piątek, 10 lipca 2015

Ambaras.

      To co obecnie mi się przydarza, jest bardzo trudne do opisania, nie dlatego, że sprawa komplikuje się jak sytuacja na froncie, kiedy wróg nagle podjeżdża swoim Maybachem wśród czołgów. Ani też nie dlatego, że sprawy zmieniają się jak akcje na giełdzie, a ich prędkość jest jak dynamiczne zwroty akcji w polskiej telenoweli. (Zaznaczam, że w polskiej, bo w brazyliadach wątki ciągną się niekiedy wiele lat.)
      Po przeanalizowaniu, dostrzegłam w tym ponury blamaż i fatalną w skutkach na przyszłość porutę. Zaczyna dziać się  jak na pobojowisku rynkowym. Ten w potocznym znaczeniu kipisz to istny pieprznik i chaos, kakofonia głosów, z których każdy ma rację choć jest to pozbawione wszelkich zasad oczywistej konstrukcji, a jednak oczekuje się mojej aprobaty. To jak pracowanie z kilkoma kierownikami działu, z których każdy wydaje inne polecenie, a ty musisz zadowolić ich wszystkich w tym samym czasie.
      Ale tera już wiem, że posiadanie miękkiego serca, należy równoważyć twardością dupy.

      Bezhołowie musi się w końcu zakończyć, mam dosyć. Z każdej strony pełzające żmije plują jadem w moją stronę. Ta anarchia sprawia, że w moim sercu zasiał się ferment. Ekscytacja i niedoczekanie zamieniły się we wrzące napięcie. A ludzie myślą, że ile tak można znieść? Że ile można uginać się przed lepiej wiedzącymi? Ta okoliczność obecnie przybrała rozmiar Himalajów.


      Kiedyś sobie myślałam, że gdy przyjdę ze wspaniałą nowiną, a do tego zaplanuję największe przyjęcie w rodzinie, frekwencja nie okaże się być aż tak symboliczna, choć zgodnie z planem miała być, bo ja jednak nie lubię buńczucznych bali z pompą... Ale się pozmieniało i mam teraz prawo osłupieć. W porównaniu z ostatnimi pogrzebami, widać wyraźnie, że wesela nie cieszą się taką popularnością. Ale zaczęłam twierdzić, że to na plus, w końcu lista i tak jest od początku dość mocno okrojona, a ona już nie za moją sprawą jeszcze się zmniejszy. Zastanawiam się wgl., czy ja tam jestem potrzebna?

     
      Wiem, że daremność rozmyślania nad tym jest aż paraliżująca, więc przestałam już to robić. Wgl. przestałam już o tym dedukować, bo przez dociekanie rozumem rozwiązania, a szukając ich, mogę się tylko rozstroju żołądka nabawić. A sami przyznacie, że urlop na kiblu to parszywa perspektywa.
Żywię przekonanie, że rozmyślanie o wyjeździe na odpoczynek, będzie wystarczająco paliatywne, aby uniknąć jednak tej dumnej i wypachnionej świątyni, gdzie król chciałby chodzić piechotą, bo przecież nie ma jak szwajcarski kibel, więc zakładam, że chciałby.
      Ja słabo reaguję na stres, kiedyś skończyłam u lekarza. Teraz znowu mam w ciele jakieś dziwne zjawisko, niezwykle rzadki unikat, który może być wszystkim, więc jak kochana rodzina wpędzi mnie do lekarza, to komu mam przesłać rachunek?
      A wiecie co to jest krytyka na każdym kroku? To jest ten nasz popularny hejt. Słowo zostało wymyślone na potrzeby mediów, ale zachodzi również w życiu. Poznałam nawet jego definicję.
"Hejt to przejaw braku świadomości społecznej i poczucia, że nie jest się, jej częścią". Hejterzy są bardzo buńczuczni, jak chorąży u Kozaków zaporoskich. A wyobraź sobie, mieć kilku takich chorązych na głowie.


      Rodzinę już dawno pochłonęła mi czarna dziura, sama zaś, zastanawiam się nad spędzeniem urlopu właśnie tam. Obszar tej czasoprzestrzeni wyklucza niechciane spotkania, więc o to jestem spokojna.
      A jak powstaje czarna dziura? Zgodnie z ogólną teorią względności, do tego niezbędne jest nagromadzenie dostatecznie dużej masy w odpowiednio małej objętości, więc myślę, że nagromadzenie dostatecznej ilości mojego poirytowania o niewielkiej masie mojej osoby, pozwoli mi na stworzenie własnej czarnej dziury.
      Czarną dziurę otacza matematycznie zdefiniowana powierzchnia nazywana horyzontem zdarzeń, która wyznacza granicę bez powrotu, a obecne zdarzenia w moim życiu uczynią ją niezwykle głęboką, która pochłonie nie tylko światło.
      Czarna dziura nie odbija niczego, zupełnie jak ciało doskonale czarne w termodynamice i jak ostatnio robi się moje serce - idealnie czarne i zaskorupiałe. Bo cóż czynić, jak nie przestać się przejmować i nie zacząć stosować ulubionej filozofii zwanej wdzięcznie Mamtowdupizm?

