czwartek, 6 sierpnia 2015

Ostatni dzień Single Lady.

      Miasto przyjęło mnie delikatnym chłodem o zawartości iluminującego subtelnie słońca. Lekkie chmury płynęły, rozsuwane przez rączy wiatr.
      Dziś już nie istnieją miejsca, w których dawniej ukrywałam swe dziecięce marzenia, Łódź zmieniła się. Ostatnim razem osądziłam, że na gorsze. Przy tej okazji dodam, że poznałam tu wartościowych ludzi, którzy odmienili moje życie na lepsze.
      Moje pokolenie będzie w najbliższym czasie stanowić o polskim świecie lecz duży procent obecnie układa sobie życie za granicą. Jakie mamy szanse na naprawę systemu?
      Tam w dole młodzież o tym nie myśli. Tego dnia, który tutaj prezentuję, zdecydowanie również byłam tym dywagacjom odległa. Tego wieczora należałam do tłumu bawiącego się w rytm rockowej muzyki, to był mój wieczór panieński ;)


      Manufaktura ~ zaczęło się w rok 1851 - Izrael Kalmanowicz Poznański zaślubił Leonię Hertz, która wnosząc w posagu tzw. „handel (sklep) towarami łokciowymi” wartości 750 rubli, zasiliła majątek męża będącego majstrem „profesji tkackiej” obejmujący manufakturę tkanin krajowych wartości 500 rubli.
      Oprócz dynamicznie rozwijanej działalności handlowej, manufaktura tkacka Izraela Poznańskiego dysponowała 50-oma warsztatami tkackimi, zatrudniając
75 pracowników.
      Więcej dla zainteresowanych - tutaj.

      Dziś jest to połać handlowo - rekreacyjna. Liczne restauracje to nie jedyna z możliwości na spędzanie wolnego czasu. Znajdziemy tam również kręgielnię, siłownię, salę do Cross Fitu, ściankę wspinaczkową, kino, a to nie wszystko.





      Może i to był najdroższy ziemniak w moim życiu, ale nie sądziłam, że jednym kartofelkiem najem się, a nawet przejem.
      Restauracja French Potato, której progi zaszczyciłyśmy swymi zacnymi osobistościami, zachwycała nietuzinkowym wystrojem wnętrza, także i możliwością wyjścia na dach i delektowania się wygodą wiklinowych siedzisk na świeżym, miejskim, ołowianym powietrzu.
     Kuchnia wyborna, godna polecenia, bardzo syta i pomysłowa.




      Po takiej uczcie, trzeba było koniecznie wybrać się na spacer, przy okazji przyszło mi na myśl, by obejrzeć już skończoną pracę Joanny Rajkowskiej.
      Podwórze przy Piotrkowskiej 3 stało się jej przestrzenią twórczych działań podczas Festiwalu Czterech Kultur w 2013 roku. Na minioną edycję już całe podwórko miało być wyłożone lusterkami, ale prace przedłużyły się do końca października. Później podwórze było atakowane przez oglądających nader tłumnie turystów i miejscowych, że wszelkie próby podziwiania mozaikowego kunsztu, nie były możliwe aż do teraz.










      A przede wszystkim ten dzień nie byłby tak udany, gdyby nie moja towarzyszka wszelkich "Kozackich Podróży". Nie ma nam równych, o tym przekonały się już dwa słowiańskie państwa ;) ale brakowało mi jeszcze jednej naszej kompanki, wszak nas jest mocne trio... Moja imienniczko, pozdrawiamy Cię!!! :)


      Bliżej nieokreślony zespół coverowy ze Stanów Zj., zagościł na scenie manufaktury prezentując rockowe wykonania znanych utworów. Przyznam, że ciężko było się oderwać, a i okoliczność ta, przypominała nam nasze dawne eskapady.
      Nagranie nie jest pierwszej jakości ale sami zobaczcie. Dobrze grali :)

video

      Odkreśliłam przeszłość bardzo grubą linią. Przyszłość wystarczająco nam doskwiera, nie warto nadal zadręczać się starymi bagażami naszego życia. Są one niebagatelnymi lekcjami wychowującymi nas od maleńkiego, ale czas by wspomnienia odłożyć wysoko na półkę, by nie straszyły nas ich cienie, nierzadko czyniące mrok nad naszą teraźniejszością.
      Aktualnie nie mam czego się bać, aktualnie nie mam powodu, aby myśleć, że "jak zawsze..." coś pójdzie nie po myśli, bądź "tradycyjnie..." stanie się tak, a nie inaczej. Jest nowe. Pozbawione lęku i uprzedzeń. Złych nawyków i spodziewań.
      Spokój, moi kochani. Ogarnął mnie spokój, a piszę do Was z najpiękniejszego miejsca na naszej planecie i opowiem o tym, ale jeszcze nie teraz. Chronologia musi być do diaska!

6 komentarzy:

  1. Tak pokazana Łódź też mi się podoba. Muza niczego sobie. A wiaderkowa lampa oryginalna, robi wrażenie. ;)
    Podoba mi się Twoja myśl: "Odkreśliłam przeszłość bardzo grubą linią. Przyszłość wystarczająco nam doskwiera, nie warto nadal zadręczać się starymi bagażami naszego życia. Są one niebagatelnymi lekcjami wychowującymi nas od maleńkiego, ale czas by wspomnienia odłożyć wysoko na półkę, by nie straszyły nas ich cienie, nierzadko czyniące mrok nad naszą teraźniejszością".

    Pozdrawiam oraz dziękuję za wizytę na lotnisku. Szkoda, że z lotu na miotle Zamku Hohenzollernów nie ujrzałaś ;) (wpis wcześniej).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, ale ja nadal jestem w Polsce i nie mam tyle czasu co zwykle, wiele blogów zaniedbałam, gdy wrócę do domu, wrócę do systematyczności.

      Usuń
  2. Witaj Hexe.
    Byłem w Łodzi, ale z tej strony widzę ją pierwszy raz.
    Prima sort zdjęcia.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tam zawsze wymyślą coś ciekawego.Tylko kultura obywateli pozostawia wiele do życzenia i gospodarka pracy to totalna porażka... Gdyby nie to, można by żyć w niej.

      Usuń
  3. Witaj Moja Kapelusznico!

    Winszuję zamążpójścia! A jak! Powiem szczerze, że jestem zaskoczona, że tak szybko wszystko się potoczyło. Dobrze. Bardzo dobrze. Bądźcie szczęśliwi.

    Aktualnie nie mam czego się bać, aktualnie nie mam powodu, aby myśleć, że "jak zawsze..." coś pójdzie nie po myśli, bądź "tradycyjnie..." stanie się tak, a nie inaczej. Jest nowe. Pozbawione lęku i uprzedzeń. Złych nawyków i spodziewań.

    Chciałabym móc tak kiedyś napisać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lustrzane podwórze zobaczyć chcę na oczy własne!!!

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.