wtorek, 23 czerwca 2015

Post dedykowany, zdjęcia z tłem szwajcarskim, tematyka prywatna.

      Miłość. Spotkałam tylu beznadziejnych dupków, że o zgrozo... Uwierzyłam, że tylko sama mogę być szczęśliwa i tak rzeczywiście było, przyjaciele mówili, że jestem wtedy pełniejsza życia. Ale spotkałam mężczyznę o szalenie pozytywnym nastawieniu i otwartym umyśle, że teraz innego obrazu samej siebie niż z nim pod rękę, nie widzę. Nie związałabym się z ponurakiem, snobem czy alkoholikiem, a niestety takich spotykałam, skrzętnie skrywających swe wady, by je odkryć dopiero, gdy pozornie było za późno. A pozory mylą, więc uwalniałam się ze złotych klatek bardzo szybko.
      Gdy przestaje padać, doceniasz ciepło słońca. Po długiej zimie, doceniasz pierwszy, wiosenny dzień. Gdy mijasz obcą rodzinę, a w niej rozwydrzone dzieciaki, doceniasz, jak w Twojej rodzinie dobrze wychowano potomków. - Kontrasty pozwalają nam docenić to, co mamy.
      Gdyby z naszego życia zniknęły kontrasty, stałoby się nudne. Wiosna, słońce... takie oczywiste i nie wzbudzające żadnych przyjemnych emocji. Miałoby się wrażenie, że wszystko się nam należy, ot i już.
      Życie toczy zamknięty krąg, sprawiedliwy, choć większość pewnie powie, że to brednie. Raz na wozie, raz pod wozem.  Naszym zaś celem jest to - na prawdę! - by uniknąć utraty kontrastów i żyć tak, by uniknąć impasu i nie utracić szczęścia. Ja nie żałuję wszystkich doświadczeń z pożałowania godnymi kandydatami, których odżałowałam z różnorakich przyczyn. Było - czegoś się nauczyłam, lekcje zostały - o reszcie mogę swobodnie zapomnieć.


"To był świat, do którego należał. W którym tkwił całym swoim życiem. Z którego czerpał siły i spokój, i pewność jutra. Tamto, co zostawił za sobą, nie istniało, po prostu nie istniało, życie rwało naprzód jak rzeka, którą przekroczył, na nic się nie zdało przerzucenie mostu nad jej nurtem, pamięć nie mogła  ożywić ani miejsc, ani ludzi..."

      Poznałam go żyjącego na skraju rzeczywistości i jakiegoś pięknego, utopijnego snu. Przecież każdy opowiada o tym co ma w superlatywach, po to aby pozytywnie się zaprezentować. Pomyślałam sobie, że to jednak miłe postawienie sprawy, po co psuć nastrój historiami o jakichś szarych powszedniościach? Normalka nie podsyca ciekawości i chęci poznania. Jednak później zrozumiałam, że ten człowiek, właśnie w tym odległym świecie, za górami i za lasami, jest naprawdę szczęśliwy i że sprawy o których mówił, żadnymi bańkami mydlanymi nie są. To jak angelologia rzeczywistości, np. jak dział demonologii dotyczący bytujących wśród nich, dobrych duchów, tak samo - dobrze poukładany świat/państwo na złej planecie pośród wojen i zawiści. - Jego azyl, który naprawdę istniał.
      Przedstawił mi idealny ustrój polityczny, opierający się na sprawiedliwości, solidarności i równości, który tu jest. Topos — miejsce, nie-miejsce - takie coś sobie znalazł. I to było w pewnym sensie imponujące, że człowiek chwycił życie za kark i zmienił na lepsze, a koncepcją tego był jego intelektualny dorobek.
      Swoją osobą przedstawił mi swoje najszlachetniejsze z intencji, zauważyłam, że traktowane z zewnątrz jako wysublimowane i etyczne formy ułudy, a szkoda. Ale mnie prezentowały się jako takie "katalogi do zrealizowania". Ponad to, rzeczywiście uosabia się jako człowiek pozbawiony słomianego zapału - coś podarował mu los, a on tego nie zmarnował.
      To marzyciel ale i racjonalista, człowiek kierujący się w swoim postępowaniu zasadami rozumu, działający zgodnie z rozumem, więc nie marzy o rzeczach niemożliwych. Jest kwintesencją nadziei artykułowanych niestety przez ludzi jako mrzonki. Kontestuje obecny porządek społeczny i marzy o radykalnych, dogłębnych zmianach w imię lepszego jutra wszystkich ludzi, przy tym widzi i wie, że jest to możliwe. Dużo o tym czyta, o małych państwach żyjących w sposób dla nas aż niepojęty. Ale on wie, że tak się da. Są na to przecież dowody, że te mosty już udźwignęły ciężar człowieka współczesnego.
      Pragnie złączyć wszystkie zamiary stworzenia świata dobrych dla dobrych i co i tak summa summarum zawsze kończyło się spektakularnymi klęskami przez niedowiarków właśnie.
      Tak, zaimponował mi tym. Otwartym umysłem, pomysłowością i dobrym sercem.


