poniedziałek, 4 maja 2015

Szlachta dotarła do zamku. (cz. 2)

      Choć motyw tego zamku był od pierwszego wejrzenia zacnym materiałem do moich albumów, to pierwszy raz miałam okazję zobaczyć jego zimne komnaty. Podobno kiedyś były oryginalnie urządzone, wszystkie narzędzia potrzebne rezydującym tutaj niegdyś lekarzom, miały swoje pierwotne miejsce na półkach i blatach tak jak kiedyś je ktoś odłożył. Niestety dziś zastaliśmy prawie puste ściany, a część wyposażenia przeniesiono do muzeum znajdującego się nieopodal w pięknie malowanej gospodzie. A gdzie jest reszta? Sam Bóg raczy to wiedzieć.
      U wejścia każdy ze zwiedzających mógł sobie wziąć czarną, wampirową pelerynę. Za murami temperatura odczuwalnie spadała o 7-10 stp. C, a więc, włóczykije, kij na plecy i w drogę.




      Powyżej mozaika podłogowa z otoczaków. Poniżej ja w pelerynie. Nieudany selfik.


      Przez specjalne okulary można było zajrzeć w przeszłość.



      Zamek okazał się być pięknie utrzymanym domem nieskażonym wojnami. Oryginalne parkiety, a nie jak się zdarza w większości odrestaurowanych zamków, nowe panele albo nawet płytki z gresu polerowanego, brrr....
      Sędziwe mury pamiętały niejeden odpoczywający przy oknie tyłek.


      Wątek edukacyjny: wchodząc do komnaty, można było włączyć lektora opowiadającego o historii zamku. Funkcja dostępna w dwóch językach, niemieckim i angielskim. Również u wejścia dostaje się dodatkowo własnego lektora MP3 wraz ze słuchawkami i włącza się po kolei wizytując w zamkowych zakamarkach, gdzie specjalnym dżojstikiem otwierało się właściwą aplikację audio.
      Poniżej inscenizacja krok po kroku, jak budowano ten zamek. Białe figury zjeżdżały w dół po żyłkach, składając razem kolejne segmenty budowli.


      Korytarze pełne moich marzeń. Szczególnie, że na zamku rezydowali doświadczeni doktorzy, stomatolodzy nawet. A w mieście była prywatna klinika. Cóż rzec... średniowiecze, cyrulicy i okoliczna sielanka wprawiły mnie w błogi nastrój, przywołując w pamięci jedną taką przygodę i jedno takie miejsce w mieście o podobnej nazwie.
     Bo książek się nie czyta. Książki się kocha i pamięta do końca życia.


      A u pana cyrulika można było dostać lek na wszystko. Liczba fiolek przynajmniej dawała ku temu nadzieję... Ciekawa jestem ile razy stosowali na ludziach cudowne placebo.



      Sekretne drzwi. Oczywiście, że je otworzyłam, a co Wy myślicie! Mnie wpuścić do zamku to o zgrozo, nie ma dla mnie skobla nie do pokonania! A jak jest kłódka to jest też gdzież klucz, co otwiera różne takie i nie tylko takie! Trzeba być optymistą ;]
      Za drzwiami był Heizraum. Kotłownia. Miałam to słowo w szkole nawet, więc świadomie używam XP.



      Wygląda groźnie, ale to tylko gra świateł, kolejna audio-wizualizacja, tym razem na temat ogólnej historii tego miejsca, czyli ludzie, pieniądze, dom i marketing.



      Pokój podskarbiego, czyli supremus magister. Zacne stanowisko na zamku, godne jakiegoś szlachcica. Oczywistym zapewne jest, ale napiszę by treści stała się kompletność, że był to osobnik sprawujący pieczę nad skarbem i mennicą państwową.
      Funkcja ta, wyłoniła się z istniejącego już w XIII wieku skarbnego. Pojawili się wtedy już podskarbi i skarbni nadworni. Ranga pełnionej funkcji zależała od statusu pana, czyli, że np. na zamku królewskim, działał podskarbi koronny, który to, dodatkowo strzegł klejnotów koronnych.
      Istniała też również funkcja podskarbiego nadwornego koronnego, którzy strzegł skarbu całego państwa.
      Podskarbi zarządzał również skarbem publicznym, jego wydatkami i przychodami. Emitował monetę jako zwierzchnik mennic państwowych.
      Jako urzędnik centralny podskarbi był praktycznie bezkarny. Jego działalność skarbowa była często okazją do licznych nadużyć i fałszerstw. Stąd często zdarzało się, iż podskarbiowie podawali fałszywe dane, by ukryć korupcję i malwersacje. To tyle ogółem, ale nie mogę nic powiedzieć o uczciwości czy też jej braku, tego konkretnego urzędnika, gdyż historia albo nie podaje, albo nie ma jej w dostępnych dla mnie źródłach. A jego zapisków odczytać nie potrafię. Spróbujecie?




      I znów spojrzenie przez magiczną lornetę, a następnie przez okno, na współczesność.



      Kiedy jest ci zimno, kiedy jest ci źle,
      podąż za ciepłem i usiądź na piecu,
      tam odnajdziesz je.



      Umywalka.


      Tu można podumać, odpocząć, pogapić się na pejzaże. W razie gdyby ktoś przyszedł, wisi dzwoneczek.


      Jeszcze trochę do pokazania zostało, ale czas nagli, obowiązki nie znają wytchnienia. Wydarzyło się o wiele więcej podczas urlopu i później podczas majowego weekendu. I przyznaję pokornie, że mam obsuwę w prezentowaniu Wam w tej formie moich wędrówek bez końca, ale kto by tu zaglądał, gdyby czytanie jednego posta zajęło więcej niż czas oczekiwany?

2 komentarze:

  1. Uwielbiam zamczyska! Chociaż może wcale na to nie wyglądam...Ta peleryna, mury zamku, kaflok, Korytarze marzeń i "książek się nie czyta, książki się kocha" i już Cię uwielbiam, no. I nawet nie wiesz jak bardzo. Pozdrawiam z nad naparu czystka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Great photos, magic place ❤

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.