niedziela, 12 kwietnia 2015

Trochę mistyki i duchów, jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło.

      Miniony tydzień jawi się wkrótce jako ten niepowszedni warty uwagi i zapisu, bym pamiętała, że byłam pośród natury i odpoczywałam. Mój duchowy wizerunek i właściwości wrodzone (nabyte także i lata praktyki) w dziedzinach wykraczających poza granice normatywnego i utartego w szarym dedukowaniu, zwyczajowego rozumowania, piszczał z radości.
      I to wszystko już wkrótce odejdzie w niepamięć, przez system w niwecz się zamieni, kiedy czasu na sen zabraknie, kiedy czasu na uśmiech nie będzie. Chyba że taki z bezsiły.






      Miałam ponadto sen we śnie. Śniłam, że w okolicznościach pewnej podróży, obudziłam się w pokoju hotelowym i opowiedziałam wszystkim współpodróżnikom o tym, iż śniło mi się, że obudziłam się w pokoju hotelowym i myślałam, że to tylko sen, a to prawda, ja rzeczywiście tu jestem. Pamiętam jak się wtedy ucieszyłam...
      Pamiętam piękne stare miasto, rozległe co najmniej jak starówka w Toruniu, lecz całe z drewna. Brunatne chaty malowane kolorowo w ludowe zdobienia, typowe wzory dla naszych wschodnich sąsiadów.
      Skąd tak dobrze potrafiłam w ich języku, dogadać się ze sprzątaczką, z którą trzymałam sztamę i każdego dnia podpowiadała mi, co warto zwiedzić? Skąd taki sen? Te uczucia dziwnie zalegające gdzieś na dnie serca, jakby chciały mi wskazać drogę do odpowiedzi, tak oczywistej, że obłędnie prostej.
      Rozwiązanie zagadki przyszło noc później gdy przyśnił mi się stary poczciwy sen, w którym w nadmorskiej chacie (do złudzenia przypominającej wnętrze mojego aktualnego mieszkania, to już chyba był joke wyobraźni) znalazłam moje stare manuskrypty oraz mapy, na których kreśliłam przyszłe plany.
      W tym powielanym śnie zwykle była to mała drewniana chatka w lesie nad jeziorem, ale genezą snu zawsze była planowana podróż. Niekoniecznie taka, która mnie czeka, ale w zasięgu. Cały świat zawsze jest w naszym zasięgu, trzeba o tym pamiętać i nigdy nie poddawać się myślom, że to nie dla nas. Każdy czas jest odpowiedni i deszcz zawsze pada tylko dla nas. Należy o tym pamiętać.
      Postać, która w tej chatce zawsze na mnie czekała z gorącą herbatką, mój opiekuńczy wieszcz i dobry Duch Snów, przypominał mi znajomymi słowami, ilekroć o tym wszystkim zapominałam:
      "Lepiej bez celu iść naprzód niż bez celu stać w miejscu, a z pewnością o niebo lepiej, niż bez celu się cofać."
      I tego się trzymajmy. Cały czas, aż do końca życia. Tempus fugit aeternitas manet. [czas ucieka, wieczność trwa]

   Te to mają wiecznie wolne. Głównie jedzą.






      Albo obgryzają...


      Widzieliśmy jeszcze coś takiego, ale nie dało się inaczej uchwycić obiektywem:


      Wśród przyrody w zakamarku prywatnym, gdzie natura odwdzięcza się właścicielowi całym sercem, wkałmuczyliśmy mięcho z ogniska. Dużo mięcha, że aż potem bolało. Ale to było dobre mięcho.
      Pomyślałam sobie, że ów właściciel to szaman. Ziemia go słucha. Na działce pełno dobrych duchów, a ten człowiek gada ze zwierzętami, nawet krzaki go słuchają i rosną w zgodzie z jego artystycznym zamysłem. Miewa wizje, widzi duchy... Polecił mi indiański sposób na odpędzenie koszmarów, ale za późno by sprawdzić, moja Śniąca Siostra, zgadłszy przyczynę ich występowania, odpędziła je na dobre. Wrócił Duch, wszystko jest na miejscu, dążymy do równowagi.

      Poniższe zdjęcia, pochodzą ze spaceru niedaleko domu.






To zdjęcie nie wyszło, ale kwiatek ładny.



      Szkoda tylko, że nie czuję, abym robiła postępy w gadulstwie. Sęk w tym, że najprostsze pytanie, które mi zadano, brzmiało jak język mlaskowy khoisan, a było to na jarmarku tradycyjnym w Austrii, gdzie pan tylko zapytał o moje imię. Pioruński dialekt... Jak z trzech słów można zrobić jedno? Poczułam się paskudnie pogrążona w hańbie i upodleniu jako uczeń szkoły językowej, wałkujący język w domu także innymi metodami, uczeń, który już powinien chwytać w lot większość. Mówię Wam, zostałam zdemoralizowana, to już upadek sromotny. Coraz bardziej skłaniam się ku szkole dialektu konkretnie.
      Na owym jarmarku chcąc nabyć chleb, nawiasem mówiąc, prawdziwy i z kminkiem, pan stwierdził, że zrobiłam jeden błąd, błąd wyboru, bo nie z nim jestem. ;]
      Inny pan marzył o mnie w bikini. Doprawdy, na to wspomnienie, nie wiem czemu daliśmy akurat jemu polski przysmak, chyba w tamtej chwili uniesienia, na chwilę z serdeczności swej całej, podjąwszy taką decyzję, zapomniałam o jego bezpruderyjnej fantazji. O.K., Jezus kazał wybaczać. ;]
      W zamian dostaliśmy austriacki przysmak z gruszki i jedliśmy garściami kwaśne żelki. No... i nie tylko to spożywaliśmy za darmo ;)

