sobota, 22 sierpnia 2015

Miodowe, dzień drugi - pw. Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny oraz ja i Katolickość.

      Napiszę ten post dość anormalnie, bo prócz pokazania Wam pięknego miejsca, chcę napisać coś w rodzaju własnego wyznania religijnego, a to już awangarda jak na ten blog. Zacznę od przedstawienia lokalizacji.
      Heiligelinde czyli Święta Lipka położona w województwie warmińsko-mazurskim, w powiecie kętrzyńskim, w gminie Reszel. Znajduje się tutaj jedno z najbardziej znanych w Polsce sanktuariów maryjnych. Świętolipska bazylika pw. Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny wraz z obejściem krużgankowym i klasztorem jest jednym z najważniejszych zabytków baroku w północnej Polsce i ma u mnie zaszczytne miejsce.
      Wychowałam się w rodzinie wierzącej ale nie praktykującej. Pamiętam dobrze rozmowy o Bogu i pierwsze msze w kościele z mamą za rękę. Zawsze zachęcali mnie do udziału w lekcjach religii, choć w liceum zrezygnowałam z nich - zauważyłam, że co roku jest o tym samym, niczego nowego przedmiot nie wnosi, a ja byłam żądna wiedzy ponad podstawowej w tej sferze.
      Rodzice pokazywali mi różne ważne religijnie miejsca, jeździliśmy na takie niby pielgrzymki. Prywatnie, niespiesznie, z intencją. Częstochowa, Licheń oczywiście, a i wiele innych, takich, o których mało słychać we świecie. Wychowywali mnie w duchu wiary, ale praktykowanie to był mój wybór.





      Początki kultu Matki Boskiej w Świętej Lipce sięgają XIV w. Według ustnie przekazywanej informacji więziony w lochach kętrzyńskiego kościoła skazaniec dzięki interwencji Matki Bożej wyrzeźbił w drewnie Jej figurkę z Dzieciątkiem. Po wykonaniu rzeźby został uwolniony, a figurkę zawiesił na lipie przy drodze z Kętrzyna do Reszla. Rzeźba Matki Bożej z Dzieciątkiem zasłynęła cudami. Z czasem wokół lipy wybudowano kaplicę; nie wiadomo, jak ona wyglądała. Kaplicę obsługiwali księża krzyżaccy z Kętrzyna.
      Kaplica w Świętej Lipce została zniszczona w czasie reformacji – według napisu w kościele było to w 1524. Aby odstraszyć pielgrzymów, na miejscu kaplicy postawiono szubienicę.

      Nie byłam wierzącą z nawyknienia, ani z pewnością nie dlatego, że rodzice wpoili mi to jako jedyną słuszność w świecie. Dali mi wolną rękę.
      Nie ochrzcili mnie jak byłam niemowlęciem. Zapytali mnie długo później czy chcę wstąpić do kościoła. Chciałam, bo chciałam również przystąpić do I Komunii Św., tak jak wszystkie dzieci wówczas. Na dzień dzisiejszy wydaje mi się, że i tak byłam jeszcze za młoda na tę decyzję, nie było można jeszcze mówić o jakiejkolwiek samodzielności intelektualnej - poszłam za stadem. Ale już wtedy często jak na dziecko rozmyślałam o Bogu i życiu po życiu.











