowieka spowodował, że zmierzamy prostu ku paszczy nieprzyjemnych czasów?
      Skąd wziął się głód? Ziemia jest zawsze gotowa hojnie obdarować ze swego zapasu minerałów i roślin. Nie brakuje też pracy przy wydobywaniu surowców i przetwarzaniu na produkty przemysłowe. A ludziom wciąż brakuje tych produktów i pracy, dlaczego?
      Dlatego, że są raje wybrane, mające prawo do obfitości? Kto tym steruje? Dlaczego nie możemy wszyscy pojechać tam, gdzie panuje głód i tego zmienić? Dlaczego tak nieliczni rzeczywiście się tym zajmują? Dlaczego niepłodne kobiety nie adoptują? Gdzie moralność? Gdzie humanitaryzm? Gdzie uosobienie człowieczeństwa w naszych czynach?
      Miliardy ludzi nic nie robią, siedzą przed telewizorami, kiedy moglibyśmy zjednoczyć się, razem przecież można o wiele więcej. Wszystko robią za nas głowy państw. Czy jesteśmy z tego zadowoleni? Tak? To dalej poddawajmy się masowej zagładzie. Dalej patrzmy jak obce nacje forsują nasze granice państwa, bo ich domy zalała wojna, głód, zaraza, oto "mądre rządy" władców, na które się zgadzamy.
      Czy wierzysz, że Wiara, jak mówi Biblia, może przenosić góry? To nie oznacza, że jak będę zasypiać wieczorem i wizualizować, że ta góra przed oknem znika, to ona naprawdę rano odsłoni widok. Wiara to takie "pobożne chcenie". Mielimy ozorami, a nic nie robimy. Staramy się wierzyć, ale od dawna ustalony nawyk wątpienia, zagnieżdżony w naszym umyśle, wyłazi i neutralizuje te myśli, w które pragnęlibyśmy uwierzyć.


      Czy ktoś kto zgrzeszył, nie powinien mieć szansy na sukces i szczęście? Ale każdy człowiek grzeszy, więc co? Nie wypada być szczęśliwym?
      Jeśli, drogą introspekcji, stwierdzisz, że żywisz w sobie poczucie winy, zdecyduj, że uczynisz je swoim atutem. Czyń tak, by dzięki Twojej mocy, powstrzymać innych przed uczynieniem tych samych błędów. Wówczas Twoje błędy staną się dla ludzkości dobre w skutkach. Zadręczanie się, na pewno niczego Ci nie przyniesie.

      I w pewnym sensie, myślę, że ten i powyższy akapit o tematyce globalnej, są sobie bardzo bliskie.



      Czy Wy widzicie to samo co ja? W połowie sierpnia pojawiła się na Mazurach jesień. Pięknie ubarwiła drzewa... Ta pora roku mnie zachwyca, jest moim natchnieniem. I wytchnieniem po ciężkim, upalnym lecie. Już od samego początku września poczułam przypływ energii, przyroda pięknieje, a ja wreszcie czuję się wspaniale.
      Choć na blogu temat lata jeszcze nie odszedł i będzie nam towarzyszył przez dłuższy czas, wpatruję się ciepło w złocącą roślinność, wreszcie oddycham pełną piersią.

16 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    O rany, mury z kamienia i te rzeźby.
    Pasuje ci z wojem.
    Fajne zdjęcia.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie :D Piękne miejsce, prawda? :)

      Usuń
  2. pierwszy raz widzę tę roślinkę ładna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie wiem co to, nikt mi nie potrafi powiedzieć O_O

      Usuń
    2. To dziewanna pospolita, pozdrawiam :) Sebastian

      Usuń
  3. Dawno nie byłam w Szczytnie, miasto i9 okolica bardzo malownicze.
    I fajne Wasze zdjęcia na tle tych zabytków i rzeźb. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się ogląda znajome miejsce?
      Czekam tylko, aż ktoś po moich wojażach kiedyś zarazi się jednym z miejsc i zobaczę go na jego blogu w tych samych :)

      Usuń
    2. Ania, śledzę pilnie kierunki Twojej miodowej wycieczki i tam właśnie chcę zabrać rodzinkę, gdzie postawiłaś stopy swoje :).

      Usuń
    3. Zatem w przyszłe wakacje spodziewam się Twojej relacji z moich kątów :D Super by było, jestem ciekawa na jakie szczegóły zwrócisz uwagę, może znajdziesz coś jeszcze do zwiedzania w okolicy. Jest sporo atrakcji, których podczas naszego Miodowego nie zdążyliśmy zwiedzić. Np. Gietrzwałd.

      Usuń
  4. Nie ma chyba nic piękniejszego na świecie, niż zarazić drugą osobę miłością do czegoś, do czego ma się ogromny sentyment...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żebyś widziała, trafiłaś w samo sedno!

      Usuń
  5. Nigdy nie miałam okazji odwiedzić Szczytna, a jak widzę - warto!
    A co do Twoich przemyśleń, to obecna sytuacja w sprawie uchodźców mówi niezwykle dużo o tym, jak media manipulują naszym światopoglądem, no i jak wygląda polityka naszej wspaniałej UE... Gdy o tym myślę i patrzę na piękna przyrodę na tych zdjęciach, to mam chęć po prostu zaszyć się w takim miejscu, z dala od cywilizacji i całej brudne polityki, ekonomii, tego całego syfu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O zaszyciu się w leśnej głuszy czasem marzę, jak pustelnik, jak druid, nie pozwalać truć się cywilizacji. Nie dawać atakować się mediom.
      Na Mazurach i Warmii jest mnóstwo takich miejsc i miast, spójrz ostatnie posty wstecz, to było 5 intensywnych dni na północnym wschodzie naszego kraju. Polecam tamte rejony :)

      Usuń
  6. Szczytno. Raz na ludowo, raz na zabytkowo... Ciekawe miasto.
    Klenczona bardzo lubiłam, w odróżnieniu od Krajewskiego. Szkoda, że tak szybko odszedł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami lubię wyjść z lasu i zajrzeć do Szczytna :) Bo do takich właśnie miasteczek zaglądnąć warto. I znów historia się wychyla, zupełnie jakby pomieszało się życie teraźniejsze, z zabytkowym zębem czasu, co zabrał nam realność i pozostawił wspomnienia przekrojone na pół nożem ostrym jak tęsknota. Niektórych artystów naprawdę szkoda, jeszcze tyloma pięknymi dziełami mogliby nas wzruszyć.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.