czwartek, 27 sierpnia 2015

W cieniu gaju, w przepaści snów.

      "Już ponad rok, odkąd tu jestem, i nie wyobrażam sobie, jak mogłam żyć w Warszawie – mieście rozpędzonych samochodów, rozpędzonych ludzi? Wśród krzykliwych reklam, obcego mi coraz bardziej świata, którego byłam fragmentem… rozpędzoną kulą? Jak spędziłam tyle lat bez mamy, śliwek, Rozlewiska, Kaczki Obrażalskiej, Piernackiego, Kaśki, Funia, Mazur…?"
      To tylko wycinek z książki. A gdybym ja miała napisać podobną powieść? Już ogrom lat tu przyjeżdżam i zawsze kiedy miałam wracać do Łodzi, byłam chora. Rozpędzone życie oddychające spaliną, wyścig szczurów, świat tak odległy od tego, w którym tętni żywa cisza pulsem ptasich gardeł i oczek pojawiających się na gładkiej tafli jeziora. Miasta tego nie znają. Miasta to chaos. Im dłużej w takim żyłam, tym bardziej było mi obce.
       Telewizji już wgl. nie oglądam, tych reklam obiecujących, że jeżeli boli Cię żołądek, a kupisz tabletkę, będziesz mógł jeść dalej ulubione, tłuste potrawy. Jak ja do diaska spędziłam tyle lat w tym zgiełku? Bez jaskółek tańczących nad jeziorem, bez jezior, bez ludzi, którzy odmienili moje życie, bez Mazur...? Aż łezka się kręci.
      "Przystanęłam. Ta cisza mnie urzeka. Nie ma wiatru. Nic się nie porusza.(...) i ta cisza aż dzwoni w uszach takiego mieszczucha jak ja(...)
- Nie muszę chodzić do kościoła, by poczuć Boga i jego dobroć."


      "Rok temu nie przypuszczałam, że zapragnę żyć na Mazurach i bez tych łąk i lasu nie będę chciała żyć nigdzie indziej."
      Chyba dwa, może trzy lata temu pomyślałam sobie, że wyjadę i zapuszczę korzenie tam, gdzie zostawiłam moje serce. Bo w Łodzi jestem kobietą bez serca, egzystuję tak jak wszyscy, budzę się, pracuję, idę spać, budzę się etc. Niepełna taka. Dobrze, że jeszcze wiedziałam gdzie można uciekać, gdzie szukać substytutu takiej przyrody, ale Mazury są dla mnie doznaniem na tyle głębokim i prawdziwie mocnym, że płaczę ilekroć tam przyjeżdżam.
      Dryfowaliśmy na łodzi, ta cisza właśnie tak dzwoniła w uszach, chmara jaskółek tańcowała wokół nas zupełnie jak zaklinaczki. Poleciały mi z oczu krokodyle łzy, zupełnie nie do pokonania, one płynęły bite pół godziny. Bo tam jest zbyt pięknie żeby nad tym nie zapłakać.


      I wtedy zrozumiałam jakie to ważne móc te łzy szczęścia wytrzeć w rękaw ukochanego, bo nigdy dotąd nie miałam tutaj towarzystwa. Na Mazurach wydawało mi się, że musiałam być sama, bo po prostu nikt tego nie rozumiał i nie umiał mnie takiej wzruszonej pojąć. Dla wielu to miejsce jest zbyt mdłe, wg wielu ja przesadzałam.
      "To takie kobiece, w razie nieszczęścia rozmawiać, dzielić się niepokojem, bólem, szukać pocieszenia, pomocy…"



      Są ta­kie miej­sca na ziemi, gdzie ból i smu­tek, zda­je się zni­kać, a oczy i ser­ce, prze­pełnia ra­dość i wo­la istnienia.






      Powroty do miasta zawsze były jak wejście w czarną, lepką mgłę. Jak wyrżnięcie twarzą w mur realizmu. Każde powroty bo­lą gdzieś tam w środ­ku.
      "W realizmie codziennie moje oczy dosięgają nies­pra­wied­li­wości, mimo iż wierzę, że jes­tem równa z in­ny­mi. W realizmie wielkiego miasta muszę wciąż szu­kać siebie na no­wo, muszę bezustannie walczyć, by głos otaczających osób nie zagłuszył obec­ności mojej duszy. Bra­kuje miej­sca szczęściu na Ziemi, bo wszys­cy krzyżem leżą. A ono stoi i się na nich wy­pina."


      "Czy czu­jesz prze­syt idei? Po­wieźli cię z więzienia two­jego umysłu, naj­pierw po niebie, po­tem po ziemi, te­raz po wodzie. Po­wieźli tam, gdzie do nieba pro­wadzi dra­bina two­jego praoj­ca Ja­kuba. Czy widzisz skaczące z chmur płomienie? Le­piej um­rzeć dla ra­dości przy­jaciół i ich szczęścia, niż żyć tyl­ko dla siebie sa­mego."


      To tutaj przydarzyły mi się kiedyś tajemnicze inkantacje, oraz sny, których interpretacja była prosta i dosłowna jak rzadko. Nie mam wątpliwości, do tego, co miało miejsce. Nie chcę jednak o tym opowiadać, to inny temat.
      Ta kraina mnie odmieniła, poczułam coś niewyjaśnionego. Zbliżającego mnie do natury co bytuje ponad ludzki zgiełk. Jak klangor żurawi ciągnący się w przelocie, niedościgły i wolny. Tam są moje konie. Tam są moje wspomnienia. Tam są moje łzy, których nigdzie indziej nie wylewam. Tam są moje sekrety spowite mgiełką tajemnicy, teraz unoszącą się nad bagniskami. Tam spoczywają moje modlitwy cichutko na zapomnianym cmentarzu. Tam są moje lasy. Tam są moje deszcze i wiatr.


