sobota, 1 sierpnia 2015

Polskie dni.

      Jestem. Poza samą formą fizycznego bytowania, realizuję plan z listy. Pierwszego dnia np zostałam dumną posiadaczką plastikowej miski oraz nierealnego do zdobycia produktu w Szwajcarii - pumeksu.
      Przez pierwsze 3 dni, czułam się zatruta toksynami z ludzkich trzewi, gdzie gnieżdżą się larwy zła. Wyobraźcie sobie sytuację - jedziecie samochodem, z naprzeciwka inny kierowca jedzie zbyt blisko środka, zawadza lusterkiem o Wasze, tłukąc w cholerę i ucieka, mimo iż machacie, aby się zatrzymał. Pomyślałam wtedy sobie, że nie ma takiej siły, która by zmusiła winowajcę do odpowiedzialności, z reguły takie historie kończą się pobiciem w afekcie, więc dobrze, że uciekł. Przygoda z okolic miasta. I co byś wtedy zrobił, nie zdążywszy spisać numerów?
      To już drugi raz w moim życiu będzie, z tą drobną różnicą, że wtedy prędkość była większa (trasa) i poszła w drobny mak także szyba boczna kierowcy.
      Jak tylko zbliżyliśmy się do granic państwa, po złapaniu stacji radiowej, w wiadomościach pojawiły się szatańskie komunikaty. Próżno było szukać dobrych wieści. Trzynastolatki pobiły pijanego na ulicy, ktoś to nagrał, mając przy tym dobry ubaw.
      Do krwi zaczęła przesączać się niejaka toksyna, zabarwiająca ją ze szkarłatnego na czarny. Straciłam odporność na Polaków, mój system immunologiczny rozleniwił się przy Szwajcarach.
      Noce przesypiałam bezowocnie, ciężko, a i to utrudniające wszystko uczucie, że jest za dobrze, żeby jeszcze coś miało się nie schrzanić...
      Gdzieś przeczytałam, że kto smęci o beznadziei, o absurdzie i stu tysiącach powodów swego uzasadnionego wkurzenia na świat – temu łatwiej. Jeśli tylko mówi w miarę składnie, to niejeden mu przyklaśnie. I że taki ciągły gniew, to głębia w smutku („głębia dołka”). Jest wartość naddana („urojona”) w pesymizmie. I jest podejrzenie o naiwność (i  ślepotę), gdy ktoś oświetla to, co jasne.
      We mnie są drobiny tej powszechnej podejrzliwości. Stąd potrzeba, by optymizm szedł w parze z prostotą.





      Pokrzepiam się doglądając moich roślin powierzonych rodzicielce. Rozwinęły się pięknie, orchidea jest gigantyczna.
      Farba z mebli jeszcze nie zlazła, w sumie jest po staremu. Własny pokoik, który sama urządziłam, sama pomalowałam i nawet meblom dałam drugie życie w bardziej zdecydowanej tonacji brązu. Łańcuch na półce nadal leży, powróz wisi, maczeta, kosa, widły, lekko zakurzone, ale są i są swoje. Tak moi mili, jak na kobietę, jestem nieco psychopatyczna ;) Kręci mnie broń biała. I książki, których na każdym regale, każdej półce i w każdej szafeczce pełno.
      Staram się mieć tyle optymizmu ile tylko się da, bo wiem że wtedy świat staje otworem i jakby wszystko przychodzi łatwiej, bo problemy rozwiązujemy z jasnym umysłem, wtedy ludzie nie zrażają się do nas. Dlaczego? Mamy wybór: możliwe jest podejście do czegoś z optymizmem lub poniesienie porażki.
      Ważne by kiedy idziemy do łóżka, zasypiać z optymizmem. Spać z poczuciem pewności, że kiedy rano się obudzimy i wstaniemy - coś się stanie, a to coś można zrobić.
      Kiedy zaś brakuje energii, a ta struktura złej larwy (wspomniana gdzieś wyżej) pożera dotkliwie? Trzeba zacząć robić coś takiego, co pomoże tej niknącej energii powrócić. I nie mogłabym napisać tego posta ani dzień, ani dwa dni wcześniej. Byłby ponury jak śmierć nad przepełnionym cmentarzem i beznadziejnie agresywny jak Posejdon na wyschniętym morzu.



