piątek, 26 czerwca 2015

Różnice pomiędzy życiem w Polsce, a w Szwajcarii.

      Sporadycznie zaglądam na stronę mojego miasta Łodzi, nosi od niedawna miano hipsterskiego. Wujek Google podpowiada mi, że Hipster to współczesna subkultura, a jak ma się odnośnie miejscowości?
      Encyklopedyczna definicja brzmi tak: "deklarowana niezależność wobec głównego nurtu kultury masowej (tzw. "mainstreamu") i ironiczny stosunek do niego oraz przesadne akcentowanie swojej oryginalności i indywidualności. Osoby w tej subkulturze podkreślają swój wizerunek, rozumiany zarówno poprzez wyrazisty i "artystyczny" strój i poprzez wyjątkowe, nieszablonowe zainteresowania. Ceniona jest deklarowana niezależność myślenia, zajmowanie się twórczością artystyczną, zainteresowanie niszowymi formami kultury."
      Hipsterzy są asystemowi. To mieszkańcy wielkich miast, którzy nabierają dystansu do otaczającej ich rzeczywistości i ujmują ją w ironiczny nawias, zatem hipsterskie miasto, to nic innego jak stolica tej kontrkultury.
      Zdecydowanie nie odpowiada mi poszlaka, jako iż wśród Hipsterów stylistycznie zacierają się granice między jedną, a drugą płcią, w tym punkcie poczułam wstyd, że pochodzę z miasta określonego tym mianem, słynącego przecież z Marszu Tolerancji, od razu mi się z tym skojarzyło!

      Rzeczywiście jest to miasto - indywiduum. Teraz ogłoszono, że będziemy mieli kolorowe przystanki ze szkła. Nowoczesność wtopiona w zabytkowy krajobraz kamienic jest ciekawą propozycją inżynierów i architektów.
      Ja tylko pytam o jedno, czy już wypleniliśmy z Łodzi chuliganów i pseudokibiców? Bo to przetrwa najwyżej tydzień. Łódź to zatrzęsienie wandalizmu; chuliganeria i malwersacje są na porządku dziennym całą dobę. Jam ci mieszkanka okolic sławetnej gangsterskiej limanki. Czy raczej żulerskiej, bo tam knajak na knajaku.*
      I przyznam Wam, że miło jest odpocząć w obcym kraju od tego zgiełku. Kakofonii miejskiej, wzmożonej czujności, koniecznej uwagi zwróconej na swoje ruchomości, rozglądania się wokół i macania wciąż po kieszeniach. Czasami szło dostać kręćka, np. w zatłoczonej komunikacji miejskiej. I niech żółć utopi w sobie tych, co cieszyli się nowym/moim telefonem.

      W Szwajcarii w autobusie zawsze znajdzie się wolne miejsce, częstotliwość jeżdżenia poszczególnych linii, jest dostosowana do występowania liczby podróżujących, także i to, jak długi autobus w danych godzinach podjeżdża, no i klimatyzacja stale działająca, zawsze sprawna.
      I ważna uwaga odnośnie współużytkowników transportu publicznego, pasażerowie myją się, więc atmosfera nie jedzie potem. Są spokojni, autobusy nie są zniszczone, nikt nie maluje niczego po nich, na szybach nie ma wyskrobanych wulgaryzmów. Nikt tu nie manifestuje swego uwielbienia dla drużyn piłkarskich.
      Obok nas jest mały stadion dla młodzieży, jakoś jeszcze nie rozniesiony, wciąż stoi i - jest tam umiarkowanie cicho nawet w trakcie meczy.

      Podejmę się jeszcze poruszenia kontrowersyjnego tematu, mianowicie uważam, że w Polsce kobiety siebie nie szanują. Na ulicach widać kręcące biodrami dziwki, ja przepraszam za ostrość słów, staram się prowadzić blog dość kulturalnie, ale jak widzę te wszystkie córki Koryntu poubierane ledwo co, odbiera mi zdolność kurtuazyjnego obywania się w polemice. Cały ten plastik stajl jawnogrzesznic. Zresztą panowie nie lepsi. Wracałam kiedyś z pracy, była już 23, pewien mężczyzna zapytał mnie, czy pójdę z nim za stówkę. I proszę więcej nie dziwić się mojemu antagonistycznemu* nastawieniu do większości płci przeciwnej.

      Zamarzyło mi się w Łodzi Getto. Jedno już kiedyś było, ale tu mam na myśli coś w rodzaju "13tej dzielnicy", to był taki film. Oddzielona (na polecenie rządu) z zakazem wyłażenia na zewnątrz.
      Wyobraźcie sobie: dzielnica podzielona na strefy wpływów uzbrojonych gangów. Odgrodzona jest od reszty miasta potężnym betonowym murem i posterunkami policji – swego rodzaju państwo w państwie. Terroryzują się wewnątrz wzajem, nie robiąc krzywdy niewinnym z zewnątrz. A moralniejsza część kraju żyje spokojnie.
      To dużo bardziej humanitarne niż rządy Wlada Palownika, które popieram... Historia podaje, że Drakula przywrócił porządek i bezpieczeństwo swojej ziemi, wcześniej nękanej bezprawiem i grupami rabusiów, ale ceną był terror.

