sobota, 29 sierpnia 2015

Miodowe - dzień trzeci. Dobre Miasto i władza biskupia.


      Dawne Guttstadt na Warmii w woj. warmińsko-mazurskim, w powiecie olsztyńskim nad Łyną.
      Drzewiej był tu gród pruski, malowniczo usytuowany pośród bagien i rozlewisk, co piastowało funkcję kamuflażu. Pędzili raczej spokojny żywot, na swej sztucznej wyspie rzeki Łyny, powstałej po przekopaniu kanału, tzw. Dużej Łyny prewencyjnie dla potrzeb obronnych oraz na potrzebę młyna. Idyllicznie, ale do czasu.
      Nazwa miasta najprawdopodobniej wywodzi się od pruskiego słowa gudde oznaczającego krzak, zarośla. Łaciński zapis miasta pochodzi z 1336 i brzmi on bardzo przystojnie i uczenie: Bona Civitas, bo quidquid latine dictum sit, altum videtur [Wszystko co powiedziane po łacinie brzmi mądrze ;)]
      Gdy panowanie ostatecznie przejęli biskupi, miasto zyskało wątpliwej potrzeby patronkę, męczennicę chrześcijańską, jedną z Czternastu Świętych Wspomożycieli. Jest to Święta Kościoła katolickiego i prawosławnego, Egipcjanka - Katarzyna Aleksandryjska. Długo się ją przedstawia i tak samo długo można by rozmyślać, po co się nadaje świętych patronów. Rzeczywiście ładnie to brzmi w pieśniach bojowych, i zacnie jest oddać życie na wojnie w imię świętego. Pozostawię to bez szerszego komentarza.
      Dobre Miasto było ośrodkiem dóbr biskupich, siedzibą kapituły kolegiackiej. W 1627 zostało zniszczone przez Szwedów, którzy zrabowali również cenną bibliotekę kapituły. W 1772 dostało się pod zabór pruski, zaś 38 lat później, dekretem króla Prus, zlikwidowano kolegiatę i wybudowano kościół ewangelicki.


      Po wojnie miasto zostało wydźwignięte z ruin i rozbudowane. W 1960 prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński przywrócił do życia kapitułę kolegiacką.
      Kapituła dla diecezji warmińskiej została utworzona przez biskupa Hermana. Składała się z primiceriusza (prepozyta) i dziesięciu kanoników. Oficjalnie zadaniem nowo powołanego kolegium kanoników w Dobrym Mieście miało być wsparcie biskupa i kapituły katedralnej.
      W 1357 roku dotychczasowy proboszcz dobromiejski ksiądz Mikołaj, z niewiadomych przyczyn, (choć zapisy podają bagatelny powód, jednak jest on niepotwierdzony) zrzekł się probostwa i tym samym kapituła kolegiacka nabyła pełne prawa do użytkowania kościoła parafialnego w Dobrym Mieście.
      Biskup ustanowił drugą godność prałacką – dziekana, któremu powierzył obowiązki proboszcza, wtedy kapituła dobromiejska rozpoczęła budowę nowej świątyni. Była ona kapitułą zamkniętą (capitulum clausum), oznacza to, że życie kanoników było podobne do życia domów zakonnych, co za tym idzie, wszystko co działo się w świecie Kościoła i trwało ledwie na granicy życia osób świeckich, było owiane tajemnicą. Abrakadabra.
      Ta niewielka miejscowość liczy sobie kilka zabytków, najważniejsze z nich, to gotycki kościół Najświętszego Zbawiciela i Wszystkich Świętych – druga co do wielkości świątynia Warmii, ma nawet tytuł bazyliki mniejszej. Oraz fragmenty murów obronnych z gotycką wieżą z XIV wieku, nazywaną Basztą Bocianią.

baszta verte


      Bardzo lubię zwiedzać małe miasta, szczególnie te z czerwonej cegły czy drewna, pachnące pamiątką ciekawej historii, częstokroć suto zakropionej krwią wojenną. Większość pruskich rejonów wszelako na równi z juchą, pachnie również kościelnym kadzidłem. To już nie dziwne, że obydwie wonności w parze chodzą, a widmo przeszłości jęczy przeciągle wraz z duchem wszystkich świętych relikwii - nie wiedzieć czemu - wiecznie żywych w obecnym Kościele, bo przecież dalej czcimy posążki i obrazy, niezgodnie z Bożymi dyspozycjami.
      Do Dobrego Miasta trafiliśmy poza planem, zauważywszy z drogi tę kształtną basztę, a chwilę potem przyciągające oko, skrywające pod tynkiem tajemnice starej zabudowy.



