sobota, 15 sierpnia 2015

Miodowe - dzień pierwszy.

      Tak wiele pragnień porzucamy z  powodu wątpliwości. Marzenia marnują się. Nie dostrzegamy w obrazach swych pragnień, rzeczywistości. A tak prosto jest uświadomić sobie każdego wieczora, iż wstawanie rano z uczuciem, że cudownie jest żyć i rozpocząć nowy dzień pełen wyzwań i ekscytującego działania jest rzeczywistością i przyrodzonym prawem.
      Moje życie jest bardziej emocjonalne niż jakakolwiek gra, odkąd uwierzyłam, że istnieje rozwiązanie KAŻDEGO problemu, (bo inaczej nie byłyby one problemem). Myślę cały czas o przyszłym, szczęśliwym zakończeniu, nie o męczących początkach.
      To było szalenie trudne w dniach, kiedy nie opuszczało mnie przekonanie, że zaraz zemdleję... Niewysypianie się i nieregularne jedzenie, były nieocenione w torturowaniu organizmu i ściąganiu umysłu na samo dno, ale cel uświęcał środki, zaś przyczyna wstawania na urlopie codziennie o 6:37 rano, była gwiazdą przewodnią. Przyznaję, że jednego dnia nie nadawałam się do żadnego ruchu, trudność sprawiało mi nawet podniesienie widelca do góry. Mąż nadrobił za nas dwoje. Dlatego zawsze dbajmy o siebie. Urlop nas z tego nie zwalnia.
      Pomimo wyczerpania, utrzymywałam nastrój na poziomie co najmniej neutralnym, od samego wstania, aż po mega entuzjazm godzinę później. Celem był i jest w dalszym ciągu optymizm. Pogoda niestety potrafiła pogrążyć człowieka w srogich mękach Tantala i marzył mi się jakiś kataklizm wysyłający słoneczko na grzybki.
      Pracuję nad tym aby gdy wróci czas pełnienia obowiązków, również budzić się z takim zapałem.
      Czas to takie pudełko z czekoladkami. Cudownie jest znaleźć je dla siebie. W napiętym grafiku powinności jest o wiele trudniej. Ale można.


"Życie jest, żeby je przeżyć pięknie, robić to, co kochasz."

      Koń to jedyny żywioł, który dał się poskromić człowiekowi. Na jego grzbiecie nie zgubisz nigdy drogi. Puść się, zwolnij od rzeczywistości i podnieś ręce w galopie, a złapiesz wiatr w dłonie. Poczuj wolność, prywatną niepodległość, własną niezawisłość. A wolność to nie jest port, nie adres i nie przystań - jak śpiewał bard Andrzej Poniedzielski.
      Jeździectwo to moja pasja, pozytywny zajob, moja namiętność. Niegdyś znacznie częściej, dziś przynajmniej raz w roku. Nie ma życia bez chwytania wiatru, tak jak nie ma życia bez wolności.
      Bo ,,kto dosiadł konia, ten dosiadł wiatr".


Jak człowiek robi coś z pasją, to nic nie jest szkodliwe! W żadnym wieku, stanie zdrowia i tak dalej. (...) I praktyka, wiesz? Jedz, rób coś, kochaj się z pasją, a nic ci nie zaszkodzi!

