Post dedykowany, zdjęcia z tłem szwajcarskim, tematyka prywatna.

      Miłość. Spotkałam tylu beznadziejnych dupków, że o zgrozo... Uwierzyłam, że tylko sama mogę być szczęśliwa i tak rzeczywiście było, przyjaciele mówili, że jestem wtedy pełniejsza życia. Ale spotkałam mężczyznę o szalenie pozytywnym nastawieniu i otwartym umyśle, że teraz innego obrazu samej siebie niż z nim pod rękę, nie widzę. Nie związałabym się z ponurakiem, snobem czy alkoholikiem, a niestety takich spotykałam, skrzętnie skrywających swe wady, by je odkryć dopiero, gdy pozornie było za późno. A pozory mylą, więc uwalniałam się ze złotych klatek bardzo szybko.
      Gdy przestaje padać, doceniasz ciepło słońca. Po długiej zimie, doceniasz pierwszy, wiosenny dzień. Gdy mijasz obcą rodzinę, a w niej rozwydrzone dzieciaki, doceniasz, jak w Twojej rodzinie dobrze wychowano potomków. - Kontrasty pozwalają nam docenić to, co mamy.
      Gdyby z naszego życia zniknęły kontrasty, stałoby się nudne. Wiosna, słońce... takie oczywiste i nie wzbudzające żadnych przyjemnych emocji. Miałoby się wrażenie, że wszystko się nam należy, ot i już.
      Życie toczy zamknięty krąg, sprawiedliwy, choć większość pewnie powie, że to brednie. Raz na wozie, raz pod wozem.  Naszym zaś celem jest to - na prawdę! - by uniknąć utraty kontrastów i żyć tak, by uniknąć impasu i nie utracić szczęścia. Ja nie żałuję wszystkich doświadczeń z pożałowania godnymi kandydatami, których odżałowałam z różnorakich przyczyn. Było - czegoś się nauczyłam, lekcje zostały - o reszcie mogę swobodnie zapomnieć.


"To był świat, do którego należał. W którym tkwił całym swoim życiem. Z którego czerpał siły i spokój, i pewność jutra. Tamto, co zostawił za sobą, nie istniało, po prostu nie istniało, życie rwało naprzód jak rzeka, którą przekroczył, na nic się nie zdało przerzucenie mostu nad jej nurtem, pamięć nie mogła  ożywić ani miejsc, ani ludzi..."

      Poznałam go żyjącego na skraju rzeczywistości i jakiegoś pięknego, utopijnego snu. Przecież każdy opowiada o tym co ma w superlatywach, po to aby pozytywnie się zaprezentować. Pomyślałam sobie, że to jednak miłe postawienie sprawy, po co psuć nastrój historiami o jakichś szarych powszedniościach? Normalka nie podsyca ciekawości i chęci poznania. Jednak później zrozumiałam, że ten człowiek, właśnie w tym odległym świecie, za górami i za lasami, jest naprawdę szczęśliwy i że sprawy o których mówił, żadnymi bańkami mydlanymi nie są. To jak angelologia rzeczywistości, np. jak dział demonologii dotyczący bytujących wśród nich, dobrych duchów, tak samo - dobrze poukładany świat/państwo na złej planecie pośród wojen i zawiści. - Jego azyl, który naprawdę istniał.
      Przedstawił mi idealny ustrój polityczny, opierający się na sprawiedliwości, solidarności i równości, który tu jest. Topos — miejsce, nie-miejsce - takie coś sobie znalazł. I to było w pewnym sensie imponujące, że człowiek chwycił życie za kark i zmienił na lepsze, a koncepcją tego był jego intelektualny dorobek.
      Swoją osobą przedstawił mi swoje najszlachetniejsze z intencji, zauważyłam, że traktowane z zewnątrz jako wysublimowane i etyczne formy ułudy, a szkoda. Ale mnie prezentowały się jako takie "katalogi do zrealizowania". Ponad to, rzeczywiście uosabia się jako człowiek pozbawiony słomianego zapału - coś podarował mu los, a on tego nie zmarnował.
      To marzyciel ale i racjonalista, człowiek kierujący się w swoim postępowaniu zasadami rozumu, działający zgodnie z rozumem, więc nie marzy o rzeczach niemożliwych. Jest kwintesencją nadziei artykułowanych niestety przez ludzi jako mrzonki. Kontestuje obecny porządek społeczny i marzy o radykalnych, dogłębnych zmianach w imię lepszego jutra wszystkich ludzi, przy tym widzi i wie, że jest to możliwe. Dużo o tym czyta, o małych państwach żyjących w sposób dla nas aż niepojęty. Ale on wie, że tak się da. Są na to przecież dowody, że te mosty już udźwignęły ciężar człowieka współczesnego.
      Pragnie złączyć wszystkie zamiary stworzenia świata dobrych dla dobrych i co i tak summa summarum zawsze kończyło się spektakularnymi klęskami przez niedowiarków właśnie.
      Tak, zaimponował mi tym. Otwartym umysłem, pomysłowością i dobrym sercem.