      Budowę nowej kaplicy zrealizowano na starych fundamentach w 1619. Na fasadzie kaplicy znalazły się trzy herby: Zygmunta III Wazy, księcia pruskiego Jana Zygmunta i biskupa Szymona Rudnickiego. Kaplicę przekazano pod opiekę jezuitów. Zaginioną cudowną figurkę zastąpił obraz M.B. Świętolipskiej.
      Obeszliśmy świątynię dookoła. Trafiliśmy na rekordowe temperatury w Polsce, więc uwierzcie mi, nie było to zadanie proste. Szczególnie, że chcąc odwiedzać takie miejsca, należy emanować przyzwoitością, a zakryte ciało w pełnym słońcu przy 35 stp. C nie ma lekko. Z drugiej strony, naszła mnie taka refleksja, to zakrywanie kolan, ramion... przecież Bóg się nie zgorszy widokiem tego, co sam stworzył. Przypomnijmy sobie Eden, On nie uczył pierwszych ludzi, że istnieje nagość. Przypuszczam, że to stworzyli ludzie, zaraz po wymyśleniu celibatu. ;]
      Piotr, uznany przez Kościół rzymskokatolicki za pierwszego papieża, a także apostołowie – byli żonaci. Jeśli źródła nie kłamią, to Sobór Nicejski wydał dekret stwierdzający, że ksiądz po święceniach nie ma prawa się ożenić, a na synodzie w Laodicei ustalono, że nie wolno wyświęcać kobiet na księży, a dużo później papież Urban II sprzedawał żony i dzieci księży jako niewolników. Ja nie chcę wywoływać szumu, ale podobne rzeczy dzieją się do dziś. Historia zna przynajmniej sześciu papieży, którzy mięli żony.
      Wiele źródeł wskazuje niejednoznacznie, że w celibat w starożytności wcale nie był rozumiany w taki sposób jak dzisiaj. Z tego co mnie wiadomo, w źródłach kościelnych słowo "celibat" występuje rzadko, o wiele częściej pisze się „wstrzemięźliwość” - a to przecież nie to samo.  Są dowody przeciwko dążeniu niektórych teologów, którzy, powołując się na historię, chcą wpisać celibat w naturę kapłaństwa. A przecież to podważałoby kapłańskie korzenie: musielibyśmy zapytać o wszystkich żonatych duchownych w okresie starożytnym i w średniowieczu.
      Ojciec Święty, gdy mówił o celibacie, rzadko uciekał się do dowodów historycznych. Raczej wskazywał na duchowość celibatu, duchowość oblubieńczą księdza wobec Kościoła.
      To tyle słowem wstępu do tego, co chcę na swój temat później powiedzieć.

      Na pokazanych na powyższym zdjęciu murach, na ścianach i kopułach są piękne malunki przedstawiające sytuacje z Księgi Genesis. To jest naprawdę przepiękne, przemierzając metry tej architekty i malarskiego kunsztu, można było się prawdziwie zachwycić.
      Podsłuchaliśmy mimochodem jak pilot opowiadał o tym magnum opus na sklepieniach i ścianach. Artysta zmarł nie ukończywszy dzieła malowidła. Gdy na sklepieniu krużganka malował leżąc na rusztowaniu obraz anioła walczącego z diabłem, zdarzył się nieszczęśliwy wypadek malarz spadł z rusztowania. Po kilku dniach zmarł. Pochowany został z trzema pędzlami w prawej dłoni, w krypcie pod kościołem w Świętej Lipce. Jego asystenci postanowili, że nie sfinalizują pracy. Uznali, że miało być dziełem jego pędzla, nikogo innego.
      Dla mnie jest to coś niewiarygodnie pięknego, dzieło sztuki, polecam zatrzymać się w tych podcieniach na dłużej.











