piątek, 26 czerwca 2015

Różnice pomiędzy życiem w Polsce, a w Szwajcarii.

      Sporadycznie zaglądam na stronę mojego miasta Łodzi, nosi od niedawna miano hipsterskiego. Wujek Google podpowiada mi, że Hipster to współczesna subkultura, a jak ma się odnośnie miejscowości?
      Encyklopedyczna definicja brzmi tak: "deklarowana niezależność wobec głównego nurtu kultury masowej (tzw. "mainstreamu") i ironiczny stosunek do niego oraz przesadne akcentowanie swojej oryginalności i indywidualności. Osoby w tej subkulturze podkreślają swój wizerunek, rozumiany zarówno poprzez wyrazisty i "artystyczny" strój i poprzez wyjątkowe, nieszablonowe zainteresowania. Ceniona jest deklarowana niezależność myślenia, zajmowanie się twórczością artystyczną, zainteresowanie niszowymi formami kultury."
      Hipsterzy są asystemowi. To mieszkańcy wielkich miast, którzy nabierają dystansu do otaczającej ich rzeczywistości i ujmują ją w ironiczny nawias, zatem hipsterskie miasto, to nic innego jak stolica tej kontrkultury.
      Zdecydowanie nie odpowiada mi poszlaka, jako iż wśród Hipsterów stylistycznie zacierają się granice między jedną, a drugą płcią, w tym punkcie poczułam wstyd, że pochodzę z miasta określonego tym mianem, słynącego przecież z Marszu Tolerancji, od razu mi się z tym skojarzyło!

      Rzeczywiście jest to miasto - indywiduum. Teraz ogłoszono, że będziemy mieli kolorowe przystanki ze szkła. Nowoczesność wtopiona w zabytkowy krajobraz kamienic jest ciekawą propozycją inżynierów i architektów.
      Ja tylko pytam o jedno, czy już wypleniliśmy z Łodzi chuliganów i pseudokibiców? Bo to przetrwa najwyżej tydzień. Łódź to zatrzęsienie wandalizmu; chuliganeria i malwersacje są na porządku dziennym całą dobę. Jam ci mieszkanka okolic sławetnej gangsterskiej limanki. Czy raczej żulerskiej, bo tam knajak na knajaku.*
      I przyznam Wam, że miło jest odpocząć w obcym kraju od tego zgiełku. Kakofonii miejskiej, wzmożonej czujności, koniecznej uwagi zwróconej na swoje ruchomości, rozglądania się wokół i macania wciąż po kieszeniach. Czasami szło dostać kręćka, np. w zatłoczonej komunikacji miejskiej. I niech żółć utopi w sobie tych, co cieszyli się nowym/moim telefonem.

      W Szwajcarii w autobusie zawsze znajdzie się wolne miejsce, częstotliwość jeżdżenia poszczególnych linii, jest dostosowana do występowania liczby podróżujących, także i to, jak długi autobus w danych godzinach podjeżdża, no i klimatyzacja stale działająca, zawsze sprawna.
      I ważna uwaga odnośnie współużytkowników transportu publicznego, pasażerowie myją się, więc atmosfera nie jedzie potem. Są spokojni, autobusy nie są zniszczone, nikt nie maluje niczego po nich, na szybach nie ma wyskrobanych wulgaryzmów. Nikt tu nie manifestuje swego uwielbienia dla drużyn piłkarskich.
      Obok nas jest mały stadion dla młodzieży, jakoś jeszcze nie rozniesiony, wciąż stoi i - jest tam umiarkowanie cicho nawet w trakcie meczy.

      Podejmę się jeszcze poruszenia kontrowersyjnego tematu, mianowicie uważam, że w Polsce kobiety siebie nie szanują. Na ulicach widać kręcące biodrami dziwki, ja przepraszam za ostrość słów, staram się prowadzić blog dość kulturalnie, ale jak widzę te wszystkie córki Koryntu poubierane ledwo co, odbiera mi zdolność kurtuazyjnego obywania się w polemice. Cały ten plastik stajl jawnogrzesznic. Zresztą panowie nie lepsi. Wracałam kiedyś z pracy, była już 23, pewien mężczyzna zapytał mnie, czy pójdę z nim za stówkę. I proszę więcej nie dziwić się mojemu antagonistycznemu* nastawieniu do większości płci przeciwnej.

