piątek, 24 lipca 2015

Łódź - wspomnieniom i myślom cichym, budowałam pomniki ze słów.

      "Desery, ciasta i kawa, a wszystko to w towarzystwie bawiących się w najlepsze kotów - tak ma wyglądać niecodzienna kawiarnia. Kocia kawiarnia. W najbliższych miesiącach zamierza ją w Poznaniu otworzyć Agnieszka Wiza, mieszkanka Łazarza, zapalona kociara i wieloletnia wolontariuszka fundacji zajmujących się zwierzętami."
- podaje gloswielkopolski.pl

      Ostatnimi czasy poświęcam się myślom cichym o swojej niedalekiej przeszłości. To żadne pradzieje przecież, minęło ponad pół roku. Moje życie rasowej singielki, było mocno rozpędzone acz zapamiętale chwytając dzień, byłam istnieniem kreatywnym. Przyszły mi na myśl kawiarnie.
      Ostatnio przeczytałam u jednej z bloggerek artykuł o nowatorskim pomyśle na takie miejsce. Ponieważ kiedyś nie było niemalże tygodnia bym do jakiejś nie wpadła choćby na jedno małe cappuccino za pięć złotych, temat pionierskich, niestereotypowych kawiarenek jest mi szczególnie bliski. Sztampowe pomysły są niepostępowe, zwykłe sieciówki.
      Z uwielbieniem wchłaniam w siebie zapach świeżo mielonej kawy w skondensowanej chmurze jaka wypełnia lokal. Byłam bywalcem, tak to się teraz mawia.
      Pobudziłam wspomnienia, może to mało przebojowe marzenie, ale odświeżony ich powiew kusi do siebie bardzo... Gdy będę w Polsce, prawdopodobnie nie powstrzymam się przed jakąś zaawansowaną smakowo frappe, najlepiej potwornie kaloryczną, najlepiej w awangardowej przestrzeni ciszy. Ostatnio przyjaciółka życzyła mi, by czekolada wchodziła w cycki nie w d... więc pora będzie najlepsza zużyć to życzenie.
      Więcej informacji o wspomnianym miejscu tutaj. Jestem zdania, że kultura osób przychodzących do kawiarni, a przynajmniej tych nastawionych rzeczywiście na spokój i odpoczynek od wielkomiejskiego gwaru, zda egzamin i nikt nie będzie maltretował zwierząt swoimi dziećmi.
      3x na tak!

      Tymczasem wspominam zupełnie inne kawiarnie. Mieszczą się w Łodzi, do wyboru, do koloru, jak i nieszablonowe herbaciarnie wspomnień. Jeden dzień dla zmysłów.

      Co ja tam robiłam i to sama? Coraz ostatnio rzadziej, ale to nie znaczy, że już wcale.
      Z definicji wynika, iż to lokal gastronomiczny, będący przede wszystkim miejscem spotkań towarzyskich. Dla mnie jest to przede wszystkim miejsce spotkań z moimi myślami. A czasami z kimś, do kogo piszę list. Czasami z bohaterami jakiejś książki. Oj różnych miałam w kawiarni towarzyszy z papieru. Niestety dosiadały się nierzadko do mojego stolika głąby, ale widać, taka specyfika mojej bytności tu i ówdzie.
      To w Kairze w XVI wieku otworzono pierwszą kawiarnię. I wiecie co? Tak sobie myślę, że to dobry moment, aby zabrać Was na retrospektywę mojej rodzinnej Łodzi. Mam sporo zdjęć z zeszłego roku, nim zaczęto na całego szukać szczątków Velociraptora, bo obecnie moje miasto wygląda jak wielkie wykopaliska archeologiczne. Ew. ktoś puścił cynk, że pod ziemią łódzką NATO ukrywa bazę obcych, ten powód także zrozumiem, wtedy paraliżujmy Łódź do skutku! Znajdźcie drani i przyprowadźcie ich przed mój majestat!