      Raz jeszcze sięgnę pamięcią daleko wstecz. Jako dzieciak, byłam obserwatorem, miałam dużo pytań odnośnie religii, na które nikt, nawet w szkole, nigdy nie próbował mi odpowiadać. Tam trzeba było tylko wkuwać modlitwy na pamięć.
      Później, od skończenia liceum minęło parę jeszcze lat, chmara przemyśleń i jeden punkt zwrotny. Efektem tego było niezwykle mocne poczucie miłości. Myślę, że tak w wieku 20 lat dotarłam do egzystencjalnego wymiaru wiary. Dotąd bowiem tkwiłam jedynie w wyobrażeniach teologicznych i kulcie. Stałam się osobą wierzącą z wielkim psychicznym zaangażowaniem i wyższymi aspiracjami. Niektórzy mówili mi, że wprost emanuję miłością do Boga.
      Byłam istotnie naśladowcą Chrystusa. Przykładną Katoliczką, która przysięgła 3 cnoty na najbliższych kilka lat. Na szyi nosiłam wówczas Tau z trzema pętelkami na rzemyku, podobnie jak Franciszkanie, symbolizującymi posłuszeństwo, wstrzemięźliwość i czystość. To mi wgl. nie sprawiło trudności, ba! byłam dumna z tego. I naprawdę szczęśliwa.
      Minęło następnych kilka lat i pojawiła się myśl o konsekracji. Chodziłam w tym czasie do Karmelitanek Bosych, myślałam że będę o milowy krok bliżej celu, jeżeli na ten okres przyjmę szkaplerz, a podsunęła mi tę myśl koleżanka, również wierząca-praktykująca. Ja nie miałam zakładać rodziny, ja miałam służyć.
      Jednak powstrzymałam się jeszcze przed przyjęciem go. Ja musiałam mieć pewność, że to nie będzie błąd, że właśnie to mi jest pisane. Dałam sobie czas i słusznie zrobiłam.

A nieopodal, tuż za murami świątyni,
stoi taka piękna hacjenda.
      Bazylika Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Świętej Lipce stoi na terenie między jeziorem Wirowym i Dejnowa. Nim to się stało, przed rozpoczęciem budowy trzeba było ustabilizować grunt, przez wbicie weń 10 000 pali z drewna olchowego, ponieważ plac budowy wchodził na bagnisty teren.

      Mój charakter zawsze był określany jako poszukiwacz, ciągle drążyłam jakiś temat, szukałam nowej wiedzy, wierzyłam, że jest coś więcej niż źle przetłumaczona nam z Hebrajskiego Biblia. Pomimo wielkiej wiary, ja wciąż szukałam prawd utajnionych przed nami, a to iż umysł mam wyjątkowo szeroko otwarty, nigdy wiary w Boga nie zachwiało.
      Wbrew ogólnej opinii, twierdziłam, że Katolik powinien wiedzieć dużo więcej niż nam się mówi, i nie powinny w jego świecie istnieć żadne tabu. Natomiast wielu Katolików zamyka się w strasznie ciasnych ścianach.

      Chciałam jeszcze bardziej wierzyć w Boga, oznaczało to w gruncie rzeczy przewartościowanie całej mojej religijności: wyobrażenia teologiczne nadal były obecne, lecz na czoło wysunął się filozoficzny aspekt egzystencjalistyczny.
      Wszystkie zamaskowane pod kapłańskim płaszczem enigmy i watykańskie misteria, o których nie wolno mówić, a ukazują się czasami zupełnym przypadkiem (trzeba otworzyć oczy i chcieć je zauważać) skazały moją katolickość na śmierć: jestem osobą, która przeżyła wówczas bardzo głęboko i silnie ogromne zwątpienie w Kościół i lęk z tego powodu, co tym samym deprecjonowało niejako całość teologicznych wyobrażeń o Kościele i przesunęło punkt ciężkości wiary na sferę filozoficzną.
      Jak to było? Pojawiły się ciężkie do zniesienia niepewność i rozdarcie. Otóż wiedza naprawdę waży. Kiedyś ktoś powiedział mi, że nie chce wiedzieć, bo przestanie wierzyć - a ja szukam, by znać prawdę, i nadal ufam Bogu bez względu na wszystko.
      Zrozumcie mnie teraz, że w Boga nie zwątpiłam nigdy. Po dziś dzień modlę się do niego, choć nie praktykuję religii katolickiej.