      Pachnące zabobonem klimaty to już niemal szablon historyczny. Niejedno miasto pod władaniem biskupim zostało tak naprawdę przejęte zbrojnie lub kupione, czyli komu trzeba, usta złotem zasypano, a gdzie monetarne argumenty nie przemówiły, tam w ruch poszło żelazo. Ot pruskie bajdy, bijmy się bijmy w imię Boga i świętych, a dobry kapłan nas pobłogosławi. W tym przypadku chyba jednak wolę szwajcarskie smoki.



      Tutejsza przyroda mnie kupiła. Jak patrzyłam na to zielone uroczysko, choć to rzeka co prawda, nie bagno żadne, przyszła mi na myśl piosenka "Wolność jak marzenia" o pannie z bagien, która na skraju światów ciągle trwa, wolna jak marzenia, jakby zapomniał o niej świat.
      Relacjonując wszystkie swoje wojaże, nauczyłam się być jeszcze lepszym obserwatorem i dużo więcej zapamiętywać. Wychwytuję szczegóły, zaglądam wszędzie, czytam wszystkie foldery, staram się poznać zwiedzane miejsce i niejako głębiej do niego zaglądam. Czasami udaje mi się wejrzeć w jego subtelniejsze zakamarki, usłyszeć martwe już odgłosy serc mieszkańców, bo historia ma całe mnóstwo impresji, takie quasi-percypowanie.
      Kiedy nie ma mi kto przewodniczyć, staram się być sama sobie wiedzą na tyle wystarczającą, aby nie pobłądzić w meandrach stuleci. Ciężko jest coś znaleźć, czasami trzeba przebijać się przez stosy zbędnych informacji. Przystoi wtedy umieć rozpoznać sygnał, że jedna wzmianka może w dalszej treści nieść wartościową rzecz, a i należy sprostać odsiewaniu bzdur od faktów. Taka troszkę gnoza dla wytrwałych poszukiwaczy i podczas zmiany formy na przekaz własny, to troszkę jak połączenie wiedzy z istnością ludzi w świecie. Przełóż encyklopedyczny bełkot na bardziej nośny język, a przy tym nie brzmiej nader prostolinijnie.
      A kiedy znajduję się w takich miejscach jak poniższe, każda nienaruszalna, podstawowa teza, jest jak dogmat, twierdzenie lub pogląd, niemający oparcia w rzeczywistości, bo nagle nic już nie jest ważne i jestem ponad to wszystko, co mnie ściąga w dół.
      I rzeczywiście lubię to też fizycznie zrobić. Wleźć na coś naprawdę wielkiego, i spojrzeć w dół, zobaczyć jaki ten świat jest malutki i tym samym zminimalizować swoje własne problemy, zagłuszyć ich wołanie z mózgu, zdusić. Spojrzeć z innej perspektywy, trochę jak schizofrenik, bo najobiektywniej jest z punktu widzenia innej osoby. Myślę, że właśnie po to wymyślono różne wieże i dzwonnice. Bo tam prócz małego kawałka podłogi, hula tylko wiatr. A ten to potrafi spod grzywki wydrzeć głupie myśli. Wzrok wtedy gdzieś tam pobłądzi sobie niezależnie, dusza rwie się do lotu, ale nie ucieknie, bo klatka jeszcze całkiem sprawnie funkcjonuje, chociaż ostatnio nawala, to jednak duszy nie wyzionie, NEVER!