 "Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią.
      Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą.”
Ex.20:3-5

"Przyjrzał się surowym w swej ubogiej skromności murom starej synagogi(...) i pomyślał z żalem, że Bóg mieszkający w tym domu nie użyczy mu ani odrobiny wesołości i pogody."

       Łączy nas jeszcze jeden temat. Oboje w dawnych czasach byliśmy blisko kościoła. Wzorowi Chrześcijanie, nie ma co. Odeszliśmy od tej instytucji (która, zaznaczam - nie powinna nią wgl. być) świadomi tego, co zaszło w nas głęboko. Jedziemy w tej chwili na tym samym wózku, oboje jak Agnostycy, którzy wierząc w Jedynego Boga, wciąż poszukują prawdy.
            I tym samym, przestaliśmy modlić się do figurek i wielbić obrazy, ale nie przestaliśmy się modlić.



"Niczym i przez nikogo nie krępowani prowadzili wspaniale rozregulowany tryb życia, spali i jedli o zupełnie nieprawdopodobnych porach."

      Dni wolne, weekendy, beztroskie i miłe nam chwile. Pierwszy raz drugi człowiek daje mi równowagę i spokój. Dotychczas to było możliwe tylko na mojej małej pustelni, pośród ciszy czterech ścian.



"Wbrew obawom spał bardzo dobrze tej nocy i obudził się rano wypoczęty, rześki, jakby o wiele młodszy od siebie samego, od razu przychylnie nastawiony do dnia, który go czekał. Ileż w końcu miał w życiu tych dni - bez rygorów i zobowiązań?"

       To znów stało się możliwe, nie byłam świadoma jak to wiele zmienia, kiedy ktoś wita o poranku uśmiechem. Tak pozytywny duch, czysta karta w tym obskurnym, splugawionym świecie pośrodku frywolnych mediów... to wszystko psuje ludzi, dlatego zaczęłam unikać papki, którą nas karmią, niestety jednak ludzie chłoną ją jak gąbka, a moje znajomości dotknęła kompresja... przyjaciół coraz mniej, nastąpiła degrengolada - każdy dotknięty z osobna swoim jakimś fanatyzmem, istny regres.
      Bardzo niewielu żyje w taki sposób: wiecznie książka w dłoni, rozmarzone spojrzenie, stoickie nastawienie do kłopotów dnia codziennego. I znalazłam kogoś kto prowadzi swoją codzienność bardzo zbieżnie, chociaż swoje statystyki doświadczeń mamy ledwie porównywane. Mamy analogiczne poglądy i zachowania, równokształtne dusze.
      Jest głodny świata i poznawania. Nie rości sobie żadnych pretensji, ani nie przelicza każdej godziny na złotówki i potrafi bawić się bez procentów. Już myślałam, że tacy ludzie wymarli, bo ja mam starą duszę, naprawdę. A jednak siedzi tu obok mnie, człowiek w mojej ocenie idealny, choć ideałów nie ma, wiem, wiem, lecz ja te wady akceptuję, co równoważy moje spostrzeżenie.
      Dziś prowadzimy swoje życia paralelnie ułożone. Tożsame pod względem zainteresowań i sposobu na spędzanie czasu. Harmonijne współistnienie, synchronizacja myśli, niemal symultanicznie przychodzą nam do głowy te same pomysły, czasami zwariowane do kwadratu.
      Przy nim mogę zwariować, nie uziemia mnie, nie próbuje "doprowadzać do porządku", uparcie wkładając w ramy obrazu tego co wypada lub nie. Nie próbuje mnie pouczać, ani nie strofuje. Nie usiłuje zmieniać.
      Jestem nadal wiecznie w drodze donikąd, atoli razem.