      Dni w Polsce są krótsze, słońce zapada o wcześniejszej godzinie ale bynajmniej mi to nie wadzi. Mogę obserwować horyzont, sam zachód, który do ostatniej chwili jawi się wyraźnym wachlarzem ciepłych barw. Serpentyny promieni wydobywające się zza gór też miały swój urok, ale dla każdego inny koniec dnia będzie wymarzonym. Swój zobaczę wkrótce, bo na pewno nie należy do nich łódzki krajobraz.
      Mnie np ostatnio najbardziej marzy się uczucie spełnienia. Kasztany żółknąć i gubią pierwsze liście, gdy nastanie jesień, znów życie nabierze tępa, choć w duszy ono chciałoby szczególnie wtedy spowolnić, myśleć wierszem i czasem się zadumać. Nigdy nie przeżywam jesiennej chandry, to co występuje we mnie, to swego rodzaju nostalgia twórcza, odzywa się tęsknota za czymś, czego nigdy nie było.
      Zawsze miałam w oczach smutek, ludzie mi to przypominali od dziecka. Zapatrzona jestem w złote blaski przyrody, która usypia. I gdy zapachnie powiewem jesieni, na końcach mych rzęs zatańczą brylanty, a we śnie zaśpiewa mi ulubiony mistrz poeta.
      A potem tak od niechcenia zanurzę się w przemijających dniach aż słońce ustąpi potężnemu wiatrowi, a będę dryfować na jego falach jak spirytystyczny obłok wypełniony iskrą życia.
      Pesymizm również tworzy pewną osobowość, postać. Kiedy taki człowiek wyrusza na poszukiwanie... Podróż na ścieżce duchowej jest największa - nikt nie wszedł na górę wyższą od niej, nikt nie zanurzył się głębiej w oceanie. Głębia jaźni jest największa. Kto chce wędrować tą ścieżką, musi być bardzo optymistyczny.


      Doświadczyliśmy wyjątkowej pełni, następna taka nadejdzie dopiero w 2018r. Ułożenie gwiazd, które może oznaczać, mówić, symbolizować, kazać doświadczać... jak to piszą wszyscy astrologowie, wróżbici etc...
      ...ponoć ta pełnia to właśnie taki czas specjalny, budujący na porządnych fundamentach nowe struktury, będące na długo lub na zawsze. Wszystko zależy od nas.
      Czułam pod skórą, że to będzie najlepszy moment aby oddzielić wszystko grubą krechą i zacząć coś nowego, wspaniałego i pozytywnego zarazem.

- parę kwestii zaczerpnęłam z artykułu: Osho, The Path of Meditation

      „Wszystko, przez co przechodziliśmy w ostatnim roku, prowadziło nas to tego właśnie księżyca. Jest to czas nieograniczonych możliwości, bulgoczących pragnień i ich objawiania się w naszym życiu w sposób, w jaki nigdy byśmy nie pomyśleli, że jest możliwy.
      Bez względu na to, co pojawiło się i zniknęło z naszego życia w ciągu ostatnich kilku lat, jest to doskonały czas by otrzymać wszystko, czego zawsze pragnęliśmy – musimy tylko podjąć decyzję teraz, by tej szansy nie stracić.
      Bo niektóre szanse pojawiają się tylko od święta (angielskie wyrażenie ‘once in a blue moon’ – raz na błękitny księżyc).”
Unprecedented BlueMoon in Aquarius: Now or Never.