      Następny postój to istny Behemot pośród warmijskich twierdz. Byliśmy całkowicie bez szans, zdobycie takiej fortyfikacji graniczy z cudem, więc postanowiliśmy o misji czysto pokojowej i pozostawiliśmy swe uzbrojenie przed murami w depozycie u ciecia. Poruczenie naszego szlachetnego obywatelstwa, zostało przyjęte z mirem i serdecznością, ale o tym przy następnej okazji ;)


czwartek, 27 sierpnia 2015

W cieniu gaju, w przepaści snów.

      "Już ponad rok, odkąd tu jestem, i nie wyobrażam sobie, jak mogłam żyć w Warszawie – mieście rozpędzonych samochodów, rozpędzonych ludzi? Wśród krzykliwych reklam, obcego mi coraz bardziej świata, którego byłam fragmentem… rozpędzoną kulą? Jak spędziłam tyle lat bez mamy, śliwek, Rozlewiska, Kaczki Obrażalskiej, Piernackiego, Kaśki, Funia, Mazur…?"
      To tylko wycinek z książki. A gdybym ja miała napisać podobną powieść? Już ogrom lat tu przyjeżdżam i zawsze kiedy miałam wracać do Łodzi, byłam chora. Rozpędzone życie oddychające spaliną, wyścig szczurów, świat tak odległy od tego, w którym tętni żywa cisza pulsem ptasich gardeł i oczek pojawiających się na gładkiej tafli jeziora. Miasta tego nie znają. Miasta to chaos. Im dłużej w takim żyłam, tym bardziej było mi obce.
       Telewizji już wgl. nie oglądam, tych reklam obiecujących, że jeżeli boli Cię żołądek, a kupisz tabletkę, będziesz mógł jeść dalej ulubione, tłuste potrawy. Jak ja do diaska spędziłam tyle lat w tym zgiełku? Bez jaskółek tańczących nad jeziorem, bez jezior, bez ludzi, którzy odmienili moje życie, bez Mazur...? Aż łezka się kręci.
      "Przystanęłam. Ta cisza mnie urzeka. Nie ma wiatru. Nic się nie porusza.(...) i ta cisza aż dzwoni w uszach takiego mieszczucha jak ja(...)
- Nie muszę chodzić do kościoła, by poczuć Boga i jego dobroć."


      "Rok temu nie przypuszczałam, że zapragnę żyć na Mazurach i bez tych łąk i lasu nie będę chciała żyć nigdzie indziej."
      Chyba dwa, może trzy lata temu pomyślałam sobie, że wyjadę i zapuszczę korzenie tam, gdzie zostawiłam moje serce. Bo w Łodzi jestem kobietą bez serca, egzystuję tak jak wszyscy, budzę się, pracuję, idę spać, budzę się etc. Niepełna taka. Dobrze, że jeszcze wiedziałam gdzie można uciekać, gdzie szukać substytutu takiej przyrody, ale Mazury są dla mnie doznaniem na tyle głębokim i prawdziwie mocnym, że płaczę ilekroć tam przyjeżdżam.
      Dryfowaliśmy na łodzi, ta cisza właśnie tak dzwoniła w uszach, chmara jaskółek tańcowała wokół nas zupełnie jak zaklinaczki. Poleciały mi z oczu krokodyle łzy, zupełnie nie do pokonania, one płynęły bite pół godziny. Bo tam jest zbyt pięknie żeby nad tym nie zapłakać.


      I wtedy zrozumiałam jakie to ważne móc te łzy szczęścia wytrzeć w rękaw ukochanego, bo nigdy dotąd nie miałam tutaj towarzystwa. Na Mazurach wydawało mi się, że musiałam być sama, bo po prostu nikt tego nie rozumiał i nie umiał mnie takiej wzruszonej pojąć. Dla wielu to miejsce jest zbyt mdłe, wg wielu ja przesadzałam.
      "To takie kobiece, w razie nieszczęścia rozmawiać, dzielić się niepokojem, bólem, szukać pocieszenia, pomocy…"



      Są ta­kie miej­sca na ziemi, gdzie ból i smu­tek, zda­je się zni­kać, a oczy i ser­ce, prze­pełnia ra­dość i wo­la istnienia.