      I życie toczy się dalej, a bandyckie góry dalej zasłaniają mi widok:



Wspomniana w jednej z pierwszych notatek tego bloga,
twórczość szwajcarska.
Kiedyś pomyślałam, że poświęcę temu zdjęciu osobną notkę,
ale nie będę tego robić.
      I znów nie mogłam dojść do konsensusu, które z proponowanych kadrów jest lepsze:


      Moja zhańbiona reputacja i rozanielona od przyrody dusza, pragną aby udało mi się przeżyć tę próbę morderstwa na mojej osobie. Wszak do czwartku groził mi będzie atak Predatora i śmierć przez bezsenność. Aby paradoksom było zadość, cieszę się, że wracam do szkoły, przynajmniej jedno człowiek robi, bo chce, a jej późna pora wieczorna sprzyja aktywności mojego mózgu. Chodzą pogłoski, iż jestem sową...

5 komentarzy:

  1. Jak tu ładnie u Ciebie. I refleksyjnie. W życiu ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia. Nic poza tym, choć ja się upieram, że ogranicza mnie brak odwagi. Mój native z angielskiego mówi do mnie w zeszły piątek: ale przecież Ty jesteś odważna! Podróżujesz sama! Skończyły mi się wymówki dla których jeszcze nie opuściłam kraju...

    Dobrze, że choć jedna z nas ma odwagę i potrafi być szczęśliwa. Złe sny mijają, jak wszystko co złe. Powiedz mi tylko, jak tak siądziesz i pomyślisz, a myślenie to u nas mknie z prędkością światła widzisz jak to nasze życie układa się w jedną całość? Jak puzzle? A gdzie do końca układanki. Sny wszelakie, deja vu, nasze lubienia i nie, miejsca, które kochamy....Tak, jakby nasza tożsamość była zakorzeniona w przeszłości, poprzednim wcieleniu i zupełnie nie związana z rodziną. Po ostatnich świętach stwierdziłam, że mnie to na pewno podmieniono na porodówce i dano nie tym rodzicom;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Zgadza się, ogranicza nas wyłącznie nasza wyobraźnia, czasami mam wrażenie, że granice, które widzimy, (zawsze gdy mówimy "nie mogę") wyznaczamy sobie my sami.
      Nie wiesz (ja też nie wiedziałam, ale zaczynam rozumieć), że samotne podróżowanie to wyzwanie i wielka odwaga? Wyjazd za granicę wydał mi się pestką, pojęłam jednak, jak wielu ludzi to widzi - że to wyczyn, wyzwanie. Wcześniej nie rozumiałam tego, by żyłam wiecznie w drodze, trasa była moim domem, ja naprawdę mało siedziałam w domu, tylko kiedy pracy było w grafiku gęsto. Ale ile znasz osób, które tyle jeżdżą po świecie co my? Ile znasz takich intensywnych życiorysów?
      Owszem, nie jestem podróżnikiem, który zagłębia się w cywilizacje jak Cejrowski, można powiedzieć, że jestem tylko turystką. Ale ile znasz jeszcze kobiet podróżujących samotnie? Ja już żadnej więcej. Tylko w telewizji.

      Ja bym nie wyjechał na stałe za granicę gdyby nie serce, bo nie wydawało mi się to celem mojego życia. Uparcie dążyłam do normalności w takim kraju, w jakim się urodziłam. Żyć. Co innego zwiedzać, poznawać. Gdybym jednak miała sobie wybrać jakieś miejsce pod dom, nie byłby to ten kraj. Wybór dokonał się sam, bo jak mówisz, układanka ładnie składa się w całość. Nawet sobie nie wyobrażałam, ile elementów musi do siebie pasować, nawet tych malowanych na czarno, ale musiały być, by dojść aż tutaj i wreszcie doświadczyć, że mam to, czego pragnęłam, i wygląda to tak, jak chciałam, a jeszcze przed rokiem zdawało się być próżnym sem.

      Po chwili namysłu...; nasze dusze mają specjalne uwarunkowania. Nabywają pewnych umiejętności, ale z talentami się rodzimy. Tak samo jest z upodobaniami, myślę, że to echa naszych poprzednich wcieleń. I jeżeli chodzi o te czasy i dzisiejszych ludzi, czuję, że jestem nie na miejscu. Ale dopasowanie i poglądy etyczne z narzeczonym, świadczą o tym, że on również jest nie na miejscu. Może założyło kółko wsparcia osób niezależnych inaczej?

      Usuń
  2. Wielokrotnie powtarzał mi się sen, w którym chcę wejść na górę. Z pozoru łatwa trasa, jednak im wyżej wychodzę ciągle pojawiają się jakieś komplikacje, które nie pozwalają mi osiągnąć szczytu. Budzę się zawsze rozczarowana!!!
    Ech te bandyckie góry!!!! Piękne są!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Sny bywają niepokojące, a czasem nic z nich nie wynika.
    Widoki podziwiam, szczególnie te górskie. Ale i Hunde-WC mnie ruszyło, szkoda, że u nas takich wynalazków nie ma!
    Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Łodzi pojawiły się takie wynalazki z torebeczkami i łopatką nawet. Ale krótko wisiały przy koszach. Pokradli albo połamali.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.