niedziela, 26 lipca 2015

Voralpsee - jezioro w szczytach góra.

      Szwajcaria to Alpy - to już słyszeliśmy. Blisko 100 szczytów osiąga 4000 m n.p.m. lub niewiele od nich odbiega. Powstały w trzeciorzędzie, gdy południe Europy było jeszcze pokryte morzem. A że słynie także z dużej ilości jezior, kto słyszał?
      Liczba tych małych zbiorników, nawet wysoko w górach, nie jest nam w większości znana, pamiętamy jedynie te wielkie jeziora jak np. Genewskie, czy też sztuczne zbiorniki wodne powstałe w wyniku budowy tam na górskich rzekach, przeznaczone do napędzania turbin elektrowni wodnych. Ale to te małe jeziorka osadzone tam wysoko w koronach szczytów, przyciągają moją uwagę przez ciekawe położenie, bowiem są to zawsze zakątki osłonięte od miast i dróg potężną ściana ze skały. To istne uroczyska.
      Szwajcaria niestety wiąże się ze wzmożonym używaniem środków użyźniających, a także wysokim skażeniem węglowodorami z transportu przemysłowego. Dochodzi do eutrofizacji w zbiornikach wodnych, stąd wciąż najczystsze wody, są właśnie tuż pod niebem.
      Proces wzbogacania zbiorników wodnych w pierwiastki biofilne, skutkujący wzrostem trofii, czyli żyzności wód. Biorąc pod uwagę geologiczną historię jezior, najczęściej uważa się, że eutrofizacja jest procesem naturalnym. Większość jezior, zwłaszcza polodowcowych, była na początku oligotroficzna, jednak ciągły dopływ do nich substancji z zewnątrz (np. ze zlewni i atmosfery) powodował wzrost koncentracji biogenów. Normalnie jest to proces powolny, ale został on mocno przyspieszony w wyniku działań człowieka, takich jak zrzuty ścieków przemysłowych i komunalnych oraz w wyniku intensyfikacji rolnictwa. W szczególnie drastycznych przypadkach, np. przy zrzucaniu do jezior surowych ścieków komunalnych czy gnojówki, dochodzi do osiągnięcia przez zbiornik stanów niespotykanych w naturze: politrofii i hypertrofii. Następuje wtedy niemal całkowity zanik organizmów wyższych. Tyle w kwestii rolniczym/farmerskim raju mlekiem płynącym.
- wiedzy użyczyła Wiki

Lebensraum - przestrzeń życiowa albo biotop.
      Przed nami imponująca sieć dróg, lecz tym razem tylko malutki rekonesans. Wreszcie poważne jezioro, śmierdzące mułem, pełne wodorostów - tak jak być powinno. Lecz nadal czyste i kryształowe. Kocham tą wilgoć w powietrzu, żaby i glony!


      Z parkingu wiodła prosta droga do celu, bliziutko, wokół miejsca noclegowe, tuż u brzegu jeziora knajpa. Prawie jak na mazurskim kempingu, z tą różnicą, że dookoła góry, a i na całkiem zacnej byliśmy już wysokości.
      Coś mi znowu dzieje się z aparatem, zdjęcia tym razem musiałam dla odmiany rozjaśniać, dosłownie każde jedno. Staruszek sam nie wie co widzi, ale leciwy obiektyw wszak kiedyś pobił swojego kompaktowego kuzyna lepiej uwieczniając kadry, jakby lata jego praktyki były tu na korzyść. Pokażę to, co się uratowało, na szczęście narzeczony używał innego sprzętu i mam z czego wybierać.
      Przeprasza więc, że pokazuję nie najlepszej jakości widokówki, postaram się to zrekompensować, malując te obrazy raz jeszcze własnymi słowami, wtrącając od czasu do czasu jakąś głupotę, wiecie, żeby za poważnie nie było...