      Powroty do miasta zawsze były jak wejście w czarną, lepką mgłę. Jak wyrżnięcie twarzą w mur realizmu. Każde powroty bo­lą gdzieś tam w środ­ku.
      "W realizmie codziennie moje oczy dosięgają nies­pra­wied­li­wości, mimo iż wierzę, że jes­tem równa z in­ny­mi. W realizmie wielkiego miasta muszę wciąż szu­kać siebie na no­wo, muszę bezustannie walczyć, by głos otaczających osób nie zagłuszył obec­ności mojej duszy. Bra­kuje miej­sca szczęściu na Ziemi, bo wszys­cy krzyżem leżą. A ono stoi i się na nich wy­pina."


      "Czy czu­jesz prze­syt idei? Po­wieźli cię z więzienia two­jego umysłu, naj­pierw po niebie, po­tem po ziemi, te­raz po wodzie. Po­wieźli tam, gdzie do nieba pro­wadzi dra­bina two­jego praoj­ca Ja­kuba. Czy widzisz skaczące z chmur płomienie? Le­piej um­rzeć dla ra­dości przy­jaciół i ich szczęścia, niż żyć tyl­ko dla siebie sa­mego."


      To tutaj przydarzyły mi się kiedyś tajemnicze inkantacje, oraz sny, których interpretacja była prosta i dosłowna jak rzadko. Nie mam wątpliwości, do tego, co miało miejsce. Nie chcę jednak o tym opowiadać, to inny temat.
      Ta kraina mnie odmieniła, poczułam coś niewyjaśnionego. Zbliżającego mnie do natury co bytuje ponad ludzki zgiełk. Jak klangor żurawi ciągnący się w przelocie, niedościgły i wolny. Tam są moje konie. Tam są moje wspomnienia. Tam są moje łzy, których nigdzie indziej nie wylewam. Tam są moje sekrety spowite mgiełką tajemnicy, teraz unoszącą się nad bagniskami. Tam spoczywają moje modlitwy cichutko na zapomnianym cmentarzu. Tam są moje lasy. Tam są moje deszcze i wiatr.


      Pół mojego życzenia zostało wysłuchane. Nie rezyduję w wielkiej betonowni. Boski żart jednak polega na tym, że zapomniano wokół mojej enklawy posadzić drzewa. Czyżby przyszły klan miał patrzeć na gniazdo w pustaci, do którego lary i penaty zgubiły drogę? Czyżby nigdy miał nie trzymać w dłoni szotów?
      „W każdym momencie, w każdej chwili, w każdym zdarzeniu kryją się przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. W każdej chwili kryje się wieczność. Każde odejście jest zarazem powrotem, każde pożegnanie powitaniem, każdy powrót rozstaniem. Wszystko jest jednocześnie początkiem i końcem.”


   - Rada jestem, mogąc gościć na twej wyspie, Pani Jeziora.
   - Nimue - poprawiła swobodnie mała magiczka. - Nimue, nic więcej. tytuły i epitety możemy sobie darować, panienko.
      ~ Fragment Sagi Wiedźmińskiej, bohaterka zwana Panią Jeziora, adeptka Aretuzy (szkoły dla specjalnie uzdolnionych) innymi słowy zwana powszechnie jak na tamte czasy profesja: czarodziejki; dziś oczywiście zabobon i nieprawda. Miała obsesję na punkcie przygód Geralta i jego świty, których dzieje były uznane w jej czasach za legendę. Jednak jej prace nad zapętlaniem czasu dowiodły, iż to nie były mrzonki, a zagubioną Ciri, wędrującą bez umiejętności ani wiedzy po tunelach czasu, osobiście spotkała, niestety w co najmniej niekomfortowej sytuacji.
      Tak mi się... przypomniało.


      "To jest wieczór na piosenkę - pomyślał Włóczykij. - Na nową piosenkę, która składać się będzie z jednej części z nadziei, w dwóch z wiosennej tęsknoty, i której resztę stanowić będzie niewypowiedziany zachwyt, że mogę wędrować..."

wtorek, 25 sierpnia 2015

Reszel i pluskwy w japonkach na zamku.

