wtorek, 2 czerwca 2015

Planowane ad extremum.

      Wydawało mi się, że to już szmat czasu za mną, bo ten tak rozwlekle i przydługo płynie... Składając wydarzenia w opowieści, wnikając w szczegóły, moja historia pnie się na szczyty nieskończoności i jest w tym coś aprobatywnie obłąkańczego.
      Nie mam pojęcia kiedy wreszcie będę na bieżąco. Epizod lotu jednak był całkiem nawet czarowny, że nie sposób pominąć, poza tym padły już pytania o Polskę. Jak wyglądał mój pobyt? Ekspresowo.


      Lot sam w sobie uważam za rzecz nudną. Starty owszem, są fajne, lądowania już trochę mniej, bo nie ma tego "uczucia", (nic się nie dzieje z błędnikiem). Jedyną ciekawostką jakiej nigdy wcześniej nie widziałam, była tęcza pomiędzy warstwami chmur.


      Wypady do ojczyzny są wyczerpujące. Szlak ważnych spraw na czele ze stomatologiem, zajął pierwszy dzień, zaś wieczorem domagali się uwagi bliscy. A potem praktyki z przyspieszonego spania.
      Od rana znów to, co nieodzowne i wskazane. Potem domatorsko-rodowych posiedzeń ciąg dalszy. Następnie chyży sprawdzian z zajęć minionej nocy czyli senne przyspieszone cała naprzód! (tylko że okrojone o kolejne godziny) i o 3 pobudka, aby rozpocząć procedury ewakuacyjne do domu. Tak, to były tylko dwa dni.



      I z tego miejsca pragnę nadmienić, iż te przyjazdy nie są dla mnie łatwe. Wiadomym już jest powszechnie, że ja choruję od pędu, pośpiechu ogólnie pojętego. Staram się na to uodpornić. Jak to E. Duleba kiedyś powiedział, "tylko spokój może nas uratować", aby życie nie wymknęło mi się z rąk. Ogarnęłam cały ten chaos, a sprawunki poszły sprawnie, że aż miło.



      Podczas następnego przyjazdu, skutecznie zunifikujemy spotkania. A może tak zesztukować ludzi za każdym razem? Zawsze spotykać się symultanicznie, a później jechać na wymarzony urlop?
      Ad extremum... Spokój na łonie przyrody, ad fontes hobby i cisza. Wreszcie i więcej niż jeden dzień. Oczekuję lata z niecierpliwością dziecka.

      I właśnie z tamtego miejsca będę pragnęła zachwycać się życiem



      Zmartwienia to numer jeden problemów ze snem. Zamartwiania nie usuwają przyczyn zmartwień ale odbierają siły do rozprawienia się z nimi. Był taki czas. Dowiedziałam się wtedy, jak bardzo  suspensja wypowiedzi potrafi napełnić garniec emocji tymi negatywnymi.
      Chciałabym, by ludzie, jeżeli mają zamiar coś powiedzieć, mówili do końca, nie ucinali dramatycznie zdania w połowie, bo życie to nie sztuka narratorska w teatrze pod okiem jury. Prawda i tak w końcu dotrze do adresata, bo tak się składa, że rozmówca jest nielojalny nawet wobec siebie.
      Moja ocena padła krytycznie niska. Lecz ten wiarołomny charakter adwersarza w polemice, przydał się. Mam teraz nowe spojrzenie na sprawę, jasność przede wszystkim i z czystym sumieniem, po stoicku, mogę zastosować swą jedwabną filozofię swego oświecenia: mamtowdupizm.





      "Pełnia w Strzelcu to czas optymizmu, odważnych marzeń, ruchu i wychodzenia poza utarte ścieżki. Potrzebujemy nowych doświadczeń, więcej przestrzeni, wolności i lekkości. Sprawdź w jakiej dziedzinie życia potrzebujesz świeżego powietrza i pomyśl o tym jak możesz je wpuścić. Brak przestrzeni może skłaniać nas - jak to podczas pełni - do działań impulsywnych. Merkury w retrogradacji sprzyja resetowi intelektualnemu i uwolnieniu się od ograniczeń mentalnych, a pełnia w Strzelcu otwiera nas na nowe, pobudzające do działania inspiracje.”
~ Maria Moonset

____________
ad extremum - łac. wreszcie
 ad fontes - łac. (sięgać) do źródeł.

2 komentarze:

  1. Wdupiemanie sposobem na życie. Chciałoby się tak.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ te chmurzyska z ostatnich zdjęć piękne!!!

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.