      Rozpowszechniło się, że Łódź jest miastem kamienic, jej uroda rzeczywiście przyćmiewa mnogością pałacyków, pięknych elewacji, o które wreszcie ktoś się zatroszczył i zaczyna to wyglądać. Niestety trzeba by jeszcze ludzi przesiedlić, tych opszczymurków spod ciemnej gwiazdy.
      Łódź w moim wyobrażeniu jest miastem Rzeckiego i Wokulskiego. Zabytkowe kamienice stoją w całym mieście, nie tylko na sławetnej ul.Piotrkowskiej, notabene zwyciężczyni w konkursie na miejsce spędzania czasu. Pobiliśmy nawet krakowską starówkę.
      Jestem zaprzyjaźniona z duchem Izraela Poznańskiego oraz jego małżonką ;), mówię poważnie! Brałam udział w organizowanym przez miasto seansie spirytystycznym! Wielokrotnie zwiedzałam jego domostwo, przy czym nie zawsze byłam w pałacu w celach turystycznych, ale i tak musiałam później przejść się tymi korytarzami, no po prostu musiałam! Nie mogłabym tam zamieszkać, jestem zwolenniczką surowych komnat zamkowych, ale w gości na herbatkę zawsze!
      Łódź to również fantastyczne murale, które gdy pokryły obskurne szare fronty, magicznie odmieniły osiedla. Niestety to tylko półśrodki, nadal wiele budynków to ruiny. Widzę w nich jednak potencjał, ale ta farba, która martwym płaczem spada jak papuzie pióra...
      Tu, na tych ulicach w kwiecie wieku, kiedy to wszystko dopiero powstawało, było kolorowe, wydaje mi się, że nadało temu miastu duszę. Niestety ogromna liczba wandali dodała swoje grosze do zniszczeń, co widać gołym okiem. Przez nich można znienawidzić to miasto. Wspólne "niezapomniane" podróże komunikacją miejską, albo telefony, które za ich sprawą straciłam. Nawet w planetarium byłam ze złodziejem w jednej sali. Oni są wszędzie.

      Nie zapominam jednak o smutnej historii, tutaj kiedyś było Litzmannstadt Ghetto. Żydowskie getto za czasów okupacji niemieckiej. Pierwsze w pełni odizolowane getto od reszty miasta na obszarze okupowanej Polski, największe po warszawskim i jedyne, które przetrwało prawie do końca okupacji niemieckiej na ziemiach Polski (zlikwidowane w sierpniu 1944)
      Był to rok 1940 kiedy powstawało. Przesiedlono tutaj w końcu 1941 roku, około 5 tys. Sinti i Romów z pogranicza austriacko-węgierskiego, oraz praskich Żydów, a to i tak nie wszyscy. W sumie przez łódzkie getto przeszło około 200 000 osób.
      Getto w Łodzi składało się z trzech części, rozdzielonych eksterytorialnymi ulicami:
   - Hohensteinerstrasse (dziś ul. Zgierska)
   - Alexanderhofstrasse (dziś Limanowskiego)
      Do getta praktycznie przynależał też obszar tzw. stacji Radegast na Marysinie, spełniającej tę samą funkcję co warszawski Umschlagplatz (plac przeładunkowy), dziś znajduje się tam muzeum na ładnie utrzymanych murach z czerwonej cegły. Koleje niemieckie Deutsche Reichsbahn pozostawiły tam kawałek torów i wielką, czarną lokomotywę dostępną dla zwiedzających.
      Z obszaru getta był wydzielony Bałucki Rynek, siedziba żydowskiej administracji, otoczony osobnym ogrodzeniem. Wstęp na niego był tylko za specjalnymi przepustkami. Spełniał rolę śluzy kontaktowej pomiędzy częścią aryjską miasta a gettem.

