sobota, 30 maja 2015

Niedzielny obiad tuż pod jadalnią Pana Boga.

      Ilekroć mam możność udać się w góry i podziwiać górskie krajobrazy, dziękuję Bogu za majestat i piękno stworzonego świata. Dziękuję Mu za Jego własne piękno, którego wszechświat jest jakby odblaskiem, zdolnym zachwycić wrażliwe umysły i pobudzić je do uwielbienia Bożej wielkości. W górach znajdujemy nie tylko wspaniałe widoki, które można podziwiać, ale niejako szkołę życia. Uczymy się tutaj znosić trudy w dążeniu do celu, pomagać sobie wzajemnie w trudnych chwilach, razem cieszyć się ciszą, uznawać własną małość w obliczu majestatu i dostojeństwa gór.
      Kto chce naprawdę odnaleźć samego siebie, musi nauczyć się obcowania z przyrodą, bo oczarowanie jej pięknem wprowadza bezpośrednio w ciszę kontemplacji. Tu w górach przyjeżdża się, by stanąć przed pewną rzeczywistością geograficzną, która nas przewyższa i pobudza do zaakceptowania tej postawy, do pokonania samych siebie. I widać tych piechurów, turystów, alpinistów, tych wspinających się nierzadko, jak bohaterowie, którzy podążając za milczącym słowem, słowem majestatycznym, odwieczną wymową gór idą, wspinają się i pokonują samych siebie, aby dotrzeć na szczyty.
      Na łonie natury, z dala od codziennych trosk, duch łatwiej otworzył się na rzeczywistość nadprzyrodzoną, która nadaje sens i wartość ziemskim przedsięwzięciom i planom.
     
~ Jan Paweł II

      Wędrówka odbyła się pewnej niedzieli maja.


      Góra, która zasłania mi cały widok z okna, przez którą wcześniej zachodzi słońce i która straszy swym obliczem moje, świadome słabości, maluczkie ciało. Nie uznam jej jeszcze za pokonaną, przyjdzie czas, że jej szczyt stanie w zasięgu moich nóg i rąk, nie zaś lin niewielkiego transportu wysokościowego. Przyjdzie dzień, że pokonam swoją słabość, nienawiść i brak akceptacji względem krajobrazu, w który wpadłam zupełnie obca. I ten czas jest blisko. Spacer po grani, wiatr mącący absolutną ciszę jedynie łagodnym szumem, natura. Bliskość nieba i chmur. To doświadczenie rozpoczęło oswajanie mnie.
      Pokonujemy się nawzajem każdego dnia. Ja i ona. Kusi swym urokiem, by powiedzieć coś o jej pięknie, a jednocześnie odstrasza wielkością, aż można się zakrztusić. Przytłacza. Wierzę od dawien dawna, że wszystko ma swój sens i cel. Że kiedyś naprawdę zmierzymy się ale nie na muskuły, choć te będą nieocenione. Na hart ducha się zmierzymy. Bo nie uda się ta walka, jeżeli nie spojrzę na nią innym okiem.
      "Trzeba nauczyć się patrzeć na świat stworzony oczyma czystymi pełnymi zdumienia."
 ~ Jan Paweł II

       A oto cel naszej wyprawy. Berggasthaus Staubern. 1751 m ku niebu.



      Droga do podnóża to również wiele inspirujących pejzaży. Grubson kiedyś powiedział: Ten, kto przed siebie idzie, niczego nie traci. Nie uciekaj przed życiem, bo Ci się to nie opłaci. I dlatego miast buntować się przeciw oczywistemu, odpuściłam sobie. Ale trzeba uważać, bo jeśli na siłę będę wytwarzać w sobie nowe schematy myślenia, niejako zmuszając się do przełamywania swych naturalnych skłonności, cała sprawa stanie się nieprzyjemną pracą, jeśli nie po protu katorgą.  A trwać w reżimie, to żadna przyjemność. Nie chcę na końcu drogi stwierdzić "nie warto, to nie dla mnie". Ani też, nie chcę ulec smutnej egzystencji od wypłaty do wypłaty. Nigdy się na to nie zgadzałam i zawsze wychodziło mi to bardzo dobrze. A więc potrafię. Trzeba sobie tylko przypomnieć parę rzeczy.