      Interesowała mnie zawsze symbolika, wyobraźcie siebie, że macie mózg Roberta Langdona (tego spod pióra Browna, czytaliście?), i wchodzicie do kościoła. Rozglądacie się, widzicie ostrołukowe okna o mocno rozglifionych ościeżach, ściany naw bocznych zwieńczone gzymsem i krenelażem, bardzo zdobne elewacje chóru i transeptu, które wieńczą gzymsy i szczyty dzielone pinaklami. Widzicie skomplikowany układ połaci dachowych, kalenicę środkowego dachu biegnącego nad nawą główną korpusu, która nagle zaczyna coś więcej znaczyć, ten symbol... znacie go już. I ta sygnaturka, która usytuowana jest na skrzyżowaniu naw - nagle zauważacie ukryte znaki, a mając wiedzę o ich znaczeniu i pochodzeniu, nagle zaczynacie zastanawiać się, czy aby ten kościół na pewno wznieśli Chrześcijanie? Po to by wzbudzać strach przed Bogiem?
      Nigdy mi się to nie podobało, nigdy nie chciałam bać się Boga, przecież On jest dobry, ja chciałam Go kochać całym sercem, ale nigdy bać się. A bogobojnymi ludźmi łatwiej jest sterować, prawda? I tu jest pies pogrzebany.
      "Bo nikt nie jest nigdy ślepy tak, tak żeby kiedyś pewnego dnia nie przejrzeć na oczy..."

      To było jak impuls. Niestety bolesny. Uczucia religijne wzbudzają agresję, jednak zaryzykowałam swoją wypowiedź na łamach tej strony: zwątpiłam w religię i w kapłanów. Zanim ostatecznie mnie skreślicie, przeczytajcie jeszcze do końca.

      Matthias Johann Meyer (zm. w lipcu 1737 w Świętej Lipce [pisałam o tym powyżej]) – malarz warmiński, który jako pierwszy w Rzeczypospolitej zastosował kwadraturę w dekoracji sklepień kościoła w Świętej Lipce.
      Dzieło swoje zaczął od pomalowania zakrystii północnej kościoła. Był przedstawicielem malarstwa iluzjonistycznego ściśle współgrającego z architekturą. W dekoracji sklepienia prezbiterium i nawy głównej użył motywu fikcyjnej architektury i wprowadził panoramiczną dekorację, nazywaną figuralną. Wśród malowideł, w samym rogu nad organami Meyer umieścił swój autoportret w niebieskiej kamizelce, z zawiniętymi rękawami i pędzlem w ręce. Autoportret malarza jest też umieszczony w prawym dolnym rogu obrazu Chrystus nauczający w świątyni.






      Przez świadomość, poczułam jak zaczyna wymykać mi się sens tego wszystkiego. Moja wiara uległa umocnieniu, bo jedyną racjonalną odpowiedzią zdawał mi się Bóg. Tylko On zdawał się łagodzić psychologiczną trudność jaką niosła rozwijająca się świadomość wiedzy.
       Zdefiniowałam się jako agnostyk, kogo dewizą jest „Dotyczący wiedzy, służący poznaniu”. Niewielu ludzi w dzisiejszych czasach potrafi się przyznać, że wierzy w Boga. Ja wierzę w Tego, który zapoczątkował nasze istnienie. Ale wciąż szukam prawdy, podważając to, o czym mówią dziś ludzie i ludzkie dogmaty.
       Człowiek jest niespójnym konglomeratem ciała, duszy oraz ducha. Prawa natury zniewalają człowieka, a jego ciało i dusza (w tym psychika) aktywnie mu się przeciwstawiają. Celem życia jest przebudzenie odrętwiałej pneumy i uwolnienie jej z więzów Losu i świata, aby wrócić do Boga. Potrzebne są do tego: wiedza, objawienie, iluminacja co do natury "ja", Boga i świata.
      „Gnostycyzm” jest nazwą zbiorczą dla niektórych powstałych w I-IV wieku n.e. prądów filozoficznych o ukierunkowaniu mistycznym. Nie da ich się już zaklasyfikować jako chrześcijańskie, choć niektórzy Gnostycy sięgali także do tradycji chrześcijańskiej.