      A w Szwajcarii moje życie znacznie zwolniło. Zgodnie z moimi postami moje dni opiewają w spokój. Tutaj głównie zajmuję się literaturą, pielęgnacją kwiatów, wychodzę na spacery lub dłuższe wyprawy. Przeplatam przyjemności z obowiązkami, pracą i nauką. I wszystko to jakoś mi wychodzi, scalam to w przyjemną jedność. Nie denerwuję się głupotami, nie ma ich tu, nie ma tego, co napisałam powyżej o Łodzi. I choć system nierzadko nakazuje ten denerwujący pośpiech, nie ma tego złego, co by nie wyszło mi na dobre.

On wie, że tutaj nikt go nie skrzywdzi, nie nakarmi batonikiem, ani nie wystraszy.
Tutaj ludzie są odpowiedzialni za wychowywanie
zwierząt.
Możesz podejść nawet do byka, który Cię nie stratuje, nauczony, że człowiek to dobra istota.
Zwierzęta są tutaj ciekawskie, chętnie podchodzą do ludzi, reagują na zaczepki lub same zaczepiają.


      "W blasku piorunów chmury wyglądają niczym olbrzymie przezroczyste mózgi wypełnione złymi myślami."
      Takie epitety to już klasyka u S. Kinga. Chociaż jego mnogość i rozwlekłość opisów doprowadza mnie niekiedy do prostracji* (nie mylić z prostatą), bo zamiast oznajmić czytelnikowi, że bohater wsiadł do samolotu i doleciał na miejsce, autor w barwnych szczegółach opowie, że pasażerowie rzygali, a potem poda liczbę wypełnionych ustrojstwem torebek, które po lądowaniu, stewardessy musiały wyrzucić, nękane wcześniej odgłosami chlustania. I potem dźwiga się w rękach ponad tysiąc stronicowy kolos, łamiąc sobie głowę interpelacją*: kiedy właściwie zacznie się powieść?
      Przeczytam to draństwo, a żebyście wiedzieli! Już jestem na 190str. Bo nie mogę się wreszcie doczekać tych chwil grozy! A potem będę oglądać film na podstawie tej książki.


      Wiele nastrojów było w ostatnich dniach podbite kolorem burzy, a na piedestały wychodziły ekspresy do kawy.
       Dla mnie deszczowa pora to idealny dzień na czytanie. Idealny na kreatywne gotowanie. Idealny moment na miłe rozmowy z partnerem przy lampce wina, gdy w alternatywie ładnej pogody, nie można wyjść na spacer. Idealny czas na wieczorny film i objedzenie się lodami. Idealny na to, by stworzyć coś literackiego, bo kiedy pada, najlepiej mi się pisze. Deszczowy dzień jest idealny na porządki w domu, w szafie, etc.
       - Tak, to jest idealny dzień.
   Czy trudno to zauważyć? Czy trudno jest uśmiechnąć się do kropel spływających leniwie po szybie? Czy trudno jest dostrzec piękno w podsyconej kontrastem aurze? Czy trudno jest docenić, jak smakowitym powietrzem wtedy oddychamy? Że deszcz przynosi ulgę po upalnych dniach i jak pięknie jest gdy pojawia się tęcza?



      Każdy dzień wolny od pracy to dla mnie wakacje. Nigdy nie siedziałam w domu, nawet deszcz mnie nie zatrzymywał, bo zawsze znalazłam miejsce, gdzie było ciepło i przytulnie - dokąd mogłam wyjść. Nadal o tym pamiętam - by nie gnuśnieć "bo życie to nie fotel, na którym siedzisz z pilotem!"
       Nie było jeszcze tygodnia, żebym choć jednego dnia nie nabierała oddechu pośród natury. Zawsze jest okazja, pomaczać stopy w górskiej rzece lub choćby pójść na spacer do lasu. Usiąść ze znajomymi przy ognisku lub urządzić grill na balkonie. Możemy wszak wszystko robić, trzeba jedynie chcieć czynnie cieszyć się życiem, a nie biernie patrzeć na nie przez okno.
      Przyznaję, że ostatni weekend spędziłam leniwie, czasem i ja wykazuję opieszałość, ale moja inercja* w tym wszystkim, to nie tylko szlachetne ładowanie akumulatorów w pozycji horyzontalnej. Moje ciało ma zdolność do zachowania swego stanu ruchu podczas równoważenia się sił działających na nie. Innymi słowy - podróże bez poruszania się jak chociażby zdrowy sen, czy szusowanie w marzeniach podczas czytania książki, może także medytacja poprzez wizualizację. Sjesta w odskoczni, czymkolwiek by była, jest potrzebna każdemu. Ostatnio np. siedzę w dziedzinie robotyki. Buduję nanity i projektuje chipy, układy scalone, które będą wyprodukowane w jednym krysztale krzemu. Pracuję na holo-tablecie, a projekty wykonują za mnie macki robota. Czynności ewokujące* przyszłość...
      To taka gra...

