niedziela, 14 czerwca 2015

Literackie w lód zakute agendy i zasady życiowe odstawione na bok.

      Najlepiej pisze mi się wcześnie rano. Całkiem często włączając wówczas komputer, nie mam żadnego pomysłu o czym będę pisać, jednak otwieram edytor i w mojej świadomości zaczynają pojawiać się pomysły i przychodzą, póki cały tekst nie zostanie ukończony.
      Gdy jestem w trakcie pisania książki, bywa, że ona nie daje mi zasnąć. Kiedyś kładłam się z kartką i ołówkiem na stoliku nocnym, odrzuciłam jednak ten nawyk.
      Nie jest mi z tego powodu arcy smutno, gdyż każdego wieczora po pozbawionym twórczości (i zarazem relaksu) dniu, mówię sobie, że to okres przejściowy. Priorytety - a pisanie dla mnie jest priorytetem - są postawione w następnej kolejności i gorąco w to wierzę, że dobrnę do celu. Każdego dnia dziękuję Bogu za to, że dał mi tą umiejętność.

Moje pierwsze czarne kwiaty we własnej uprawie :)

      Nawet sprawy sobie nie zdajecie, jak mnie denerwuje, gdy mam na to tylko 10 min. i w życie wkrada się konieczny w tym systemie pośpiech. Słowa same wciskają się pod palce, ale nie mogę doprowadzić treści do puenty, że nie wspomnę o zakończeniu. Do pisania książki nawet nie myślę siadać teraz, bo to pochłania niekiedy całe dnie, wówczas co chwila podchodzę do komputera z nowym pomysłem. Bohaterowie wówczas towarzyszą mi cały dzień i noc. Nie ma mowy o tego rodzaju szale twórczym w obecnym czasie. Wystarczająco już zarywam sen, nocne rausze chwili są aktualnie niemożliwe i porzuciłam na razie swój plan literatki, którego celem jest zredagowanie i dokończenie jednej powieści, oraz otworzenie na pierwszym rozdziale mojego nowego pomysłu, bo jak już zacznę, spodziewam się naprawdę długiej kontynuacji.
      I ja nie mówię "mam zamiar". Ja mówię "zrobię to". Wszystko ma swój czas i swoje miejsce. Nie umieram jutro, a z pisaniem wiążę pewne jeszcze dalsze plany i może wreszcie będą wgl. możliwe.
      I ta perspektywa dodaje mi siły. Cierpliwości - mówię sobie.


      Takie samo myślenie wpoił mi mój instruktor nauki jazdy. Poddałam swe umiejętności w wątpliwość i oblałam egzamin. Przed drugim sprawdzianem, powiedział mi coś, co zmieniło moje nastawienie, dało sygnał mojej podświadomości. "Przecież umiesz jeździć" - mówił. - "Nie zastanawiasz się nad tym, po prostu prowadzisz, a przy tym opowiadamy sobie dowcipy, słuchamy radia i śpiewamy..." A do tego, miałam już jeden zdany egzamin (A) za sobą.
      Znów przejechałam całą trasę poprawnie. Poszłam spać powtarzając sobie jego słowa jak mantrę i następnego dnia zdałam egzamin na samochód.
      Szkoda mi tej kilkuletniej przerwy, bo teraz za kółkiem czuję się jak na pierwszej lekcji kursu. Aż dziwne w porównaniu z tym, co było, tak łatwo się rozpraszam, śpiewanie nie wchodzi w grę. Trzeba sobie tylko samemu wszystko przypomnieć. Jesteśmy refleksem swojego umysłu, od nastawienia znaczy więcej niż nam się wydaje. Tylko ja po prostu tego jeżdżenia nie czuję.


      Pisarz nie zastanawia się, w który klawisz uderzyć. Uwagę ma skoncentrowaną na tekście. To Twórczy Umysł kieruje jego palcami.
      Dobry kierowca nie prowadzi świadomie. Posługuje się kierownicą, hamulcem, pedałem gazu czy klaksonem wyłącznie na podstawie sygnałów własnego Twórczego Umysłu.
      "Kiedy uczymy się czegoś nowego, lub przypominamy sobie coś, czego dawno nie robiliśmy, zawsze idzie nam wolno, bo musimy myśleć aby działać. Kiedy Twórczy Umysł przejmuje stery, stajemy się szybsi i dokładniejsi. Innymi słowy - stajemy się w czymś dobrzy, kiedy dana czynność staje się nawykiem."
      Nawyki nie formują się od razu. Są jak lina - co dzień dodajemy do niej jedną nitkę, aż staje się w końcu nie do zerwania. Jest to prawda o ile się na nią zgadzamy. Porosty przykład: jeśli Twoje ciało fizyczne jest w marnej formie, ktoś kto zna się na tych sprawach, potrafiłby Ci pokazać, co możesz robić, ale pokazanie nie wystarczy. Musisz stosować się do tych instrukcji, zanim dadzą się dostrzec jakiekolwiek zmiany.
      Mamy masę kłopotów do pokonania, rzeszę interesantów do ogarnięcia i jeszcze więcej dziur do zaklejenia. Ale jeśli tylko mamy zdrowie, każdy z nas jest w stanie ogarnąć cały ten bałagan. I tu nie wystarczy "chcieć", tu należy działać.
- parę frazesów (łącznie z cytatem) jest autorstwa Bena Sweetlanda. Żeby nie byo ;]

