środa, 15 lipca 2015

Wywiad?

      Ostatnio popularnym tematem jest pewna kobieta po fachu (też bloggerka), która zainwestowała swój czas, by utworzyć wielki spis polaków w Szwajcarii. Ponoć nawet (ja nie widziałam) na jednym z portali informacyjnych, prócz zdjęć wspaniałej planety Pluton, która okazała się mieć na powierzchni serce, była wzmianka o blogu "Szwajcaria moimi oczami".
      Ja nie biorę udziału, nie zgłosiłam się, ani nikt mnie nie próbował tam wykopać, ale dla skromnego grona moich czytelników, i za wykorzystaniem źródła, zdecydowałam się odpowiedzieć na kilka wybranych i najwygodniejszych pytań.
      Uprzedzam, że negatywny wydźwięk odpowiedzi, jest najprawdopodobniej efektem mojego obecnego położenia w sytuacji, o której zdarza mi się z przekąsem ostatnio pisywać. Szyderstwo mnie nie opuszcza, to ja widzę na plus, a Szwajcaria nie działa na mnie w tak urzekający sposób jak to wszystkim się wydaje. Ale po kolei - myślę że w życiu też, piórko do piórka i skrzydła rozwinę - więc w rzeczywistości nie jest tak, że widzę wszystko aż tak czarno, lecz sami zobaczcie:



Czy decyzja o emigracji była dla Ciebie trudna? Ktoś pomógł Ci ją podjąć?

      Szalenie trudna. Ci co mnie znają, wiedzą doskonale, że nigdy nie planowałam emigracji, a jeśli już ten temat był poruszany, myślałam raczej o krajach północy, bardziej dostosowanych do moich uwarunkowań fizycznych - lepiej znoszę zimę i twierdzę, że odnalazłabym się np. w długich nocach Norwegii. Marzył mi się kraj okrzyknięty najwyższą liczbą samobójstw z powodu depresji, a zamieszkałam w najszczęśliwszym kraju w Europie.
      Nie zamierzałam opuszczać Polski również dlatego, że bardzo ważne było dla mnie, by czuć się jako "swój", choć i tak przez mój kontrowersyjny ubiór, miałam już tych pomyłek po dziurki w nosie. Nasz kraj nie jest zbyt gościnny i przekonałam się o tym jako rodzima Polka, brana niejednokrotnie za Cygankę, Arabkę... niestety w formie szykany.
      Od kiedy jestem w Szwajcarii, unikam wyróżniania się, ponieważ widzę, że takich bez przerwy kontroluje policja, a ja nie potrzebuję dodatkowych stresów. Tak więc musiałam się liczyć na to, że szwajcarska rzeczywistość zmusi mnie do pewnych ustępstw, czego osobiście nie lubię.
      Ponad to, liczyłam się z tym, że wyjazd nie będzie od razu mlekiem płynący, nigdy nie miałam styczności z językiem Niemieckim, dalej się uczę. Z tego powodu nie czuję się tutaj w pełni wolna i świadomie zamknęłam się na życie. Otwartej osobie przychodzi wszystko łatwiej, jednak emigracja trochę mnie pozmieniała. Kochałam być zaradna, samowystarczalna i dzielna, tymczasem gubię się w tym życiu i jeszcze to długo potrwa zanim wyjdę na ulice z podniesioną głową.
      Decyzja dotyczyła przede wszystkim serca. Próbowałam jakiś czas utrzymywać związek na odległość, ale to bardzo męczące i strasznie wybija z równowagi wewnętrznej. Jednak wtedy bliskość jest tylko wirtualna, a w gruncie rzeczy, być komuś towarzyszem życia, to nie to samo co porozmawiać z kimś na skype.
      Decyzja podjęła się w zasadzie automatycznie, po prostu czułam i byłam świadoma, że wóz albo przewóz. Rozdzielać to się mogą stare małżeństwa, na początku ta niewidzialna nic staje się zbyt krucha, a nawet drażniąca.
      W ułatwieniu tej decyzji pomagali rodzice i najbliższa przyjaciółka, która wzięła mnie za werbalny frak i rozbiła o ścianę, chroniąc tym samym przed popełnieniem błędu, bo teraz wiem i nikt mnie o tego już nie odwiedzie, że ten mężczyzna, jest tym jedynym i warto było się poświęcić.

Jak zareagowali bliscy na decyzję o wyjeździe? Tęsknisz za tymi, którzy zostali w kraju?