      Dziś zbyt wiele wiem o religii, wierze, by określać się mianem Katolika - już nie chcę. Zdając sobie sprawę z ułomności ludzkiej wiedzy i poznania w ogólności, w stosunku do kwestii Boga, nie jestem ślepo zapatrzona, mam świadomość i poszukuję dalej, jako wierząca, jako ufna Bogu.
      Uważam, że Kościół potrzebuje dzisiaj pracy nad swoją pamięcią, po to, by wiedział czego ma bronić jako elementu niezmiennego, a co jest jedynie tradycją i może ulegać przemianom. Ważne, by wszyscy zdali sobie sprawę, że Kościół, ponieważ składa się z ludzi, nieustannie się zmienia, ma swoją historię, czasem błądzi, ale stale dojrzewa, lecz obawiam się, że idzie w niewłaściwym kierunku.

      Ołtarz jest dziełem z 1714 roku. Znajduje się w nim cudowny obraz Matki Boskiej Świętolipskiej, namalowany w 1640 roku Przepiękne suknie ze srebra pochodzą z 1719. Tabernakulum i monstrancja w kształcie lipy, została skradziona z kościoła w 1980 roku. Jedenastego sierpnia 1968 r. Prymas Polski Ks. kardynał Stefan Wyszyński dokonał ceremonii przyozdobienia wizerunki Matki Boskiej koronami papieskimi. Sumę celebrował Ks. kardynał Karol Wojtyła.
      Od XVI do XVIII wieku Święta Lipka stanowiła granicę państwową i wyznaniową: katolicyzmu na Warmii i luteranizmu w Prusach Książęcych. Sanktuarium stało się miejscem wyjątkowym, które od wieków jednoczyło dwa wyznania. Protestanci po kryjomu sympatyzowali z tymi, którzy modlili się przy drzewie, gdzie umieszczona została figura. Znajdująca się w bazylice mniejszej Matka Boska Świętolipska otrzymała nie przypadkowo tytuł Matki Jedności Chrześcijan.


      Czuję dumę z tego kim jestem, jak myślę i jak siebie określam. Jestem świadoma tego, co dzieje się na świecie i kto ma nad nami autentycznie władzę. Toleruję Kościół Katolicki, obserwuję go i jego poczynania, jestem przeciwna formie jego praktyk i z pewnością nie wrócę do gorliwości jaką pałałam wcześniej.
      Żeby była jasność, nikogo nigdy za religię nie potępię, nie wyśmieję i tak samo chciałabym, by Katolicy nie gardzili niewierzącymi, czy ludźmi innych wyznań. Każdy ma prawo do własnego zdania i nie wolno narzucać nikomu innego poglądu, tak jak to w zwyczaju ma większość Katolików. Piszę tak dlatego, że bytując całe swoje życie w środowisku katolickim, napotykałam na rzesze ludzi, których racja była jedna najważniejsza. Ja bardzo tego nie lubię i z niechęcią reaguję jak ktoś próbuje narzucić swoje prawdy.
     Kiedy rozmawiam o takich sprawach z innymi wierzącymi, spotykam się z niechęcią do mojej osoby, otwarta dyskusja często prowadziła do niezamierzonej kłótni i obrażania. I wtedy tylko ten kamienny spokój mi zostaje, łagodny półuśmiech i wycofuję się raczkiem, odpuszczam, bo nie chcę zwady, a tu jak grochem o ścianę. Bo jak mawiał Lew Tołstoj, "często najmądrzejszą odpowiedzią jest milczenie".

"Kamienny spokój. Moja mocna strona. Mój udawany kamienny spokój."