"To, że się do Ciebie uśmiecham, wcale nie musi oznaczać, że Cię lubię. Mogę na przykład, wyobrażać sobie, że stoisz w płomieniach."
- Muminki

      Co robię na urlopie? Czytam sobie wywiady z emigrantami i dołuję się ich nieszczęściami z przeszłości, którą to ja właśnie przezywam jako teraźniejszość. W każdym z plików była taka czarna zakładka. Ludzie bez pracy czasami przez miesiące, a nawet lata, utrzymanki swych pracujących partnerów, z różnych powodów nie mogące stanąć na własne nogi. Tego jest niezły stos. I niech mi ktoś teraz jeszcze raz powie, że ten kraj jest gościnny.

      Podobno mądry człowiek nie obraża się, tylko od razu zaczyna planować zemstę, a ja podobno jestem dość dobra w planowaniu strategii...
      Aktualnie zbieram armię, potrzebuję 4 tys. wikingów, dwa razy więcej wojowników pustyni, z pięć latających gadów bojowych oraz kilku wiedźminów.
      Zdobędę sobie jakieś państwo, przechrzczę je na "Możesztylkopomarzyć", zaprojektuję nową flagę i godło, zbuduję własny zamek i będę uprawiała warzywa i trzodę. I nikt nie przelezie przez mój mur!

8 komentarzy:

  1. Witaj.
    A jak już sobie zamek zbudujesz i murem ogrodzisz, to zgłaszam się na bramnego... Zadnej gadziny nie wpuszczę.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ... nie śmiałabym obieżyświata wiązać z jednym miejscem i żmudną robotą!

      Usuń
  2. Właśnie dlatego wzięliśmy z Miśkiem ślub nie informując o tym rodziny!!! Mój ojciec chciał bal na 130 osób, ja bym tego raczej nie przeżyła!!! A my szast prast, tylko świadkowie i po 20 minutach sprawa załatwiona ;)!!!
    Hexe, życzę Ci spokoju!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miało tak być, ale ulegliśmy rodzinie.

      Usuń
  3. Zgłaszam się na Twojego Wikinga:D Nie lubię ślubów, nie chciałabym wesela. Nigdy nie zrozumiem po co wydawać kasę, żeby nakarmić tyle gęb na raz, a potem po weselu albo i w trakcie wyleją z siebie jad. Po co? Lepiej przeznaczyć tą kasę na coś konstruktywnego razem z małżonkiem. Takie moje zdanie. Moja mama mi wtedy powiedziała, że jak nie zrobię wesela to mnie wydziedziczy. Ma moje błogosławieństwo. Sama się zastanawiam nad wydziedziczeniem, żeby nie odziedziczyć ich długów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie lubię wesel i staram się na nie nie chodzić. Ostatnio spostrzegłam, że to ludziom starszym najbardziej na tym zależy. Tym, którzy kochają tradycje i bale i by się POKAZAĆ.

      Usuń
  4. No właśnie. Coś czego nienawidzę czyli na pokaz. Wolę skromne uroczystości w przytulnym gronie najbliższych. Nie dlatego, że coś wypada, musi być. Wypada to zaspokajać swoje potrzeby. To Twój dzień i ma być tak jak Ty o tym marzysz i chcesz, a nie inni. Inni chętnie dyktują jak masz żyć, co masz robić. Równie chętnie oceniają.

    Ja na przykład według koleżanek i kolegów w pracy jestem ostatnio lesbijką, ponieważ tak długo już jestem sama:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, mój dzień, nasz dzień, nie będzie do końca taki, jak chcemy, i trochę będzie niestety na pokaz. Jeszcze gwałcą mnie o to, bym kupiła nową sukienkę, ale ja nie jestem konsumpcjonistką i zamierzam pójść w tym co mam. Zakup nowej rzeczy wiąże się z tym, że zawiśnie w szafie zmarnowane. Co poradzę, że nie jestem jak inni?

      Ja 6 lat byłam uważana za lesbijkę. Mimo że miejsce pracy się zmieniało (choć nie firma), inni ludzie, nowe środowisko, i tak na koniec pytano mnie czy nie jestem lesbijką.
      Zaczęło się jak mówiłam, że nie chcę wgl związku, to najpierw zastanawiano się, czy nie jestem puszczalska. Potem jak stwierdzono, że jeszcze nie przespałam się z połową firmy, to chyba raczej les. I to ciągnęło się za mną kilka lat, nawet jeżeli w międzyczasie pojawił się jakiś chłopak, ale to przeszło bez echa.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.