- Niektóre słowa należą do Bena Swetlanda
niektóre są z Eikipedii.
Cytaty: Stanisława Fleszerowa-Muskat
"Most nad rwącą rzeką"

Spontaniczność - choroba przewlekła i przydająca entuzjazmu.
I któż by inny w Lucernie spędził ze mną czas na placu zabaw? :)

12 komentarzy:

  1. Czasami na naszej drodze, całkiem niespodziewanie staje człowiek, tak zwana bratnia dusza, ktoś, z kim rozumiemy się bez słów. Jest to prawdziwe szczęście posiadać przyjaciela. Należy więc uważnie patrzeć własnym sercem w cudzą twarz. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma związku bez przyjaźni, wielu ludzi o tym zapomina. Najważniejsze są zaufanie i szczera rozmowa. Związki, w których coś się ukrywa, mają rozluźnione więzy, albo nawet pęki na łączach.

      Usuń
  2. Masz racje kontrasty pozwalają nam bardziej doceniać to co mamy.
    Czasem potrzeba czasu by znaleźć tą osobę, która nas dopełni. Która będzie nas budować. Czasami szukamy długo aż tracimy nadzieje, aż zaskakuje nas los stawiając kogoś takiego na drodze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. I rok temu powiedziałam, że to już ostatni raz, jeśli to nie to, zostaję sama do końca życia. I ta perspektywa była nawet kusząca, bo ja zawsze lubiłam być sama. Ale minął szmat czasu, dla mnie wystarczający, by zmienić definitywnie poglądy :) Lecz nigdy nie potępię singielek, bo to dar, jak kobieta potrafi żyć godnie i być samej sobie panią.

      Usuń
  3. To jest MIŁOŚĆ. Prawdziwa i dojrzała.
    Pokrzepiłaś mnie na duchu tym pięknym wpisem. Już myślałam, że w dzisiejszych zepsutym świecie nie ma takich ludzi. Jednak są, tyle że żyją gdzieś w ukryciu.
    Nie często się zdarza, że dwoje dobrych ludzi się spotyka. Los dla Was był łaskawy, postawił Was na tej samej drodze.
    Myślę, że czasami trzeba wyjechać z Polski (przymiotniki w domyśle), aby móc żyć wg własnych zasad... i być sobą. Być dobrym i szczęśliwym człowiekiem.

    Dziękuję za wizytę!
    Rzeczywiście budowla ta mało się kojarzy z ogólnie przyjętym mianem "zamku", ale to jest zamek. Sama jego nazwa: "Stauffenberg- Schloss" o tym świadczy, gdyż "Schloss" znaczy - zamek. Ty, jako Hexe, pewnie o tym wiesz. ;) Po wiele przebudowach taki się ostał. Najważniejsze, że jest bardzo zadbany.
    Pozdrawiam! Halszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za przemiłe słowa, i cieszę się, że post poszedł w świat w dowód tego, iż miłość istnieje. Wiesz, że przez lata w nią nie wierzyłam? Powtarzałam, że to tylko w filmach i książkach.
      Aż wyjechałam (przymiotnik w domyśle) po miłość najprawdziwszą i tutaj jestem glücklich :)

      Tak, tak, uczę się dopiero co prawda, ale 'zamek' umiem ^_^ Tu zwiedzam zamki mocno nadgryzione zębem czasu, pełno ich w całej Szwajcarii. Dla mnie są piękne, nawet w ruinie.