      Zamarzyło mi się w Łodzi Getto. Jedno już kiedyś było, ale tu mam na myśli coś w rodzaju "13tej dzielnicy", to był taki film. Oddzielona (na polecenie rządu) z zakazem wyłażenia na zewnątrz.
      Wyobraźcie sobie: dzielnica podzielona na strefy wpływów uzbrojonych gangów. Odgrodzona jest od reszty miasta potężnym betonowym murem i posterunkami policji – swego rodzaju państwo w państwie. Terroryzują się wewnątrz wzajem, nie robiąc krzywdy niewinnym z zewnątrz. A moralniejsza część kraju żyje spokojnie.
      To dużo bardziej humanitarne niż rządy Wlada Palownika, które popieram... Historia podaje, że Drakula przywrócił porządek i bezpieczeństwo swojej ziemi, wcześniej nękanej bezprawiem i grupami rabusiów, ale ceną był terror.

      A w Szwajcarii moje życie znacznie zwolniło. Zgodnie z moimi postami moje dni opiewają w spokój. Tutaj głównie zajmuję się literaturą, pielęgnacją kwiatów, wychodzę na spacery lub dłuższe wyprawy. Przeplatam przyjemności z obowiązkami, pracą i nauką. I wszystko to jakoś mi wychodzi, scalam to w przyjemną jedność. Nie denerwuję się głupotami, nie ma ich tu, nie ma tego, co napisałam powyżej o Łodzi. I choć system nierzadko nakazuje ten denerwujący pośpiech, nie ma tego złego, co by nie wyszło mi na dobre.

On wie, że tutaj nikt go nie skrzywdzi, nie nakarmi batonikiem, ani nie wystraszy.
Tutaj ludzie są odpowiedzialni za wychowywanie
zwierząt.
Możesz podejść nawet do byka, który Cię nie stratuje, nauczony, że człowiek to dobra istota.
Zwierzęta są tutaj ciekawskie, chętnie podchodzą do ludzi, reagują na zaczepki lub same zaczepiają.


      "W blasku piorunów chmury wyglądają niczym olbrzymie przezroczyste mózgi wypełnione złymi myślami."
      Takie epitety to już klasyka u S. Kinga. Chociaż jego mnogość i rozwlekłość opisów doprowadza mnie niekiedy do prostracji* (nie mylić z prostatą), bo zamiast oznajmić czytelnikowi, że bohater wsiadł do samolotu i doleciał na miejsce, autor w barwnych szczegółach opowie, że pasażerowie rzygali, a potem poda liczbę wypełnionych ustrojstwem torebek, które po lądowaniu, stewardessy musiały wyrzucić, nękane wcześniej odgłosami chlustania. I potem dźwiga się w rękach ponad tysiąc stronicowy kolos, łamiąc sobie głowę interpelacją*: kiedy właściwie zacznie się powieść?
      Przeczytam to draństwo, a żebyście wiedzieli! Już jestem na 190str. Bo nie mogę się wreszcie doczekać tych chwil grozy! A potem będę oglądać film na podstawie tej książki.


      Wiele nastrojów było w ostatnich dniach podbite kolorem burzy, a na piedestały wychodziły ekspresy do kawy.
       Dla mnie deszczowa pora to idealny dzień na czytanie. Idealny na kreatywne gotowanie. Idealny moment na miłe rozmowy z partnerem przy lampce wina, gdy w alternatywie ładnej pogody, nie można wyjść na spacer. Idealny czas na wieczorny film i objedzenie się lodami. Idealny na to, by stworzyć coś literackiego, bo kiedy pada, najlepiej mi się pisze. Deszczowy dzień jest idealny na porządki w domu, w szafie, etc.
       - Tak, to jest idealny dzień.
   Czy trudno to zauważyć? Czy trudno jest uśmiechnąć się do kropel spływających leniwie po szybie? Czy trudno jest dostrzec piękno w podsyconej kontrastem aurze? Czy trudno jest docenić, jak smakowitym powietrzem wtedy oddychamy? Że deszcz przynosi ulgę po upalnych dniach i jak pięknie jest gdy pojawia się tęcza?



