wtorek, 14 lipca 2015

Przyjaciele i rodzina. Teraz muszę dużo patrzeć w zielone...

      Distinguendum est! - NALEŻY ROZRÓŻNIAĆ ważne od najważniejszych. W życiu istnieją priorytety, tak jak góry, które są od gór piękniejsze. Ab ovo usque ad mala (od początku do końca) tak już było u mnie, ale pojęłam w czym rzecz, podczas pisania listu, w którym opowiadałam o dwóch różnych krajach. Ja wolę góry z kamienia, a tutaj obok, Bóg postawił takie kolorowe.
      Ad augusta per angusta (do wzniosłych celów przez wąskie dróżki), zawsze wpadamy na pewne rozwiązania, siłą rzeczy, jeśli się drąży problem, to musi tak być, aż przyszła na pocieszenie myśl, że gdyby nie lasy dające cień, na żadną z nich bym latem nie weszła, więc jest dobrze. Ale ad rem (do rzeczy), bo przeciągam.

Szwajcarskie lasy są bardzo gęste, ich zieleń jest soczysta, ma wiele odcieni.
Mchy i bluszcze porastają wszystko, czasami tak gęsto, że nie widać pnia.
      Są sprawunki, które muszą poczekać, są i takie, które trzeba zrobić teraz, choć może na to już ad discendum (za późno). I są takie priorytety, którym ulegamy bo chcemy, bo wypada, bo tak ładnie, jednak niektórzy nie rozumieją, nawet mimo iż bardzo chcą, odmawiają sobie tej pozytywnej pokusie, bo ktoś np. stroi dąsa i odpuszczają, zamiast pamiętać, że "to moje życie i zrobię jak uważam". Przykro mi, że dzieje się tak jak nie powinno i komuś przez to jest jeszcze bardziej przykro.
      Zaczynam twierdzić, że pewna moja krewna zrobiła najsłuszniej na Ziemi. Zerwała wszystkie kontakty, milczy złotem, miała dosyć, że mimo wszelkich starań, mimo oddania, ciągle musiała brać udział w jakichś grach czy wojnach, mieszana w nieciekawe sprawy, brudzona plotami.
      Dziś mija już rok od naszego ostatniego spotkania. Nikt nic nie wie, rzuciła ten cały ambaras, w którym dla odmiany tkwię teraz ja, i mam podstawy by twierdzić, że ułożyła sobie szczęśliwe życie, z dala od całego galimatiasu i już nikt nie powie złego słowa, nie słyszałam od dawien żadnej ponurej plotki i tak być powinno.
      Mam wrażenie, że odziedziczyłam po niej nie tylko chęć zbawiania rodziny, co już wychodzi mi bokiem, bo okazuje się, że rodzina to najbardziej niewdzięczne stworzenie boskie. Mam wrażenie, że odziedziczyłam po niej, (ujawniające się nie od razu) umiejętności, jakie posiada klasyczne medium. Podejrzewałam, że tak będzie. Może więc pójdę całkiem w jej ślady i zniknę sobie, wszak sprzyjają mi ku temu okoliczności i przyczynki.
      Zawsze marzyłam, by mieć spokój przenajświętszy, a już myślałam, że to dopiero na 'tamtym świecie', ale nie, jednak mam wrażenie, że tam to dopiero zacznie się robota, wszak ja nie jestem normalna i nie zamierzam zasiąść na stałe na chmurce i wpieprzać niebiańskie słodycze popijając boskim nektarem. (zakładając że trafię do Nieba). Ani nie zamierzam biernie patrzeć jak mi eteryczną skórę przypalają piekielnymi płomieniami, jeżeli okażę się na tyle grzeszna. Ja idę do pracy!

Tam niżej w gęstwinie, skrywa się urocze bagno.
      Jest tyle przecudownych zawodów w zaświatach. Złożę podanie w kilku miejscach, najchętniej piastowałabym stanowisko Abaddona. Kusi mnie kary wierzchowiec i miecz zwany Gwiazdą Zagłady. A potem będę słać listy motywacyjne do Boga, by pozwolił mi rozpieprzyć Ziemię.    
      Cogitationis poenam nemo patitur (Nikt nie ponosi odpowiedzialności za swoje myśli). Wolno mi tak marzyć. Urodziłam się prawdopodobnie nie raz, mam podejrzenia, by twierdzić gdzie byłam, kiedy i czym się zajmowałam, ja od wszystkich urodzin byłam kiepskim przykładem kobiety. Zawsze w spodniach. Tak mam we krwi. Krwi wojownika, koczownika i szamana w wolnych chwilach.
      Contra spem spero. (wbrew obawom, mam nadzieję), że niektórzy ludzie jeszcze biorą mnie na poważnie. To, że mam starą duszę, powinno bez problemu mnie do nich przybliżyć, powinniśmy się rozumieć. Ale składa się tak, że jeżeli ktoś jest na tyle podkisły już od zawiści, strojenia fochów i życia życiem innych, to choćby poza tym jego dusza była wzorem dla moich upodobań, nie zrozumiemy się. Cacactum non est pictum (nafajdane to, nie namalowane) nie ma zmiłuj, to po prostu niewykonalne.

