sobota, 9 maja 2015

Walensee oraz o nieudanej wspólpracy rosyjskiej armii z obcymi cywilizacjami.

      Jak jednocześnie zadowolić człowieka kochającego góry i drugiego, który kocha jeziora - w tym samym czasie? Wysłać jedno z drugim nad Jezioro Waleńskie.
      Ostatecznie lubię kamory, a te góry to istne skamieliny z jaskiniami, i niewątpliwie jakieś fosylia. Krajobraz zadowolił nas oboje, nawet nie taki lanszaft był. Jestem zdania, że niektóre miejsca są bardzo słodkopierdzące jak na pocztówce, ale rzecz tyczy prywatnego poczucia smaku i dystynkcji gustu. Ja mam zły gust wg opinii wielu.
      Lubię gdy obraz jest wyrazisty. Ostry jak pieprz chili cayennei - przypominający, że nie człowiek tutaj rządzi. Kształtowane w prehistorii skały, będące rezerwatem pamięci pozostałej po czasach, kiedy na świecie rządziły olbrzymie gady, kiedy ewoluowały rozmaite humanoidy i na Ziemię przybył pierwszy Yautia, są dla mnie majestatyczną sztuką natury.
      Jeziora polodowcowe. Surowe, zimne, głębokie. Zdradliwe ściany gór, połyskujące wieloma żłobieniami drążonymi wodą przez eony. Niezwykle niebezpieczne, bo pośród zakamarków pięknej przyrody, czają się zasadzki gatunku obcej cywilizacji, oraz pozostałości krwistych snów z czasów pradziejów.





 




      Droga malownicza, z typowo alpejskimi widokami, myślę że przyszedł czas, aby zaakceptować góry i uwierzyć, że nigdy nie zbuduję tak wielkiego spychacza, który by je mógł zrównać z ziemią, ani nie sklonuję zauropoda, który by je wdeptał. Ani też nikt nie zamontuje na wszystkich szlakach windy. Jeszcze nie dociera to do mnie, jeszcze po cichu wierzę, że ten świat stać na więcej, ale obawiam się, że nie doświadczę tego w tym wcieleniu. Czas by również zrozumieć, że walcem drogowym także nie da się wjechać w górę.
      Ponad wszystko muszę docenić - a gdyby nie góry, nie byłoby ich - liczbę wodospadów. Jak już zdążyliście zauważyć, rajcuje mnie woda. To taki mój żywioł, który określili już w starożytności, a my zaakceptowaliśmy go w średniowieczu, kiedy jeszcze ledwie ogarnialiśmy te sprawy, że istnieją jeszcze prócz bogów i zabobonów, jakieś tam żywioły.
      Uwaga - czarownicuję: Wg prawidłowego kalendarza zodiaku, po lwiemu, raczej powinien mnie kręcić ogień, ale od kilku lat zdałam sobie sprawę, że jest inaczej. Kiedy bardzo długo nie towarzyszę naturze, kiedy zamykam się w parszywym systemie i znikam, staje się tak, że gdy tylko mam okazję wyjechać i choćby tylko na chwilę zanurzyć dłonie w wodzie jeziora tudzież górskiego potoku, jest to dla mnie dosłownie elektryzujące. Jakby iskra przeszła przez dłonie aż do głowy, aż do serca.
      Więcej na temat żywiołu i jego wpływu na moją niewątpliwie szlachecką osobę, tutaj.

     Wracając do wędrówki, oczywiście na widok kwiatuszków musiałam zrobić przystanek na sesję. Znajduję coraz ciekawsze gatunki, w paski, w kropki, płatki jakby trzaśnięte sprayem. I te kształty roślin...



      W takim miejscu można by snuć pajęczyny myśli godzinami. Pisać wiersze, moczyć stopy. Albo wypożyczyć łódź i dryfować bezmyślnie. Gdy tuli wiatr na środku jeziora, pieści też zmysły. Bez żadnej marszruty. Po prostu mimowiednie oddać się w ręce zapomnienia.