      Organy zbudowane zostały w latach 1719-1721 przez organmistrza z Królewca, Jana Josue Mosengela. Już w tamtych czasach zaliczano je do najlepszych. Instrument początkowo projektowany był jako 18-głosowy o dwóch manuałach (bez pedału). W ostatniej formie, w roku 1721 dysponował trzema manuałami, pedałem oraz dyspozycją 40 głosów o barokowym brzmieniu.
      Jak wszystkie instrumenty w tamtych czasach, organy świętolipskie posiadały trakturę mechaniczną, a niezbędne do gry powietrze pompowane było przez 4 klinowe miechy uruchamiane nożnie przez tzw. kalikantów.
      Dziś podziwiany niezwykle kunsztownie wykonany prospekt organów z ruchomymi figurami. Szafa zewnętrzna organów świętolipskich należy do najlepszych wzorców prospektów barokowych. Jest bogato zdobiona ornamentem roślinnym, złożonym głównie z przeplatanych wstęgami splotów akantu. Na zwieńczeniach więzi umieszczone są rzeźby przedstawiające aniołów grających na różnych instrumentach.
      Wnętrze instrumentu zostało gruntownie przebudowane w 1905 roku. W miejsce większości barokowych głosów wstawiono nowe, o romantycznym brzmieniu ( łącznie 35 głosów), a trakturę mechaniczną zastąpiono pneumatyczną.
      W czasie wojen światowych organy bardzo ucierpiały. Po II wojnie uzupełniono brakujące piszczałki, a w roku 1970 opiekujący się instrumentem jezuita, brat Waldemar Strzyżewski uruchomił nieczynne przez długie lata figury.



      Kiedy zasiadłam w ławie przed ołtarzem, nie tylko słuchałam ale patrzyłam za siebie, jak wszyscy, urzeczeni gdy grały ruchome organy. Doznanie było tak mocne, że zaszkliły mi się oczy. Kiedy wypełniły mnie całą najniższe dźwięki instrumentu, ledwie opanowałam wzruszenie. Jak mam słowami wyrazić piękno i emocje?
      Spróbowałam czymś się zająć żeby już całkiem się nie rozpłakać, nagrałam je, choć to nic nie da, to trzeba poczuć na żywo. Przejęły mnie wtedy takie dreszcze, że ruszać się nie mogłam...

video

     Dlaczego nie można rozmawiać bez awantur i narzucania swoich racji? Dlaczego Katolickość jawi mi się tak często fanatyzmem?
      Próba przekonania kogoś do religii jest jak próba rozciągnięcia skarpetek stópek na podkolanówki.
      Opinia wzięła się życia, a ja bym chciała byśmy wszyscy się wzajemnie szanowali bez względu na poglądy. Mam wrażenie wielkich oczekiwań i niestety przejawu chorej presji.
      Wydaje mi się, Boże, że nie chciałeś aby tak wyglądał Twój Kościół.
      Ważną dla mnie rzeczą jest wiara w jednostki. Spotykaliśmy wielu złych ludzi, ale nigdy nie przestawajmy wierzyć w człowieka. Nie skreślajmy jednej osoby za to, że w przeszłości kilku innych nas zraniło. Każdy jest inny, każdy jest na swój sposób wyjątkowy, ten zły również, tyle że wybrał niewłaściwą drogę. Ja wierzę, że w każdym z nas jest dobro bez wyjątku. Tak wierzył nasz papież Polak, który przebaczył swojemu niedoszłemu zabójcy.
      Nie dam sobie zarzucić bezbożności, modlę się często, żyję w zgodzie z sumieniem. Nie kłamię, nie kradnę, nie zabijam. Czytam Biblię, ponieważ znam ją z Kościoła tylko fragmentarycznie i źle mi z tym.
      Chciałabym aby wszyscy choć raz nim ocenią drugiego człowieka, spojrzeli najpierw na siebie.