      Dość o tym. Przepraszam za wątpliwą jakość poniższych zdjęć, onegdaj obrabiałam je na innym sprzęcie, widziałam, że one tego wymagają, jednak na nowszym ekranie dostrzegam wyraźnie, że spartoliłam robotę. Są przesycone i zdecydowanie za ciemne. Obecnie pracuję na sprzęcie, którego karta graficzna pociągnie nawet Wiedźmina trójkę, więc z tego miejsca pragnę obiecać poprawę i ponownie zabrać Was na wycieczkę po Łodzi przy najbliższej okazji - prezentując naturalny koloryt zdjęć.



























      Łódź, co było dla mnie arcyważne, niemal zasadnicze dla miejskiego życia, oferuje całe mnóstwo wydarzeń kulturowych. Co tydzień mogłam (oczywiście jeżeli udało się wykrzesać dzień wolnego w odpowiednim terminie) wybrać się np na jarmark, albo spotkanie z ptakami drapieżnymi. Na koncert, albo jakąś wystawę, tudzież warsztaty przyrodnicze. Nawet sobie sprawy nie zdajecie, jak cholernie mi teraz brakuje wydarzeń kulturowych!








      Od 24 do 26 lipca, Łódź ma swoje święto. Bywałam co roku obowiązkowo. Tym razem odbędzie się folkowe taneczne show. Wystąpi Kabaret Skeczów Męczących, a wieczorem zaszczyci swą muzyką serca - Reggae - Kamil Bednarek. Będzie też można za sprawą straży miejskiej, znakować rowery.
      Podczas tych wydarzeń, odbędzie się performens mający na celu upowszechnianie dawnych zabaw, gier podwórkowych, a także piosenek i obyczajów związanych z Łodzią. Przygotowane będą stanowiska gier i zabaw: serso, klipa, kapsle, zośka.
      Pokazy yoyo, (w szkole na przerwach robiliśmy zawody ;) ) i pokazy Karate. W strefie relaksu będzie można odpocząć na leżakach i kocach, a także zagrać w gry planszowe (np. warcaby, domino, chińczyk) czy skorzystać z masaży wykonywanych przez profesjonalistów z akademii masażu w Łodzi.
      W sobotę podczas rozpocznie się festiwal sztuki magii. W pasażu Rubinsteina zaplanowano w sobotę wykłady, degustacje i pokazy. Pasaż zamieni się w strefę dla miłośników rozwoju osobistego, fitnessu, zdrowego stylu życia, dobrego samopoczucia i tu pewnie spędziłabym cały dzień ;) Chociaż nie jestem pewna czy cały... po znalezieniu przed sekundą kuszącego ogłoszenia:
      "W sobotę, 25 lipca, Zielona Łódź i rowerologia.pl zapraszają na kolejną wycieczkę rowerową, którą poprowadzi Andrzej Jocz. Jak zapewniają organizatorzy, wycieczka będzie „lekka i przyjemna”. Uczestnicy zatrzymają się i porozmawiają o pomnikach, które „spotkają” na swojej drodze."
      Tak więc kto może, niech uderza do Łodzi, bo naprawdę warto!

"u Milscha" - polecam gorąco. Tak tam serwują :)
W kieliszkach czysty sok z wiśni i czegoś tam, nie pamiętam.
Ale żaden koncentrat -> sama natura.
      Jeśli szukało się ciszy albo nowego natchnienia, szło się do księgarni spędzić kilka godzin w odurzającym zapachu papieru z naniesionymi nań nowymi historiami. A jeśli miało się ochotę na zwykły spacer swoimi drogami, można było udać się np na Koci Szlak:





      Nie lubię Łodzi za obszczymurków, wielką ilość alkoholików, bezdomnych, za śmierdzące bramy i niebezpieczne noce. Za wandali, złodziei i całe to tałatajstwo w dresie, za pseudokibiców, za dwa stadiony, przez które ciągle są wojny i giną ludzie. Za nieżyczliwość, z którą zbyt często się spotykałam, za brak tolerancji i chamstwo. Za rasizm, który obserwowałam na ulicach masowo i doświadczałam na własnej pomylonej skórze o zbyt różniącej się urodzie. Za brak akceptacji tego, co się wyróżnia. Za zboczonych mężczyzn, za ekshibicjonistę z ul. Pojezierskiej, i poszukiwaczy łatwych panien. Za trudny rynek pracy i brud na ulicach. Za komunikację miejską. Nie lubię Łodzi także i za to, że jest największym zagłębiem marketów.
      Lubię Łódź za to, że przywodzi na myśl powieść Bolesława Prusa. Za to, że nigdy w tym mieście nie można się nudzić i zawsze proponuje dobrą rozrywkę. Lubię ją za to, że jest świetnym punktem wypadowym, w końcu samo centrum kraju, dwa duże dworce PKP (jeden obecnie w zasłużonym remoncie). Lubię to miasto za największy ekran kina Bałtyk i jego wygodne fotele ;) za liczbę kawiarenek i herbaciarni. I za to, że nie zniszczyli manufaktury, budując w zabytkowej fabryce z czerwonej cegły, centrum handlowe. Jest O.K. Za to, że ratują stare kamienice i inne ślady pięknej historii włókienniczego miasta, z którego pochodzę, w którym się urodziłam.
      Łódź można kochać albo nienawidzić - nie pozostawia pustych uczuć. Faktem jest, że zawsze chciałam z niej uciec, skazana na pracę w marketach i ogólne poczucie nieżyczliwości mieszkańców. I uciekłam, by teraz wracać do niej czasami tylko po te dobre wrażenia. Tak miało być, tak sobie założyłam.

I wiem - nie będę czekać już dłużej, nie poddam się
Odwracam twarz od wspomnień złych, nie poddam się
Choć wiara wciąż zabija mnie - nie poddam się, nie poddam się
Płonę czarnym słońcem.
~ Batalion d'amour

      Nie poddam się. Nadal wierzę w ludzi. Bo kim bym była, gdybym zeszła z drogi światła? Wielokrotnie wykorzystana, pozostawiana bez grama wdzięczności choćby ukrytego w półuśmiechu, bo naprawdę wiele mi nie potrzeba. Niekiedy zarzynałam się dla bliźnich. Nigdy nie będę żałować tego, co zrobiłam dla kogoś, mimo że spotkałam się z brutalnym zakończeniem sprawy. Mimo że przyjaciele okazali się nimi nie być. Mimo że nawet rodzina mnie zawiodła. Kim bym była, gdybym żałowała dobrych uczynków? Nigdy nie zamknę się na ludzi, świadomie poznaję nowe dusze, i wiem, z doświadczenia to wiem, że w każdym z nas żyją wilki dobre i złe. I tylko od nas zależy, które będziemy karmić. Nigdy nie zamknę się w pieczarze odosobnienia, nie pozwolę sercu skisnąć w zaściankowości, topiąc serce we własnym jadzie.
      Dlaczego o tym piszę? Już wkrótce przekonam się, co przyniesie mi rozgrzany latem bruk mojego miasta. Łatwo nie będzie. Tam taki jad płynie kanałami.
      Chciałabym mieć czas choć na jeden spacer. Bardzo długi spacer.

       "Cisza cza­sem i cza­row­nicą na miot­le, przy­noszącą zamęt duszy pośród mar­twe­go echa..."

12 komentarzy:

  1. Czyżby sentymentalnie? Mogłabym się podpisać pod wszelkimi nie lubię i dopasować je do Katowic.Wandale, alkoholicy, brud wszędzie, na ulicach, w autobusach, smród. Do tego zagłębie narkomanów i homoseksualistów. Nawet moja tolerancja ma swoje granice.