Słabo widać, to mgła unosi się nad rzeką.


      Zareklamowano ostatnio ciekawą strategię ekonomiczną, autorka swojego bloga bardzo dokładnie tłumaczy jej zasady CLICK. Dla mnie problem stanowi to, iż wymyślili ją w kantonie francuskojęzycznym. Podaję informacyjnie jako ciekawostka.
      W grze zostajemy władcą absolutnym obecnej całej Szwajcarii. Dobre jeśli ktoś chce się wyżyć na mieszkańcach, czy systemie, albo wręcz przeciwnie, ma pomysł, aby było tu jeszcze lepiej. Ciekawa koncepcja rozrywki on-line.


Zachodzące słońce niemal co minutę koloruje niebo inaczej.




___________
SŁOWNICZEK
interpelacja - zapytanie, żądanie wyjaśnienia
inercja - bierność
ewokować - wywoływać wspomnienie, przywoływać wizję czego
knajak - w środowisku: włóczęga, spryciarz, ulicznik; cwaniak, szczwany lis; potocznie:człowiek z nizin społecznych
prostracja - skrajna forma wycieńczenia psychicznego, której następstwem najczęściej jest głęboka depresja
antagonizm - niechęć lub wrogość spowodowana sprzecznością interesów lub różnicą poglądów

4 komentarze:

  1. Życie w dużym mieście na pewno by mnie przytłaczało!!! Wychowałam się na wsi i ciągnie mnie do natury :)!!!
    Z chęcią zaszyłabym się z dzieciakami w jakiejś cichej górskiej miejscowości :D!!!

    Deszczowa pogoda... kojarzy mi się z książką, herbatą z sokiem malinowym, kocem w kratkę, nostalgicznym dźwiękiem kropel uderzających o szybę :). Teraz jednak w taką pogodę jestem wierzchowcem dla Zosi, buduję wieże z klocków, czytam bajeczki, bawię się lalkami i... marzę o kocu w kratkę ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pochodzę, jak widzisz, z bardzo dużego, głośnego i jadącego spaliną miasta. Prawie w każde wolne uciekałam za jego granicę i teraz cieszę się, że moja druga połowa nie zamieszkała w jakiejś większej mieścinie, tylko właśnie na wsi. To dodatkowe spełnione marzenie i deszcz tu nie jest kwaśny jak w Łodzi.

      Usuń
  2. Ja to już nie wiem...za każdym razem kiedy wyjeżdżam gdzieś poza Polskę to ludzie wydają mi się inni. Spokojni, uśmiechnięci, pomocni. A u nas? Ostatnio mam wrażenie, że świat zwariował i wszystkim całkowicie odbiło.
    A jak chcesz pomóc to zawsze kończy się to tym, że wychodzisz na największego frajera na świecie.
    Zdjęcia koni - przepiękne. Tęsknię za takimi widokami. Jeszcze ze trzy lata temu z koleżanką jeździłyśmy w okolice Limanowej do stadniny, żeby odpocząć od zgiełku wielkiego miasta i po prostu pojeździć. Było wspaniale, konie były zadbane, szczęśliwe. I pewnego pięknego dnia komuś się "uwidziło", że indywidualne jazdy nie przynoszą tak dużych korzyści. Wybudowali betonowy moloch i zaprosili dzieciaki. Teraz już nie ma tam po co jechać. Trenerzy odeszli, a konie zostały "zajechane".
    Co do dziewczyn...mam wrażenie, że tylko te u nas na siłę chcą się pokazać. Obrazek z dzisiaj. NFZ, poczekalnia pełna ludzi i pewna głośna dziewczyna usiłująca zwrócić na siebie uwagę, bo przecież jedzie na wczasy poza granice Polski, ma faceta który klepie ją po zadzie i to jest tak fantastyczne i zabawne, że każdy musi o tym wiedzieć (i, niestety, widzieć). Takie zachowania to chyba tylko u nas.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W niewielu krajach miałam okazję być, raz w bardzo dalekim i teraz tym trochę bliższym. A taka różnica w ludzkiej mentalności, że aż się wierzyć nie chce.
    Po czym poznać Polskę, że już się wjechało w jej granice? Po smutnych twarzach ludzi na ulicach.

    Kiedyś trenerki jazdy powiedziały, że trzeba będzie zamknąć stajnię na kilka tygodni, bo konie narowią i trzeba będzie na nich codziennie jeździć i to z batem. Za dużo niedoświadczonych dzieci dopuszcza się do dorosłych osobników, te robią co chcą, a dzieciaki jeszcze nie umieją się przeciwstawić, konie zapomniały kto w jeździe rządzi i było coraz więcej wypadków.
    Z moich własnych obserwacji wynika, że w masowych stajniach za wcześniej dopuszcza się latorośle do samodzielnej jazdy.

    Trzeba było podejść i poklepać ją po zadzie, dodać oczywiście "przecież to lubisz, już wszyscy to wiemy" i promiennie się uśmiechnąć. :)

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.