__________________________________
Pisząc ten tekst, korzystałam z wielu informatorów
encyklopedycznych i wypowiedzi doktorów.

konglomerat: całość będąca połączeniem 
różnorodnych przedmiotów,
zjawisk, definicji etc.
deprecjonować: obniżać wartość

11 komentarzy:

  1. Odpisałam Ci bardzo długaśnie na Twój komentarz u mnie.

    Grzech się wziął od Adama i Ewy. W Księdze Rodzaju jest: przerazili się i odkryli, że są nadzy. Katolicyzm postrzega Boga jako osobę, więc choćby z szacunku nie wypada ubierać się inaczej. Choć ja wolę chodzić do kościoła w jeansach. I tak zwykle robię.

    U nas nie jest tak źle. We Włoszech nie wpuszczą Cię do kościoła jeśli nie jesteś odpowiednio ubrana. No i nie jesteśmy jedyną religią, spójrz na Islam jakie ma wymagania w tej kwestii.

    Moi rodzice również nie są praktykujący i chociaż wiara to była moja decyzja miałam z nimi niezłą batalię.

    Co do agresji to i ja jako wierząca często spotykałam się z agresją, że jestem za mało pobożna, w czasach kiedy naprawdę uczciwie praktykowałam. Bo jak dzieci w pierwszej klasie szkoły podstawowej mogły napisać bazgrołami modlitwę Ojcze Nasz, przecież to świętokradztwo;)

    Z katolikami nie mam problemu, właściwie z nikim nie mam problemu. Jestem tolerancyjna. Nie ważne jest dla mnie kto jakiego jest wyznania, orientacji. Ważne kto jakim jest człowiekiem. To ateiści mają ze mną problem i zwykle jak się dowiedzą o moim wykształceniu to nie dają mi spokoju. Miałam sporo przykładów w ostatniej pracy, a za nikim z krzyżem nie biegałam, ani nie poruszałam kwestii wiary. To moja prywatna sprawa.

    Trochę inaczej widzisz niż u Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zerknę w następnej kolejności :)

      Nie, nie, elegancki ubiór to już kolejna kwestia, z którą też jakby nie końca honoruję, są takie materie, na które ja patrzę zupełnie inaczej. Tak, rozumiem co to znaczy dzień święty święcić, ale co wypada a co nie, to już inny wątek i niestety punkt sporny dla wielu. Powtórzę raz jeszcze, Bóg nas nie uczył, że istnieje coś takiego jak nagość i nieprzyzwoitość, pokazał nam to wąż. On nas takimi stworzył. Nie nawołuję tutaj do chodzenia nago do kościoła (już widzę pierwsze wzburzenia po przeczytaniu pierwszego zdania...) dyskusja w zasadzie wzięła się od ramion i kolan. Oo

      A Islam to już zupełnie inna bajka ;)

      Ja to widzę w taki wręcz wykwintny sposób, bo takich spotykam niestety ludzi. Już szczytem wszystkiego było wyproszenie mnie z kościoła, bo pewna pani nie znała znaczenia mojego wisiorka na szyi i postanowiła profilaktycznie mnie upomnieć, czy to już nadgorliwość?
      Wyjaśniłam jej historię pochodzenia oraz genezę symbolu i dała mi spokój, a przy tym zrobiła się czerwona ze wstydu, bo chciała zabłysnąć wiedzą, której nie miała. I na logikę, gdybym była innowiercą, za którego mnie brała, modliłabym się obok niej przed ołtarzem? - do tego właśnie zmierzam, większość wierzących nie wie nic o własnej religii.