      Usuń
  4. przyjaciele którzy przejdą dalej zdając egzamin to bardzo fajna sprawa mieć takich. W dobie toksycznych relacji których jest tak wiele zdrowy związek to prawdziwa perełka, której wiele osób może pozazdrościć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdrość to zły potwór stworzony przez ludzi. Zamiast skupiać się na swoim życie, ludzie porównują siebie z innymi, swoje związki z innymi, jakby dążąc do naśladownictwa, mięli dojść prosto do szczęścia. To również należy umieścić w dziedzini toksykologii ;)

      Usuń
  5. Podoba mi się ten wpis. Zawsze powtarzam, że gdyby nam w życiu było tylko dobrze nie potrafilibyśmy się cieszyć tym, co mamy. No i byłoby w cholerę nudno.

    Istnieją tacy ludzie. Istnieją jeszcze dobrzy ludzie, ale niezwykle ciężko tak dziś żyć, w tych nieludzkich czasach. Człowiek jest z każdej strony pod presją i trzeba naprawdę dużej siły i odwagi, aby potrafić zachować umiar, spontaniczność, nie upijać się i przy tym wszystkim zdrowy rozsądek.

    Twój wpis daje mi nadzieję, że i ja spotkam kogoś podobnego, chociaż tak szczerze pisząc wątpię i coraz częściej godzę się z faktem, że to się już nie zdarzy. No bo kto będzie tak spontaniczny, ciekawy świata, mądry, kto będzie potrafił ze mną biegać w deszczu, zachwycać się oceanem, wbiegać do wody i chlapać się nawzajem.

    Życie jest proste, sami je komplikujemy. Wokół tylu ludzi zawsze niezadowolonych z niczego. Powinno się takich stawiać pod ścianą i rozstrzeliwać, ponieważ zagrażają innym;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba przede wszystkim nudno. Popatrz ile mamy teraz do opowiedzenia o sobie samych. Można by napisać niezłą autobiografię, myślę, że choć niektóre rzeczy były niemal tragiczne, to jednak dla potencjalnego odbiorcy - ciekawe.

      Rozsądek i odwaga - cechy, bez których życie w dobie zawiści, chamstwa i sztucznej przyjaźni, są niezbędne. Całe życie szukałam człowieka z czystą katą i dobrym sercem. Ale Ty to wiesz, wystarczająco długo już siebie czytamy.

      A właśnie. Też straciłam nadzieję. To miał być ostatni raz, ostatnia szansa, po tym nie miało być już niczego. I pogodziłam się z tym na wstępie, ba - lubiłam tą myśl, bo ja lubiłam być sama. I spontanicznie bawić się na całego. A teraz jestem z człowiekiem, który również potrafi wyjść na spacer w deszcz, a także zachwycić się przyrodą w radosnym milczeniu. Widział o wiele więcej świata niż ja.

      95% ludzi jest z niczego nie zadowolonych. Czytałam nawet książkę na ten temat ;)

      Usuń
  6. Spotkać swoją drugą połówkę jest niezwykle trudno!!! Jednak nie jest niemożliwe. Od 12 lat jestem związana z Miśkiem i choć różnie bywało, to jednak miłość i przyjaźń potrafi przezwyciężyć wszelkie przeciwności losu :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze rok wcześniej, i chmarę lat do tyłu, było zupełnie inaczej. A teraz to ja mówię innym, że da się :)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.