wtorek, 9 czerwca 2015

Obere Burg Schellenberg - Liechtenstein

      Oblężenie zamków to moje hobby, zapoznaję się wtedy z krwawą częścią historii danego obiektu, bo aby odnieść sukces, trzeba zbadać jak to kiedyś robiono.
      Fortyfikacje potęgi politycznej z przeszłości to nie lada interes, ich potęga militarna wykluczyłaby moją dwuosobową eskapadę, ale zdobywanie tych wspaniałych pamiątek architektonicznych zawsze budziło we mnie niezdrową ekscytację.
      Dziś pod lupę bierzemy zamek górujący nad Liechtensteinem, Obere Burg [obere: góra, górny + burg: zamek, gród = Zamek Górny]. Schellenberg [schellen - dzwonić/ Dzwoniąca Góra] jest jedną z 11 gmin Liechtensteinu należącą do regionu Unterland. Znajduje się na północy kraju.
      Pierwszymi mieszkańcami tego terenu byli Celtowie, następnie Retowie.
   Inna historia głosi, iż w 1945 grupa pięciuset uzbrojonych rosyjskich żołnierzy z armii Własowa (współpracującej z nazistami) przedarła się na teren Lichtensteinu w Schellenbergu. Byli to dezerterzy, w związku z czym nie doszło do wymiany ognia, ale to już nie jest interesująca mnie epoka.
      Ja postanowiłam napaść na Zamek Górny. W tym regionie są dwie ruiny zamkowe zaś fortyfikacja górnego jest łatwiej dostępna, wystarczy niedługi spacer.


      Ponieważ dawniej gotowanie na ogniu nie stanowiło żadnego skomplikowania, po dziś dzień jest ludziom umożliwione. Oczywista, że w specjalnie wydzielonych miejscach. Można rozpalać ogniskach i urządzać grille.
      Zrównoważenie i ogólna rozumność ludzi, pozwala na oferowanie takich rozrywek, także na spożywanie alkoholu w miejscu publicznym. W Polsce wprowadzają zakazy, bo inaczej nasze zamki odeszłyby bardzo szybko w niepamięć. Wyobrażacie sobie taką imprezę naszej wszechpolskiej młodzieży? Połowa lasów poszłaby z dymem gdyby zezwolić na ogniska na szlakach. Także i alkohol kojarzy się z burdą i demolką, więc współczuję temu krajowi jeżeli napływ Polaków będzie większy. Niestety nie jesteśmy mądrym państwem. Ja tu nie widziałam zniszczeń ani graffiti na zabytkowych murach. Za to na wielu ruinach w Polsce, owszem: pozbawione inteligencji hasła na murach, niedopałki, puszki po piwach i potłuczone szkło, to już norma w naszym krajobrazie.

      Droga od strony szwajcarskiej prowadzi jak zwykle przez łączki i krówki. Dla zainteresowanych, dojazd jak i podejście pod górę są proste, nie wymagają specjalnych przygotowań.
      Po drodze można oglądać różne ciekawe zjawiska dzieła rąk ludzkich, my większość ominęliśmy, bo mi się zachciało iść inaczej niż wszyscy. To normalne u mnie. ;]
      Czerwony punkt na mapie to zamek. Schellenberg to wioska. Taka zwykła z krowami i owcami.



Sam początek u podnóża góry.

Ta mi rzecz barzo niemiła,
Iżeś mię tako postraszyła;
By była co przykrego przemowiła,
Zerwałaby się we mnie każda żyła;
Nagle by mię umorzyła
I duszę by wypędziła.

~ Rozmowa Mistrza Polikarpa ze Śmiercią.

A oto ja, łotr nie z tej ziemi, idę na oblężenie zamku i wykraść flagę.

      Obere Burg jest największym i najstarszym ze wszystkich zamkowych ruin w gminie. Jego budowa została ukończona już około 1200 roku, a wzmianka o nim, po raz pierwszy pojawiła się 10 stycznia 1348 r.
      Według obecnych szacunków był zamieszały do około XVI wieku, później został opuszczony i przestał funkcjonować, również stracił funkcję militarną. Zaniedbany, powoli niszczał smagany przez okrutną naturę i czas.
      W 1956 roku Franciszek Józef II, książę Liechtensteinu, przekazał ruiny na własność Historisches Verein für das Księstwa Liechtensteinu [Towarzystwa historycznego]. Instytucja ta, jest obecnym właścicielem i opiekun zamku, nadzoruje także badania.


      Zamek Dolny powstał w 1250 r., zbudowany jako mały zakład. Do roku 1350 osiągnął ostateczny kształt i rozmiar. Pierwsza wzmianka o zamku miała miejsce w 1317.
      Prawdopodobnie oba zamki były z 16. wieku. Popadł w ruinę również z przyczyn opuszczenia i braku użytkowania.
      Prawdopodobnie gdybyśmy nie wracali jakąś dziwną drogą omijającą wszystkie punkty na mapie, dotarlibyśmy do niego. Najwyraźniej przygrzało mnie w główkę, co tu jest częstą dla mnie atrakcją, ale nie pamiętam tego faktu, więc zapewne straciłam również pamięć. Tak, myślę że mogło tak być...



"ich denke, also bin ich"
[myślę więc jestem]










Czas rozpocząć oblężenie.




CAPTURE THE FLAG!!!!!!!