      Rodzina mnie dopingowała. Z każdego domu już ktoś wyjeżdżał, niektórzy wrócili, inni zapuścili korzenie na obcych ziemiach, więc nikt nie bał się o mnie, o mój los. Znali mnie, więc wiedzieli, że sobie poradzę. Tymczasem mam poczucie, że nawalam...
      Czy tęsknię? Właściwie liczba rozmów z najbliższą rodziną powiększyła się, odległość chroni nas przed drobnymi sprzeczkami ;) uważam, że tutaj nie ma powodu, by się jakoś szerzej rozwodzić na temat. Jedynie problem stanowią moje nazbyt krótkie odwiedziny w Polsce, bo nie do każdego zdążę wpaść choćby na 5 min. i niestety roszczą o to duże pretensje...
      Brakuje mi spontanicznych spotkań ze znajomymi, oraz kozackich wypraw po całym kraju, które były, jakby nie patrzeć, przygodą życia, która zostawiła głęboko we mnie bardzo pozytywny ślad.
      Całe lata szalałam, jeździłam w wiele miejsc, uczestniczyłam w ciekawych wydarzeniach kulturowych, żal było zamknąć taki rozdział, przyznam uczciwie, że lubiłam swoje takie wariackie życie, choć wiadomo, nie zawsze wszystko jest usłane różami, a koleje losu bywają wyjątkowo mroczne, to jednak byłam wzorem tej dzielnej, co na wszystko wymyśli jakieś rozwiązanie. Bardzo trudno jest zaczynać od początku, kiedy już zapracowało się na pewien, nazwijmy to, status swojej osoby.

Jakie było Twoje pierwsze wrażenie po przybyciu do Szwajcarii? Coś Cię zaskoczyło? 

      Czystość - to chyba każdy napisał w swoim wywiadzie. Że nawet kanaliki, rowy i rynsztoki są tutaj czyste.
      Nie istnieje wandalizm, nie ma graffiti na murach. Autobusy są jak nowe i w każdym poprawnie działa klimatyzacja. O kulturze pasażerów już pisałam.
      Niesamowicie irytuje mnie do tej pory wspólna pralnia na zapisy. Czasami zdarzy się "wypadek" i trzeba natychmiast coś przeprać, a tu klops, trzeba zaczekać kilka dni, bo akurat lista jest zapełniona.
      Liczba dróg rowerowych, dla każdego sportowego świra to ważne. Także odrębne szlaki dla jeżdżących na rolkach. Dosłownie wszędzie można wjechać konno.
      Kultura na drodze. Wyobraźcie sobie, że stajecie rowerem na środku dużego skrzyżowania, z zamiarem skręcenia w lewo. I nikt nie trąbi, ani złośliwie nie zajeżdża drogi, ba! wszyscy zwalniają. Albo inna sytuacja, chcecie włączyć się rowerem do ruchu, a kierowca zatrzymuje się i macha ci ręką byś jechał, przy tym za nim stoi kolumna samochodów i nikt nie trąbi.
      Drogi w miasteczkach, plus główne skrzyżowania, są porysowane dwoma kolorami, białym i żółtym. Białe - normalnie, pasy ruchu i kierunki. Te żółte są dla pieszych (zebry) i dla rowerzystów, - odrębne pasy ruchu, także prowadzone dla skręcających. TO JEST ZIEMIA OBIECANA DLA ROWERZYSTÓW!!
      Zaskoczyło mnie, że tutaj wszyscy na ulicach witają się. Trochę przypomina mi ten amerykański sen pokazany w filmach rodzinnych Hollywoodu, ludzie zawsze uśmiechnięci, pozdrawiają się, życzą sobie miłego dnia. To mnie trochę wytrąca z równowagi, nie lubię np podczas joggingu witać się z każdym napotkanym przechodniem, a trzeba, mimo że trochę to zaburza mój rytm oddechowy, nie radzę sobie wtedy, jak jakiś kaprawy nowicjusz.

Jak poradziłeś/aś sobie z barierą językową?

      Jeszcze nie poradziłam sobie. Pracuję u Polaków, nie mam takiej styczności z tubylcami, jedynie w szkole i w sklepie. Na ulicy rzadko się zdarza, by mnie ktoś zaczepił, przeważnie pytają o coś, np w autobusie, jak skasować bilet, bo tutaj są różne rodzaje i można się na początku pogubić. Obcy pomagają obcym.

Planujesz osiedlić się w Szwajcarii na stałe?