    Jakoś tak mi się skojarzyło, że prorok nigdy nie jest mile widziany we własnym kraju. Zawsze się znajdą powody, żeby nienawidzić indywidualistów, nie sądzisz? Dla mnie to jest oznaka prymitywności ludzi. Ludzie, którzy mają temperament, osobowość, wiedzą kim są nigdy nie będą kogoś poniżać za to, że jest inny. Będą tej osoby ciekawi, będą chcieli jak najwięcej poznać i nauczyć się.

    Mam podobnie. U mnie też wiele jadu. Staram się iść naprzód. Muszę tylko skądś wytrzasnąć pieniądze na bilet lotniczy. Spakuję wtedy życie w jedną walizkę i fru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie - są na świecie ludzie prymitywni. Zaspokajają swoje prymitywne żądze, próbują zmuszać do udziału w tym innych ludzi.
      Mam wrażenie, że całe to "hejterstwo", pochodzi z naszego kraju.
      Żyję w taki sposób, że przyciągam ludzi do siebie. Jak wiele razy już wspomniałam, nigdy nie miałam problemu z nawiązaniem bardzo fajnych znajomości, lubię poznawać, mam to szczęście, że ostatnimi laty okazji było wiele. Podróży całe mnóstwo, stąd wiem, że ludzie są mnie ciekawi.
      Znajdą się jednak tacy, co nie lubią kiedy ktoś myśli inaczej, żyje inaczej. I ten jad zalewa mnie często aż po czubek głowy. Ciężko nie utonąć, ciężko nie odbić piłeczki, bardzo ciężko się powstrzymać, że aż pewna jestem, że pewnego dnia nie będe tego robić. Pięć minut dla żmij.

      Usuń
  2. Aniuuuu!!! Ty miałaś wczoraj urodziny!!! Biję się w piersi. Życzę Ci kochana, abyś znalazła miejsce, które ukoi Twoje serce i duszę. Miejsce, gdzie ludzie wokół będą Ci przyjaźni i będą Cię akceptować taką, jaką jesteś.

    Życzę Ci dystansu do spraw rodzinnych, do tych jadowitych demonów co na szkodę tylko działają.

    Wielu wypraw w piękne nieznane i miłości. Takiej codziennej, dobrej. Tego szczęścia na które przecież zasługujesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, kochana :) Wierzę, że wkrótce spakujesz swoje życie do jednej walizki i kiedyś, w jakimś liście, pochwalisz się swoim szczęściem. To byłby najpiękniejszy prezent dla mnie :)
      Miejsce, gdzie ludzie będą akceptować... ono jest wszędzie tam, gdzie są dobrzy ludzie. I wyłącznie takich nam na wojażach życia :)

      Usuń
  3. W Łodzi byłam parokrotnie. (Miałam tam wujka, slawistę Karola Dejnę, bywałam z Mamą u kardiologa Jana Molla). Bardzo mi się to miasto nie podobało.Wprawdzie były to lata 80-te, ale sądząc po Twoim opisie i zdjęciach, czuję, że nadal nie darzyłabym go sympatią.
    Nie znoszę brudu, smrodu, niechlujstwa, chamstwa, tałatajstwa wszędobylskiego. Ale nadzieja - chyba - jest, że miasto zmieni się kiedyś na lepsze.

    Nie bardzo natomiast rozumiem, dlaczego Ty się tak szamoczesz z życiem, złymi ludźmi. Chociaż nie, rozumiem. Takie zachowania są przynależne młodości. Miałam podobnie. Z wiekiem zrozumiałam jednak, że lepiej będzie odciąć się od tego zła i stworzyć sobie swój mały świat, w którym otaczać się będzie tylko dobrymi ludźmi. I też tak zrobiłam. I jestem szczęśliwą kobietą. Nie bez kozery powstał mój pierwszy blog "Szczęśliwa kobieta".