       Jezioro we wschodniej Szwajcarii, na granicy kantonów Sankt Gallen i Glarus. Na wschodzie jezioro zasilane jest przez rzekę Seez. Na zachodzie do Walensee kanałem Escherkanal trafiają wody rzeki Linth, wypływające znajdującym się również na zachodzie kanałem Linthkanal.









Kamyki :)

I na dobitkę, takie zwykłe, polskie kaczki.
Pływające papugi bardziej by tu pasowały, nie?


Wyraźnie odznaczający się kult Sowy.

      Czasami w głębinach jeziora można spotkać groźne humanoidy. Nabrały przez lata sprytu i inteligencji, i sprały wielu ludzi obrabiając ze wszystkich rzeczy. Potrafią gwizdnąć nawet majtki, dosłownie wszystko kradną. Istnieją liczne dowody na to, że są efektem nieudanej mutacji  rosyjskich naukowców. Dokładniej: próbą połączenia genów konika morskiego z jedną z istot pozaziemskich, dokładnie nie wiadomo jaką rasą. Prawdopodobnie chodzi o Reptalian.
      Już jednak wiedzą, że człowieka lepiej nie atakować samotnie, bo można się naciąć na jakąś psychopatkę biegającą z mieczem.







A stamtąd armia szwajcarska wydobywa jaja predatorów. Odnaleźli gniazdo, jednak duża część jaj to puste skorupki i młode osobniki już zdążyły zaspokoić pierwszy głód, dlatego apeluje się o chodzenie na spacery w pełnym uzbrojeniu. Powstał projekt Poke Ball, polegający na złapaniu ich wszystkich, przetrzymywaniu w dźwiękoszczelnych kulach i zagłodzeniu. Następnie głodne i rozwścieczone Yautia, będą transportowane drogą powietrzną i wywalane nad Rosją.


Szwajcarskie hobby motoryzacyjne. Czasami można spotkać prawdziwe klasyki, wszystko sprawne, wszystko na chodzie.




      Dojechać do jeziora jest bardzo łatwo. Wzdłuż jego linii brzegowej prowadzi autostrada. Plaża i niewielki port, oraz plac kempingowy, z pewnością sprawiają, że latem tutaj roi się od turystów, (obecnie poza sezonem jest w miarę cicho, plaża naturalnie pusta, ponieważ na kąpiele woda jest zbyt zimna), ale po to mamy nogi, aby iść tam, gdzie cisza niesiona z wiatrem, koi zmęczone codziennością i pracą mózgi.
      W okolicy, jak poniższa mapa ukazuje, natrafiamy na małe pojezierze polodowcowe. Niesamowita gratka dla mnie, mam zamiar popływać w nich wszystkich. Lata bywają upalne, więc zanurzenia będę z pewnością pełne.


5 komentarzy:

  1. Ciekawy post! Świetne zdjęcia i przepiękny wodospad! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętam, że w Szwecji będąc przed X laty, spędziłam dni kilka nad pięknym, polodowcowym jeziorem. Woda, krystalicznie czysta, była zimna jak sukinkot, jezioro wąskie, długie, wokół skały. Tylko słonka wówczas brakowało do kiczowatego obrazka jak z pocztówki ;)
    Wielu ludzi ma w sobie dwa żywioły, zodiakalnie jestem ogniem, ale tylko nad wodą jestem spokojna (no, chyba, że lecę 11 km nad oceanem, wówczas jestem nerwowa, ale to od powietrza i przestrzeni ;) ).
    To wiszące kwitnie mi pod sąsiednią klatką, a obok podobne, bardziej "drzewowate", o żółtych kwiatach (myślałam, że akacja, ale liście inne).

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne zdjęcia i piękne widoki . I w fajny sposób piszesz !
    Moja wyprawa w podalpejskie tereny bardziej miejska , ale kiedyś i na szczyty dotrę !

    OdpowiedzUsuń
  4. matko, jakie piękne widoki, chciałoby się tam być:)

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.