sobota, 20 czerwca 2015

Hoża woda siły doda.

      Ongi przewąchałam mapę okolicy, by znaleźć sobie takie "swoje miejsce". Przypadek sprawił, że w wytyczone pole wgl. nie dotarłam, za to znalazłam uroczy zakątek, który choć ustroniem nie jest, ujutno spędza się tam czas.
      Nazwałam lokalizację "lazurowym wybrzeżem". Jest to częste stanowisko wędkarskie i grillowe tubylców, oraz punkt wypoczynkowy dla rowerzystów dlatego mimo wszystko trzeba się liczyć z gośćmi.
      Zademonstrowałam owy plac do relaksu mojej drugiej połowie, no bo przecież wcześniej, to jakbym zobaczyła je połowicznie i wypoczęła też do połowy. Lazurowe wybrzeże jednak okazało się kapryśne, unaoczniło się nam jako zupełnie inny przejaw przyrody - ostro, aż hucznie. Gdzie moja szumiąca oaza cichości, śpiewających ptaków i uspokojenia?
      Woda miast lazurowa, była wzburzona, gwarka, a jej poziom znacznie podniesiony, co zminimalizowało powierzchnię placu, na której można było leżeć martwym bykiem. Do tego, akurat kiedy doszliśmy do celu, nadeszło kłębowisko chmur zajmując cały firmament niebieski, towarzyszący nam od początku marszu wraz z ciepłodajną kulą, mającą za zadanie sielsko uwydatnić barwy tego miejsca, które po prostu wcięło. Tak to wyglądało wcześniej (click)
      Ale i tak było urodziwie. Ta hoża woda ma coś w sobie niebagatelnego. Energię tak mi niezbędną ikrę życia.
      Tak mi przyszło ostatnio do głowy... czy Jezus płacił za chrzest w Jordanie?









 
      Comeback murszruty powiódł nas przez enklawy zieleni. Bądź szczęśliwy. Te dwa słowa należą do najpotężniejszych w naszym języku. Wszyscy wiemy, że ponury nastrój wytwarza psychiczną strukturę uniemożliwiającą przepływ konstruktywnych idei. Gdy każde włókno ciała wibruje radością, jesteśmy zainspirowani do działania. Łatwiej i szybciej wpadamy na dobre pomysły. Mamy ambicje do przecierania nowych szlaków, mamy pragnienie działania.
      Problemy należy pokonywać, a nie dopuszczać, by one pokonywały nas. I tym właśnie sposobem - nastawieniem, spojrzałam ponownie na tę bandycką górę za oknem, która stała się wyzwaniem, a nie tworem zasłaniającym widok. Jest już samodzielnie zdobytą górą, jednak wiąże się z taką gamą emocji, iż spodziewam się na nią jeszcze wrócić. Oczywiście będzie relacja z tej eskapady, ale jeszcze nie teraz.
      Zmartwienia potrafią strasznie blokować, wiem to z autopsji. Mimo że miałam kłopoty i teoretycznie brak możliwości na kontynuowanie bogatego życia, że aż zdawało się, iż życie mi samo blokowało drogę do wolności, po przetopieniu smutku na nadzieję, znalazłam nagle sposoby na to, aby poczuć szczęście i żyć harmonijnie.
      Warto dojrzeć przenikające przez chmury, słoneczne promienie szczęścia. Choć to tylko metafora, a obecnie za oknem pada deszcz, warto myśleć w kategoriach tego, co możemy zrobić, by rozwiązać problemy. A pieniądze to mit, to nie one były moim gwarantem udanych lat. To w czasie, kiedy musiałam obyć się bez nich, naprawdę robiłam to, co chciałam, co lubiłam i cieszyłam się momentami. To było najbardziej wartościowa przemiana od czasu kiedy dziecięca świadomość współcześnie dojrzała.
- parę fraz należy do Bena Swetlanda. Lubię czasem zmiksować punkty widzenia mojego i czyjegoś mózgu.











      "Most nad rwącą rzeką" przeczytany, zakończenie kompletnie zbiło mnie z pantałyku, nie spodziewałam się, że tego typu spokojna, obyczajowa powieść, może zakończyć się w taki sposób. Ale w gruncie rzeczy to pozytywne zakończenie. Przyszłość bohaterki jawi się nadzieją i wielką szansą. Po zastanowieniu się, pomyślałam, że jednak nie sposób powiedzieć, iż to był smutny krach.
      Książki przelatują mi przez ręce jedna po drugiej. W takim razie pora przyszła aby chwycić za najpotężniejszą spośród wszystkich, które tu ze sobą zabrałam. Trochę zwlekałam, bo jest cholernie ciężka, kiedyś po lekturze podobnej wagi, cholernie bolał mnie nadgarstek, poza tym ciężko taki kawał cegły wozić do pracy... Ma 1100 stron, kartki cieniutkie jak marna serwetka i czcionka drobna jak w słowniku kieszonkowym. Oby "To", S. Kinga, było warte fizycznego cierpienia :P Swoją drogą, dlaczego nie wydrukowano tego w tomach? Podpowiadano mi, by zrobić sobie tomy, ale nie... pożyczona XP