      Pół mojego życzenia zostało wysłuchane. Nie rezyduję w wielkiej betonowni. Boski żart jednak polega na tym, że zapomniano wokół mojej enklawy posadzić drzewa. Czyżby przyszły klan miał patrzeć na gniazdo w pustaci, do którego lary i penaty zgubiły drogę? Czyżby nigdy miał nie trzymać w dłoni szotów?
      „W każdym momencie, w każdej chwili, w każdym zdarzeniu kryją się przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. W każdej chwili kryje się wieczność. Każde odejście jest zarazem powrotem, każde pożegnanie powitaniem, każdy powrót rozstaniem. Wszystko jest jednocześnie początkiem i końcem.”


   - Rada jestem, mogąc gościć na twej wyspie, Pani Jeziora.
   - Nimue - poprawiła swobodnie mała magiczka. - Nimue, nic więcej. tytuły i epitety możemy sobie darować, panienko.
      ~ Fragment Sagi Wiedźmińskiej, bohaterka zwana Panią Jeziora, adeptka Aretuzy (szkoły dla specjalnie uzdolnionych) innymi słowy zwana powszechnie jak na tamte czasy profesja: czarodziejki; dziś oczywiście zabobon i nieprawda. Miała obsesję na punkcie przygód Geralta i jego świty, których dzieje były uznane w jej czasach za legendę. Jednak jej prace nad zapętlaniem czasu dowiodły, iż to nie były mrzonki, a zagubioną Ciri, wędrującą bez umiejętności ani wiedzy po tunelach czasu, osobiście spotkała, niestety w co najmniej niekomfortowej sytuacji.
      Tak mi się... przypomniało.


      "To jest wieczór na piosenkę - pomyślał Włóczykij. - Na nową piosenkę, która składać się będzie z jednej części z nadziei, w dwóch z wiosennej tęsknoty, i której resztę stanowić będzie niewypowiedziany zachwyt, że mogę wędrować..."

15 komentarzy:

  1. marzy mi sie wyrwać sie do drewnianego domku w lesie nad jeziorem... już nawet mam miejscowość... jeszcze tylko sie ze znajomymi dogadać ustalić termin i już nie mogę sie doczekać. Mam nadzieje że wypad dojdzie do skutku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam, to wspaniały restart duszy :)

      Usuń
  2. Wspaniała ta Twoja Mała Ojczyzna :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piszesz i Szwajcarii czy o Mazurach? Zgubiłam się. Miasta mają coś nieludzkiego w sobie. Wyścig szczurów jak piszesz, wieczny bieg donikąd. Dobre są na zakupy, do pracy, ale nie do życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz od kilku postów (i jeszcze przez kilka najbliższych) piszę o naszym miesiącu miodowym, który spędziliśmy na Mazurach.
      Dobrym rozwiązaniem byłoby chyba mieszkać w małej mieścinie tudzież na wsi, całkiem niedaleko miasta, aby dojeżdżać do pracy i po większe zakupy, ale żyć zdecydowanie z daleka. Właśnie smakujesz odseparowania od miasta, wiem, że sobie poradzisz w nowym miejscu, ale życzę powodzenia!

      Usuń
    2. Chyba tak by było najlepiej. Ciągle się zastanawiam czy godzina od Dublina to dużo czy mało. Okolice są piękne!

      Usuń
  4. Góry kocham bardzo, ale Twoje jeziora też mają mnóstwo uroku!!!
    P.S. Czy to wschód slońca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwo pomylić na zdjęciach, ale to zachód. Nasze dni kończyły się późno i zaczynały bardzo wcześnie, co było terrorem na naszych organizmach, ale jednak ani razu nie wstałam aby podziwiać świt, a to już totalna magia, uwierz mi, pamiętam zeszłoroczne.
      Upał dawał się jednak tak we znaki, że rezultatem tego była chęć przespania całych dni. Nie było nawet mowy o tym!

      Usuń
  5. Witaj Hexe.
    Ładne zdjęcia... Sam bym sobie łodzią poływał.
    A mnie się marzy kurna chata... W lesie, nad jeziorem, albo w Bieszczadach.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie się marzy chata i stajnia, wszystko położone blisko lasu i jakiegoś jeziora, przyjemnie, daleko od głośnej trasy, mmm może do emerytury uskładam.

      Usuń
  6. Twoje przepiękne, pełne romantyzmu zdjęcia, tłumaczą Twoje tęsknoty. A fascynacja "Życiem nad Rozlewiskiem" je potwierdza.
    Pozdrawiam serdecznie oraz dziękuję za miłą wizytę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są takie dziwne trochę tęsknoty, gdzieś tam się zakorzeniły głęboko i zamiast przedawnić, puszczają dodatkowo dzikie pnącze. Najważniejsze, że mogę tam wracać :)

      Usuń
  7. Doskonale rozumiem, co czujesz. Wyjazdy na łono natury pozwalają oderwać się od codzienności, zatopić się w takim błogim zawieszeniu, pozwalają na reset totalny... Nic nie daje tyle siły i spokoju, co nawet kilka dni w zielonym niebycie.

    PS Nie wiem czemu, ale od samego początku jakiś taki mistyczny post się wydawał, z Wiedźminem skojarzył... A tu proszę, na samym końcu cytat! Przypadek? Nie sądzę...

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.