Kwiatki patriotyczne :P
      Znalazłam w śmieciowej bazie danych internetu, nie żebym specjalnie poszukiwała, taki quiz. Po odpowiedzeniu na 10 krótkich i prostych pytań, wynik wskazał, iż mam silną energię psychiczną.
      Mam sceptyczne podejście do tych testów, podejrzewam przypadkowość w uzyskiwanych odpowiedziach, być może też uległam zwykłej matematyce, ale ów wynik zadowala mnie i mogę się pod nim podpisać, dlatego Wam go prezentuję.



      W ostatnim czasie (tj. od stycznia) przebiegłam galopem przez kilka książek. Zawsze chętniej koncentrowałam się na literach w swoim czasie wolnym. Na półce przestudiowanych już lektur, znajdują się: "Chłopi", "Podręcznik manipulacji", "Wrócę po ciebie", "Sztuka argumentacji", "Bogać się kiedy śpisz", "Mistrz i Małgorzata", a teraz jestem w ostatnim tomie (wreszcie go dorwałam po paru latach!) "Zbieracza burz", w jeden dzień wchłonęłam już 153 stronice. Zrealizowanie planu literackiego wydaje się być całkiem dostępne, wystarczyłoby się zaangażować i zamienić cudze na własne, ale okoliczności, moi drodzy - ja rzadko czytam książki w domu. Do pisania muszę wytworzyć sobie specjalną atmosferę, taką sui generis*, niemal odświętną. Bieganie z komputerem w każde miejsce, gdzie najczęściej zdarza mi się czytać książkę, byłoby bezsensem w całej swej krasie motywów twórczych.
      Chwilami nieraz udaję się na "bookcrossing". Znalazłam encyklopedyczne wyjaśnienie tego "sportu", bodaj jest to pozostawianie książek w różnych miejscach, tak aby znalazca zachęcony przez znalezisko, wziął ją i przeczytał, a następnie zrobił ro samo - podłożył ją komuś, gdzieś zostawił, w parku na ławce, w przebieralni w sklepie etc.
      Ja poznałam Bookcrossing z innej strony, mianowicie w Łodzi był organizowany performer's, w którym to należało wyjść z domu ze swoją książką i czytać ją na ulicy, kusząc tym samym innych ludzi do myśli: "a może i ja bym poczytał"? Wydarzenie dochrapało się nawet swoich kilku minut w wiadomościach telewizyjnych.


Trochę nam przypominają ukwiał...
      Śnił mi się skorpion wygrzebujący z ziemi mojej donicy z roślinami. W domu. Potem zaczęło wygrzebywać się ich coraz więcej, były dość duże, czarne, nieprzyjemny obraz.
      To w gruncie rzeczy mała istota, ale wielce drapieżna, o ciele pokrytym brunatnym pancerzem oraz odwłoku zakończonym kolcem zawierającym gruczoł jadowy, który to właśnie tak przeraża ludzi i budzi ogromny respekt.
      W Egipcie był niebezpiecznym i budzącym lęk stworzeniem, ale zarazem świętym bytem, które otaczano szacunkiem i któremu oddawano cześć boską, symbolem śmierci i odrodzenia. Egipską boginię płodności i opiekunkę zmarłych przedstawiano ze skorpionem na głowie, (Selkis, Selket, bogini uzdrowienia), również spotykamy przedstawienia skorpionów z głową Izydy.
      W Afryce często bano się tak bardzo skorpiona, że nie ważono się wypowiadać jego imienia.
      W Biblii skorpiony pojawiają się jako kara Boża, symbol odszczepieńczych Izraelitów lub jako symbol diabła.
      W legendzie sumeryjskiej o Gilgameszu, bohater udaje się po nieśmiertelność do Szamasza, boga Słońca, jednak u stóp góry Maszu zagradzają mu drogę potomkowie Chaosu, człowiek skorpion i jego żona. Widząc jednak jego zdecydowanie, pozwalają mu pójść dalej.
      W średniowieczu skorpion symbolizuje Szatana, heretyka, śmierć lub zawiść.
      W marzeniu sennym skorpion jest symbolem poważnych strat na tym polu życia na jakim najbardziej zależy śpiącej osobie. Czasem jakaś kara i coś o nieuczciwości albo ukryci wrogowie... są różne tłumaczenia.
      Nie jestem przesądna, wierzę w to, co pochodzi z innego świata. Ze świata niematerialnego, On tam jest i wszystkie wieszczby pochodzą od Boga. Przyszła odpowiedź na moją modlitwę, na zawarte w niej pytanie.




