środa, 22 kwietnia 2015

Chyłkiem przypełzła noc, koszmarne gryzą sny, nietoperze, szczury i robaki...

      I się zaczęło... Wierzyłam, że w tym kraju będę mieć spokój, tutaj nie brakuje wysportowanych kobiet samotnie podróżujących po okolicy, uśpiło to moją czujność.
      Niepomiernie zdziwiłam się, gdy w sklepie pochyliłam się nad zieleniną do sałatki, a pewien pan tymi słowy zaprzątną moją uwagę:
   - Ja, wunderbar Salat...
      Mierząc mnie z góry na dół parokrotnie.
   Spojrzałam się na niego jak na krokodyla w akwarium, i jak Boga kocham, facet przypominał mi z twarzy Bloobfisch. Nic mu nie powiedziałam, a myśli były nieładne. Mój wzrok mówił za mnie.
      Co to znaczy? Że mamy sezon koszulkowy, albo majtkowy, różnie mówię... Tzn. gdy jest zbyt ciepło, aby się ubrać, mieszcząc się w ramach ogólnie przyjętej przyzwoitości. Niestety ale nawaliły mi systemy chłodzenia. Patrząc w lustro nie odnoszę jednak wrażenia, bym wyglądała przez swój letni ubiór jak "chętna".
      Nie wiem czy to tylko jednorazowe przejście przez cudze imaginacje czy zanosi się na ogólne kłopoty jak było w Polsce. Czas pokaże.

"...zmywam przez kilka dni
brudne spojrzenie Twe..."

      Miałam okazję przespacerować się do sąsiedniego państwa. Zajęło mi to dokładnie godzinę i dwie minuty, trasa początkowo mało urzekająca, przemieniła się w cichą dróżkę wzdłuż naturalnej rzeczki. Zaznaczam 'naturalnej', bo tu mają zwyczaj prostowania wszystkich rzek. Ta wiła się urokliwie pośród bujnej trawy.
     
      Chrząszczyk majowy wraca do mnie każdego dnia, raz nawet gościł w mieszkaniu. Chcąc go wynieść ponad horyzonty, ciepłam nim za balustradę, jednak jego przywiązanie do mojej fascynującej osoby, wbiło go w markizę balkonową. Zupełnie jakbym zagrała nim w darta...
      W chwili obecnej śpi w doniczce.

      Aby wlać w życie trochę pozytywnej magii, udałam się na spacer przez miniaturowy lasek. Spacer bez celu, a prowadziła mnie jakaś zjawa.

"...Byłeś zbiorem kłamstw
talią fałszywych kart
porozkładałam je na brzegach
wąskiej drogi, którą szłam..."
      Kwiatuszki w lasach oczywiście kwitną dalej. Ten zagajniczek był wyposażony dodatkowo w armię winniczków, które spały gdzie popadło. Po deszczu może być tam całkiem ciekawie. Armia pełzających muszelek. O_o










      Zdjęcia powstawały gdy było odrobinę chłodniej. Teraz będę bała się wyjść z domu, rozważam nabycie habitu albo chociaż szkaplerza.







"...Kolejny zwykły dzień, kończy się z blaskiem świec
Mój stary świat zawiesił się
Dryfuje razem z nim pomiędzy dobrem a złem..."

      I tak życie toczy się dalej, wraz z chrząszczami, ślimakami i predatorem na czele. Wokół mnie parę powodów do wkurwu, kilka zabawnych sytuacji pogrążających moją czujność w dławiącym obłoku poskromienia, uczucie, że system próbuje trzymać mnie za mordę i nie tylko on, oraz przypominające się zagorzale, wyhamowane zapędy do kilku morderstw. I wciąż nie mam się gdzie przed tym wszystkim schować. Takie miejsce (bądź czynność) nazywa się odskocznią.
      Nie ma w czaszce miejsca nawet, by ucieszyć się z wielkiej odmiany. Przecież to wyróżnik w mojej doczesnej, ziemskiej wędrówce, eudajmonia w rozkwicie. A ja co?
      Opętała mnie melodia. Posłuchajcie, bardzo ładny tekst.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.