      Każdy dzień wolny od pracy to dla mnie wakacje. Nigdy nie siedziałam w domu, nawet deszcz mnie nie zatrzymywał, bo zawsze znalazłam miejsce, gdzie było ciepło i przytulnie - dokąd mogłam wyjść. Nadal o tym pamiętam - by nie gnuśnieć "bo życie to nie fotel, na którym siedzisz z pilotem!"
       Nie było jeszcze tygodnia, żebym choć jednego dnia nie nabierała oddechu pośród natury. Zawsze jest okazja, pomaczać stopy w górskiej rzece lub choćby pójść na spacer do lasu. Usiąść ze znajomymi przy ognisku lub urządzić grill na balkonie. Możemy wszak wszystko robić, trzeba jedynie chcieć czynnie cieszyć się życiem, a nie biernie patrzeć na nie przez okno.
      Przyznaję, że ostatni weekend spędziłam leniwie, czasem i ja wykazuję opieszałość, ale moja inercja* w tym wszystkim, to nie tylko szlachetne ładowanie akumulatorów w pozycji horyzontalnej. Moje ciało ma zdolność do zachowania swego stanu ruchu podczas równoważenia się sił działających na nie. Innymi słowy - podróże bez poruszania się jak chociażby zdrowy sen, czy szusowanie w marzeniach podczas czytania książki, może także medytacja poprzez wizualizację. Sjesta w odskoczni, czymkolwiek by była, jest potrzebna każdemu. Ostatnio np. siedzę w dziedzinie robotyki. Buduję nanity i projektuje chipy, układy scalone, które będą wyprodukowane w jednym krysztale krzemu. Pracuję na holo-tablecie, a projekty wykonują za mnie macki robota. Czynności ewokujące* przyszłość...
      To taka gra...

Słabo widać, to mgła unosi się nad rzeką.


      Zareklamowano ostatnio ciekawą strategię ekonomiczną, autorka swojego bloga bardzo dokładnie tłumaczy jej zasady CLICK. Dla mnie problem stanowi to, iż wymyślili ją w kantonie francuskojęzycznym. Podaję informacyjnie jako ciekawostka.
      W grze zostajemy władcą absolutnym obecnej całej Szwajcarii. Dobre jeśli ktoś chce się wyżyć na mieszkańcach, czy systemie, albo wręcz przeciwnie, ma pomysł, aby było tu jeszcze lepiej. Ciekawa koncepcja rozrywki on-line.


Zachodzące słońce niemal co minutę koloruje niebo inaczej.




___________
SŁOWNICZEK
interpelacja - zapytanie, żądanie wyjaśnienia
inercja - bierność
ewokować - wywoływać wspomnienie, przywoływać wizję czego
knajak - w środowisku: włóczęga, spryciarz, ulicznik; cwaniak, szczwany lis; potocznie:człowiek z nizin społecznych
prostracja - skrajna forma wycieńczenia psychicznego, której następstwem najczęściej jest głęboka depresja
antagonizm - niechęć lub wrogość spowodowana sprzecznością interesów lub różnicą poglądów

wtorek, 23 czerwca 2015

Post dedykowany, zdjęcia z tłem szwajcarskim, tematyka prywatna.

      Miłość. Spotkałam tylu beznadziejnych dupków, że o zgrozo... Uwierzyłam, że tylko sama mogę być szczęśliwa i tak rzeczywiście było, przyjaciele mówili, że jestem wtedy pełniejsza życia. Ale spotkałam mężczyznę o szalenie pozytywnym nastawieniu i otwartym umyśle, że teraz innego obrazu samej siebie niż z nim pod rękę, nie widzę. Nie związałabym się z ponurakiem, snobem czy alkoholikiem, a niestety takich spotykałam, skrzętnie skrywających swe wady, by je odkryć dopiero, gdy pozornie było za późno. A pozory mylą, więc uwalniałam się ze złotych klatek bardzo szybko.
      Gdy przestaje padać, doceniasz ciepło słońca. Po długiej zimie, doceniasz pierwszy, wiosenny dzień. Gdy mijasz obcą rodzinę, a w niej rozwydrzone dzieciaki, doceniasz, jak w Twojej rodzinie dobrze wychowano potomków. - Kontrasty pozwalają nam docenić to, co mamy.
      Gdyby z naszego życia zniknęły kontrasty, stałoby się nudne. Wiosna, słońce... takie oczywiste i nie wzbudzające żadnych przyjemnych emocji. Miałoby się wrażenie, że wszystko się nam należy, ot i już.
      Życie toczy zamknięty krąg, sprawiedliwy, choć większość pewnie powie, że to brednie. Raz na wozie, raz pod wozem.  Naszym zaś celem jest to - na prawdę! - by uniknąć utraty kontrastów i żyć tak, by uniknąć impasu i nie utracić szczęścia. Ja nie żałuję wszystkich doświadczeń z pożałowania godnymi kandydatami, których odżałowałam z różnorakich przyczyn. Było - czegoś się nauczyłam, lekcje zostały - o reszcie mogę swobodnie zapomnieć.


"To był świat, do którego należał. W którym tkwił całym swoim życiem. Z którego czerpał siły i spokój, i pewność jutra. Tamto, co zostawił za sobą, nie istniało, po prostu nie istniało, życie rwało naprzód jak rzeka, którą przekroczył, na nic się nie zdało przerzucenie mostu nad jej nurtem, pamięć nie mogła  ożywić ani miejsc, ani ludzi..."

