poniedziałek, 25 maja 2015

Wszyscy mamy źle w głowach.

      W szkole jako klasa (zaczęliśmy od ponad dwudziestki...) jesteśmy międzynarodową zorganizowaną grupą pięcioosobową z o. o. Siejemy zawirowanie i bezhołowie, ale to nie koniec świata, przecież nauczycielka z nami współpracuje. To nie jest dezorganizacja lekcji w rozprężeniu edukacyjnym. Na lekcji jest lekcja, każdemu zależy.

Wysoko w górach, kilka dni temu spadł śnieg. Nadal się utrzymuje, a w dolinie klimat ten, przyniósł ulgę od upału.
        W skład wchodzą przedstawiciele Italii, Turcji, Indii, Portugalii i dwa ludki z Polski. Trzęsiemy tym budynkiem w godzinach późnowieczornych podczas krótkiej przerwy.

      Kupowanie napoju z automatu, podczas gdy ten nie działa, (butelki zablokowały przejście i chwytak nie podaje już picia) Zaradziliśmy: wrzucasz monety, czekasz aż chwytak złapie napój, przechylasz automat do przodu i manewrujesz maszyną tak, aby chwytak wcelował przedmiotem do dziury, omijając po drodze zator.
      Akurat tak się dziwnie trafiło, że pani z sekretariatu znalazła się na naszym piętrze. Pytanie, 'co wy robicie', zainspirowało nas do przeróżnych, najdziwniejszych odpowiedzi. Ostatecznie przeszła ta najzwyklejsza: 'kupujemy picie'. W serwis nie chciała uwierzyć. Uświadomiła nas, że automat będzie naprawiony następnego dnia. Ale my chcemy pić dzisiaj, i co teraz? I na jej oczach butelka wypadła tam gdzie powinna, minę miała pozytywnie zaskoczoną. Można? Można. Nalegała jednak, by w razie potrzeby, zakupić produkty u niej w sekretariacie. Dobrze, że pomyśleli o takim rozwiązaniu.

Sezon moczenia stóp w wodzie, można uznać za otwarty. (Sprawa dotyczy odleglejszego, upalnego tygodnia.)
      Wyścig wind zainicjowany przez nauczycielkę, panowie pojechali mniejszą, panie większą, wygrałyśmy o kilka sekund.

      Wraz z kolegą Polakiem, nauczyliśmy Portugalczyka kilku polskich zwrotów. Mianowicie to, co może mu się przydać - "masz zapalniczkę?" Mówi czysto, wyraźnie, zapamiętał wszystko, co od nas usłyszał. Powiedział, że jest częściowo Ukraińcem, i od razu mój mały (dodam, że niezbyt obfity) słownik poszedł w ruch, bo pytał się, czy język Ukraiński i Rosyjski to to samo, trzeba więc było na przykładach wyjaśnić mu, że to jak język Niemiecki a Szwajcarski, choć niby podobnie brzmi. Kolega jest zafascynowany, teraz przerwy spędzamy na nauce trzech języków.
      A kto powiedział, że szkoła nie uczy?

      Każda jednostka i każda grupa postrzega sytuacje w nieco innych kategoriach, ma inną wizję przyszłości. Oraz każdy członek w tejże grupie, ma nieco inny punkt widzenia, dlatego trudno jest mówić o czymś takim jak wspólna perspektywa i dlatego niech nie wpełza pod palce kawalkada krytyki, bo nie robiliśmy nikomu szkody. W tej zabawie była zachowana kultura i umiar.
      Scenariusz zapowiadał się z punktu widzenia czytelnika - apokaliptycznie. Lecz wszelkie metody tłumienia naszych inicjatyw, kończyły się śmiechem.
      Ale przyznam Wam szczerze, że w tej odrobinie szaleństwa tkwi wyższa treść. To bardzo fajna klasa, nie stoją sztywno w ramach zasad "wypada/nie wypada". I od razu jakoś tak przyjemniej. W połowie czerwca przyjdzie nam się pożegnać.

"Jak człowiek myśli w samym sercu, taki jest"
~ Biblia.

      Przed klatką posadzili nam nowe kwiaty, doceniam dbałość gospodarzy, elegancko nawieźli ziemię, wysypali to co trzeba, krzaczki są dorodne, zrobiło się przepięknie. Kolory roślin są tak intensywne, że wygląda jakby ktoś nieumiejętnie podniósł kontrast w obróbce zdjęciowej, skleiłam takie jedno dla przykładu. Na żywo są niesamowite!