    Jasne, że zupełnie odizolować się od złych ludzi się nie da. Trzeba się jednak nauczyć z nimi żyć - na tyle, co jest konieczne, a potem omijać szerokim łukiem. Życie jest zbyt krótkie, aby tracić je na zło.
    Pozdrawiam! Halszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miasto starają się odbudować, ale ludzi nie zmienią. Dlatego nie będzie nigdy lepsze, bo mieszkańcy nie idą ku rozwojowi, a zauważyłam, że ludzie uciekają stamtąd gdzie pieprz rośnie. Znajomy kiedyś opowiadał mi, że mieszkając w Łodzi, dostał nawet depresji, jakby siedział na minie. Nie wiem czy tam nie ma jakichś złych żył wodnych... Podobnych opinii jest całe mnóstwo i teraz Ty - osoba, która tylko czasem przebywa, a ma dosyć.
      Mam nadzieję, że mój opis wskazał przede wszystkim, iż żyć się w tym mieście nie da. Zawsze marzyłam, by się z niego wynieść. Przedsionek piekła? Opuszczając je, poczułam ulgę. A także żal, pozostawiając ludzi, których spętało to gorzkie miasto nieszczęść i brudnej zawiści. Niechlujstwo, chamstwo, cały słownik by można wypisać. Nigdzie nie widziałam takiej ilości bezdomnych i alkoholików jak w Łodzi no i przyznam, że w stolicy również, tam bardzo często bywałam, czasami na parę tygodni nawet. Chciało mi się uciekać, miałam podobne uczucia.

      Wytłumaczę Ci dlaczego szarpię się wciąż ze złymi ludźmi, to będzie ten jeden raz i zrobię to dosłownie ;] Co zrobić, jeżeli źli ludzie są w rodzinie i tymczasowo muszę ich spotykać? Na całe szczęście moi rodzice nie są dotknięci tym zepsuciem świata, mam swój azyl w Polsce, w Łodzi, ale widzisz... najbliższe otoczenie jednak stwarza te problemy. Nie mając wyjścia, spotykam się z nimi, muszę tolerować ich i starać się nie utonąć we wspomnianym w wielu postach jadzie.
      Kiedyś żyłam z dala od tego wszystkiego, sama wyznaczałam sobie granice dostępu do mnie i decydowałam z kim chcę się spotykać. Byłam panią siebie. I był pozytywny, kolorowy blog ;) "Życiowe kreacje", był barwny jak całe moje życie. Teraz wszystko się zmieniło i to wysysa moje soki, osłabia, wpędza w stres. I niestety nie mogę... cholera jasna, nie wolno mi odsunąć od tych ludzi ;/ I uczę się obecnie żyć z nimi - inaczej się nie da. Może z czasem się uda, ale przyznam szczerze, że nie spodziewałam się nigdy po sobie takich kłopotów.

      Usuń
    2. Od niedawna odwiedzam Twój blog, ale od razu wyczułam w nim jakiś smutek, tragizm. Rzeczywiście, to bardzo smutne, kiedy ma się takich członków rodziny. Nie mam takiego doświadczenia, bo nie mam złej rodziny, ale znając siebie, wiem, że nie pozwoliłabym nikomu pluć na siebie jadem. Dużo potrafię znieść, ale mam też buntowniczą naturę, w końcu zrobiłabym wszystko, aby się od nich odizolować.

      Nie chcę się wtrącać w Twoje życie, ale jak sama piszesz, kiedyś byłaś panią siebie, to znaczy, że wiesz jak to osiągnąć. Tylko takie życie ma sens. Przecież nie żyjesz za karę. Zbuntuj się wreszcie!
      Nigdy, przenigdy nie można do tego dopuścić, by ktoś, nawet najbliższy członek rodziny, wysysał z nas radość życia.
      Pozdrawiam raz jeszcze oraz życzę, aby Ci się udało znów być panią siebie... i to jak najszybciej.Halszka

      Usuń
    3. Uwierz mi, że moja buntownicza i wojownicza natura, została zapędzona w kozi róg.
      Pracuję nad linią obrony, ale są takie kwestie, w których będę musiała ustąpić. Zdając sobie z tego sprawę, trudno jest planować, że jeszcze kiedyś wrócę do bycia panią swojego życia. Coś za coś. Coś musiałam poświęcić, aby w innej, nowej dziedzinie życia mieć szczęście. Kroczy drogą wyborów, do końca nigdy nie dowiemy się, czy dobrze postąpiliśmy, ale też nie możemy żałować, bo skąd mogę wiedzieć, czy ta druga sroga faktycznie byłaby dla mnie lepsza?