      Poznałam go żyjącego na skraju rzeczywistości i jakiegoś pięknego, utopijnego snu. Przecież każdy opowiada o tym co ma w superlatywach, po to aby pozytywnie się zaprezentować. Pomyślałam sobie, że to jednak miłe postawienie sprawy, po co psuć nastrój historiami o jakichś szarych powszedniościach? Normalka nie podsyca ciekawości i chęci poznania. Jednak później zrozumiałam, że ten człowiek, właśnie w tym odległym świecie, za górami i za lasami, jest naprawdę szczęśliwy i że sprawy o których mówił, żadnymi bańkami mydlanymi nie są. To jak angelologia rzeczywistości, np. jak dział demonologii dotyczący bytujących wśród nich, dobrych duchów, tak samo - dobrze poukładany świat/państwo na złej planecie pośród wojen i zawiści. - Jego azyl, który naprawdę istniał.
      Przedstawił mi idealny ustrój polityczny, opierający się na sprawiedliwości, solidarności i równości, który tu jest. Topos — miejsce, nie-miejsce - takie coś sobie znalazł. I to było w pewnym sensie imponujące, że człowiek chwycił życie za kark i zmienił na lepsze, a koncepcją tego był jego intelektualny dorobek.
      Swoją osobą przedstawił mi swoje najszlachetniejsze z intencji, zauważyłam, że traktowane z zewnątrz jako wysublimowane i etyczne formy ułudy, a szkoda. Ale mnie prezentowały się jako takie "katalogi do zrealizowania". Ponad to, rzeczywiście uosabia się jako człowiek pozbawiony słomianego zapału - coś podarował mu los, a on tego nie zmarnował.
      To marzyciel ale i racjonalista, człowiek kierujący się w swoim postępowaniu zasadami rozumu, działający zgodnie z rozumem, więc nie marzy o rzeczach niemożliwych. Jest kwintesencją nadziei artykułowanych niestety przez ludzi jako mrzonki. Kontestuje obecny porządek społeczny i marzy o radykalnych, dogłębnych zmianach w imię lepszego jutra wszystkich ludzi, przy tym widzi i wie, że jest to możliwe. Dużo o tym czyta, o małych państwach żyjących w sposób dla nas aż niepojęty. Ale on wie, że tak się da. Są na to przecież dowody, że te mosty już udźwignęły ciężar człowieka współczesnego.
      Pragnie złączyć wszystkie zamiary stworzenia świata dobrych dla dobrych i co i tak summa summarum zawsze kończyło się spektakularnymi klęskami przez niedowiarków właśnie.
      Tak, zaimponował mi tym. Otwartym umysłem, pomysłowością i dobrym sercem.


 "Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią.
      Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą.”
Ex.20:3-5

"Przyjrzał się surowym w swej ubogiej skromności murom starej synagogi(...) i pomyślał z żalem, że Bóg mieszkający w tym domu nie użyczy mu ani odrobiny wesołości i pogody."

       Łączy nas jeszcze jeden temat. Oboje w dawnych czasach byliśmy blisko kościoła. Wzorowi Chrześcijanie, nie ma co. Odeszliśmy od tej instytucji (która, zaznaczam - nie powinna nią wgl. być) świadomi tego, co zaszło w nas głęboko. Jedziemy w tej chwili na tym samym wózku, oboje jak Agnostycy, którzy wierząc w Jedynego Boga, wciąż poszukują prawdy.
            I tym samym, przestaliśmy modlić się do figurek i wielbić obrazy, ale nie przestaliśmy się modlić.



"Niczym i przez nikogo nie krępowani prowadzili wspaniale rozregulowany tryb życia, spali i jedli o zupełnie nieprawdopodobnych porach."

      Dni wolne, weekendy, beztroskie i miłe nam chwile. Pierwszy raz drugi człowiek daje mi równowagę i spokój. Dotychczas to było możliwe tylko na mojej małej pustelni, pośród ciszy czterech ścian.



"Wbrew obawom spał bardzo dobrze tej nocy i obudził się rano wypoczęty, rześki, jakby o wiele młodszy od siebie samego, od razu przychylnie nastawiony do dnia, który go czekał. Ileż w końcu miał w życiu tych dni - bez rygorów i zobowiązań?"