Pomoc już nadciągała.



      Gdy dalej przeglądam zdjęcia, zaczyna mi się wszystko przypominać. Nim zabraliśmy flagę, zaatakował nas czarnoksiężnik z krainy deszczowców!! Pomieszał nam zmysły, to dlatego pogubiliśmy drogę do następnych ruin! Uwieczniłam go na zdjęciu, teraz wiem jak wygląda. Znajdę go i zabiję...


      Nigdy więcej na zamek bez broni białej, wszak to nie misja pokojowa, jak można było popełnić taki błąd i dać się perfidnie zaskoczyć? Muszę zdobyć jakiś porządny miecz, zawsze miałam chrapkę na Gwiazdę Zagłady od Abaddona... I wtedy jako anioł przepaści wyłonię się z otchłani i przyniosę cierpienie złemu czarnoksiężnikowi.


      A tu odnośnie palenia drwa w lesie i robienia imprez. Dla normalnych ludzi - dozwolone.


W skrócie:
Jak chcesz wjechać do tego placu,
musisz mieć specjalne pozwolenie wydane przez gminę.
Gmina nie bierze odpowiedzialności za wypadki tutaj.
bla bla bla...
Plac ma być pozostawiony w nienagannym porządku,
nie zostawiać otwartego ognia.


      Droga powrotna przez las, miłą ścieżyną z widokami i wyznaczonymi miejscami do odpoczywania z ławeczkami. Przyznam jednak, że większość zarośnięta. Chaszcze może nie umożliwiały siadania, ale planowano z tych ławeczek jakieś widoki, których nie sposób było dostrzec przez listowie.
      Są to także miejsca dydaktyczne, tablice z dokładnie opisanym miejscem, które mogłoby być widoczne, gdyby ktoś o to zadbał. Np z jednej z ławek moglibyśmy dostrzec Klasztor świętego Jana.
      Najstarsza pisemna wzmianka o nim, pochodzi z roku 1152, kiedy papież Eugeniusz II. St. Johann wziął, go pod swoją opiekę. Jego rozkwit szacuje się na wiek XIV.
      Znajduje się tam oryginalna rycina przedstawiająca Adama i Ewę pod Drzewem Wiedzy - fresk datowany jest na rok 1611. Opactwo pojawia się w anneach kilka razy, jako nabywca nieruchomości w obszarze dzisiejszego księstwa Liechtenstein. Klasztor posiadał różne inne siedziby w Dolinie Renu. Najważniejszym był wówczas zakupiony "Red House" w Vaduz w 1525 roku.
      Klasztor przetrwał reformację, utracił swą niepodległość w roku 1555 i stał się Opactwem katolickim. (encyk.: mieszkanie opata wraz z kapitularzem i kaplicą i z należącymi do niego posiadłościami ziemskimi - źródło: O bogactwach klasztorów katolickich)
      W 1626 budynki klasztorne zajął wielki pożar. Następnie, klasztor przeniósł się około 10 km w dół doliny do wsi Sidwald.
      Zamiast starego klasztoru, dziś stoi tam rzymskokatolicki kościół parafialny z dobudowaną plebanią i wygląda tak:

foto: internet



      Natura wystąpiła do nas w misji pokojowej. Co prawda nie z chlebem i z solą, ale ze słodkimi poziomkami.




      Roślinność jak zwykle powoduje, że spacer ze mną trwa dwa razy dłużej.




      Kolejna ławeczka i punkt obserwacyjny, tym razem teren dla oka był otwarty. Zdjęcie przedstawia dzisiejsze tereny, zaś rycina z tablicy, przypomina o sile natury, innymi słowy - skutki powodzi.





      Nie wiem jaki mają tu poziom edukacji, doszły mnie słuchy, że niższy niż w Polsce, ale przynajmniej dbają o uczniów tworząc im nowoczesne, porządne placówki.
      Jest to pewna górska miejscowość, której nazwa mi umknęła, ale to zrozumiałe po ataku przez czarnoksiężnika.



      Najazdy na cudze ogrody, są u mnie normalne i ogólnopojęte jako nadpobudliwość fotograficzna. Czasami nie mogę się powstrzymać przed zrobieniem zdjęcia, mam wtedy drgawki.






_____________________

      Wskazówki turystyczne:
Wstęp na zamek jest darmowy. Strona internetowa tutaj, umieszczam też mapkę okolicy.

2 komentarze:

  1. Byliśmy w weekend na Ślęży i tam też można ogniska palić (na Wielkiej Sowie zdaje się, że też). Niestety tak jak piszesz, po turystach pozostaje niezły syf. A puszki po piwie na szlaku to norma!!!

    Fajną sobie urządziliście wycieczkę :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Polska nie nauczyła się jeszcze dbać o takie miejsca. Nie tylko syf, ale jakaś estetyczna dysharmonia. Ostatnio jak byłam w Mosznej, koło tak pięknego zamku ustawili sobie parasole. No jak można? Nie widziałam takich cudów w Irlandii...Przecież bez piwka się pod parasolem nie obejdzie..Nie dojrzeliśmy do wykorzystywania potencjału.

    Tej mgły nad górami zazdraszczam. Mam przyjaciela, który sam robi noże i miecze, to tak jeśli chodzi o broń białą.

    Nie dajcie się okolicznym smokom;)

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.