      Miecze w dłoń, łuki w juki, a łupy wziąć w troki i hajda na koń! Nie omyliłam swej nadziei. Mimo tego, co mi poprzednio mówiono, spodziewałam się znaleźć gród takiej odpornej siły, jak Reszel. Znalazłam sobie twierdzę potężną, o której nikt bez dział ciężkiego kalibru nie mógł nawet pomyśleć. Ale wiadomo, iż Bóg stworzył nieprzyjaciół, aby mężowie wojenni łup z kogo brać mieli. A za chwilę przede mną stanął wierny służbie i prawy rycerz:
      - Ja jestem Kowalski, a to jest pani Kowalska, innej nie chcę - i wskazał z dumą na broń swoją toczoną.
     A więc czas nam w bój!


      - Zawżdy sam nie będziesz, ja wojsko całe poprowadzę. Ja mury te pokonam i tron zaanektuję. A ty, jeśliś wiernym wojownikiem, siądziesz po mej prawicy.
      - Ale jam jest zachłannym i żądam czegoś więcej.
      - Nim zażądasz, zdobądź najpierw zamek. Dla mnie.


      A stał on dumny i górował nad głowami, wieżyce swe najeżone miał włóczniami i grotami.





      Reszel uważany jest za najładniejsze miasto Warmii. Spośród innych wyróżnia go lokalizacja oraz urok. Zamek biskupi, wyniosła fara, gotyckie mosty, świetnie zachowany zespół staromiejski zastygły na uliczkach klimatem średniowiecza.
      Rößel, miasto w woj. warmińsko-mazurskim, położone jest na Pojezierzu Mrągowskim, nad rzeką Sajną, dopływem Gubra wpadającym do Łyny. Jest to małe miasto z wieloma zabytkami, należące do sieci cittàslow.
      Cittàslow (dosłownie: "powolne miasto") ruch, a zarazem organizacja non-profit, której celem jest oparcie się globalizacji i homogenizacji miast poprzez popieranie różnorodności kulturalnej, ochronę środowiska naturalnego, promocję tradycyjnych lokalnych produktów oraz dążenie do poprawy jakości życia. Inspiracją dla ruchu jest organizacja Slow Food.


     Dwuosobową obławę zaplanowałam w towarzystwie wojownika, boć wśród rycerzy wielość jest prawości, a tu wymóg na spryt, pomysłowość i bezwzględność.
      Przebraliśmy się za turystów w japonkach. Część wojsk ukrywała się wtedy w krzakach, inną zaś część posłałam, by odwrócili uwagę strażników. Na horyzoncie unosiły się już kłęby dymu. Cała uwaga adwersarzy skupiła się na tamtej wiosce.


      Kropla historii od początku: Najpierw, przed 2 tys. lat, żyło tu plemię Prabałtów. Z upływem wieków stara osada przekształciła się w obronny gród plemienia Bartów, później w 1241 wojska krzyżackie zdobyły gród pruskiego plemienia, który w tym czasie nosił staropruską nazwę Resel (Reszel).
      Zaczęli się budować, bo gród to za mało i tak w miejscu zniszczonej osady postawiono strażnicę. Prusowie doszukali się zemsty i rok później, podczas powstania, odbili gród. Utrzymali go przez pięć lat.
      W 1247 gród został ponownie zajęty przez wojska zakonne. Kolejne umocnienia krzyżackie zostały pobudowane dwa lata później i przetrwały do 1261 i wtedy wybuchło II powstanie pruskie. Załoga krzyżacka sama zniszczyła gród i wycofała się najprawdopodobniej do Braniewa. Powstanie upadło w 1273.
      Jako pierwszy łapę na tej ziemi położył braniewski mieszczanin Eleus. Miasto budowane było według wcześniej ustalonego planu. Posiada zachowany średniowieczny układ urbanistyczny. W 1372 rozpoczęto budowę murów obronnych z basztami i trzema bramami: Wysoką, Królewiecką i Rybacką. W tym czasie Reszel był trzecim co do wielkości miastem Warmii, po Braniewie i Lidzbarku Warmińskim.
      Po bitwie pod Grunwaldem Reszel przeszedł pod panowanie Władysława Jagiełły, ale jeszcze jesienią 1410 przywrócono władzę zakonną. W 1440 Reszel przystąpił do Związku Pruskiego założonego w Kwidzynie, jako jedno z miast założycielskich. Tajna Rada Związku Pruskiego w dniu 4 lutego 1454 wypowiedziała posłuszeństwo władzom zakonnym. Dwa dni później opanowano większość zamków krzyżackich i biskupich. Obroniły się tylko Malbork, Sztum i Chojnice. Wojska zakonne rok później opanowały Reszel, biskupom warmińskim przekazały miasto dopiero w 1462.