      Ludzie w pewnym wieku zaczynają wyrabiać w sobie pewnego rodzaju świadomość starości. Uważają, że są zbyt starzy na to czy owo. Osobiście sądzę, że społeczeństwo nie wie jak żyć, jak myśleć, dlatego zdecydowana mniejszość dożywa stu lat.
      Świadomość starości i schyłku życia dodaje mentalnie lat, przydaje słabości fizycznej do i tak już porządnie eksploatowanego latami ciała. Po co skracać sobie życie lękiem przed śmiercią, kolejną zmarszczką czy siwym włosem? Spróbujmy być szczęśliwi, aktywni aż do ostatniej chwili. Jest tyle wspaniałych przykładów, dowodzących, że się da nawet po siedemdziesiątce!
      Uprzedzam, ta wiedza nie będzie miała wartości, o ile jej nie zastosujemy. Większość ludzi niestety skłania się w tą negatywną stronę i ma negatywną impresję na temat siebie. Nie dostrzegają ogromnego rezerwuaru siły, który mają do dyspozycji. Gdzie podział się ich entuzjazm?
      Ludzie, którym to nie wychodzi, z pewnością posiadają całą masę różnych alibi, tłumaczących złe samopoczucie. Ogół ludzi uważa, że te alibi to przyczyny, a nie usprawiedliwienie. Zamiast przytaczać kolejne usprawiedliwienie, wykaż się rezultatami. Przyjrzyj się swoim myślom i nastawieniu.
      Zamiast krytykować ludzi za coś co robią, zajmij się lepiej sobą.


Moje sekretne wcielenie :P





      Moją pasję podzielił mąż. Wstawał wcześnie razem ze mną i brał lekcje u najlepszej trenerki jaką poznałam. Mówię szczerze.
      Za szczenięctwa pierwsze lekcje odbyłam w Łodzi i nie nauczono mnie niczego. Nie potrafiłam nawet dobrze kierować w stępie, moim zdaniem zbyt wcześnie nauczycielka puściła mnie z lonży i zostawiła samą na ujeżdżalni, a Ty radź sobie. Byłam zażenowana brakiem swojej zaradności w samodzielniej jeździe. Minęły 3 wiosny.



      Pewnego lata na Mazurach, tata zawiózł mnie do losowo wybranej szkółki, gdyż ogłoszeń o konnej jeździe było w okolicy jak mrówków. Dorota w kilka dni wytłumaczyła mi wszystkie zasady, cały czas dawała instrukcje wyłapując czujnym okiem moje błędy. Pozostało mi jedynie szlifowanie zagalopowań. Bardzo mi na tym zależało, od młokosa czułam się w siodle jak ryba w wodzie, nigdy nie bałam się koni, ani nie miałam kłopotów z utrzymaniem równowagi nawet jak dosiadam brykającego szaleńca. Oczywiście to nie znaczy, że nigdy nie spadłam ;)
      W ciągu roku praktykowałam jeździectwo w Łodzi, minimum 2x w tygodniu w innej stajni, nie tej, w której mnie uczono. Już nie potrafiłam się obejść bez tego sportu. Mijały lata.
      Mimo to wracałam do Doroty każdego roku, ale nie tylko dla samej jazdy. Szczerze polubiłam swoją trenerkę. W jej pensjonacie spędziłam wspaniałe chwile, wiele przygód wiążę z tym miejscem.
      Przyznam też, że zdarzało mi się leczyć złamane serce pod jej dachem. To ją miałam na myśli w jednym poście, pisząc, że ktoś mi powiedział, bym następnym razem wróciła z partnerem, a nie kolejną raną. Także ona mi powiedziała, że już dosyć się nacierpiałam, bo znając moje historie z życia, raczej niezbyt wesołe, pewnego razu rzekła, że to już będzie pass. Minął rok i stało się.
      Ma otwarty umysł i czyste serce i nie mam bladego pojęcia czy sobie życzy bym pisała w taki prywatny sposób, ale ja jestem zdania, że warto. Sprawiła, że uwierzyłam w dobrych ludzi, bo po wielokroć zawiedziona przez najbliższych, groziło mi że zapiecze się w moim sercu jakaś choroba nienawiści... Uwierzyłam w drugiego człowieka, pewnego dnia gdzieś w mazurskiej ciszy na łonie natury pośród śpiewu ptaków i zapadającego mroku. Gdzieś kiedyś nad końską grzywą, kiedy uwierzyłam w jej słowa, poczułam nadzieję. A potem zaczęło się dziać! I o tym nie omieszkam napisać w szczegółach.