Polska Mućka.
      Kiedy dzwoni budzik, miast przeklinać świat cały, lepiej pomyśleć, że oto wstał nowy dzień, i poczuć w żyłach nową energię. Zechcieć pokazać na co mnie stać, a stać przecież na wiele, jak każdego z Was. To jest właśnie nastawienie. Właściwe podejście do "prozy życia".
      Tak sobie myślę... Coś jest w tym negatywnym nastawieniu, z tym ciągłym marudzeniem, niechęcią do wszystkiego, brakiem energii. Zauważyłam, że jeśli idziemy do łóżka z głową pełną myśli typu "to był znowu cholernie ciężki dzień" itp. trudno się dziwić potem kłopotom ze snem. I w następstwie, ten "cholernie ciężki dzień" towarzyszy nam przez całą noc. I jak tu wstać szczęśliwym? Nie pamiętam kiedy ja ostatni raz radośnie wyskakiwałam z łóżka na alarm budzika, pełna entuzjazmu etc. Spokojny sen? W środku nocy znów obudziłam się na siedząco, nie mogąc wgl. oddychać. I tak bezproblemowe wstawanie z optymistycznym nastawieniem stało się dla mnie abstrakcją. Czas coś z tym zrobić, ale by to więcej nie wracało.
      Sukces na spokojny i zdrowy sen ma podłoże psychologiczne. Dobre nastawienie, odnajdywanie pozytywów, lekkość ducha.
      W jednej ze starszych notek napisałam, że czeka mnie dużo pracy ze snem. Oto co miałam na myśli.

      Do wyciągu prowadzą znaki, nie sposób pogubić. Wyciąg zaczyna swój bieg w miasteczku FRÜMSEN (G. Sennwald).






      "Jeśli chcesz znaleźć źródło, musisz iść do góry, pod prąd. Góry pozwalają doświadczyć trudu wspinaczki, strome podejścia kształtują charakter, kontakt z przyrodą daje pogodę ducha. W górach niknie bezładny zgiełk miasta, panuje cisza bezimiennych przestrzeni, która pozwala człowiekowi wyraźniej usłyszeć wewnętrzne echo głosu Boga.
      Strumieniu, leśny strumieniu, odsłoń mi tajemnicę swego początku."
~ Jan Paweł II

      Łatwo jest się pogubić. To jak strata czegoś/kogoś, która uprzytamnia nam, jak bardzo  potrzebowaliśmy utraconego. Potrzeba czasu, może nawet bodźca, by zrozumieć wiele spraw.
      Zamartwianie się to numer jeden w obliczu problemów ze snem. Odbierają siły. A wiecie, że "większość trosk to kłamstwa"? Ileż to razy zdarzyło mi się martwić czymś, co nie miało miejsca. Zazwyczaj gdy się "z tym przespałam", problem samoistnie się rozwiązywał.
      Czasami myślimy o sobie z pogardą, nienawiścią odnośnie niespełnionych marzeń. Skąd pewność, że nie uda się tych marzeń wyżywić szansami? Obudzić się pewnego ranka bez skazy, i zapieczonej w sercu nienawiści? Spokojnie?
      Pora przypomnieć sobie, że mogę wszystko, że dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych, przecież udowodniłam to sobie wielokrotnie. I wreszcie ruszyć w świat pełną parą - to jest optymizm. Być alegorią bogatego życia, oto cel.
      Uzmysłówmy sobie, że nie jesteśmy jakimiś pionkami, które można dowolnie przestawiać, to jest nasza wolność.

Ale każda droga wymaga poświęceń
Nie ma tak że coś samo z nieba Ci wpadnie w ręce
Dookoła każdy tylko chce więcej i więcej
Ja ciągle idę do przodu, ale powoli a nie pędzę(...)
Jesteś panem swego przeznaczenia
Od ciebie zależy to czy spełnia się marzenia,
Czy idziesz do przodu czy wokół się już nic nie zmienia
Czy jesteś królem życia czy nie masz nic do powiedzenia
Ja mowie Ci spełniaj swoje sny
Tak to jest możliwe
Kolorów mogą nabierać nowe dni
Ty masz w sobie tą siłę
I choć nie zawsze sytuacje miłe
Cię spotykają
Przetrwają tylko Ci co siłę w sobie mają(...)
Możesz robić to co chcesz,
Możesz być kim chcesz,
Możesz żyć jak chcesz,
Przed Tobą setki dróg stoi otworem
Ty stoisz przed wyborem od Ciebie to zależy, którą wybierzesz.(...).
~ Mesajah


      "Miej zawsze odwagę, by robić to, co chcesz robić."
~ "Skarpetki. Opus 124"

Widok satelitarny na górę.
       Zasypiając, nie zamartwiaj się, wizualizuj siebie w sytuacji rozwiązania kłopotu tak, jak tego chcesz. Prześpij się z problemem ale tak, by rano obudzić się ze świadomością właściwego rozwiązania.
      Nie idź z pracą do łóżka, to już przesada. Zamartwianie się pracą ściąga na dół, no włosy dęba stają!

- natchnione książką Bena Sweetlanda.



      Restauracja na szczycie góry, prowadzona jest w przemiłej, rodzinnej atmosferze. Dania są smakowite, menu bogate w propozycje. Obsługuje cała rodzina. Ale to, jak seniorka otwierała i nalewała piwo, trzeba zobaczyć samemu, to dopiero fachowa babka!