      Powiedzcie mi, dlaczego za ubiór można zaszufladkować człowieka? Mogłabym zdecydować się na nie-wychodzenie w ogóle z domu i sztuczne życie. Zamontowałabym sobie oświetlenie studyjne i pracowała nam pisaniem, zdjęciami czy rysunkiem. A później sprzedałabym wszystko w pakiecie.
      Mam obiekcje, bo tutaj nikt więcej nie chodzi w szarawarach poza obcokrajowcami, a nie jest mi to na rękę, ponieważ mimo iż panowie policjanci są zawsze uśmiechnięci i zdają się być sympatyczni, po co maja burzyć mój spokój? Tak jest wszędzie, czy tylko w Szwajcarii? -_-'
      Czasami tak sobie stoję z boku i patrzę, zimna niczym skała, ileż tu kontroli cywilów jest w miasteczkach. Z jakimż to zapałem szukają nielegalnych emigrantów.
      Czasami kiedy spojrzę w odbicie lustrzane, szkło, witrynę - mrozi mnie jego zimne odbicie, gdy zamiast mnie, w nim odbija się ktoś inny.

To nie jest wcale taki mały kamień.







      Nie chcę żadnych jałowych dyskusji na poziomie pantofelka. Tylko konkrety. Ja lubię konkretne rzeczy i konkretne argumenty. Jednak rzeczowe działania nie zawsze są możliwe, a trzeba jakoś wychodzić z opresji z twarzą. Ostatnio lepiej zejść mi z oczu, wokół mnie zimno i pada, czasami nawet jakieś gradobicia są, tak się dzieje od gotowania emocji w sobie.Wiem, że to bywa marne w skutkach.
      Ostatnio aby nie oszaleć, wykonałam jogging podczas ulewy i przyznam Wam naprawdę szczerze, takiego oczyszczenia na duchu dawno nie doznałam.
      Jeżeli ktoś myśli, że praktykując sport w deszcz - zwariowałam, niech powie to tym biegaczom, których wtedy mijałam i tym dzieciakom, które rozgrywały mecz na odsłoniętym boisku. To nas hartuje, moi drodzy. Sama natura uzbraja nas w siłę i odporność.
      Jezioro przespacerowaliśmy naokoło, co nie było rzeczą prostą i wcale nie dlatego, że brzeg był okrągły ;] Była sobie podmokła, urodzajna łączka, ścieżyna wyraźnie zalewana okresowo przez jezioro, oraz grzęzawiska.









Jak to robią motyle?
Szybko.







      "Z dziury pod dolmenem zachrobotało ponownie i ostro powiało ziołowo-korzennym zapachem. Po chwili ujrzeli szpakowatą głowę, a potem twarz ozdobioną szlachetnie garbatym nosem, należącą bynajmniej nie do ghula, lecz do szczupłego mężczyzny w średnim wieku. Percival nie mylił się. Mężczyzna w samej rzeczy przypominał nieco poborcę podatków.(...)Mężczyzna wygramolił się z dziury, otrzepał czarną szatę, przewiązaną w pasie czymś w rodzaju fartucha, poprawił płócienną torbę, powodując kolejną falę ziołowych zapachów.
     - (...)Ja, jak widzicie, żadnego oręża nie noszę. Nigdy nie noszę. Nie mam również przy sobie niczego, co można by nazwać godziwym łupem. Zwę się Emiel Regis. Pochodzę z Dillingen. Jestem cyrulikiem."
      Tak pisał master Sapkowsky, cała kompania Geralta to same perełki charakterologiczne, a już wampir Regis to wg mnie czyste mistrzostwo, nigdy z resztą nie ukrywałam, że zupełnie świadomie mam na jego punkcie bzika, już od bodajże... 15 roku życia.
      Poszłam go poszukać, tam, w tej dziurze.


      Regis to szpakowaty mężczyzna w średnim wieku, z lekko garbatym nosem i czarnymi, błyszczącymi oczami o nad wyraz bladej twarzy i ciemnym ubiorze. Z powodu ostrych, wampirzych kłów uśmiecha się niemal wyłącznie z zaciśniętymi wargami. Ze względu na wykonywany zawód, zawsze nosi przy sobie płócienną torbę na zioła, więc jego obecności zawsze towarzyszy ostry ziołowo-korzenny zapach. W ten sposób skutecznie myli zwierzęta, na przykład konie zdolne rozpoznać wampira. Potrafił też zmylić medalion wiedźmina.
      - Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, mam dużo pytań, nie mam miecza, nie gryzę. Przeważnie...




