       To znów stało się możliwe, nie byłam świadoma jak to wiele zmienia, kiedy ktoś wita o poranku uśmiechem. Tak pozytywny duch, czysta karta w tym obskurnym, splugawionym świecie pośrodku frywolnych mediów... to wszystko psuje ludzi, dlatego zaczęłam unikać papki, którą nas karmią, niestety jednak ludzie chłoną ją jak gąbka, a moje znajomości dotknęła kompresja... przyjaciół coraz mniej, nastąpiła degrengolada - każdy dotknięty z osobna swoim jakimś fanatyzmem, istny regres.
      Bardzo niewielu żyje w taki sposób: wiecznie książka w dłoni, rozmarzone spojrzenie, stoickie nastawienie do kłopotów dnia codziennego. I znalazłam kogoś kto prowadzi swoją codzienność bardzo zbieżnie, chociaż swoje statystyki doświadczeń mamy ledwie porównywane. Mamy analogiczne poglądy i zachowania, równokształtne dusze.
      Jest głodny świata i poznawania. Nie rości sobie żadnych pretensji, ani nie przelicza każdej godziny na złotówki i potrafi bawić się bez procentów. Już myślałam, że tacy ludzie wymarli, bo ja mam starą duszę, naprawdę. A jednak siedzi tu obok mnie, człowiek w mojej ocenie idealny, choć ideałów nie ma, wiem, wiem, lecz ja te wady akceptuję, co równoważy moje spostrzeżenie.
      Dziś prowadzimy swoje życia paralelnie ułożone. Tożsame pod względem zainteresowań i sposobu na spędzanie czasu. Harmonijne współistnienie, synchronizacja myśli, niemal symultanicznie przychodzą nam do głowy te same pomysły, czasami zwariowane do kwadratu.
      Przy nim mogę zwariować, nie uziemia mnie, nie próbuje "doprowadzać do porządku", uparcie wkładając w ramy obrazu tego co wypada lub nie. Nie próbuje mnie pouczać, ani nie strofuje. Nie usiłuje zmieniać.
      Jestem nadal wiecznie w drodze donikąd, atoli razem.

- Niektóre słowa należą do Bena Swetlanda
niektóre są z Eikipedii.
Cytaty: Stanisława Fleszerowa-Muskat
"Most nad rwącą rzeką"

Spontaniczność - choroba przewlekła i przydająca entuzjazmu.
I któż by inny w Lucernie spędził ze mną czas na placu zabaw? :)

sobota, 20 czerwca 2015

Hoża woda siły doda.

      Ongi przewąchałam mapę okolicy, by znaleźć sobie takie "swoje miejsce". Przypadek sprawił, że w wytyczone pole wgl. nie dotarłam, za to znalazłam uroczy zakątek, który choć ustroniem nie jest, ujutno spędza się tam czas.
      Nazwałam lokalizację "lazurowym wybrzeżem". Jest to częste stanowisko wędkarskie i grillowe tubylców, oraz punkt wypoczynkowy dla rowerzystów dlatego mimo wszystko trzeba się liczyć z gośćmi.
      Zademonstrowałam owy plac do relaksu mojej drugiej połowie, no bo przecież wcześniej, to jakbym zobaczyła je połowicznie i wypoczęła też do połowy. Lazurowe wybrzeże jednak okazało się kapryśne, unaoczniło się nam jako zupełnie inny przejaw przyrody - ostro, aż hucznie. Gdzie moja szumiąca oaza cichości, śpiewających ptaków i uspokojenia?
      Woda miast lazurowa, była wzburzona, gwarka, a jej poziom znacznie podniesiony, co zminimalizowało powierzchnię placu, na której można było leżeć martwym bykiem. Do tego, akurat kiedy doszliśmy do celu, nadeszło kłębowisko chmur zajmując cały firmament niebieski, towarzyszący nam od początku marszu wraz z ciepłodajną kulą, mającą za zadanie sielsko uwydatnić barwy tego miejsca, które po prostu wcięło. Tak to wyglądało wcześniej (click)
      Ale i tak było urodziwie. Ta hoża woda ma coś w sobie niebagatelnego. Energię tak mi niezbędną ikrę życia.
      Tak mi przyszło ostatnio do głowy... czy Jezus płacił za chrzest w Jordanie?