Czasem aby przedrzeć się przez las, trzeba nieźle się nagimnastykować.
Ale warto zboczyć ze ścieżki, pięknie jest w tej absolutnej dziczy.
      W doborze przyjaciół stosuję pewną regułę - ludzie weryfikują się sami, kto ma ze mną zostać, ten będzie tego chciał, nie należy zabiegać za wszelką cenę o niego. Ten popularnie zwany kontakt, zostanie zachowany, bo obie osoby go utrzymują, nigdy inaczej. "Bo do tanga trzeba dwojga".
      A jakie jest tango rodzinne? Zaczęłam twierdzić, że nie można przekraczać cudzego progu za wszelką cenę, tylko dlatego, że to rodzina. Postąpiłam tak z paroma osobami, jest cisza w eterze, w jakiejś formie się szanujemy, nawet gdy ostentacyjnie się nie zauważamy.
      Żal tylko kiedy ktoś był wiele lat i nagle odchodzi, ale jego jaźń zmieniła się nie do poznania, kiedyś nasze dialogi były fantastycznie rozbudowane, dziś pojawiły się różnice poglądowe, (nie mam na myśli kłótni). Rozmowy stały się jałowe, aż w końcu zniknęły. Ja o duszy i charakterze, a on o korzyściach materialnych. Ja utrzymuję kontakt, on... czeka aż znów zwrócę się w jego stronę? Z tego co mi wiadomo, a tutaj nie potrzeba jakoś wiele analizować sprawy, za sprawą plot wyssanych z palca, stałam się okrutnym złem, który zapomina o ludziach i przyjaźniach i wywyższa się. Zatem co mi więcej zostało do powiedzenia? Niech tak będzie. Zapomnę i będę ponad to.
      Bo i tu ludzie zweryfikowali się sami. Kto ma być - to będzie. Dziś bardziej interesują mnie tajemnice Watykanu i CERNU. Mam teorię, która potwierdza, że jedno z drugim ma wiele wspólnego. A wszystko to razem trzyma masońska łapa.
      Nie wie ktoś, czy organizują wycieczki po CERNie z polskim przewodnikiem?

Dzięcioł w pień ciął.
Wielki Zderzacz Hadronów w CERNie.

6 komentarzy:

  1. Rodzina często toczy nas zamiast wspierać i próbuje wysysać cenne soki.
    Postanowiłam po kilku takich akcjach w przeszłości zerwać stosunki na chłodno, bez podtrzymywania kontaktów z mojej strony oni po prostu się nie odzywali. I wcale mnie nie interesuje, co u nich.
    A po co, skoro ich interesuje głównie, ile zarabiam i co im mogę dać.
    Nie ma sensu. Nie bierz na siebie takiego brzemienia, po nikim! Bo to jarzmo można zrzucić.
    Szczególnie kiedy jesteś tak daleko od tego zgiełku. Zabierz tylko to, co dobre :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie Ci dziękuję, takie słowa mocno podbudowują. Zaczynam twierdzić, że tak trzeba, rodzina czy nie, ale większość za bardzo jest przekonana do prawach do mnie.

      Usuń
  2. Tak naprawdę zależy mi tylko na najbliższej rodzinie. Mam takie szczęście, że nie grzebią mi w życiu i raczej pomagają, niż szkodzą. Małe wyjątki oczywiście się zdarzają, ale nie jest to sprawa życia i śmierci!!! Szanują moje decyzje, albo po prostu godzą się z nimi :).

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie akurat sprawa wygląda tak, że pojawiają się szantaże i wymuszenia. Staram się reagować spokojnie i rozmawiać dyplomatycznie, ale i tak stawiają na swoim i w gruncie rzeczy nie mam nic do powiedzenia. I to na paru frontach tak się dzieje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziewczyny dobrze piszą. Trzeba ograniczyć kontakty. Ja też już od dawna mam na to ochotę. Po co Ci ludzie? Nie przejmuj się ich opinią. Żyj swoim życiem. Da Ci ktoś kawałek chleba? Nie da. Pomagali Ci kiedykolwiek? Nie. Rób swoje, bądź spełniona w życie i kij im...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety trudniej wykonać. Wszystkie wiemy, że mamy rację. I ja wiem, co należy zrobić, aby przestać się przejmować, ale nie ucieknę od spotkań.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.