      Znaleźliśmy niestrzeżone przejście na sam dziedziniec, ale to mogła być pułapka. Użyłam swojej mocy wpływu i wpuściłam do środka pionka.


      Reakcja jego była krępująca... wyhamowała nasze inicjatywy.


      Zaczailiśmy się cichutko oczekując aż ktoś przyjdzie sprawdzić niepokojące dźwięki.




      Po wojnie trzynastoletniej Warmia przeszła pod opiekę króla polskiego, a Reszel stał się polskim miastem granicznym. Przyszły biskup porwany został przez podjazd krzyżacki z pobliskich Łężan. Krzyżacy pod murami Reszla zażądali poddania miasta, szantażując, że zabiją dziecko, jeśli bramy miasta nie zostaną otwarte. Dziecko zostało jednak odbite i obyło się bez otwierania bram miasta, dlatego my podłożyliśmy kota.

Czuje się bardzo fotogeniczna w towarzystwie tego zamku...
      Usłyszałam pierwsze kroki, coraz bliżej, budzące nadzieję na powodzenie misji.


      W trakcie napaści nikt nie robił zdjęć. Ukryliśmy nieprzytomne ciało tam w dole i zakneblowaliśmy. Następnie weszliśmy na mury, by dać znak siedzącym w krzakach. Zostało tylko znaleźć pokrętło i podnieść wrota.


       Budowa nowych murów obronnych i fortyfikacji miasta, pomogły obronić miasto w 1520 podczas szturmu wojsk zakonnych. Mieszczanie reszelscy dobrze prosperowali w wieku XV i XVI, ale największy rozkwit nastąpił w okresie baroku. Pracowały tu liczne warsztaty malarskie i złotnicze. Sławni byli rzeźbiarze, m.in Krzysztof Peucker (1662-1735) oraz rodzina Schmidtów.
      Wojny polsko-szwedzkie nie spowodowały zniszczeń. Rozwój miasta i zamożność mieszkańców pozwoliła na wykupienie miasta spod władzy biskupiej w 1655. Reszel w okresie baroku znany był jako miasto artystów. Zamek reszelski był jedną z rezydencji ostatniego biskupa warmińskiego Ignacego Krasickiego.


Po odnowieniu wierzy, zostawili na pamiątkę stare bale.
      Po I rozbiorze Polski Reszel dostał się pod panowanie pruskie. Zamek został przekształcony w więzienie oraz magazyn zboża i spirytusu. W latach 1806 i 1807 dwa kolejne pożary mocno zniszczyły miasto. Prawie całe spłonęło, ocalał m.in kościół gimnazjalny, jeden z budynków kolegium, wikarówka oraz zamek.
      Zamek został przekazany gminie ewangelickiej. Pomieszczenia w skrzydle południowym zostały przekształcone w zbór. W 1816 r. ukończono budowę ratusza. Kolejne lata to powolny upadek miasta, powodowany m.in. pożarami, a miasto zajęli Rosjanie. W 1917 spłonęła część kamieniczek przy rynku.

      Weszliśmy na wieżę, horyzont płonął. Spojrzałam na miasto w dole z niejakim sentymentem... Już tu kiedyś byłam. W misji pokojowej. A dziś przejmę tron. Dziś poznacie nowego władcę. I podniosę Wam podatki...


Widok na Kościół farny pw. św. Piotra i Pawła.




      W wyniku II wojny światowej, podczas której miasto nie doznało większych zniszczeń, Reszel został włączony administracyjnie do nowo powstałego województwa olsztyńskiego. W następnych dziesięcioleciach rozebrano ponad 30 zabytkowych budynków w obrębie starego miasta. Remont generalny zamku został przeprowadzony w latach 1976-1985.
      A wioska płonęła w oddali magicznym, trującym płomieniem.