      Ja również nie próżnowałam, zaczęłam już projektować własny balkon. Na razie jedna donica i trzy grządki. Niestety - choć początkowo myślałam, że jest inaczej - posiadam informację odnośnie jednego gatunku: żółty to sanvitalia aztec. Może ktoś z Was potrafi rozpoznać pozostałe dwie odmiany?




      Sen, jako wdzięczny i ulubiony temat, jest też obietnicą zrównoważenia ciała i umysłu. Ostatnio zaczytuję się w książce autora, który ma mi przypomnieć pewne rzeczy. Tu nadmienię, że ten tekst zawiera kilka fraz owego autora, a nadmieniam, ponieważ tego się ode mnie wymaga pod groźbą  ostrej nagonki i obcięcia obu dłoni. Na razie tytułu nie podaję, gdyż jego brzmienie mogłoby wydać się trefne, zaskakująco bowiem nie pasuje mi do poniższej treści.
      Bo sen jest zrównoważeniem świadomości całej mojej osoby, to arcy ważne. Kontrolowanie snów i wysyłanie wiadomości do mojej podświadomości ćwiczyłam od dziecka. Tak, wiem, miałam dziwaczne zajęcia, zawsze interesowała mnie mistyka świata i różne umiejętności ludzkie, o których nie mówiono w szkołach.
      Wizualizacja może mieć początek władzy nad nocą. Można wpłynąć na siebie, na psychikę, ale to nie wszystko. Docieranie podczas snu do ukrytych struktur podświadomości, pozwala odmienić śniącego do głębi. Dotrzeć do tego miejsca, gdzie naprawdę jestem i naprawdę żyję. Pozwala skutecznie zresetować się, nabyć świeżego spojrzenia, optymizmu i wyzbyć się autodestrukcyjnych myśli.
      Ok. 3/4 chorób ma podłoże psychiczne, zatem czy nie jest oczywiste, że stan naszej psychiki ma na nas naprawdę ogromny wpływ?
      Praca nad swoim ja podczas snu, pozwala uwolnić się od wielu konfliktów i unikać psychosomatycznych przypadłości. To jest naturalna siła każdego człowieka, ale cywilizacja zamknęła umysły większości z nas.
      Ludzie mają oczekiwania wobec siebie. Budują własne kompleksy, tj. własny obraz siebie w podświadomości, która czyni ich wyobrażenie faktem boleśnie różniącym się od rzeczywistego.
      Mamy wewnętrzną moc dążenia do celu, tak wielu jednak zapadło się w codzienność, jednocześnie nie akceptując tego.
      Moi drodzy, wystarczył banał - wyspać się. A gdy wpadnę ponownie w zębatki systemu, zapomnę o tym wszystkim. A wtedy naprawdę mam źle w głowie... O_O


      Mam swoje poranne rytuały. Są jednak dni, gdy naprawdę wszystko nie idzie po dobrej myśli. Wtedy jako pierwsze - krople zimnej wody na moim ciele oznajmiają, że właśnie zaczyna się kolejny dzień, który chętnie rozpoczynam kawową celebracją i tworzeniem czegoś, najczęściej w piśmie.
      Bardzo złoszczę się, kiedy mam na to zaledwie kilka minut, kiedy trzeba szybko zjeść śniadanie i jechać do pracy. Aktualnie kombinuję jak stworzyć portal, który by niezawodnie działał tu w Szwajcarii i umożliwił mi dłuższą celebrację. Tak, by do pracy zawsze chodzić w nienagannie dobrym humorze, bez uczucia, że czas okrutnie nagli. Jakieś pomysły? Wstawanie wcześniej nie wchodzi w grę, i tak mało w tygodniu sypiam.

2 komentarze:

  1. Ciągle powtarzam sobie, że powinnam więcej spać, ale nie da się ;). 6 godzin to maksymalna dawka na jaka mi czas pozwala!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak mnie 4.h godziny na początku tygodnia. Potem 6. No chyba że mam zbawienne popołudniówki. Wiesz, że całe życie wolałam pracować na popołudniową zmianę? Chyba jako jedyna, wszyscy zawsze chcieli ranki u mnie we wszystkich robotach.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.