piątek, 24 kwietnia 2015

Między Bogiem, a diabłem.

      Bo jak już się obudzę, to już wstaję. I mamy wpół do siódmej - znowu. Muszę pić przestać na noc, żadnych herbatek i kakałek!
      Chyląc czoła nad książką i kawą z czekoladą, budzę umysł, tak jest najprzyjemniej zacząć dzień. Ostatnio mam wrażenie, że jednak mózg zostawiłam w Polsce. Dlatego jeszcze więcej czytam, może wyhoduję sobie nowy...
      Mam też halucynacje. Coraz częściej jakieś spostrzeżenia zmysłowe, pojawiają się bez wystąpienia zewnętrznego bodźca i zaczyna mnie to szczerze przerażać. A może to nie haluny, tylko zwykłe złudzenia? Bo może to nie zjawy, tylko przekształcenia rzeczywistości? Albo nowa wada wzroku? To już krótka droga do zespołu paranoidalnego, ewentualnie ktoś mi wsypuje substancje psychoaktywne do napojów, albo faktycznie mam uszkodzony mózg. Z dwojga złego wolę substancje, bo choroba postępując, sprowadza na stałe zmiany organiczne. Jeżeli jednak to mózg, a nie truciciel, to znaczy, że albo mam guza śródczaszkowia, albo spóźnione konsekwencje udaru słonecznego sprzed 3 lat, choć nie wiem czy to możliwe...
      Zostało mi jeszcze parę zdjęć sprzed tygodnia czy dwóch... nie pamiętam... pozwolę sobie wpleść je w tekst.







      Ponieważ Szwajcaria jest bardzo poprzecinana rzeczkami, postanowiłam zanudzić Was nimi na śmierć. Bo kwiatkami już zanudziłam siebie samą. Nadal szukam swojego miejsca, takiego kąta w przyrodzie, gdzie będę się mogła schować i niknąć na jakiś czas z własnymi myślami i Duchami. Rozpalić ogień pod kotłem, ugotować zupę z pająków i takie tam, normalne sprawy, wiecie...
      Ostatnio w szkolę odnoszę perfekcyjne skutki w ekspresyjnych dialogach o tym, że nie, nie chce mi się, no znowu? i dlaczego ja?, w oparciu o wkopywanie kolegów z klasy w różne zadania, których nie lubię wykonywać. Np nie lubię pisać flamastrem po wielkich kartonach (wygląda jak gigantyczny notesik). Ale za to chętna jestem do pisania po białej tablicy, z której można wszystko zetrzeć. I ścierać też ją bardzo lubię. O_O To nie normalne... wiem.



Nie każdy facet z widłami, to Posejdon, ale każda kobieta z dzidą jest groźna.

      Niestety powyższe miejsca nie mogą być moimi miejscami, ponieważ od kiedy tu jestem, tylko ten jeden raz widziałam je prawie puste, zazwyczaj wędkarze rozstawiają tutaj całe kempingi.

      Wciąż zastanawiam się, dlaczego w niektórych programach treningowych prowadzonych przez panów trenerów, występuje mniej więcej po środku filmu striptiz. Czy metoda zdejmowania z siebie garderoby przez trenera, ma na celu zmotywowanie pań do dokładniejszego wykonywania kolejnych serii i podniesienie wydajności, poprzez stopniowanie napięcia? Rozumiem z kolei motywację w tym sposobie dla ćwiczących panów, to proste, klatka piersiowa trenera, ma ich zawstydzić.


Jeżeli w Twoim aparacie nie ma funkcji "panorama", to nie próbuj sklejać zdjęć w Photoshopie, bo Ci to nie wyjdzie!
      Nadchodzi maj, mam falstart w czytaniu książki, po którą sięgałam zawsze w tym terminie.

      “Niosła obrzydliwie, niepokojąco żółte kwiaty. Diabli wiedzą, jak się te kwiaty nazywają, ale są to pierwsze kwiaty, jakie się wiosną pokazują w Moskwie. Te kwiaty rysowały się bardzo wyraziście na tle jej czarnego płaszcza. Niosła żółte kwiaty! To niedobry kolor! Skręciła z Twerskiej w zaułek i wtedy się obejrzała. No, Twerską chyba pan zna? Szły Twerską tysiące ludzi, ale zaręczam panu, że ona zobaczyła tylko mnie jednego i popatrzyła na mnie nie to, żeby z lękiem, ale jakoś tak boleśnie.[...]Szliśmy bez słowa tym smutnym, krzywym zaułkiem, ja po jednej stronie, ona po drugiej.[...]Popatrzyła na mnie zdziwiona, i ja nagle najzupełniej nieoczekiwanie zrozumiałem, że przez całe życie kochałem tę właśnie kobietę![...]