      Oblężenie rozpoczęto pod czujnym okiem drugiego dowódcy ->



      A ja w tym czasie poszłam grać o tron w chowanego ze strażnikami!


      Niepostrzeżenie przemknęłam się na wieżę kościelną i w celu dezorientacji zadzwoniłam na mszę.



Oto moja armia
Oto moje prawa
Ogień na sztandarach
Oto moja wiara
Kto ma siłę - jego czas

Glorya! Glorya! Glorya!

      Rozbrzmiała pieśń wojowników. I dalej wszystko potoczyło się bardzo szybko. Nagle mój stary świat zawiesił się...



Krew na moich rękach
Krew braci na twarzy
Noc zapadła nagle
Słońce wstanie krwawe
Kto ma siłę - jego czas

Glorya! Glorya! Glorya!


Nikt nie zmierzy się z ogniem, który zapłonął nad nami

Oto moja armia
Oto moje prawa
Ogień na sztandarach
Oto moja wiara


Krew na moich rękach
Krew braci na twarzy
Noc zapadła nagle
Glorya viva l'arte!!!


      A później poszliśmy na obiad ustalać nowe podatki. Oczywiście wioskę na horyzoncie kazałam ugasić i zapłacić za szkody. Oddadzą mi później z podatkach.


Takie nam fajne noże do rybki podali.
      - Teraz jest na to czas. Czego żądasz w zamian za tron, który pomogłeś mi zdobyć?
      - 1/3 dziewek z miasta i sam wybieram.
      - Nie za wiele oczekujesz?
      - Wszak zamek już zdobyty.
      - Ale kobieta zmienną jest. Straże! Wtrącić go go lochu!!



      Z niejakim rozrzewnieniem spoglądałam na jeszcze puste krzesła moich posłów i wiernych doradców, z którymi będę władać miastem.



      I tak się kończy moja historia i w zasadzie mogłabym naprawdę zatrzymać czas i na skrzydłach jak ptak lecieć co sił tam gdzie moje pradawne sny o wędrówkach w siodle z mieczem przy pasie w kompanii wesołej i tylko czasem zatrzymawszy się w gospodzie, zaśpiewać niczym bard o swej niedalekiej przeszłości. Są takie chwile, dla których się żyje.

Widok na zamek z wieży kościelnej.
Zamek biskupów warmińskich - zbudowany na planie kwadratu, z dziedzińcem wewnętrznym i krużgankami. Część mieszkalna znajdowała się w skrzydłach południowym i wschodnim, pozostałe boki zamykał mur kurtynowy. W narożniku północno-zachodnim znajduje się wieża obecnie nakryta dachem, wcześniej zwieńczona była blankami. Wieża bramna z zachowanymi do dzisiaj prowadnicami bron znajduje się w zachodniej części zamku.


Kościół farny pw. św. Piotra i Pawła - budowę rozpoczęto w 1348. Początkowo była to trójnawowa hala bez prezbiterium, z okazałą wieżą od strony zachodniej oraz zakrystią i kruchtą od strony północnej.
      Kościół uległ znacznemu zniszczeniu w pożarze. Kolejny pożar zniszczył odbudowany kościół i spłonęły m.in. obrazy. Kolejna odbudowa przyniosła projekt nowego hełmu wieży z latarnią. Wnętrze ponownie wyposażono.
      W ołtarzu głównym znajduje się obraz patronów kościoła. Do 1945 w kościelnym skarbcu przechowywano kilka wartościowych, gotyckich sprzętów liturgicznych, w tym krzyż relikwiarzowy z ok. 1400 r., relikwiarz św. Piotra z XVI w. i kielich ufundowany przez biskupa Łukasza Watzenrode z ok. 1500 r.