      Cały czas marzę, że to będą jednak Mazury bądź Warmia. Wiązałam swoją przyszłość z tym regionem, póki nie poznałam swojego jedynego.
      Mimo iż nie jestem stamtąd, mam tam znajomych, swoje ulubione dzikie miejsca i przede wszystkim ogromny sentyment. Trzymam sztamę ze szczycieńskimi Pofajdokami i płaczę łzami szczęścia na widok jeziora. Góry nie powodują u mnie żadnego wzruszenia. Miałam kiedyś krewną w Szwajcarii, jednak ta informacja nic nie zmienia.
      Zatem jednolita odpowiedź na postawione pytanie przyjdzie z czasem długo, długo później. Luby jest nastawiony na Szwajcarię z wielką sympatią, mnie dużo do niej jeszcze brakuje, ale kto wie, może kiedyś to się zmieni i poczuję się jak w domu?
      Dla podróżnika jest to, świetny punkt orientacyjny, Szwajcaria graniczy z kilkoma atrakcyjnymi państwami, to również jest na plus, bo kiedyś na pewno zamierzam to często wykorzystywać. Jak widać, wciąż jeszcze myślę w swoich poczciwych kategoriach koczowniczych.

Jeśli masz ochotę dodać coś od siebie, a nie było możliwości wplecenia tego w odpowiedzi na powyższe pytania to teraz jest na to miejsce i czas!

      Klimatycznie: Górskie widoki są przepiękne, choć tak jak powiedziałam, nie wzruszają mnie. Nie odpowiada mi tutejszy klimat, ponieważ źle znoszę bliskość słońca i letnie gorączki. Jestem nietypowa kobietą, nie lubię opalenizny, tu jestem w nią ubrana już od początku wiosny.
      Fauna i flora: Dzikie zwierzęta są niezwykle pewne siebie, nie płoszą się, jest ich tutaj mnogo i można niekiedy podejść bardzo blisko, głównie przypadkiem... ;) Często natykam się na różne spotkania i to jest wspaniałe, że nie boją się tak ludzi, schodzą nam z drogi leniwie.
      Różnorodność kwiatów tutaj, sprawia, że do celu docieram dwa razy dłużej, starannie ćwicząc umiejętność robienia zdjęć w makro.
      System: Można zaznać spokoju, nie martwić się czy do pierwszego starczy. Znając paru Polaków mieszkających tutaj od lat, ich życie polepszyło się pod tym względem o 100%.
      Konsumpcja: Dostanie niektórych artykułów tutaj, graniczy z cudem. Najbardziej irytujący mnie towar to chleb. Jest bardzo mały asortyment pieczywa pełnoziarnistego, trzeba dokładnie czytać etykiety, bo większość jest mieszana z pszenicą, której ja nie przyswajam.
      Na 10 różnych rodzajów chleba i bułek z ciasta pszenicznego bądź mieszanego, znajdziemy może ze dwa bochenki razowe, więc jestem skazana na jedzenie w kółko tego samego. Zostają jeszcze pakowane hermetycznie kromki, znane pod nazwami różnej odmiany słowa "Fit", którego realny skład można poddać w wątpliwość.
      Teraz wiem, że kocham polskie piekarnie. Zresztą raczej nie od dziś, powiedzmy sobie szczerze, nawet ceniłam sobie pracę w piekarni.
      Elektronika lepszej jakości i taniej niż w Polsce. Serio.
      Ludzie: Wyjazd sprawił, że zaczęłam rozróżniać przyjaciół od przypadków. I odmieniłam te przypadki na różne części mowy, widzę wyraźnie kto mnie potrzebuje, a kto już ze mną nie chce trzymać. Oszukiwałabym się dalej gdybym była na miejscu. Taka jest brudna prawda, której jestem wdzięczna za wyjście na jaw.
      Krowy: Uwielbiam tutejsze szczęśliwe mućki i byczki tam wysoko w górach ;)
      Kamienie i jeziora: über alles - to chyba rozumieją wszyscy. Szczególnie te wielkie kolorowe głazy... über den Wolken... ponad chmurami.


      Zapoznałam się z kolejnym wywiadem Polaka mieszkającego w Szwajcarii. Maks jest tutaj od ośmiu lat i nie zamierza osiedlać się na stałe. Do wyjazdu zmusiła go sytuacja rodzinna, sam fakt, że w Polsce nie da się utrzymać z jednej wypłaty małżonki i dwójki dzieci, wystarcza za przyczynki.
      Opowiada z tęsknotą o kolorowych Niemczech, Szwajcaria wydaje mu się w tym porównaniu szara.
      "Z racji wychowania wyniesionego z domu staram się współżyć z sąsiadami utrzymując dobre stosunki. Jednak bardzo często nie przyznaje się że jestem Polakiem, bo wstydzę się tego co robią i jak się zachowują Polacy na obczyźnie. Zdarza się, że są uprzedzenia w pracy ze strony Niemców z dawnych terenów DDR. Mam nadzieję, że takie sytuacje będą należały do rzadkości."

