środa, 22 lipca 2015

NIE.

      Prawda to, że po pewnym czasie trwania danego problemu, człowiek zaczyna się nań zobojętniać. Moje głębokie pragnienie uczucia spokoju jest porównywalne z głębokością tego miejsca, w którym to wszystko już mam. Rzetelnie tłamsząc w sobie uczucie gniewu, utopiłam na sekundy przed erupcją, w czysto-szklanej potędze rzeki w jej odpływach.
      Prawda to, że woda wyciąga ze mnie nie tylko jedzenie - bo choćbym tylko brodziła, zawsze wychodzę z wody cholernie głodna - ale i złe fluidy, którymi otoczona moja aura, przybierała z wolna koloryt krwi i temperaturę lawy. Postanowiłam olać wszystko cienkim moczem i nie dawać się wyprowadzać z równowagi - publicznie. A że umiem odpowiedzieć tak, że w pięty wejdzie, to sprowokowana w cztery oczy, chętnie szpilę wbiję. Koniec srania mi na łeb. Mam większe problemy i to one powinny być moimi frustracjami, np dlaczego po pół roku za granicą, jeszcze nie posługuję się biegle tym językiem?




      Właśnie robię przerwę między jednym, a drugim tuzinem nowych słówek. A znowu własna książka stanęła w miejscu, choć dumna jestem wielce, że w ogóle wstęp powstał. Marzyłam od dawna żeby ją napisać, fabuła przychodziła do mnie od małego we snach, nie wymyśliłam jeszcze tylko tytułu ani imion, za to jest świat, jego polityka i ogólne osadzenie w czasie. Przecież i tak nie napisałabym całej książki w trzy tygodnie.
      Zabiorę z polskiego domu jedną taką prawie gotową, w której do zrobienia jest tylko zakończenie. Przeredaguję w niej coś, ale mam wątpliwości, czy jest godna, aby podejmować się jakowyś prób przekazu. Dokończę ją, bo lubię, jak to za co się zabieram, jest dokończone.
      Na blogu też czasem coś napiszę, bo...

      "...kiedy człowiek pisze, zaczyna usilniej myśleć... a może raczej jego tok myślenia nabiera specyficznego charakteru."
- Stephen King




      Ciężko być pozytywnym gdy wokół wszyscy są negatywni. Pasuje do tego co pisałam o szkole i mojej młodości. A teraz pomyśl dlaczego tak się dzieje, dlaczego jest za mało pozytywnych ludzi wokół?
      Gdybyś był na stacji kolejowej i miał do wyboru 2 bilety, z których jeden zawiózłby Cię na jałową pustynię, drugi zaś do cudownego kraju pełnego kwiatów, owoców, wszelkiej radości, który byś wybrał?
      W życiu też masz wybór, być negatywny albo pozytywny. To pierwsze powiedzie Cię do smętnego życia, marnego zdrowia i porażki.
      Jeżeli wokół Ciebie pełno ludzi negatywnych, to nie małpuj ich, pilnuj własnego szczęścia. Nie ograniczaj się negatywnym myśleniem, spraw, by otaczali Cię szczęśliwi ludzie, ale najpierw musisz zacząć od siebie.
      To wszystko jest jest tylko teorią. To udowodnione, wypróbowane fakty. I to jest prosta sprawa, każdy człowiek wykształcił w sobie siłę umysłu, przekonywania swej świadomości i wpływania na swoje sukcesy tudzież porażki. Szczególnie ci, którzy stale utrzymują siebie w stanie depresji - mistrzowie umysłu. Problem polega na tym, że trzeba chcieć zmienić temat swojej mantry.
      Kamień wrzucony do wody, powoduje fale docierające do najdalszych krańców zbiornika. Kamień to ta myśl dotycząca Twojej przyszłości.
      Dlatego jeżeli tylko to jest możliwe, unikajmy negatywnych ludzi. Jeżeli zaś jest to kontakt przymusowy, starajmy się nie grać w ich grę, kiedy rozdają karty. Z doświadczenia wiem, że najlepiej sprawdza się bierność i milczenie. Samodzielne rozdanie kart w grze na własnych zasadach, zwykle kończy się sprzeczką.
- wyczytane w książce autorstwa Bena Sweetlanda