      Usuń
    4. To, co jest zapędzone w kozi róg - nie musi pozostać tam na stałe. Można się z niego jakimś mądrym sposobem wymsknąć.
      W niektórych ważnych życiowych kwestiach czasem warto jednak ustąpić. Z rozmysłem i bez żadnych rozterek, czy się mądrze wybrało. Rozterki źle wpływają na naszą psychikę.
      Jest jeszcze - samo życie, które potrafi zweryfikować nie tylko nasze marzenia, plany, dążenia, ale czasem... i problemy. Czasami warto więc - w tym względzie - spokojnie poczekać, poddać się upływowi czasu.
      Jeśli ktoś jednak tak bardzo pragnie żyć pięknie i radośnie, jeśli ktoś bardzo pragnie być panią/panem swojego życia, to jest niemalże pewne, że się to spełni. Nasze gorące pragnienia mamy zakodowane w sobie, i to nie tylko w świadomości, ale i w podświadomości, a ta potrafi zdziałać cuda.
      Jako Hexe powinnaś doskonale wiedzieć, że podświadomość ma silny związek ze Wszechświatem. ;) A ten to dopiero potrafi zdziałać wiele... Bo kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały Wszechświat działa potajemnie, by udało Ci się to osiągnąć. Myślę, że tych akurat mądrych słów nie muszę Ci przypominać. Wspominam o nich w tym miejscu tylko dlatego, żeby Ci powiedzieć, że w moim przypadku się one sprawdziły. Dziś (od wielu już lat) żyję szczęśliwie i radośnie. Czego i Tobie z całego serca życzę.

      A na zakończenie dorzucę Ci jeszcze dwie mądre sentencje Paulo Coelho, które mogą Ci dać do myślenia:
      "Skoro nie można się cofnąć, trzeba znaleźć najlepszy sposób, by pójść naprzód".
      "W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca".

      A to moje motto życiowe: "Ucz się czekać, bo albo zmienią się rzeczy, albo twoje serce." (J.M. Sailer)

      I jeszcze od siebie dodam: Chcesz być szczęśliwą, bądź sobą. Nigdy nie rób nic przeciwko sobie i nigdy się nie okłamuj. Idź przez życie za głosem serca.

      Usuń
    5. To też troszeczkę dotyczy właśnie tego mojego buntu, kiedyś będzie trzeba się zgodzić na niechciane. I to właśnie wykluło się jako ten czarny kurczak. To są te wybory konieczne, ostatnio bardzo dużo ustępuję.
      Tak dobrze znam te słowa, nadal w nie wierzę, mimo że nie mogłam w ostatnim czasie być sobą i robiłam bardzo wiele wbrew sobie, a i jeszcze będę. To są te wybory.

      Moje ulubione przysłowie pochodzi od Sapkowskiego:
      "Lepiej bez celu iść naprzód niż bez celu stać w miejscu, a z pewnością o niebo lepiej, niż bez celu się cofać." - Emiel Regis

      Usuń
  4. Oryginalne i nieszablonowe kafejki o ile są przytulne przyciągają mnie bardzo... byłam kiedyś w takiej.... gdzie nawet toaleta była niezwykła.... gdy zamykały sie drzwi toalety zamiast muzyki można było usłyszeć.... kurs języka włoskiego...
    Co do życzeń... no własnie żeby w końcu sie spełniać zaczęły!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauka w toalecie? To się tak da? O_O Może zainstaluję sobie niemiecki na klopie.
      Jak szczere życzenia, to muszą się spełnić ;)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.