 
      Comeback murszruty powiódł nas przez enklawy zieleni. Bądź szczęśliwy. Te dwa słowa należą do najpotężniejszych w naszym języku. Wszyscy wiemy, że ponury nastrój wytwarza psychiczną strukturę uniemożliwiającą przepływ konstruktywnych idei. Gdy każde włókno ciała wibruje radością, jesteśmy zainspirowani do działania. Łatwiej i szybciej wpadamy na dobre pomysły. Mamy ambicje do przecierania nowych szlaków, mamy pragnienie działania.
      Problemy należy pokonywać, a nie dopuszczać, by one pokonywały nas. I tym właśnie sposobem - nastawieniem, spojrzałam ponownie na tę bandycką górę za oknem, która stała się wyzwaniem, a nie tworem zasłaniającym widok. Jest już samodzielnie zdobytą górą, jednak wiąże się z taką gamą emocji, iż spodziewam się na nią jeszcze wrócić. Oczywiście będzie relacja z tej eskapady, ale jeszcze nie teraz.
      Zmartwienia potrafią strasznie blokować, wiem to z autopsji. Mimo że miałam kłopoty i teoretycznie brak możliwości na kontynuowanie bogatego życia, że aż zdawało się, iż życie mi samo blokowało drogę do wolności, po przetopieniu smutku na nadzieję, znalazłam nagle sposoby na to, aby poczuć szczęście i żyć harmonijnie.
      Warto dojrzeć przenikające przez chmury, słoneczne promienie szczęścia. Choć to tylko metafora, a obecnie za oknem pada deszcz, warto myśleć w kategoriach tego, co możemy zrobić, by rozwiązać problemy. A pieniądze to mit, to nie one były moim gwarantem udanych lat. To w czasie, kiedy musiałam obyć się bez nich, naprawdę robiłam to, co chciałam, co lubiłam i cieszyłam się momentami. To było najbardziej wartościowa przemiana od czasu kiedy dziecięca świadomość współcześnie dojrzała.
- parę fraz należy do Bena Swetlanda. Lubię czasem zmiksować punkty widzenia mojego i czyjegoś mózgu.











      "Most nad rwącą rzeką" przeczytany, zakończenie kompletnie zbiło mnie z pantałyku, nie spodziewałam się, że tego typu spokojna, obyczajowa powieść, może zakończyć się w taki sposób. Ale w gruncie rzeczy to pozytywne zakończenie. Przyszłość bohaterki jawi się nadzieją i wielką szansą. Po zastanowieniu się, pomyślałam, że jednak nie sposób powiedzieć, iż to był smutny krach.
      Książki przelatują mi przez ręce jedna po drugiej. W takim razie pora przyszła aby chwycić za najpotężniejszą spośród wszystkich, które tu ze sobą zabrałam. Trochę zwlekałam, bo jest cholernie ciężka, kiedyś po lekturze podobnej wagi, cholernie bolał mnie nadgarstek, poza tym ciężko taki kawał cegły wozić do pracy... Ma 1100 stron, kartki cieniutkie jak marna serwetka i czcionka drobna jak w słowniku kieszonkowym. Oby "To", S. Kinga, było warte fizycznego cierpienia :P Swoją drogą, dlaczego nie wydrukowano tego w tomach? Podpowiadano mi, by zrobić sobie tomy, ale nie... pożyczona XP

piątek, 19 czerwca 2015

Słówko o dobrym nastawieniu do trudnych spraw. Wielka góra i szkoła.

      Zazwyczaj nów księżyca wycisza mnie, mam chęć na izolację gdzieś pośród lasu. Tymczasem jednak jest inaczej, mam ochotę zdobywać. Ale "pośród lasu" może zostać.
      Obudziłam się z silnym pragnieniem na to i przyszedł czas je spełnić, pokonać własne słabości. Dać się wciągnąć w stare i przegrane myśli, a potem przepleść je na udaną teraźniejszość. Chęci płonęły żywym ogniem, uniosły mnie na ognistych ptakach nadziei na powodzenie. Tymczasem, zbliża się sabat Letniego Przesilenia.
      Jak widać na poniższych obrazkach, dodatkowo uzupełniłam się w pole magiczne, które mnie otaczało i ochraniało w razie kolejnego ataku czarnoksiężnika z krainy Deszczowców, który nie nastąpił. Niestety nie zadziałał na komary, na szczęście na tutejsze nie mam uczulenia.
      W moich rękach nowa powieść, "Most nad rwącą rzeką". Trafiła do mnie zupełnym przypadkiem. W przerwie w pracy buszuję czasem po regale z książkami szefa, sięgnęłam po nią z nudów i bez większych nadziei. Zaintrygowała mnie przez sytuację dwójki polskich bohaterów, którzy opuścili na niedługo swój kraj, pozostawiając za sobą trudne warunki komunistyczne, aby zobaczyć Hiszpanię. Wycieczka na kilka dni była możliwa dzięki pieniądzom ojca, który mieszka w Peru. Pewne okoliczności sprawiają, że utknęli tam na kilka dni dłużej. W ich przygody wplótł się pewien amerykański, sławny dyrygent, który postanowił na początku nie wyjawić niczego o swoim polskim pochodzeniu, ani też tego, że doskonale ich rozumie, gdy obgadują po polsku ludzi wokół. Co będzie dalej? Nawet się nie domyślam, no może poza jednym wątkiem, który w mojej głowie rozwinął się dosyć klasycznie... Poczytamy zobaczymy.
      Czcionka cholerycznie mała, dosłownie kąsa oczy. Magia słowa na miarę wielkich zaklęć, piękne opisy nie nudzą, dialogi inteligentne, powieść zasłuży na porządną recenzję.