      Wpadłam w mój ulubiony reżim. To znaczy, że wstaję o konkretnej godzinie rano, zanim słońce zwali się na ziemię swym flegmatycznym glutem gorąca, czyniąc z powietrza coś absolutnie niepojmowalnego, i idę się wybiegać. Potem zakupy, bo prócz siebie, mam też dom do zaopiekowania, który czasami rzewnie zgrzyta drzwiami pustej lodówki.
      Gdy ogniwo szczęścia ludzkiego zostaje wypełnione, znów sięgam po te słówka wgryzające się w mózg niczym kornik w drewno. Mam już tyle szlaczków w korze mózgowej, że to pojęcie przechodzi. Kiedy wreszcie będzie ich tyle wydrążone, że przemienią się w jedną całość wypełnioną konstruktywnymi i zrozumiałymi wypowiedziami?
      I znów chwila przy komputerze, a nie bezproduktywna, bo siedzę z laptopem w kuchni i jednocześnie właśnie powstał obiad. Mięsiste, równo pieczone żeberko wielkie jakby z niedźwiedzia - tak moje wygłodniałe kiszki w tej chwili to widzą. Dziś wbiję w to mięso wilcze kły, po których już ścieka ślina. Wyobraziłam to sobie... gdybym miała takie zębiska, może ludzie przestaliby mnie wreszcie lekceważyć.
      Multum telefonów - błogosławione darmowe minuty, bo inaczej poszłabym stąd z torbami - człowiek wciąż pozostaje w kontakcie i zastanawia się, czy ów kontakt za rok, za dwa lata, nadal będzie aktualny. Ale staram się.









Oczywiście, że je skitrałam!
      Kumuluję swą energię, bo zbliża się dzień, w którym będzie ona nieoceniona, aby przeżyć z honorem, nie tracąc ni włosa z głowy, i aby mi nawet powieka nie drgnęła, będę obrzydliwie miła i głupkowato uśmiechnięta nawet jeśli sytuacja będzie przypominała o tym, że diabelskie kuszenie nastąpiło. NIE UGNĘ SIĘ. NIE I JUŻ!
      Przyszła pora, idę wydrążyć w korze jeszcze kilka korytarzy. Za parę dni dokleję zdjęcia i za jeszcze kilka nacisnę "opublikuj". A słyszałam, że ja od rana do południa nic tylko na blogach siedzę. Otóż NIE tak to wygląda. Ani dom, ani ja, jakoś nie pokryliśmy się porostami.
__________________
      Jeszcze raz serdecznie zapraszam na swoją drugą stronę, taką o charakterze sportowego maniaka, akurat po małej przerwie od pisania, udało się skończyć moją krótką historię o tym jak zostałam sportowym świrem.

11 komentarzy:

  1. Co do kontaktów faktycznie ja cenię sobie nielimitowane minuty, bo mam ten komfort że wiem ile zapłacę. Fajne te serca kamienne:)
    pozdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Telefon, sms, e-mail, to nic innego jak - "pamiętam", prawda? Aby tylko dobre wieści przynosił :)

      Usuń
  2. Witaj Hexe.
    Jak rozumiem, to lepiej Ciebie ubirra c nad wodą niż karmić. Bluzka, szorty, jakis opalacz i z głowy, a żarełko niestety kosztuje.
    Fajne zdjęcia. Podobaja mi się te okrągłe kamienie, takie otoczaki. Widzę, że mały zapas tak na wszelki wypadek sobie zrobiłaś.
    Ja z racji wieku i doświadczeń życiowych potrafię jakoś znośnie funkcjonować, omijając problemy, dokonując dobrych wyborów i spotkań.
    Kiedyś Dalajlama na pytanie o problemach powiedział: Jeśli problem można rozwiązać, to nie ma problemu. A jak nie można, to też nie ma problemu, gdyż nie ma sensu szarpać się z nim bezowocnie.
    Pzdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie lepiej mnie ubierać niż karmić, bo po sklepach nie lubię chodzić, nie "kolekcjonuję" butów czy czegoś w tym rodzaju.
      Rzeczne kamienie to nie tylko ciekawe kształty. To także kolory i wzorki na nich namalowane, po prostu nie mogłam się oprzeć... O_O
      Ja omijać, póki co, nie potrafię. Ciągle wydaje mi się, że to niemożliwe, więc zmieniłam nieco swoje nastawienie. Całego świata nie zbawię, wszystkim ludziom nie pomogę i nic ni poradzę, że dzieje się jak się w niektórych środowiskach. Ale to nie może mnie zdegradować psychicznie. Po prostu nie mogę się poddać i tyle.
      Najważniejsze są te dobre spotkania. I te wspominajmy.