      Wymarzyłam sobie świat. Zostałam kreatorką, przestały istnieć rzeczy niemożliwe. Niewiele miałam lat jak postanowiłam przemienić czarne myśli w niwecz. Siadłszy na brzegu, nad moich myśli wodą, słuchałam jak słowa odbijają się o klif. Nie znając celu, kształcąc się w mowie, czułam się bezpiecznie mimo otwartych drzwi. Dziś nieco się przymknęły na łańcuch srebrny spięte, pełne obaw i do żywego strachem przejęte, drzwi drżące w korytarzu jak rtęć. I oto jest sens. Przyszedł choć zamęt wprowadził - mój cel - łańcuch chce zerwać i swe życie wprowadzić, rozgościć się. A ja zaprosiłam do siebie wszelkie zmiany, unikatowe życia, nowe plany. Jak zmieni się ten brzeg? Jak będą słów wody brzmieć? W jakie me życie zostanie osadzone ramy? Czy wysoki klif będzie nadal wiódł swój prym? Nowy czas pokarze.


      A muzyka gra od samego rana ;) Chłopaki, wielkie dzięki! Tęskno mi za tymi naszymi wojażami, płyta wspaniała!

8 komentarzy:

  1. Też to zauważyłam, że z Twoich oczu smutek wyziera. A co do zachowań Polaków, mam podobnie, mój system odpornościowy ciężko znosi takie chamstwo Rodaków. Kiedyś miałam lepsze zdanie o Polakach. Teraz uważam, że zbyt dużo tałatajstwa jest w Polsce. Zbyt dużo ludzi, którzy pojęcia nie mają o demokracji, a już zwłaszcza o kulturze osobistej.
    Hihihi! z pumeksem mam podobnie. W Niemczech nie uświadczysz. Zawsze przywożę z Polski. Chociaż wiem, że w Niemczech mają o wiele lepsze środki niż pumeks. :)
    Pozdrawiam oraz wiele ciekawych wrażeń życzę! Halszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy chyba zaczyna nabierać dystansu, gdy zaczyna mieć porównanie.
      A z takich artykułów, prócz pumeksu to jeszcze kłopoty są z białym serem i kaszą ;)

      Usuń
    2. Ha, a u nas można kupić i biały ser i wszystkie kasze. W ogóle mnóstwo różnych polskich artykułów spożywczych można bez problemu tu dostać.
      Aha, wpadnij Hexe na miotle do mojego pięknego Zamku Hohenzollernów. Znając upodobania Hexen, myślę, że i Tobie się spodoba.
      Pozdrów, proszę, Polskę ode mnie! Halszka

      Usuń
  2. Zauważyłam dziś, że samo siedzenie w domu zawsze wpływa po trosze negatywnie na nas. Trzeba wyjść z domu, do ludzi, nawet przejście na spacer z psem dostarcza pozytywnych emocji. Najgorzej jest, kiedy człowiek jest uziemiony i widzi tylko swoje cztery ściany, choćby nie wiem jak piękne i nie wiem, jak rozległe.
    pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od siedzenia w domu to ja się straszna robię, nie do zniesienia i samej siebie nie lubię O_O Mi nie wolno siedzieć w domu!

      Usuń
  3. Witaj w Polandii!

    Najbardziej zauważam to gdy wracam z zagranicznych wakacji. Polactwo buractwo wyłazi zewsząd bokami. Jestem nad morzem, gdzie zbieranina buractwa wszelakiego.

    Optymizm. 90 procent sukcesu to nie okoliczności, w jakich nam przyszło żyć, to nie korzenie, a sposób myślenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sposób myślenia, nastawienie, ja ciągle o tym piszę. Bardzo wiele nam jeszcze brakuje. Ale nie tracę nadziei, w końcu wakacje spędzam nie gdzie indziej jak w Polsce właśnie :)

      Usuń
  4. Witaj Hexe.
    Świat z nami czy bez nas nie będzie ani lepszy, ani gorszy. On będzie istniał nadal.
    A teraz coś z de Mello:
    Jeśli chcesz osiągnąć spokój, nie zmieniaj świata, ale samego siebie. Łatwiej bowiem przejść przez góry zakładając wygodne buty, niż zaścielając je dywanem.
    Pozdrawiam serdecznie i do siebie zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.