      Miałam taki zwyczaj, prócz czytania tej powieści, kupić sobie w maju jakieś obrzydliwie, niepokojąco żółte kwiaty. Co prawda żaden Mistrz nigdy się nie przypałętał, ale było to dla mnie początkiem wiosny, dużo bardziej znaczącym niż Wielkanoc czy data w kalendarzu. Mój prywatny, całkiem sympatyczny początek wiosny.

      „W białym płaszczu z podbiciem koloru krwawnika posuwistym krokiem kawalerzysty wczesnym rankiem czternastego dnia wiosennego miesiąca nisan pod krytą kolumnadę łączącą oba skrzydła pałacu Heroda Wielkiego wyszedł procurator Judei Poncjusz Piłat.”

      Pomyślałam sobie, że wiele połączyło mnie z tą postacią. Słuchałam na jego temat od przyjaciółki, która zgłębiała tajniki żywotu Piłata przez parę lat. Byłam tam, gdzie wiecznie żywa legenda straszy spotkaniem z jego duchem, i gdzie żywioł przyniósł jego ciało. Oraz zakochałam się w powieści, w której odgrywa znaczącą rolę.
       Ogólnie rzecz biorąc, mieszkam teraz w pogańskim kraju, by nie rzec, że szatańskim. Miasto światła? Piłat? Masoni? Smoki i inne bestie?

Koty pilnujące obejścia. To a propos bestii.

      Na dobitkę, 30 marca rozpoczęło się internetowe głosowanie ws. nowego hymnu narodowego. Stary, będący w istocie modlitwą, uznano za przestarzały w otwartym społeczeństwie. W pierwszej rundzie, do 15 maja, można wybierać spośród sześciu nowych wersji.
      Nowe wersje hymnu zamieszczono w internecie. W pierwszej rundzie wyłonione zostaną trzy spośród nich. Druga runda rozpocznie się 8 czerwca, a 12 września odbędzie się w Aarau, stolicy kantonu Argowia, transmitowany przez telewizję finał konkursu. Zwycięski tekst zostanie zaprezentowany rządowi (Radzie Federalnej) do zaakceptowania. Głosy oddane przez internet będą stanowić 50 proc., a drugie 50 proc. mają stanowić głosy jury złożonego z muzyków, dziennikarzy, członków chórów i organizacji sportowych.
      Konkurs na nowy hymn ogłoszono w styczniu zeszłego roku. Każda z zainteresowanych osób mogła zgłosić własną propozycję. Z otrzymanych 208 specjalne jury wybrało sześć, które przetłumaczono na wszystkie używane w Szwajcarii języki (niemiecki, francuski, włoski i retoromański).
      Tekst obecnego hymnu, Psalmu Szwajcarów, powstał w 1841 roku; melodia jest o wiele starsza, wywodzi się z psalmu 17 (Diligam te Domine, fortitudo mea - „Będę Cię miłował Panie, moja mocy!”). Zawiera modlitewne odwołania do Boga, gór i słońca, sławi pobożność, alpejski krajobraz.
Od lat 70. narastały głosy sugerujące zmianę hymnu, ale pochodziły od pojedynczych osób lub małych grup.
      Oficjalny hymn jest psalmem, modlitwą, a my mamy społeczeństwo otwarte, religijnie neutralne. Mamy ateistów, nie mamy jednego Boga, dlatego ten hymn jest problemem.
- tłumaczył, ogłaszając konkurs, Lucas Niederberger ze Szwajcarskiego Stowarzyszenia na rzecz Użyteczności Publicznej (SGG).
      Tekst powinien odnosić się do wzmocnienia wolności i demokracji, niepodległości i pokoju, w solidarności i otwarciu na świat” oraz o „życiu wspólnie we wzajemnym zrozumieniu i poszanowaniu dla różnic.
      W 2011 sąsiadka Szwajcarii, Austria, zmieniła słowa swojego hymnu z „Narodu wielkich synów” na „Naród wielkich synów i córek”.
 - info z internetu






3 komentarze:

  1. Może zamiast gotować pająki, rybki będziesz sobie łowić ;) w tych pięknych okolicznościach przyrody :D. Gdzie nie spojrzysz tam góry :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię łowić ryby, ale tutaj trzeba mieć pozwolenie, które podobno jest bardzo drogie i się nie opłaca przeciętnego emigrantowi.
      Do gór mam podejście takie - stoją, bo Bóg tak chciał.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.