      Usuń
  3. Nielimitowane minuty zza granicy? Jak Ty to robisz?

    Kochana, właśnie wyprowadziłam się z byle jakiego miasta byle jakich ludzi. Ludzi przesiąkniętych negatywizmem do szpiku kości. Zrobiłam to bez sentymentu, ale złe demony nie chcą puścić mnie ze swoich objęć tak prosto. Wobec tego dostaję mnóstwo maili dziennie i mnóstwo telefonów, choćby za to, że się wyprowadziłam jak człowiek.

    Powinnam pewnie jeszcze przed wyprowadzką zapytać czy na pewno mogę, czy mam pozwolenie od zupełnie obcych mi ludzi, bo wypowiedzenie nie istniejącej umowy i tak nie wystarcza...Staram się, ale powiem Ci, że robi mi się wtedy potwornie przykro, potwornie żal, że tacy ludzie istnieją. Że Ty im rękę wyciągać, a oni na nią z siekierą i wtedy musisz zrobić wszystko, aby ocalić siebie od jadu, nienawiści.

    Domyślam się, że sporo jadu idzie w Twoją stronę, bo przecież Ci się udało. Jesteś szczęśliwa. Żyjesz w innym kraju, gdzie pewnie nie ma tylu narzekaczy, żyjesz w szczęśliwym związku. Ja tam już dobrze wiem, że pewnie manna Ci z nieba nie spada i na to swoje szczęście trzeba pracować. Najpiękniejsze rzeczy wymagają najwięcej wysiłku. Z tym, że tu byś toczyła swój kamień niczym mityczny Syzyf, a tam to toczenie rodzi kwiaty, tudzież kamienie;)

    Odetnij się na ile to możliwe od toksycznych ludzi. Dobrze prawi kolega Michał, jestem fanką mądrości Dalajlamy.

    Podobnie jak i Ty po wodzie i sporej ilości świeżego powietrza niezmiernie głodnieję. Z końcem tygodnia wyruszam ukoić nerwy.

    Trzymaj się dzielnie i nie daj ludzkim sępom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może utonę w słowach Dalajlamy, może uwierzę w to samo, co on? Kim był? Jak żył? Dlaczego zwano go mędrcem? Skąd czerpał wiedzę? Przyjdzie czas, że tak zwyczajnie, po stoicku, zrozumiem.

      Usuń
    2. Czasami zastanawiam się czy jest sens wszystko rozumieć. Bo ja jestem z tych co wszystko muszą rozumieć i zawsze mieć poczucie sensu. A może czasami po prostu trzeba nie myśleć i otworzyć się na to, co jest.

      Usuń
    3. Aktualnie to rozważam ;]

      Usuń
  4. Ja z innej beczki nieco, bo zachwyciłam się Twoją figurą!!! Na różnych blogach czytam, że tzw. ,,dywanówki" (Mel B, Chodakowska itp.) nie dają efektów i tylko siłownia wyrzeźbi ciało!!! Ja mam do pójścia na siłownię duże opory, wiec robię te ,,dywanówki" i widząc po Tobie nabieram pewności, że i u mnie efekty ćwiczeń wkrótce będą widoczne!!!

    P.S. Trzymam kciuki :D!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siłownia zapewne da większe efekty, dlatego że masz tam spędzić możliwie maksymalna ilość czasu i to działa ;) Ja płaciłam za wejście i mogłam siedzieć, póki siły miałam. I tak 3x w tygodniu. Gdybym tyle samo czasu spędzała na dywanie, ile na siłowni, efekty byłyby piorunujące, ale jak mi się nagranie z treningiem kończy i Ewka czy Natalia dziękuję za trening, to ja też już sobie dziękuję i wstaję z podłogi.
      Druga rzecz to są obciążenia. Zależy co chcesz osiągnąć. Ja polegam głównie na ciężarze własnego ciała, plus ciężarki 1kg. Zamierzam nabyć cięższe, ale nie wiem czy delikatnie do 2 kg, czy bardzo delikatnie do 1,5kg -_- Chcę też obciążenia na kostki.
      Trenując systematycznie i dając z siebie 100% (a nie tylko byle wymachiwać w rytm) i dobrze się odżywiając, nie ma bata, że efektów nie zobaczysz. Na tej drugiej stronie podaję więcej wskazówek, opowiadam o trenerkach dywanowych, jest z czego wybierać.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.