piątek, 19 czerwca 2015

Słówko o dobrym nastawieniu do trudnych spraw. Wielka góra i szkoła.

      Zazwyczaj nów księżyca wycisza mnie, mam chęć na izolację gdzieś pośród lasu. Tymczasem jednak jest inaczej, mam ochotę zdobywać. Ale "pośród lasu" może zostać.
      Obudziłam się z silnym pragnieniem na to i przyszedł czas je spełnić, pokonać własne słabości. Dać się wciągnąć w stare i przegrane myśli, a potem przepleść je na udaną teraźniejszość. Chęci płonęły żywym ogniem, uniosły mnie na ognistych ptakach nadziei na powodzenie. Tymczasem, zbliża się sabat Letniego Przesilenia.
      Jak widać na poniższych obrazkach, dodatkowo uzupełniłam się w pole magiczne, które mnie otaczało i ochraniało w razie kolejnego ataku czarnoksiężnika z krainy Deszczowców, który nie nastąpił. Niestety nie zadziałał na komary, na szczęście na tutejsze nie mam uczulenia.
      W moich rękach nowa powieść, "Most nad rwącą rzeką". Trafiła do mnie zupełnym przypadkiem. W przerwie w pracy buszuję czasem po regale z książkami szefa, sięgnęłam po nią z nudów i bez większych nadziei. Zaintrygowała mnie przez sytuację dwójki polskich bohaterów, którzy opuścili na niedługo swój kraj, pozostawiając za sobą trudne warunki komunistyczne, aby zobaczyć Hiszpanię. Wycieczka na kilka dni była możliwa dzięki pieniądzom ojca, który mieszka w Peru. Pewne okoliczności sprawiają, że utknęli tam na kilka dni dłużej. W ich przygody wplótł się pewien amerykański, sławny dyrygent, który postanowił na początku nie wyjawić niczego o swoim polskim pochodzeniu, ani też tego, że doskonale ich rozumie, gdy obgadują po polsku ludzi wokół. Co będzie dalej? Nawet się nie domyślam, no może poza jednym wątkiem, który w mojej głowie rozwinął się dosyć klasycznie... Poczytamy zobaczymy.
      Czcionka cholerycznie mała, dosłownie kąsa oczy. Magia słowa na miarę wielkich zaklęć, piękne opisy nie nudzą, dialogi inteligentne, powieść zasłuży na porządną recenzję.

      Atakuję już chyba tym tematem każdego posta, ale znowu dotknął mnie konkretny asumpt, i опять [apiat] znowu i znowu skłoniłam się ku temu. Czytuję rozmaite pamiętniki, coraz częściej ich rezon przetapiany zostaje w życiu na niepowodzenie. Pytam wtedy, gdzie posiałeś swój kontenans? I słyszę "plajta, mocium pani". A to Ty nie wiesz, że trza „wziąć w sposobie, Jako ufność ku osobie”?
      "Nie wychodzi, nie udaje się" bla, bla i jesteśmy nieszczęśliwi. Coś stale dolega, zaczynają się skargi - jest tak, bo kierujemy się nawykami powodującymi tego typu stany. Do tego dochodzi złe nastawienie, ja chyba poradnię otworzę! Ale nie chodzi tu wcale o to, aby zostać gnuśnym marzycielem. Pierwszym krokiem jest stworzenie nowego obrazu siebie, a później nastąpią realne dokonania. To właśnie nasze przekonania, własna filozofia i pogodność ducha przenoszą góry.