      Atakuję już chyba tym tematem każdego posta, ale znowu dotknął mnie konkretny asumpt, i опять [apiat] znowu i znowu skłoniłam się ku temu. Czytuję rozmaite pamiętniki, coraz częściej ich rezon przetapiany zostaje w życiu na niepowodzenie. Pytam wtedy, gdzie posiałeś swój kontenans? I słyszę "plajta, mocium pani". A to Ty nie wiesz, że trza „wziąć w sposobie, Jako ufność ku osobie”?
      "Nie wychodzi, nie udaje się" bla, bla i jesteśmy nieszczęśliwi. Coś stale dolega, zaczynają się skargi - jest tak, bo kierujemy się nawykami powodującymi tego typu stany. Do tego dochodzi złe nastawienie, ja chyba poradnię otworzę! Ale nie chodzi tu wcale o to, aby zostać gnuśnym marzycielem. Pierwszym krokiem jest stworzenie nowego obrazu siebie, a później nastąpią realne dokonania. To właśnie nasze przekonania, własna filozofia i pogodność ducha przenoszą góry.

      Od czasów szkolnych zmieniłam totalnie swój stosunek. Szkoła kojarzyła mi się z przymusem, karami, brakiem zachęty, straszeniem, że nie znajdę pracy, szykanowaniem mnie przez silniejszych, mogę tak długo wymieniać... Gdy skończyłam szkołę, powiedziałam, że nigdy więcej. W ogóle nie czułam, że robiłam coś dla siebie choć mi to non stop powtarzano i może ogólnie za dużo w tym wszystkim było gróźb i nakazów...
      Wpojono mi negatywne spojrzenie na sprawę i nie oszukujmy się - znaczącą rolę odgrywają również otaczający nas ludzie. A właściwie ludzie przede wszystkim.
      Dziś chodzę do szkoły, bo chcę, bo postępy sprawiają mi przyjemność, bo zawinszowałam sobie być w pełni mocy na obczyźnie, dawać sobie radę, choć wiem, że czeka mnie jeszcze ciężki kawałek chleba, innymi słowy - zachrzan. Ale epilog przyniesie ukontentowanie.
      Teraz mogę oficjalnie napisać, że pierwsza klasa dobiegła końca, teraz mamy wakacje. Przesunęli termin rozpoczęcia kontynuacji o dwa miesiące. Zacznę pisać powieść(!) :) Cieszę się ogromnie z tego! Oczywiście nauki ciąg dalszy, w Polsce muszę koniecznie złupić księgarnię.
- to i powyższe poparte książką Bena Sweetlanda


      Teraz gdy nawet szczyty górskie samodzielnie zdobywam - tak, udało się przezwyciężyć siebie - czuję, że stać mnie na wszystko, że bogactwo życia znów jest we mnie, trzeba tylko umiejętnie mierzyć siły na zamiary.

"Mord na duchu jest równie częsty jak mord fizyczny."
- Mieczysław Jastrun


      Ja często morduję się fizycznie, ale nie wolno zapomnieć o równowadze wewnątrz siebie. Jeżeli mamy z czymś problem, prawdopodobnie stoją za tym nasze trwałe przekonania, które tworzą system.
      Negatywne emocje uniemożliwiają przepływ energii w naszym ciele. Obecnie specjaliści w dziedzinie biologii kwantowej uważają, że emocje uwięzione w ciele mogą przyczynić się do powstania zaburzeń czynnościowych w systemie nerwowym.
      Tak więc uwięzione emocje mogą w rzeczywistości spowodować, że mózg wyśle błędne sygnały do wielu organów, lub że w ogóle ich nie wyśle. To oznacza, że emocje uwiezione w naszym ciele, których nie udało się nam uwolnić, mogą być nie tylko źródłem dyskomfortu, ale także poważnych problemów, jak na przykład atak serca.
      Negatywne uczucia blokują sukcesy i uniemożliwiają realizacje naszych zamierzeń. Gniew staje na przeszkodzie w kontaktach z przyjaciółmi, współpracownikami, lub co gorzej, z członkami najbliższej rodziny.
      Najważniejsze jest uwalnianie się od dawnych emocji. Tam w górze wreszcie było to możliwe, przypomniałam sobie.