      Usuń
  2. Witaj Hexe.
    Ale się naczytałem i naoglądałem. I wpis i zdjęcia super.
    Jak widać nadajemy na tych samych falach...
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się z wspólnego prądu myślowego, tutaj dyskusje będą zbędne :)
      Pozdrawiam i czekam na kolejne Twoje wędrówki :)

      Usuń
  3. Rozmowy o religii są trudne i rzeczywiście częstą kończą się awanturą. Najgłośniej zazwyczaj krzyczą ludzie pozbawieni wiedzy na jej temat, ślepo podążający za stadem. Nie podoba mi się to. Mam do Kościoła ,,uraz" dzieciństwa, kiedy to babcia od małego szkraba kazała nam (mi i siostrze) odmawiać pacierze i goniła na mszę, strasząc Gniewem Bożym!!! Były momenty, że ja naprawdę się Go bałam. Czy wiara powinna opierać się na strachu???
    Od 15 lat nie praktykuję religii. Pewnie to wpływ ,,złego środowiska" w jakie wpadłam i z pewnością studiów, które ukończyłam. W każdym bądź razie staram się być dobrym człowiekiem tu i teraz, nie bojąc się tego, co będzie potem.
    P.S. Bazylika jest przepiękna!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj...
      Ja wyznaję buddyjską zasadę - morzesz wierzyć w co chcesz, możesz w nich nie wierzyć... czyń dobro.
      I tego wolę się trzymać, a nie dogmatów, nakazów, zakazów i tabu.
      Pozdrawiam serdecznie.
      Michał

      Usuń
    2. "Najgłośniej zazwyczaj krzyczą ludzie pozbawieni wiedzy na jej temat" - o właśnie o tym przed chwilą pisałam w odpowiedzi na komentarz Rose :)
      Wiara nie powinna opierać się na strachu, tak jak pisałam w notce, ja chciałam Boga kochać, a nie bać się. Tymczasem większość kościołów straszy, przyjrzyj się starym budowlom, a znajdziesz na pewno pełno straszydeł, węży, smoków i innych monstrów wijących się pomiędzy aniołami.

      Michał ma absolutną rację, to znaczy wolność i tolerancja.

      Usuń
  4. Jakby nie patrzeć, chrześcijaństwo liczy sobie już 2000 lat - przez taki szmat czasu nie dziwne, że tradycja zdążyła wypaczyć niektóre idee, lub wprowadzić nowe, niezwiązane tradycje (jak np. ten celibat, który, z tego co mi wiadomo, tak naprawdę został wprowadzony tylko po to, żeby dobytek księży po śmierci nie trafiał do rodziny, ale do skarbu kościoła...). Ale, jak i nie tylko w tym wypadku, to tylko otoczka - jak kogoś jakaś wiara przekonuje, to będzie wierzył i tak.

    Co bardzo lubię w Twoich notkach - potrafisz świetnie łączyć opisy miejsc, historii i krajobrazów z własnymi przemyśleniami, co razem tworzy bardzo interesującą całość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawe spostrzeżenie o przyczynach powstania celibatu, cieszy mnie, że trafiają tutaj osoby z jakąś wiedzą.
      Miło mi niezmiernie za taką opinię na temat mojego pisania, obiecuję, że ie zawiodę następnymi postami :)

      Usuń
  5. ...Bo wiara winna być intymną sprawą każdego człowieka. Wykrzykiwana, głośna, rozpasana, jaką prezentuje Polski Kościół - niewiele jest warta. O innej, ostatnio bardzo głośnej i niebezpiecznej nawet nie wspomnę.

    Za wiarę w Boga odpowiedzialny jest gen wiary. I albo się go ma, albo nie. Ludzi z genem wiary jest większość i też większość ma w sobie potrzebę wierzenia w Boga. Najczęściej w tego, którego mają podanego "na tacy" przez swoje pokolenia. Ci, co genu wiary nie mają, w żadnego Boga nigdy nie uwierzą. Nie jest im do niczego potrzebny, nawet do szczęścia.

    Pięknie spędzacie miodowe dni, a my przy okazji z Wami. :)
    Pozdrawiam serdecznie! Halszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozpasana i szumna, o tak. Ja bym tylko chciała, żeby każdy szedł własną drogą i nie próbował zadeptywać nikomu ścieżki.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.