18 komentarzy:

  1. Można się rozmarzyć patrząc na zdjęcia :)
    Ze znajdujesz czas na książki mi go tak brakuję :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kiedyś nie miewałam czasu na książki, wszystko zależy od tego jak sobie swój system ułożysz. Praca, szkoła, chwila oddechu i relaks przy książce. Do mojej doby dodaję jeszcze treningi i da się radę ;) Powodzenia.

      Usuń
    2. o tak, dobra organizacja jest tutaj kluczem :)
      blog: optymistka. | fanpage

      Usuń
    3. Masz racje, ale czasem i tak trudno pogodzić . Czasem by się chciało zanurzyć w innym świecie - literackim.

      Usuń
    4. Bardzo często mam wrażenie, że moja doba jest na to wszystko za krótka, ale można, uwierz mi, da się. Nawet w obliczu 11h w pracy, dzisiaj nie zapomnę o relaksu przy książce. Kończę odpisywać, dopijam kawę, zjem śniadanie i jadę do pracy. Obiad zrobiony wcześniej na parę dni. To jest możliwe.

      Usuń
  2. Witaj Wędrowniczko.
    A my ciagle w drodze...
    Nie nadszedł jeszcze czas,
    Aby swe marzenia do szafy kłaść.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I chyba nigdy nie nadejdzie. W wędrówce cała przyjemność, sens prostej, ludzkiej egzystencji.

      Usuń
  3. Bardzo piękne zdjecia i krajobraz taki jaki lubię. Rzeczka przypomniała mi wędrówki po Bieszczadach. W takim miejscu można pomarzyć i odpocząć, a Ty chyba jesteś romantyczką. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Bieszczadach nie byłam, ja zwykle po nizinach wędrowałam. Rzeki i potoki w górach mają tą swoją specyficzną urodę, że się chce zatrzymać nawet jeśli tego w planach nie było.
      Ja romantyczką? Nie, raczej nie... Coś mam w sobie z marzycielstwa, ale to nie są na pewno liryczne wyobrażenia.

      Usuń
  4. Piękne zdjęcia. Piękne krajobrazy. Bardzo mi się podobają. Wspaniale jest tak wędrować donikąd.
    Ubawiło mnie Twoje epitafium. I pewnie taka jego rola. Muszę sobie podobne wymyślić, bo nie lubię smutku. Już dziś moim Dzieciom nakazuję, by nie płakały kiedy odejdę, a jak już, to bardzo krótko. Chcę by była piękna muzyka, i żeby było wesoło.
    Pozdrawiam oraz dziękuję za miłą wizytę! Halszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko jest nie zapłakać, kiedy bardzo się tęskni, ale można po sobie pozostawić szczyptę optymizmu, by tęsknotę stłumić. Pogoda ducha gwarantuje, że na wspomnienie, uśmiech zagości na twarzach, nie wolno żyć byle jak!

      Usuń
  5. piękne zdjęcia, aż człekowi sie odetchnąć pełniejszą piersią chce. U mnie niestety pada cały dzień...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też później długo padało i zapowiadają, że jeszcze popada. To był dzień bardzo gorący, upalny. Teraz temperatura jest niższa o 15 stp. Można odetchnąć od gorączki, ja widzę w tym jeszcze kilka plusów. Przecież pogoda musi jakaś być, suszy nikomu nie życzę. ;)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. To nie moja zasługa. To Matka Ziemia :)

      Usuń
  7. Pięknymi obrazkami karmisz moje oczy Aniu!!!
    Już się nie mogę doczekać kolejnego wyjazdu na wieś!!! Uciec z tego bloczyska, jak najprędzej!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to właśnie było moim marzeniem. Żeby nie musieć uciekać z bloczyska, tylko mieszkać w takim miejscu, aby zawsze mieć naładowane akumulatory. Ciszą i spokojem okolicznych pól i łąk.
      Kiedyś minimum raz w tygodniu musiałam gdzie wyjechać, choćby na krótko. Kiedy praca nie pozwalała mi na takie manewry, jadowita byłam jak ta żmija. :P Nie da się długo w betonie, przyznaj sama.

      Usuń
    2. Oj nie da się!!! Zwłaszcza jak się wychowało na wsi :)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.