      Co mnie przyprawia niemal o tak serca? Pierwsze co przyszło mi na myśl - stawianie przed faktem dokonanym (dot. spraw trudnych i nieprzyjemnych). Ja zawsze wszystko lubię wiedzieć wcześniej, aby nastawić się jak najbardziej pozytywnie, jak tylko to możliwe. Chcę zachcieć, a nie borykać się już z czymś, w czym utkwiłam nie z własnej woli, bo wtedy to chciejstwo za nic nie przyjdzie.

      Od kilku tygodni zaczynam poważnie zastanawiać się nad eskapadą do Narnii... Bo gdzie, do licha ciężkiego, znikają moje skarpetki? Mam już 4 pojedyncze sztuki, po każdym praniu przybywa kolejna samotnica! Zaczynam twierdzić, że w tym nagraniu jest bardzo dużo prawdy...:



      Czas się zbroić i spojrzeć na to przejście w pralce. Albo w suszarce, nie wiem gdzie one giną, trzeba to zbadać... Myślałam jeszcze, by najpierw wywiesić w na klatce ogłoszenia ze zdjęciami zaginionych, może ktoś je gdzieś widział?

wtorek, 16 czerwca 2015

Ruiny Hohensasx.

      Na wstępie nadmienię, (co będzie jedyną rzeczą teraźniejszą w tym poście, a nawet obowiązującą mnie do wtrynienia tutaj), że skorpiony przyszły. Dały się poznać jako zwiastuny podłej wiadomości.
      Wydaje się, że zaglądam do odległego świata, podążając za rzeczami, które są poza zasięgiem innych. Czasem wyglądam na smutną lub nieco zagubioną, prawdą jednak jest, że nie do końca jestem tu i teraz.
      "Zbieracz burz" przeczytany, zakończenie satysfakcjonuje mnie. Będę tęsknić za bohaterami tej powieści, za mocą słów okazujących mroczny klimat, czasami światły, biblijny, ale i nasycony sarkazmem oraz ostrym dowcipem. Mam ochotę mieć na własność te 5 książek z anielskiej sagi i wracać do nich nie jeden raz.


      Jako adherentka działań zaczepnych i ofiara tutejszej topografii, która przypierniczyła się do mnie i jest wciąż tematem 'top' pod kopułą większości pierwiastków moich myśli, opracowałam pewną strategię w myśl zasady, "co cię nie zabije, to cię wzmocni" albo jak śpiewa Ewa Farna "co cię nie zabije, to ci zrobi dobrze", też może być.
      To jest pierwsze takie moje świadome i rzeczowe podejście pod tę górę, aczkolwiek nadal nie jest wolne od emocji. W podejściu opisanym i zobrazowanym poniżej, wszelki trzeźwy i rzetelny osąd sytuacji zmiażdżył z kretesem ból głowy.
      Wędrówka w góry w moim wykonaniu wymaga odpowiedniej pogody - oczywistym jest, że nie może padać, ale upał również jest wykluczony. Ponad to należy odsiać myśli i emocje, co chciałabym zrobić w trakcie trwania wędrówki.
      Walczę. Ścieram się z samą sobą. Biorę ten temat na udry już nie pierwszy raz. Zawsze coś. Szukam takiego swojego handikapu i ruszam sprawdzić się. Ruszam sprawdzić, czy on wgl. dla mnie istnieje.
      A tymczasem relacja z eskapady w/w. działań zaczepnych, sprawdzaliśmy legendę okolicznego smoka.















Im głębiej w las, wilgoć wdawała się w aparat.
Miałam wrażenie, że to przyroda robi te zdjęcia, ja tylko naciskam spust.
Nieco zamglone o niewyraźnym konturze i jakieś rozbłyski.
Trochę jak malowane pędzlem. Miękkie.




I wyszła gadzina do człowieka. Może kiedyś znajdę jajo jakiegoś smoka, skoro tu ich tyle było?






Cień! Chłodne kamyki!



1. Wieża 2. Mur przyczelny 3. Mur zewnętrzny (chyba), bo ring to pierścień 4. Brama
5. Basen na wodę deszczową 6. Kopalnia
7. Zamek tymczasowy, z kolei Steinburch znaczy kamieniołom
& miejsce do piknikowania




Picknickplaz.





Mury odrestaurowane w roku 2008.
Prawdopodobnie sokół.




Wskazówki dojazdu:




      U podnóża można zostawić samochód na darmowym parkingu. Wejście na zamek gratis, niedaleko kolejka na szczyt góry, tam restauracja o czym było tutaj.

______________
SŁOWNICZEK
adherentka - zwolenniczka
handikap - wyrównanie szans silniejszego i słabszego przeciwnika