czwartek, 12 marca 2015

Róż, marszczenia i męskie urojenia.

      Wiosna natchnęła mnie do spędzenia połowy dnia w szafie, której nie mam, ale wiara czyni cuda, więc ja wierzę w swoją moc stworzenia. Wszak zaklęcie monetarne prawie nas nie ogranicza.
      Zatem podzieliłam sobie wszystko nieco szerzej, aby się nie pogubić i wiedzieć gdzie czego szukać, wymyśliłam sobie półki. Zdecydowanie wygodniej, niżeli kumulować w jednym miejscu, jest posegregować, oczywiście nie na kolory, bo wtedy potrzebna by była dodatkowa garderoba, a ja chorobliwie nie lubię się rozdrabniać. Przy okazji odkryłam rzeczy, o których zaponiałam.


      Celowo czerwonej pokazałam tylko to, co widać z przodu, ponieważ z tyłu materiału właściwie nie ma, a czarna jest niepozorna, lecz zdecydowanie nie można jej nosić kiedy wieje...


      Białej nie mogę nosić, kiedy mam zamiar wyjść sama z domu. Ciągnie za sobą nieprzyjemne wspomnienie, które udowodniło mi po raz wtóry, że niektórzy mężczyźni nie potrafią trzymać swej prymitywnej gorączki woli w cuglach.
      Wiele kobiet przyzwyczaiło do stereotypu swobodnej woli, na którą wskazuje właśnie skąpa odzież. Tylko wór po ziemniakach mnie ratuje wieczorową porą na polskiej ulicy w pojedynkę... (Dodam, że latem w upał.) Oj ciężko czasem było wracać do domu... Nie miało znaczenia czy na sportowo, a nawet na rowerze.
      Tymczasem w modzie okazuje się być nadal róż:


      Oraz marszczenia:


      Trzeba się zrobić na ubóstwo, czas pokazać się rodzinie.

1 komentarz:

  1. Szafa, ech, moja wada. A ten róż w przyrodzie i marszczenia bardzo gustowne.

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.