poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Zagrożenia, pijany samiec i słówko i podróżach.

      Pragnę uprzejmie poinformować, że sezon na bzykanie i związane z tym niepokojące konsekwencje, uważam za rozpoczęty. Został on już zainicjowany pierwszym kamieniem węgielnym pod moją bluzką. Żeby Wam nie było nadal do śmiechu z powodu niefortunnie ustawionych obok siebie określeń jak "bzykanie" i "pod  bluzką" wyjaśnię, że chodzi o Vespula vulgaris. Sama nazwa VULGARIS usprawiedliwia mnie i już jasnym jest, że nie mogłam zacząć inaczej. Chodzi o OSĘ.
      Jej zasięg występowania sprawia, iż nie mam gdzie uciec, żyje nawet w Australii. Powiedzmy sobie szczerze - jeżeli coś buduje sobie domki z uśmierconych i przeżutych owadów, nie może być dobre.
      Niestety nie mogę sobie ich lekceważyć, po ukąszeniu rozpoczyna się w moim ciele proces chyba gnilny, a już na pewno wyglądający dosyć efektownie - czerwony rumień pędzący groźnie w stronę serca, które nie jest dość czarne, aby truciznę wytępić. A myślałam, że diabli złego nie biorą.
      Otóż inicjacja rozpoczęła się podczas osiągnięcia pewnej prędkości na rowerze. Pewien bzyczący mały punkt uderzył mnie w dekolt i zdezorientował, po czym wpadł pod bluzkę. Myślałam, że ja też wpadnę, ale pod koła, jednak zacisnęłam zęby, zjechałam w zatoczkę i rozpoczęłam powolne (ostrożne) techniki mające w nieinwazyjny sposób ewakuować mnie z opresji. Jakąż ulgę poczułam, gdy zorientowałam się, że to puszysta, śliczna, miła i przyjazna pszczółka... Trochę potargana, trochę poklejona moim potem O_o śmieszna taka w całej tej sytuacji, uciekła pokręconym lotem hen daleko.
      Moi mili, trzeba zdać sobie sprawę, że przyroda tylko czeka aby nas zdziesiątkować, bo jesteśmy wstrętni, bo zanieczyszczamy, bo hałasujemy. Oto krótka lista zagrożeń:


      Właśnie miałam gościa, pan nieco się wykoleił, nie trafił pijany do domu i upadł. Pomogłam mu wstać, ale nie umiał powiedzieć gdzie mieszka. Postawiłam go na słońcu, wygląda jakby zaraz miał puścić pawia... Ja się nie znam na chrząszczach, ani tym bardziej na pijanych samcach, zrobiłam ile mogłam, pan poczołgał się do cienia i znowu padł.




      Wczoraj zabiłam swój sprzęt jeżdżący, określany mianem rolek. Czyniły mnie nierzadkim tutaj wizerunkiem 'człowieka na kołach'. Na całe szczęście umarły tuż przed domem gubiąc cząstki swoich kółek, a nie gdzieś w polu na asfaltowej miedzy.
      Kraj może egzystować spokojnie, zniknęłam z dróg. W najbliższym czasie nie będę kompromitować się publicznie, ani nie sprawdzę, czy ubezpieczenie na dezorientację na drodze, działa poprawnie. I doszedł nowy punkt na liście planowanych wydatków, bo chcę zostać 'człowiekiem na kołach'. Te drogi czekają właśnie na mnie! O_O


      Właśnie się dowiedziałam, że w Szwajcarii zakupiony bilet u pani w okienku na dworcu kolejowym, to to samo co bilet na autobus i odwrotnie. Bo to przejazdy strefowe i nie ważne w co wsiądę, bilet uprawnia mnie do jeżdżenia po danym obszarze. A sądziłam, że to dotyczy wyłącznie biletów okresowych.
      Ciekawa rzecz, również w kwestii kupowania biletów z automatów, wsiadasz - kasuj bilet, obojętnie czy w autobusie, czy w kasowniku na dworcu kolejowym, zanim wsiądziesz do wagonu - kasuj, bo bilety nie są czasowe.
      Automaty, dlaczego nie widnieje na nich żaden znak określający rodzaj komunikacji, a one stoją wszędzie? W większych metrach takie same uświadczymy przy kolei, przy autobusach i trolejbusach, oraz przy metrze. Bilet na wszystek sposobów podróży, to taka sama karteczka z wydrukowanymi numerami stref. Można podać przystanek docelowy, albo wybrać strefy, przez które chcemy przejeżdżać.
      Posiadający kartę kredytową, mogą uraczyć się biletem wydrukowanym samodzielnie w domu z internetu, mapka stref jest ogólnodostępna na wszystkich witrynach internetowych komunikacji. Wartościowa wiedza dla osoby, która jeszcze błądzi w tym świecie.
      A mówią, że czytywanie blogów to wiedza bezużyteczna, bo na co komu cudze doświadczenia? A na to, że każdy ucząc się, może uczyć innych, zwykła metoda społeczna - obserwowanie siebie nawzajem. Jest kilka obserwowanych przeze mnie kobiet-emigrantek, w tym nawet jedna Łodzianka, tym milej wymienić się paroma doświadczeniami i żyć w wiekim-małym świecie nie całkiem samemu. Blog to krótko mówiąc, prywatne spostrzeżenia, o których nie przeczytamy na specjalnych portalach tematycznych. Żaden nie pisał o przejazdach, a mój współtowarzysz życia frajwędruje samochodem i nie na każde pytanie jest mi w stanie odpowiedzieć. A że ja mam tendencje do spontanicznego podróżowania jedno-dobowego, w kierunku zwykle absolutnie niekontrolowanym, lepiej, bym wyposażyła się w wiedzę zawczasu. Nie praktykowałam tego od miesięcy, bywa, że ta potrzeba przychodzi nagle jako impuls elektryczny...
      Swoją drogą, to by była ciekawa szkoła przetrwania, zważywszy na gadulstwo tubylców.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.