      Od czasów szkolnych zmieniłam totalnie swój stosunek. Szkoła kojarzyła mi się z przymusem, karami, brakiem zachęty, straszeniem, że nie znajdę pracy, szykanowaniem mnie przez silniejszych, mogę tak długo wymieniać... Gdy skończyłam szkołę, powiedziałam, że nigdy więcej. W ogóle nie czułam, że robiłam coś dla siebie choć mi to non stop powtarzano i może ogólnie za dużo w tym wszystkim było gróźb i nakazów...
      Wpojono mi negatywne spojrzenie na sprawę i nie oszukujmy się - znaczącą rolę odgrywają również otaczający nas ludzie. A właściwie ludzie przede wszystkim.
      Dziś chodzę do szkoły, bo chcę, bo postępy sprawiają mi przyjemność, bo zawinszowałam sobie być w pełni mocy na obczyźnie, dawać sobie radę, choć wiem, że czeka mnie jeszcze ciężki kawałek chleba, innymi słowy - zachrzan. Ale epilog przyniesie ukontentowanie.
      Teraz mogę oficjalnie napisać, że pierwsza klasa dobiegła końca, teraz mamy wakacje. Przesunęli termin rozpoczęcia kontynuacji o dwa miesiące. Zacznę pisać powieść(!) :) Cieszę się ogromnie z tego! Oczywiście nauki ciąg dalszy, w Polsce muszę koniecznie złupić księgarnię.
- to i powyższe poparte książką Bena Sweetlanda


      Teraz gdy nawet szczyty górskie samodzielnie zdobywam - tak, udało się przezwyciężyć siebie - czuję, że stać mnie na wszystko, że bogactwo życia znów jest we mnie, trzeba tylko umiejętnie mierzyć siły na zamiary.

"Mord na duchu jest równie częsty jak mord fizyczny."
- Mieczysław Jastrun


      Ja często morduję się fizycznie, ale nie wolno zapomnieć o równowadze wewnątrz siebie. Jeżeli mamy z czymś problem, prawdopodobnie stoją za tym nasze trwałe przekonania, które tworzą system.
      Negatywne emocje uniemożliwiają przepływ energii w naszym ciele. Obecnie specjaliści w dziedzinie biologii kwantowej uważają, że emocje uwięzione w ciele mogą przyczynić się do powstania zaburzeń czynnościowych w systemie nerwowym.
      Tak więc uwięzione emocje mogą w rzeczywistości spowodować, że mózg wyśle błędne sygnały do wielu organów, lub że w ogóle ich nie wyśle. To oznacza, że emocje uwiezione w naszym ciele, których nie udało się nam uwolnić, mogą być nie tylko źródłem dyskomfortu, ale także poważnych problemów, jak na przykład atak serca.
      Negatywne uczucia blokują sukcesy i uniemożliwiają realizacje naszych zamierzeń. Gniew staje na przeszkodzie w kontaktach z przyjaciółmi, współpracownikami, lub co gorzej, z członkami najbliższej rodziny.
      Najważniejsze jest uwalnianie się od dawnych emocji. Tam w górze wreszcie było to możliwe, przypomniałam sobie.

      Co mnie przyprawia niemal o tak serca? Pierwsze co przyszło mi na myśl - stawianie przed faktem dokonanym (dot. spraw trudnych i nieprzyjemnych). Ja zawsze wszystko lubię wiedzieć wcześniej, aby nastawić się jak najbardziej pozytywnie, jak tylko to możliwe. Chcę zachcieć, a nie borykać się już z czymś, w czym utkwiłam nie z własnej woli, bo wtedy to chciejstwo za nic nie przyjdzie.

      Od kilku tygodni zaczynam poważnie zastanawiać się nad eskapadą do Narnii... Bo gdzie, do licha ciężkiego, znikają moje skarpetki? Mam już 4 pojedyncze sztuki, po każdym praniu przybywa kolejna samotnica! Zaczynam twierdzić, że w tym nagraniu jest bardzo dużo prawdy...:



      Czas się zbroić i spojrzeć na to przejście w pralce. Albo w suszarce, nie wiem gdzie one giną, trzeba to zbadać... Myślałam jeszcze, by najpierw wywiesić w na klatce ogłoszenia ze zdjęciami zaginionych, może ktoś je gdzieś widział?

1 komentarz:

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.