środa, 11 marca 2015

Wędrówka po kawałek śniegu.

      Onegdaj zwróciłam uwagę na życie w miastach położonych wysoko w górach, że wątpliwym jest aby wiosna miała siłę tam już zajrzeć. Niewiele się pomyliłam, i nie biorę pod uwagę kwitnących doniczek przed domami.
      Sytuacja z dołu wygląda niezmiennie tak:


      Natomiast dalej temperatura drastycznie spada, choć moja zaburzona percepcja pozwoliła mi na odmrożenie sobie dłoni, bo po co się ubierać skoro mi ciepło?
       Już od dawna wiadomo, że mój złożony proces poznawczy nigdy nie prowadzi mnie do odbierania zjawisk w sposób prawidłowy. Dotyczy to w szczególności pogody, łaknienia i pory snu.
      Podróż piesza nie jest taka łatwa jakby się z dołu wydawało. Niby ścieżka, niby żadnej wspinaczki lub chodzenia na czworakach, ale w mięśnie wchodzi. Doskwierało mi to pojawiającymi się czasem skurczami, bo w tygodniu miałam wenę na codziennie treningi o dużej intensywności. I zamiast odpocząć sobie dzień przed wyprawą, ja - skatowałam się solennie. I zostałam w tyle.


      Na szczęście wycieczka czekała za mną, kiedy ja robiłam sobie częstsze postoje, że niby robię zdjęcia XP


      I niby mam przyzwolenie na publikację wyżej obecnego, ale bez wcześniejszej cenzury (a teraz piszę sama) wolę portretami się nie chwalić, bo a nuż zagrozi mi deportacją... O_o
      W miarę upływu czasu przy drobnych przystankach i wytrząsaniu skurczy z nóg, znajdywałam przeróżne, ładne elementy natury. Poczekałam chwilę na lokatora, ale niestety uznał, że mam zbyt przerażającą mordę, kiedy patrzę z bliska.


      Przekroczywszy już parę ładnych metrów n.p.m., granica wiosny dobiegła końca. Przy okazji wyłoniły się tropy różnych zwierząt. Odciski parzystokopytnych jak i... domniemam, że lisów. Nie znam się na tym, rozmiar mi pasował.



      I zmiana sytuacji, my tu, a wiosenne miasto tam.


      W lasach zawsze widziałam coś niesamowitego. To nie jest tylko zwarty zbiór roślinności z przewagą drzew. Drzewo to nie jest duża zdrewniała roślina, ani materiał na zeszyty czy opał. To jest życie. Istnienie, które ma na mnie swoisty wpływ.


      Obowiązkowa przerwa - ściana topniejących sopli. Przecież trzeba zrobić fotkę, nagrać zapierający dech w żyłach film, urwać coś, polizać...







      Zdemaskowaliśmy mieszkanie jednego z niezidentyfikowanych, prawdopodobnie lisokształtnych zwierząt.






      Dzięki tym zdjęciom, po wyprawie zostaje przyjemności na jeszcze dłużej. Delikatna obróbka, co wybrać tu, co wybrać dla rodziny, co opowiedzieć...




      Nie byliśmy wcale najwyżej jak to możliwe. Nad nami rozciągał się naturalnej roboty, wielki mur.


      Wjeżdża do francuskiej restauracji żaba na wózku inwalidzkim i pyta:
      - I co? Smakowało?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.