      A propos mojej poprzedniej notatki: poniższe zdjęcie przedstawia Oko opatrzności. Jest to symbol oka otoczonego przez promienie światła lub glorii, zwykle zamknięte w trójkącie, tutaj mamy je przedstawione jako trzy głowy bestii. Wszystkowidzące oko ma swoje źródło w mitologii egipskiej i symbolu oka Horusa.
      Oko opatrzności reprezentuje wolnomularstwo. Przypomina, że tutaj od początku miały miejsce działania masonów, nie Chrześcijan.


      W kościele jest możliwość wejścia na zabytkową wieżę widokową o wysokości 51,2 metra. Można w niej zobaczyć zabytkowy, działający mechanizm zegara (1913) oraz dzwony kościelne.


      Na poziomie pierwszym wieży (6,30 m) jest to poziom organów i chóru, mury wieży mają grubość 4,20 m. Dawniej na tym poziomie znajdowały się miechy do napędu organów, obecnie jednak mają one nadmuch elektryczny.
      Na ścianach są widoczne ślady po pożarze. Ogień przedostał się do wieży z wnętrza kościoła poprzez wypalone przewody organów.


      Na poziomie IV (22,1 m - 103 stopnie), znajduje się spód drewnianej konstrukcji dzwonnicy, opartej na murach o grubości 2,60 m. Pochodzi ona z I połowy XIX w., z okresu odbudowy po pożarze.
      Na wyższych stopniach konstrukcja dzwonnicy nigdzie nie styka się z murami wieży, aby amortyzować drgania wywołane biciem dzwonów i nie przenosić ich na mury.


      Poziom VII (36,8 m - 169 stopni), jest to poziom dzwonów. Zegar wybija równe godziny na dużym dzwonie, a kwadranse na średnim.
      Ogromne okna dzwonnicy zaopatrzone są w drewniane żaluzje kierujące dźwięk dzwonów w dół dla lepszej słyszalności.
      Dzwony wprawiane są w ruch w sposób tradycyjny, ręcznie, za pomocą lin wykonanych z naturalnego sizalu.



      Poziom VIII (41,8 m - 190 stopni), tarcze zegara. Znajdują się tu: mechanizm rozdziału napędu zegara na osie wskazówek i drewniany kołowrót dźwigu do wciągania dzwonów spod drewnianej konstrukcji hełmu wieży.
      Schody prowadzące na ten poziom są podwieszane i nie stykają się z podłogą. Wszystko w celu odizolowania drgań dzwonów.
      W odnawianych tarczach zegara osadzono zrekonstruowane liczby i wskazówki. Zostały one pozłacane płatkami złota, a narożne ornamenty tarczy zostały pokryte płatkami platyny.
      Poziom XI (51,2 m - 232 stopnie), galeria widokowa latarni hełmu wieży. Żadne z nas nie ma lęku wysokości, ale mięliśmy problemy z wejściem na ostatnie stopnie. Ciśnienie namieszało nam w głowach, ja miałam wrażenie, że jestem nad morzem. Nie polecam wieży lękliwym. Widoki jednak zrekompensowały wszelki trud.

Uwolniłam Kowalskiego, wszak jam miłosierna królowa.
Poza tym jako człowiek wolny, może płacić podatki.





      21 sierpnia 1811 w Reszlu miał miejsce ostatni w Królestwie Prus, a także ostatni w Europie przypadek spalenia czarownicy na stosie. Ofiarą była Barbara Zdunk. Oskarżano ją jednak nie tylko o czary, ale przede wszystkim o podpalenie, bowiem na zamku miał miejsce pożar, którego przyczyny pozostają niejasne. Proces trwał 3 lata. Sprawa winy budziła kontrowersje, jednak sąd w Królewcu zatwierdził wyrok. Przed spaleniem skazaną uduszono.









      Wszędobylska zieleń i cień soczystych drew, to czego mi brakuje w Szwajcarii. Brak mi lasów na tych otwartych terenach pól, łąk i pastwisk.


      Dzień pełen emocji. Tradycyjnie poranna szarża konna, śniadanie na bogato, oblężenie, a o wieczorze opowiem Wam następnym razem.

________________________
źródło wiedzy i pochodzenie
niektórych fraz:
- Wikipedia
- "Potop"
- folder turystyczny
- piosenki zespołu "Wilki"