To nie są wycinki z gazet. To podkładka pod gorący talerz, składa się z JEDNEGO arkusza papieru.
Lokalne piwo pszeniczne.
Ciasto gruszkowe z bitą śmietaną, podawane na ciepło.

      Widoki z okna restauracji wprawiały w stan kontemplacji, a smaki i zapachy całkowicie rozleniwiały ciało.


Widok na jezioro Bodeńskie.



      Z tego punktu można było przejść granią całą górę. Wg mapy Google, przejście jej górskiego majestatu najwyższego, (od Säntis do Hoher Kasten) zajmuje 4.30 - 5 godzin. Hoher Kasten widzieliśmy z daleka (zdj. poniżej) , myśleliśmy i pokonaniu tej drogi, ale to nie trasa na trampki.


      Polskim Wierchom zawdzięczam wiele dobrych chwil w moim życiu, w kształtowaniu mojego stosunku do przyrody, do ludzi, do Boga. Góry są wyrazistym symbolem wędrówki ducha, powołanego, aby wznosić się z ziemi ku niebu, ku spotkaniu z Bogiem.
      Wobec piękna gór czuję, że On jest. I wtedy zaczynam się modlić.
~ Jan Paweł II





      Na grani panuje obraz troszeczkę przypominający stepowy, a wiadomo, że step może być obszarem półpustynnym lub pokrytym trawą i krzewami. Tutaj mamy pełno suchej trawy oraz kamyków w towarzystwie krzewów i drzewek wyłącznie iglastych.


Widok na restaurację.

Tu zrozumiałam, że naprawdę jestem córką mojej matki, nie podmienili mnie. Ona wgląda tak samo. Po prostu kaptur dodał efekt długich, czarnych włosów i teraz wszystko jest jasne.






      Natknęłam się na ślady pradawnej cywilizacji, mianowicie - skamieniały odcisk stopy:


      Przy okazji chciałam nadmienić, że tam w dole było prawie 30stp. C, a tu w górze iście orzeźwiająco. Była to ucieczka przed skwarem, spod słońca pod wielki gałgan chmury. Aż przyjemnie było znaleźć trochę śniegu.


      Góry od zawsze fascynują ludzkiego ducha, tak dalece, że Biblia uważa je za uprzywilejowane miejsce spotkania z Bogiem. Góry dają człowiekowi, poprzez zdobywanie wzniesień, nieograniczony kontakt z przyrodą – poczucie wewnętrznego wyzwolenia, oczyszczenia, niezależności.
      Byt człowieka jest przemijający i zmienny. Góry istnieją w sposób pewny i trwały, są wymownym obrazem niezmiennej Wieczności Boga.
~ Jan Paweł II








      Drobniutka flora górska zaskakiwała swymi dziwnymi kształtami i kolorami. Z łac. Flora – rzymska bogini kwiatów.




      Ostatnio udało mi się wiele pozmieniać w mojej głowie. Nawet pomimo zmęczenia i problemów ze snem, za co daję sobie piątkę z plusem.
      Z wysoka zauważyliśmy piękne jezioro sezonowe. Początkowo myśleliśmy, że to pada cień góry, ale wykluczone. Powstaje na skutek topnienia śniegów. Także i po obfitszych opadach błyszczy lazurem nieprzyzwoicie.



      To nie były wszystkie plany jakie mam wobec tej bandyckiej góry. Póki nie zdobędę jej na własnych nogach, nie przejdzie mi, taka już jestem.
      Istnieje możliwość wejścia na sam szczyt, ale pewności nie mam. Może okazać się po przebyciu 3/4 drogi, że potrzeba umiejętności alpinistycznych i sprzętu. Póki ścieżka będzie mnie prowadzić, będę szła. Wg bileciku, miałoby to zająć trzy godziny. (parking u podnóża darmowy.)
      Jadąc kolejką, widziałam wodospad. Okazuje się, że widać go z daleka z doliny, sądziłam kiedyś, że to zaciek, śnieg, coś w tym rodzaju. Czasami w słońcu migoce. Niech ten wodospad będzie moim celem. A czy zdobędę szczyt, to się okaże tam w górze.

2 komentarze:

  1. dzisiaj odkryłam i pokochałam Twój blog

    "Kto chce naprawdę odnaleźć samego siebie, musi nauczyć się obcowania z przyrodą, bo oczarowanie jej pięknem wprowadza bezpośrednio w ciszę kontemplacji." - szczera najprawdziwsza prawda!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ mnie dzisiaj rozmarzyłaś tym postem!!! Zazdroszczę Ci tej bliskości gór!!! Dasz radę ją pokonać!!!
    Jejciu ja to bym nie mogła się powstrzymać i co tydzień bym chyba łaziła w góry!!!
    P.S. Mamy w planach mały wypadzik w najbliższy weekend, ale wszystko zależy od pogody!!!
    Pozdrawiam serdecznie i... zdrowego snu życzę :D

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.