 "Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią.
      Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą.”
Ex.20:3-5

"Przyjrzał się surowym w swej ubogiej skromności murom starej synagogi(...) i pomyślał z żalem, że Bóg mieszkający w tym domu nie użyczy mu ani odrobiny wesołości i pogody."

       Łączy nas jeszcze jeden temat. Oboje w dawnych czasach byliśmy blisko kościoła. Wzorowi Chrześcijanie, nie ma co. Odeszliśmy od tej instytucji (która, zaznaczam - nie powinna nią wgl. być) świadomi tego, co zaszło w nas głęboko. Jedziemy w tej chwili na tym samym wózku, oboje jak Agnostycy, którzy wierząc w Jedynego Boga, wciąż poszukują prawdy.
            I tym samym, przestaliśmy modlić się do figurek i wielbić obrazy, ale nie przestaliśmy się modlić.



"Niczym i przez nikogo nie krępowani prowadzili wspaniale rozregulowany tryb życia, spali i jedli o zupełnie nieprawdopodobnych porach."

      Dni wolne, weekendy, beztroskie i miłe nam chwile. Pierwszy raz drugi człowiek daje mi równowagę i spokój. Dotychczas to było możliwe tylko na mojej małej pustelni, pośród ciszy czterech ścian.



"Wbrew obawom spał bardzo dobrze tej nocy i obudził się rano wypoczęty, rześki, jakby o wiele młodszy od siebie samego, od razu przychylnie nastawiony do dnia, który go czekał. Ileż w końcu miał w życiu tych dni - bez rygorów i zobowiązań?"

       To znów stało się możliwe, nie byłam świadoma jak to wiele zmienia, kiedy ktoś wita o poranku uśmiechem. Tak pozytywny duch, czysta karta w tym obskurnym, splugawionym świecie pośrodku frywolnych mediów... to wszystko psuje ludzi, dlatego zaczęłam unikać papki, którą nas karmią, niestety jednak ludzie chłoną ją jak gąbka, a moje znajomości dotknęła kompresja... przyjaciół coraz mniej, nastąpiła degrengolada - każdy dotknięty z osobna swoim jakimś fanatyzmem, istny regres.
      Bardzo niewielu żyje w taki sposób: wiecznie książka w dłoni, rozmarzone spojrzenie, stoickie nastawienie do kłopotów dnia codziennego. I znalazłam kogoś kto prowadzi swoją codzienność bardzo zbieżnie, chociaż swoje statystyki doświadczeń mamy ledwie porównywane. Mamy analogiczne poglądy i zachowania, równokształtne dusze.
      Jest głodny świata i poznawania. Nie rości sobie żadnych pretensji, ani nie przelicza każdej godziny na złotówki i potrafi bawić się bez procentów. Już myślałam, że tacy ludzie wymarli, bo ja mam starą duszę, naprawdę. A jednak siedzi tu obok mnie, człowiek w mojej ocenie idealny, choć ideałów nie ma, wiem, wiem, lecz ja te wady akceptuję, co równoważy moje spostrzeżenie.
      Dziś prowadzimy swoje życia paralelnie ułożone. Tożsame pod względem zainteresowań i sposobu na spędzanie czasu. Harmonijne współistnienie, synchronizacja myśli, niemal symultanicznie przychodzą nam do głowy te same pomysły, czasami zwariowane do kwadratu.
      Przy nim mogę zwariować, nie uziemia mnie, nie próbuje "doprowadzać do porządku", uparcie wkładając w ramy obrazu tego co wypada lub nie. Nie próbuje mnie pouczać, ani nie strofuje. Nie usiłuje zmieniać.
      Jestem nadal wiecznie w drodze donikąd, atoli razem.