Ja i moje obejście:




To ten "mały" kamień z początku posta.


Tadam XD
Dopływ do jeziora...
...płynie stamtąd.


_________________________________
      Dojazd raczej samochodowy, nic mi nie wiadomo o innych możliwościach. Piesza oczywiście, zawsze i wszędzie.

________________________________
      Nie boję się tego kim jestem, nie wstydzę swej narodowości, choć metki przyklejono doń nieładne, ale lubiąc mieć względny spokój, odechciewa mi się bycia mordowaną spojrzeniami.
      Jednak czasami przebieram się za siebie, rozwijam kolorowe skrzydła wolnego ptaka i wędruję nucą sobie pod nosem swój własny rytm do marszowego taktu.

6 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    Ale wędrówka i toś mnie przegoniła po górach. Sam bym wlazł do takiej jaskini i chetnie bym sobie nogi wymoczył w jeziorze. Mam nadzieje, ze nic bym nie wytruł i sie nie naraził strażnikom przyrody. Na wszelki wypadek ubrałbym dżinsy, bo szarawary choć wygodne, to mogą być niebezpieczne. Kiedyś w góry chodziło się w pumpach, takich bufiastych spodnach spiętych pod kolanami.
    Pozdrawiam serdecznie i do siebie zapraszam.
    Michał
    PS. Kiedyś widzialem trzy kolorowe stawy w Rudawach Janowickich na sporej wysokości.... Robiły wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło powitać.
      To w zasadzie nie była aż taka wędrówka górska, przespacerowaliśmy się wokół jeziora, zrobiliśmy "obczaj", jak to się teraz popularnie mówi. Następnym razem nie szarawary, a coś bezpieczniejszego, trapery przede wszystkim, duży plecak i dopiero wtedy Cię przegonię po górach! :)
      W tym jeziorze było mnóstwo ryb. Wszędzie gęste ławice drobniutkiego narybku, raj dla wędkarzy takie małe jeziorko.

      Usuń
  2. Hej :) świetnie wygladasz i post tryska optymizmem, służą Ci górskie wędrówki w dobrym towarzystwie :) Przepraszam że się nie odzywałam i nie zaglądałam. Zarzuciłam ostatecznie blogowanie po ostatnich zwrotach w życiu osobistym, przez jakiś czas blog wisiał w sieci, ale... chyba pisanie przestało mi byc potrzebne i straciło to rację bytu. Zostawiłam jako blog prywatny na pamiątkę, Coś sie kończy, coś się zaczyna. Mam nadzieję, że będzie to dobre... i u Ciebie też. Pozdrawiam ciepło :)
    PS. Też niedawno byłam w górach, naszych polskich. Sama, tak bardziej survivalowo, Ale było to też dobre i oczyszczające. Góry to mają. Morze tez lubię, morze uspokaja, ale góry każą się zmierzyć z naszymi słabościami, przeczołgają i wyprowadzą na prostą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. WRÓCIŁAŚ!!!! O__O :D :D
      Wielka szkoda bloga, lubiłam Cię czytać, ale dla każdego droga jest zmienną sinusoidą. Najważniejsze, byśmy byli świadomi, że czas przyszedł. Niektórzy za życia umierają i ślepo patrzą w pustą codzienność, Ty widzisz, że coś jest dalej.
      Survivalowo po górach powiadasz? Film "Wild" oglądałaś? Bohaterka wędrowała po sponiewieranie i oczyszczenie właśnie.

      Usuń
    2. Musze obejrzeć, dzięki za polecenie

      Usuń
  3. Piękne miejsce na ziemi!!! Woda i góry zawsze mi się podobały razem!!!
    P.S. Szarawarki lubię nosić, choć faktycznie wzbudzają emocje na ulicy!!!

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.