poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Coś na kształt Côte d'Azur, tylko inaczej.

      Urlop powoli odchodził w niepamięć, już za chwilę całkiem o nim zapomnę. I tak patrząc, jak ucieka ten czas, ranka pewnego, całkiem słonecznego udałam się w pojedynkę w celu odnalezienia czegoś ładnego.
      Przebyłam łącznie rowerem 20km, rozpoczynając tą niedługą podróżą sekwencję dni pełnych aktywnego spędzania wolnego czasu. Chyba bym chora była, gdybym przeleżała te dni w domu!
      Miejsce nie jest ani ukryte, ani zapomniane, więc spodziewam się w sezonie zastawać tu odpoczywających ludzi, toteż nadal nie jest to moja "ziemia obiecana", gdzie będę mogła zniknąć w niepamięć ludzką i nikt mnie nie odnajdzie. Nazwałam to miejsce "lazurowym wybrzeżem".
      Bardzo ciekawa również była droga na owe wybrzeże, nagle horyzont zaczął się zmieniać góry zniknęły, tylko błękit nieba i zieleń roślinności.


      Zjechawszy z wału Renu, trafiłam w całkiem zieloną od bujnej, wysokiej trawy, polankę obok niewielkiego, gęstego lasu. Na widok takiego uroczyska, to jak obowiązek - zatrzymać się na dłużej.




      A tam było małe jezioro. Tęsknię za takim pejzażem i czasem uda mi się je zaspokoić odrobinę. Ale tylko odrobinę. Nic tutaj nie przebije Doliny Rospudy. Wszystko jest inne. Tak inne, że przywyknąć nie zdołam chyba przez najbliższą dekadę. Zwykłe ludzkie przyzwyczajenia. Może. A może to rzecz gustu.






      Sama w drodze. Jak za dawnych czasów. Troszkę za tym tęsknię, zawsze byłam samotnikiem. Towarzyskim, ale samotnikiem. Takie to właśnie paradoksy we mnie są. Jednak nie żałuję owej wielkiej zmiany, czuję że to właściwa droga.


      I dopiero później odkryłam 'lazurowe wybrzeże'. Wyjątkowe miejsce jak na Szwajcarię, które zasłużyło sobie na popularnie brzmiącą nazwę, choć to akurat, z Francją i Włochami nie ma nic wspólnego. Kolory wody przybrzeżnej pojawiają się w pejzażach kilku innych jeszcze krajów, ale czyż po francusku nie brzmi ono najładniej?



Dowody na spędzanie tutaj wolnego czasu, przez inne cywilizacje.

      Bardzo lubię kamienie. Niektórzy twierdzą, że powinnam zamieszkać w kamieniołomie. W Szwajcarii jest wiele sklepów sprzedających ozdobne kamienie na przydomowe skalniaki czy kamienne korytka do kwiatków. Donice i nawet figurki. Bardzo lubię na nie patrzeć, nie wiem co w tym takiego, ale cieszy oko. Może dlatego tak mi się podobały kreteńskie plaże?
      Poniżej deptałam kamienie, na których coś bliżej niezidentyfikowanego, rysowało kreseczki.




      Z kategorii: potamologia.










Uważam ten kamyczek za nader interesujący...





      Niestety nic co dobre, trwać wiecznie nie powinno, bo gdyby zastała mnie tu noc, pewnikiem zjadłyby mnie komary. Dlatego czas, by wyjechać z malowniczej dolinki i spojrzeć na rajskie wybrzeże z góry.



      A później wróciwszy w alpejskie pejzaże, rzut okiem na góry Austrii.



      I to właśnie, nazywam udanym i konstruktywnie spędzonym dniem. Lenistwo rozumiane przeze mnie, zawsze odznacza się kolejnym punktem na mapie. Wędrówka może być leniwa, wolna od stresów i zmartwień, bez żadnego pośpiechu. I wiele nie trzeba, tylko pojechać kilka km dalej, czasem tylko pójść na spacer, by znaleźć oazę wolną od zarazków codzienności.
      Na spokojnie wkraczam w nowy tydzień okrojony z przyjemności przez system. Może znajdę czas, by opowiedzieć o pozostałych, leniwych dniach. Może znajdę sposób, by w afekcie pracy i nauki nie zapomnieć wspomnień. I przeżyć drogę, wszak predator czyha, halny dmie, więc dziś pomódlcie się za mnie teraz, abyście nie musieli w najbliższym czasie śpiewać Anielskiego Orszaku nad moim ciałem.

3 komentarze:

  1. A ja lubię skały. Skalne wybrzeża, klifowe...Chodzenie po kamieniach i toń wody,która uspokaja. Tylko lubię patrzeć, wszak nie potrafię pływać. Schudłaś czy mi się tylko zdaje?:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Może geologiem??? Poznałabyś historię każdego kamyczka :D
    Fajna wycieczka :)
    Też jestem zwolenniczką aktywnego spędzania wolnego czasu :).
    Przepuklina pępkowa nie jest taka straszna, jak matki polki wieszczą ;). Po 6 tygodniach można już śmigać, po 2 miesiącach ... na całego. Czekam z niecierpliwością, bo gór mi się chce :D i tej wolności (okraszonej dziecięcymi wrzaskami ;P).

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.