- Niektóre słowa należą do Bena Swetlanda
niektóre są z Eikipedii.
Cytaty: Stanisława Fleszerowa-Muskat
"Most nad rwącą rzeką"

Spontaniczność - choroba przewlekła i przydająca entuzjazmu.
I któż by inny w Lucernie spędził ze mną czas na placu zabaw? :)

Hoża woda siły doda.

Ongi przewąchałam mapę okolicy, by znaleźć sobie takie "swoje miejsce". Przypadek sprawił, że w wytyczone pole wgl. nie dotarłam, za to znalazłam uroczy zakątek, który choć ustroniem nie jest, ujutno spędza się tam czas.
      Nazwałam lokalizację "lazurowym wybrzeżem". Jest to częste stanowisko wędkarskie i grillowe tubylców, oraz punkt wypoczynkowy dla rowerzystów dlatego mimo wszystko trzeba się liczyć z gośćmi.
      Zademonstrowałam owy plac do relaksu mojej drugiej połowie, no bo przecież wcześniej, to jakbym zobaczyła je połowicznie i wypoczęła też do połowy. Lazurowe wybrzeże jednak okazało się kapryśne, unaoczniło się nam jako zupełnie inny przejaw przyrody - ostro, aż hucznie. Gdzie moja szumiąca oaza cichości, śpiewających ptaków i uspokojenia?
      Woda miast lazurowa, była wzburzona, gwarka, a jej poziom znacznie podniesiony, co zminimalizowało powierzchnię placu, na której można było leżeć martwym bykiem. Do tego, akurat kiedy doszliśmy do celu, nadeszło kłębowisko chmur zajmując cały firmament niebieski, towarzyszący nam od początku marszu wraz z ciepłodajną kulą, mającą za zadanie sielsko uwydatnić barwy tego miejsca, które po prostu wcięło.
      Ale i tak było urodziwie. Ta hoża woda ma coś w sobie niebagatelnego. Energię tak mi niezbędną ikrę życia.
      Tak mi przyszło ostatnio do głowy... czy Jezus płacił za chrzest w Jordanie?









 
Comeback marszruty powiódł nas przez enklawy zieleni. Bądź szczęśliwy. Te dwa słowa należą do najpotężniejszych w naszym języku. Wszyscy wiemy, że ponury nastrój wytwarza psychiczną strukturę uniemożliwiającą przepływ konstruktywnych idei. Gdy każde włókno ciała wibruje radością, jesteśmy zainspirowani do działania. Łatwiej i szybciej wpadamy na dobre pomysły. Mamy ambicje do przecierania nowych szlaków, mamy pragnienie działania.
      Problemy należy pokonywać, a nie dopuszczać, by one pokonywały nas. I tym właśnie sposobem - nastawieniem, spojrzałam ponownie na tę bandycką górę za oknem, która stała się wyzwaniem, a nie tworem zasłaniającym widok. Jest już samodzielnie zdobytą górą, jednak wiąże się z taką gamą emocji, iż spodziewam się na nią jeszcze wrócić. Oczywiście będzie relacja z tej eskapady, ale jeszcze nie teraz.
      Zmartwienia potrafią strasznie blokować, wiem to z autopsji. Mimo że miałam kłopoty i teoretycznie brak możliwości na kontynuowanie bogatego życia, że aż zdawało się, iż życie mi samo blokowało drogę do wolności, po przetopieniu smutku na nadzieję, znalazłam nagle sposoby na to, aby poczuć szczęście i żyć harmonijnie.
      Warto dojrzeć przenikające przez chmury, słoneczne promienie szczęścia. Choć to tylko metafora, a obecnie za oknem pada deszcz, warto myśleć w kategoriach tego, co możemy zrobić, by rozwiązać problemy. A pieniądze to mit, to nie one były moim gwarantem udanych lat. To w czasie, kiedy musiałam obyć się bez nich, naprawdę robiłam to, co chciałam, co lubiłam i cieszyłam się momentami. To było najbardziej wartościowa przemiana od czasu kiedy dziecięca świadomość współcześnie dojrzała.
- parę fraz należy do Bena Swetlanda. Lubię czasem zmiksować punkty widzenia mojego i czyjegoś mózgu.