      Dążeniem do bycia szczęśliwym jest przestrzeganie trzech reguł, których żniwo odczuwałam wiele lat jako niezwykle owocną implikację - całkiem logicznego związku pomiędzy zjawiskami w życiu (czyli wszystkiemu co się nam zdarza), a mną.
   1) Nie rób niczego i nigdy wbrew sobie.
   2) Kieruj się sercem, czuciem w życiu, nie rozumiem.
   3) Unikają ludzi, którzy ciągną cię w dół, lub czujesz się przy nich wyssany z energii.

      Dodam do tego zasady pewnej doświadczonej tantryczki*.
   - robić to, co się kocha i co podnieca. co sprawia, że płoniesz i że zasypiasz z uśmiechem na twarzy.
   - nie zwracaj uwagi na cel, ale w końcu prawdziwie zatracać się w drodze. chwilowo w poważaniu miej konkluzje, wnioski i podsumowania.

      Ostatnia rzecz jest mi bardzo bliska. To droga. Zarówno ta fizyczna wędrówka po Ziemi, jak i mentalna przez meandry własnej duszy. Jedno drugiego nie wyklucza, zawsze wracałam w podróży inna, świeższa.

      Po raz pierwszy nie stosuję się żadnej ze swych zasad. Po prostu nie mogę i to jak skurczybyk utrudnia wstawanie rano z uśmiechem. A to nie łatwe, chcąc zachować równowagę i żyć w zgodzie ze sobą.
      Są to podstawy kształtowania naszego jestestwa, coś jak najstarsza religia, której elementy można znaleźć we wszystkich prawdziwych religiach świata. Metody traktowane były przez praktykujących raczej jako sposób na życie, jako bycie. To jest naprawdę banalnie proste. To system opisowej psychologii człowieka, który przypomina psychoanalizę. Zgodnie z tymi założeniami, człowiek składa się z serca, ciała i podświadomości. Także z umysłu i świadomości i ducha oczywiście (pod- a raczej - nadświadomość), a te założenia uczą człowieka jak zachować harmonię między tym wszystkim plus otaczający nas świat i inni ludzie. Innymi słowy: umiejętność gromadzenia i kierowania pewną "mocą duchową" czy "psychiczną", określaną jako mana. Według Longa (facet od spraw Huny, a mana to energia życiowa, podobna do energii określanej w Chinach jako qi.)
      Dla przeciętnego człowieka, najważniejsza jest modlitwa. Weźmy pod lupę modlitwę uzdrawiającą - wg zasad buddyjskich, chińskich, huny, czy nawet szamańskich - przez serię głębokich oddechów gromadzi się energię, którą podświadomość wraz z obrazem, np. zdrowej części ciała, przesyła do Boga, to działa nasza Nadświadomość - nawiązujemy dialog z Bogiem, przedstawiamy nasze pragnienia, głęboko wierząc w Jego dobro.

 ___________________
SŁOWNICZEK:
sui generis - jedyny w swoim rodzaju, szczególny
tantra - występuje jako praktyka faz budującej oraz spełniającej, z punktu widzenia szkół sarma buddyzmu tybetańskiego takich jak sakja, kagju, gelug, dzionang. 

7 komentarzy:

  1. Zapatrzyłam się w te twoje kwiaty, czytać niestety w przerwie pracy nie daję rady. Ale fajnie, że dalej masz tak dobre oko. :)
    I że poszukujesz własnej recepty na szczęście! Bo każdy ma przecież swoją :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się coś lubi, to się to robi. A nawet nie wyobrażasz sobie jak kompaktem jest ciężko zrobić zdjęcie czarnym, matowym płatkom, aparat go nie widzi w makro. O_O

      Usuń
  2. Zdolność pisania to niesamowity dar!!! Wierzę, że kiedy powstanie Twoja powieść będzie o niej głośno :D!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, pisanie bloga to jedno, a powieść to już wyższa półka. Kiedyś pisałam powieść na blogu, czyli expresowe krótkie rozdziały, szkoda, że po jej zakończeniu, gdy minął jakiś tam czas, skasowali mi tego bloga ;]
      Już wiem, że w lipcu zacznę pisać i zobaczymy co z tego za poczwarz wyjdzie :P

      Usuń
  3. Mówisz, że te zasady, których i ja się trzymam są psu na budę? Ze snami to dziwna sprawa. I ja instynktownie za nimi podążam i się nimi stresują, ale wiem, że katolicyzm nie podchodzi do tego rodzaju spraw zbyt przychylnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W normalnym życiu NIE są psu na budę, ale zależy jak swe życie prowadzisz. Bo widzisz, kiedy trzymałam się tych zasad, byłam naprawdę szczęśliwa w zgodzie ze sobą. Partnerstwo zaś, wymaga pewnych kompromisów, a nawet wgl. trzeba ustąpić. Moim celem jest teraz znalezienie złotego środka dla tego wszystkiego razem. Wiem, że gdy poświęcam coś dla kogoś, to jest dobre i prawe. Gdy poświęca się coś dla ukochanej osoby, dużo mniej to kłuje i ściska serce, jakoś to się potem zawsze układa. Najważniejsze to nie zapomnieć nigdy o sobie, nawet czyniąc bardzo wiele w życiu takich odwrotności.
      A skorpiony? Już wiem co mi przyniosły. I faktycznie nie była to dobra wiadomość.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.