___________________
cytaty: Małgorzata Kalicińska
niektóre zagadnienia: Ben Sweetland

12 komentarzy:

  1. Witaj Aniu.
    Uwielbiam konie. Przypominaja mi Bieszczady za moich czasów.
    A nawet piosenka: Mój koń... Nie mieści mi się....
    Kochajmy więc swoje marzenia...
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie te czasy gdy konie biegały wolno...

      Usuń
  2. Myślę, że to szczęście sprawia, że ludzie żyją długo. Życie z pasją-kto o tym myśli na co dzień, kiedy wraca po robocie i wyciąga kopyta do odpoczynku? Cudownie, że znaleźliście w Polsce chwilę, aby podzielić się wspólną pasją.

    Zawsze marzyło mi się jeżdżenie konno. W najbliższym czasie być może będę mogła i to marzenie spełnić.

    Myślę, że Twoja trenerka jest czarownicą. Uwielbiam takie kobiety. Uwielbiam ludzi, w których od razu wyczuwam dobro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęście i pasje, ogólnie poczucie, że jesteś na właściwym miejscu i robisz to, co chcesz robić - to najlepsze remedium na długie życie.
      O nas - czarownicach - zamierzam otwarcie napisać. Cieszę się, że postrzegasz to jako dobro. Ja to jeszcze rozumiem u takich ludzi poprzez jaźń, czyli charakterystyczna struktura psychiczna człowieka. Ja czyli ego. Ogarnia sobą zarówno to, co doświadczalne, jak i to, co jeszcze nie doświadczone, a nawet to, co nie jest doświadczalne w ogóle. Ze względu na jej cechę wykraczania poza domenę świadomości. Wiedźma znaczy wiedząca. Umiejętność przewidywania, przeczuwania, rozpoznawania ludzi dobrych.

      Usuń
  3. Kilka lat temu jeździłem konno, ale po upadku jakoś mi przeszło. To najwspanialsze zwierzęta, a i sport bardzo przyjemny. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to musiał być ciężki upadek, skoro aż tak skutkował...
      Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam również :)

      Usuń
  4. O tak, dziękuję za sprowadzenie mnie tutaj z Twojego drugiego bloga ;)
    I teraz jeszcze lepiej rozumiem, dlaczego darzysz jazdę konną takim uczuciem - w końcu, prócz cudownego zajęcia, pozwoliło Ci to poznać naprawdę wspaniałą osobę. Tak, grunt to trafić na właściwych ludzi.
    Pozdrawiam, i życzę miłego wypoczynku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy ;) Oczekiwałaś czegoś więcej o jeździectwie, a cóż więcej można o tym pisać? Jest to piękny sport, dla mnie bardzo ważny, ukształtował mnie w pewnym sensie. Z resztą jak każda pasja, zajęcie, które odzwierciedla niejako osobowość. "Powiedz mi co robisz, a ja Ci powiem jaki jesteś"
      Ten oraz najbliższe posty mazurskie, to już jedynie wspomnienia, ale takie, które mnie osobiście przywracają uczucie odpoczynku.

      Usuń
  5. Podczas ostatniego wypadu w Tatry, miło zaskoczyłam się widokiem osób w tzw. ,,podeszłym wieku", które żwawo parły do góry. Nawet na Rysy, po łańcuchach, gdzie mi cierpło serce nie raz!!! Brawo!!! Aktywne życie ujmuje lat!!!
    Pięknie wyglądasz!!! Prawdziwa kobieta z charakterem!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno człowieka bez temperamentu i charakteru, koń nigdy nie posłucha, więc pewnie coś w tym jest ;)
      Takim ludziom jak my, Tobie także, starość chyba nie grozi. Jedyne czego nam trzeba zawsze życzyć, to żeby zdrowie dopisywało.

      Usuń
  6. myślę że to nic złego pisać:) wszak dla wielu osób Dorota pozostanie anonimową osobą, bo nie podałaś przecież wielu szczegółów... w dodatku piszesz bardzo pozytywnie o niej...... to dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Adres pensjonatu i numer telefonu podałam :P

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.