      Wygląda na to, że prócz kobiet, które wyszły za Szwajcara, żaden Polak nie zamierza tu zostać, powody podają różne. Jednak kraj serem płynący nie jest wcale taką idyllą.
      Ludzie tutaj przepracowują się. Tu nie będzie tych 8 godzin, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Zapytałam ostatnio, za pośrednictwem internetu, o pracę w stadninie koni. Orientacyjnie tylko, bo i tak oferta nie obejmowała kantonu, w którym jestem. Pensja naprawdę galanta, aż mi oczy z orbit wyszły. 6 dni w tygodniu, od 7.30 do 17.30.
      Idealna sprawa dla kogoś, kto przyjechał tutaj na chwilę, powiedzmy, na umowny rok czy dwa lata, nie istotne. Będzie pracował i tylko pracował, bo będzie chciał przywieźć jak najwięcej pieniędzy do kraju.
      Normalne życie kosztuje tutaj 3x tyle co w Polsce. Zatem tak - w takim trybie to się opłaca, a po przeliczeniu na złotówki, możemy cieszyć się wypchanymi sakiewkami, którymi z dumą zabrzęczymy w domu rodzinnym. Ale żyć w ten sposób? Praca - sen - praca - sen... etc. Czy o takim dobrobycie myśleliście, kiedy mówiłam Wam, że wyjeżdżam?

      Jeszcze pojęcia nie mam gdzie ostatecznie trafię, ale starając się być dobrej myśli, pociesza mnie fakt, iż szukam roboty w dziedzinie, którą kocham nad życie i grozi mi pracoholizm.

7 komentarzy:

  1. Ciekawie opisujesz swoją szwajcarską przygodę!!! Myślę, że z czasem się zadomowisz i pokochasz tą bandycką górę ;).
    P.S. Wiesz, że ja nigdy nie byłam na Mazurach!!! Zawsze tak jakoś za daleko, choć bardzo bym chciała zobaczyć tę część Polski!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy pokocham górę... to nie takie ważne. Zadomowić się i anulować powyższe wypowiedzi, zastępując je czymś bardziej optymistycznym - to by się bardziej przydało.
      Jeśli kiedyś wybierzesz się na Mazury, nie polecam miast stricte turystycznych, omijaj akie miejsca jak Mikołajki, bo nie poczujesz tego. Wszędzie pełno ludzi, mało atrakcji. Ty jesteś wędrownikiem, lubisz ciszę i ustronia, więc znajdziesz może kiedyś coś dla siebie ;)

      Usuń
    2. Myślę, że dasz radę!!! Żyjesz w pięknym miejscu i masz u boku kochaną osobę!!! To jest bardzo ważne.

      Dzięki :). Na Mazury na pewno się wybierzemy i tak jak piszesz, raczej omijać będziemy zatłoczone miejsca :)

      Usuń
  2. Emigracja jest zawsze trudna. To nie jest łatwa decyzja.Jesteś w obcym miejscu, gdzie panują inne zasady. Nie jesteś stąd i najprawdopodobniej nigdy nie będziesz. Zawsze będziesz z Polski. Nie jest łatwo porzucić wszystko i wyjechać. A jednak.

    Kimże jesteśmy w swoim własnym kraju? Kto nas szanuje? W innych krajach panuje większa wolność, tolerancja, niezależność.

    Powiem Ci to, co kiedyś usłyszałam od koleżanki: jeśli dotąd nie poczułaś, że to Twoje miejsce to nigdy to nie będzie Twoje miejsce.

    Życzę Ci z całego serca, abyś znalazła swoje miejsce na ziemi, razem z Miłością.

    No i wiesz długo i szczęśliwie tere fere;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, cóż mogę więcej rzec... Uśmiecham się do Ciebie :)

      Usuń
  3. Pierwsze lata w innym kraju są trudne, ale też inspirujące. Ludzie którym się udało choćby na chwilę całą stopę postawić na obcej ziemi, mają w sobie ogromną odwagę i zaufanie do świata. Życzę powodzenia, wytrwałości i odważnych marzeń. Jedyną stałą rzeczą jest zmiana. Pozdrawiam z Altstätten, K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaufanie do świata? Tutaj trzeba ludziom ufać. Obcej nacji, jakby nie było. Do było z mojej strony istne szaleństwo!! O_O

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.