"Most nad rwącą rzeką" przeczytany, zakończenie kompletnie zbiło mnie z pantałyku, nie spodziewałam się, że tego typu spokojna, obyczajowa powieść, może zakończyć się w taki sposób. Ale w gruncie rzeczy to pozytywne zakończenie. Przyszłość bohaterki jawi się nadzieją i wielką szansą. Po zastanowieniu się, pomyślałam, że jednak nie sposób powiedzieć, iż to był smutny krach.
      Książki przelatują mi przez ręce jedna po drugiej. W takim razie pora przyszła aby chwycić za najpotężniejszą spośród wszystkich, które tu ze sobą zabrałam. Trochę zwlekałam, bo jest cholernie ciężka, kiedyś po lekturze podobnej wagi, cholernie bolał mnie nadgarstek, poza tym ciężko taki kawał cegły wozić do pracy... Ma 1100 stron, kartki cieniutkie jak marna serwetka i czcionka drobna jak w słowniku kieszonkowym. Oby "To", S. Kinga, było warte fizycznego cierpienia :P Swoją drogą, dlaczego nie wydrukowano tego w tomach? Podpowiadano mi, by zrobić sobie tomy, ale nie... pożyczona XP

Ruiny Hohensasx.

      Na wstępie nadmienię, (co będzie jedyną rzeczą teraźniejszą w tym poście, a nawet obowiązującą mnie do wtrynienia tutaj), że skorpiony przyszły. Dały się poznać jako zwiastuny podłej wiadomości.
      Wydaje się, że zaglądam do odległego świata, podążając za rzeczami, które są poza zasięgiem innych. Czasem wyglądam na smutną lub nieco zagubioną, prawdą jednak jest, że nie do końca jestem tu i teraz.
      "Zbieracz burz" przeczytany, zakończenie satysfakcjonuje mnie. Będę tęsknić za bohaterami tej powieści, za mocą słów okazujących mroczny klimat, czasami światły, biblijny, ale i nasycony sarkazmem oraz ostrym dowcipem. Mam ochotę mieć na własność te 5 książek z anielskiej sagi i wracać do nich nie jeden raz.


      Jako adherentka działań zaczepnych i ofiara tutejszej topografii, która przypierniczyła się do mnie i jest wciąż tematem 'top' pod kopułą większości pierwiastków moich myśli, opracowałam pewną strategię w myśl zasady, "co cię nie zabije, to cię wzmocni" albo jak śpiewa Ewa Farna "co cię nie zabije, to ci zrobi dobrze", też może być.
      To jest pierwsze takie moje świadome i rzeczowe podejście pod tę górę, aczkolwiek nadal nie jest wolne od emocji. W podejściu opisanym i zobrazowanym poniżej, wszelki trzeźwy i rzetelny osąd sytuacji zmiażdżył z kretesem ból głowy.
      Wędrówka w góry w moim wykonaniu wymaga odpowiedniej pogody - oczywistym jest, że nie może padać, ale upał również jest wykluczony. Ponad to należy odsiać myśli i emocje, co chciałabym zrobić w trakcie trwania wędrówki.
      Walczę. Ścieram się z samą sobą. Biorę ten temat na udry już nie pierwszy raz. Zawsze coś. Szukam takiego swojego handikapu i ruszam sprawdzić się. Ruszam sprawdzić, czy on wgl. dla mnie istnieje.
      A tymczasem relacja z eskapady w/w. działań zaczepnych, sprawdzaliśmy legendę okolicznego smoka.















Im głębiej w las, wilgoć wdawała się w aparat.
Miałam wrażenie, że to przyroda robi te zdjęcia, ja tylko naciskam spust.
Nieco zamglone o niewyraźnym konturze i jakieś rozbłyski.
Trochę jak malowane pędzlem. Miękkie.




I wyszła gadzina do człowieka. Może kiedyś znajdę jajo jakiegoś smoka, skoro tu ich tyle było?






Cień! Chłodne kamyki!



1. Wieża 2. Mur przyczelny 3. Mur zewnętrzny (chyba), bo ring to pierścień 4. Brama
5. Basen na wodę deszczową 6. Kopalnia
7. Zamek tymczasowy, z kolei Steinburch znaczy kamieniołom
& miejsce do piknikowania




Picknickplaz.





Mury odrestaurowane w roku 2008.
Prawdopodobnie sokół.




Wskazówki dojazdu:




      U podnóża można zostawić samochód na darmowym parkingu. Wejście na zamek gratis, niedaleko kolejka na szczyt góry, tam restauracja o czym było tutaj.

______________
SŁOWNICZEK
adherentka - zwolenniczka
handikap - wyrównanie szans silniejszego i słabszego przeciwnika